Pożegnanie z VHS

Był symbolem lat 90., a dla nas synonimem nowoczesności, sposobem na kontakt z Zachodem, choćby oglądanym przez pełgające po ekranach szumy i paski, w towarzystwie mamroczącego lektora.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Tuomas Luukkonen / wikipedia.org
/ Fot. Tuomas Luukkonen / wikipedia.org

Regał z grzbietami kaset był powodem do dumy i obiektem zazdrości. Wypożyczalnie wideo demokratyzowały dostęp do popkultury, a ślub bez „kamerowania” uznawany był za nieważny. VHS uczył Polaków sztuki kompromisu (gdy chciało się nagrać odcinek „Airwolfa” na kasecie z „Beverly Hills 90210” siostry), obywatelskiej postawy (nieprzewijanie kaset przed oddaniem było aktem anarchii), ale też piractwa. Ostatni producent magnetowidów VHS, firma Funai, po 33 latach działalności ogłosiła właśnie, że kończy ich produkcję. Sprzedaż tych urządzeń, wypieranych najpierw przez DVD, a później przez VOD, spadła z kilkunastu milionów sztuk rocznie do 750 tys. w 2015 r. Analitycy nie wieszczą VHS-owi emerytury ze statusem koneserskiego nośnika, jak to się przydarzyło winylom. Po oświadczeniu Funai zapanowała raczej konsternacja – że ktoś jeszcze magnetowidy produkował. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2016