Z igły widły – można by swojsko przetłumaczyć modne obecnie słowo „drama”. Wzięte ze starożytnej greki, do niedawna kojarzone głównie z teatrem, ale dziś przeszczepione, jako anglicyzm, do języka potocznego. Określa się nim awantury z błahego zwykle powodu i często w formie nadmiernie teatralnej, zapewniającej publiczną widoczność.
Filmowa „Drama” jest ciekawa dlatego, że owa igła zdaje się wcale nie błahostką, a norweski reżyser Kristoffer Borgli sięga po amerykańską komedię romantyczną, żeby wkłuć się we wrażliwe społecznie miejsca. I sam film tak właśnie działa: kilka tygodni po premierze nadal się o nim mówi i pisze, pomniejszając bądź powiększając jego znaczeniową pojemność.
Czy w tym przypadku rzeczywiście jest o co robić dramę?
Najgorsza rzecz, której nie zrobiłaś
Na pierwszy rzut oka film Borgliego wydaje się czymś w rodzaju „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” – włoskiej komedii sprzed dekady. Przypomnijmy: uczestnicy pewnego przyjęcia postanowili zabawić się w „sprawdzam” i ujawnić zawartość swoich smartfonów, co zwłaszcza dla życiowych partnerów mogło być sporym szokiem.
Młodzi bohaterowie Borgliego są na innym etapie – spotykają się z przyjaciółmi w przededniu swego ślubu i w ramach podobnej gry towarzyskiej każde z nich ujawnia najgorszą rzecz, jaką zrobiło w życiu. Tymczasem najgorsze okazuje się to, czego się jednak nie zrobiło. Bowiem Emma, przyszła panna młoda, przyznaje na rauszu, że będąc piętnastolatką, planowała masową strzelaninę.
Takiej „igły” nie sposób dzisiaj zignorować, zwłaszcza w USA. Wyrażenia typu mass shooting wykropkowuje się przecież w internecie, by nie wywoływać paniki, nie prowokować ani nie popularyzować zjawiska – a tym samym nie drażnić algorytmów. Chociaż w tak zwanym realu bywa ono jeszcze drażliwszym tabu.
„Drama”, czyli romantyczna satyra na myślozbrodnię
Toteż „Drama” balansuje pomiędzy rom-comem, lekkim niczym pianka na sojowym latte (czy Charlie poślubi Emmę, poznawszy jej mroczną stronę?), grubą farsą i parodią thrillera a społeczną krytyką, wymierzoną w zbiorowe fantazje. W instagramowe wyobrażenia o perfekcyjnie dopasowanych związkach, dizajnersko urządzonych apartamentach, prestiżowych i pasjonujących pracach. Tudzież o gustownych weselach, wyreżyserowanych w każdym detalu.
To dlatego na ostatniej prostej przyszły pan młody będzie musiał przeredagować swoją weselną mowę. Ukochana przestała pasować do wyidealizowanego obrazka, a jej defekt słuchu, który kiedyś wydawał się Charliemu seksowny, teraz przypomina o wstydliwych okolicznościach wypadku. Cóż, miłość bywa często głucha na jedno ucho.
Narzeczony przeżywa swój przedślubny koszmar, widząc w Emmie potencjalną zabójczynię, ale rychło zaczyna szukać dla niej usprawiedliwień – bo wciąż ją kocha. Pyta więc „Drama” o granice szczerości w związku, skoro rzucona luźno anegdota wywołuje aż taką burzę, na miarę tych internetowych. Albowiem „Drama” jest filmem również o tym, jak toksyczne zachowania w sieci, nakręcanie afer i paniczny strach przed publicznym osądem przenoszą się pod strzechy.
Moralne oburzenie ze strony Rachel, przyjaciółki pary i przyszłej druhny, przypomina powszechne dziś sądy kapturowe w internecie. Oto czyjaś prywatna trauma, związana ze szkolną strzelaniną, daje przyzwolenie na ukaranie za samą „myślozbrodnię”, w dodatku popełnioną w dzieciństwie.
Metoda Borgliego: mniej znaczy czasem więcej
Niektórzy widzą u Borgliego po prostu „chorych na siebie”, nawiązując do jego filmu z 2022 r., czyli: współczesnych wielkomiejskich egoistów, nieuleczalnych atencjuszy i „królowe dram”. Oglądamy wszak filmowy teatr życia codziennego, i to w bardzo umownych dekoracjach (chociaż nawet zabawne rytualne gesty – ściąganie sobie nawzajem spodni czy próby zrestartowania całej znajomości – kryją w sobie jakąś mikroprawdę o dynamice dzisiejszych związków).
Tymczasem osadzony w Bostonie romans brytyjskiego muzealnika i dziewczyny z księgarni wcale nie jest aż taką odklejką od rzeczywistości, jak ją niektórzy postrzegają. Przede wszystkim wchodzi co i raz na jakieś grząskie rejony i fakt, iż nie dociska pewnych tematów, działa moim zdaniem na korzyść „Dramy”.
Weźmy choćby wątek rasowy – Emma jest Afroamerykanką, lecz nie ma to wpływu na przebieg akcji, a mogłoby wiele znaczyć w historii szykanowanej przez rówieśników uczennicy, która dosłownie chwyta za broń. Ale jak było naprawdę i dlaczego dziewczynka nie zrobiła użytku z ojcowskiej strzelby, to jeszcze jeden ukryty przypis pozostawiony naszym interpretacjom.
Borgli nie mydli nam oczu banałem, że ludzie są lepsi od swoich historii; woli zakrzywiać i rozszczepiać swoją opowieść, mieszając obiektywne z subiektywnym, realne z wyobrażonym. Aż po finał, który rozbraja wszystko typową dla tego gatunku serią wtop i przypałów, pocukrowanych sceną ostatnią.
Robert Pattinson i Zendaya: gwiazdorski duet w kryzysie zaufania
Mimo konwencjonalnego zakończenia, film Borgliego sprawdza się i jako ślubna awanturka, i jako diagnoza współczesnych kryzysów zaufania, fałszywych wyobrażeń i wygórowanych oczekiwań. Napędzane – powtórzmy to po raz ostatni – w dużej mierze przez świat wirtualny i jego kreacje.
Z czego zresztą marketingowcy tego filmu sami skorzystali, promując go, dla reklamy i równocześnie dla zmyłki, niczym typowy produkt z gwiazdami – Robertem Pattinsonem i Zendayą. Ogrywając przy okazji brytyjskie sztywniactwo jego bohatera tudzież jej rolę potencjalnej awanturnicy (premiera „Dramy” zbiegła się w czasie z trzecim sezonem „Euforii”).
Właśnie obecność na ekranie tej pary (plus brawurowa Alana Haim w roli prokuratorskiej Rachel) dodaje substancjalności tej wykoncypowanej historii. Dla jednych pewnie zbyt ryzykownej ze względu na wspomniane „zabawy z bronią”, dla innych odpalającej raczej kapiszony niż prawdziwe wystrzały pod adresem współczesnej kultury narcystycznej.
Lęk przed związkiem: dramat czy drama
Jedno z pewnością trzeba Borgliemu przyznać: jest bardzo sprawnym agentem chaosu i takimż jego pogromcą. W „Chorej na siebie” i „Dream Scenario” udowodnił, że potrafi wywoływać w swoim widzu różne rodzaje zakłopotania naraz – od poczucia złego smaku, przez dezorientację w wielopiętrowej narracji, aż po niepoważno-poważne rozkminy.
Pytając na przykład, gdzie w całym tym pędzie do projektowania najlepszej wersji siebie jest miejsce na związek dwojga ludzi. Być może więc w tytułowej dramie chodzi po prostu o szukający pretekstu lęk przed wiązaniem się, tak powszechny w czasach nazywanych epidemią samotności.
DRAMA („The Drama”) – reż. Kristoffer Borgli. Prod. USA 2026. W kinach.
Kristoffer Borgli zaczynał od krótkich metraży, które przyniosły mu nagrody m.in. na festiwalu Sundance. Zadebiutował w ojczystej Norwegii mockumentem „Drib” (2017), ale przełomem był satyryczny film fabularny „Chora na siebie” (2022), który miał premierę w Cannes. Rok później za oceanem, pod skrzydłami Ariego Astera i studia A24, nakręcił komedię „Dream Scenario” z Nicolasem Cage'em.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















