„Dwaj prokuratorzy” odtwarzają uniwersalną machinę terroru.

W filmie Siergieja Łoznicy dobrze znany schemat, czyli młody idealista kontra system, został wprzęgnięty w opowieść o labiryntach totalitarnej władzy. Niby nic nowego, a jednak działa.
Czyta się kilka minut
Aleksandr Kuznetsov w filmie "Dwaj prokuratorzy", rez. Siergiej Łoznica, 2025 r. // materiały prasowe Canal+
Aleksandr Kuzniecow w filmie „Dwaj prokuratorzy”, reż. Siergiej Łoznica, 2025 r. // materiały prasowe Canal+

Wiedzieć, czym był Wielki Terror lat 30. XX wieku, a poczuć go na własnej skórze, to dwie zupełnie różne rzeczy. I twórca „Donbasu” (2018) chciałby właśnie tego – żeby jego widz, niezależnie od swojego poziomu wiedzy, poznał od środka architekturę najkrwawszego okresu czasów stalinowskich, także na poziomie czysto sensualnego odbioru. 

Atmosfera ciężka jak stalinowski terror

Gdyby wywołane przez „Dwóch prokuratorów” doznania wzrokowe czy słuchowe przełożyć na inne zmysły, zostawia ten film jakiś metaliczno-mysi posmak w ustach. 

Pewnie dlatego, że tyle w nim żelaznych bram, ciężkich krat i grzechoczących w zamkach kluczy. A rekwizytem z wilgotnych kazamatów, który zapada w pamięć najbardziej, jest ustawiony w pustej piwnicy piecyk typu koza, w którym spala się tysiące listów. Pisanych przez więźniów i nigdy niedostarczonych do adresata, bo są wołaniem o „komunistyczną sprawiedliwość”. 

Autorzy tych listów, ideowi bolszewicy, najwyraźniej jeszcze w nią wierzą, toteż jeden z nich, torturowany przez NKWD, użyje własnej krwi, by napisać do rejonowego prokuratora z prośbą o wizytę w celi. Właśnie ten jeden list nie trafił do ognia, dzięki czemu Korniew, świeżo upieczony absolwent prawa, w 1937 roku przekroczy mury więzienia w Briańsku i wysłucha, co chciałby mu powiedzieć „wrogi element społeczny”.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Atmosfera wykreowana w filmie przez Łoznicę bywa tak gęsta, że nie trzeba znać metodologii stalinowskiego terroru, żeby wiedzieć, jak to się skończy. Zanim młody prokurator przeżyje wstrząs rozmawiając z autorem listu, sam się przekona, czym jest bezduszna biurokratyczno-hierarchiczna machina, dla której „jednostka – zerem, jednostka – bzdurą”. 

A to dopiero początek więziennej i gabinetowej odysei, na same szczyty sowieckiej władzy sądowniczej. Podążając za szarym acz mocno zdeterminowanym urzędnikiem kamera Olega Mutu odsłania grozę niespiesznie i bez tak zwanych mocnych scen. Każde słowo, spojrzenie czy uśmiech kryje w sobie ostrzeżenie: lepiej nie węszyć, bo władza dobrze wie, co robi i ma swoje macki wszędzie. 

Dwóch prokuratorów to coś więcej niż historyczna opowieść

Film został nakręcony minimalistycznymi środkami i z zimną precyzją śledzi kolejne wtajemniczenia Korniewa w system. Warto zwrócić uwagę na symetryczność dwóch podróży pociągiem – jadącym do Moskwy (Łoznica jest mistrzem scen zbiorowych) i potem w drugą stronę, już w innym stanie ducha. 

Naiwność młodego prokuratora doskonale oddaje twarz Aleksandra Kuzniecowa i tu dodać trzeba, że jeśli w filmie pojawiają się rosyjskie nazwiska, należą one do tych, którzy otwarcie zaprotestowali przeciwko inwazji na Ukrainę i musieli wyjechać z kraju, co do pewnego stopnia aktualizuje tematykę filmu.

Przypomnijmy także, iż Łoznica to reżyser ukraiński, urodzony w ZSRR, i obecnie pracuje głównie w ramach europejskich koprodukcji i z międzynarodową ekipą (autorką kostiumów jest tutaj Polka, Dorota Roqueplo). Znamy go głównie z wybitnych dokumentów opartych na archiwaliach („Babi Jar. Konteksty”, 2021) albo na surowych obserwacjach („Austerlitz”, 2016). 

Kiedy kręci filmy fabularne, na przykład „Szczęście ty moje” (2010) czy „We mgle” (2012), niezależnie od czasu akcji też czuć w nich dotknięcie rasowego dokumentalisty. Czyli zdystansowane, często nieruchome spojrzenie kamery, dyskretny montaż i drobiazgowo odtworzone realia. 

Nikita Michałkow i jego filmowe dziedzictwo

Jego „Dwaj prokuratorzy” mogą wydawać się kinem trochę staromodnym w swojej treści i stylu, a dialogi zbyt dosłowne, wyrosło jednak z uzasadnionej obawy, że zawarte w filmie kafkowskie klimaty i metafory nie odnoszą się jedynie do przeszłości. 

Zapewne dawny Nikita Michałkow, Andriej Zwiagincew czy Ilja Chrzanowski opowiadali o tamtejszym aparacie przemocy w bardziej wyszukany sposób; tym razem na efekt klaustrofobii złożyła się przede wszystkim filmowa dyscyplina i powściągliwy ton. I one właśnie sprawiają, że ogląda się „Dwóch prokuratorów” nie tylko jak film historyczny. 

DWAJ PROKURATORZY (Zwei Staatsanwälte) – reż. Siergiej Łoznica. Prod. Francja/Niemcy/Rumunia/Łotwa/Holandia/Litwa 2025. E-Kino Pod Baranami, MOJEeKINO, Player, CANAL+ VoD.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”