Garść danych. Eurostat: w ciągu ostatniej dekady Polska odnotowała największy wzrost odsetka osób starszych spośród wszystkich krajów UE. WHO: w 2050 r. ponad 40 proc. populacji Polski będą stanowić osoby powyżej 60. roku życia. GUS: w 2050 r. 10 proc. Polaków będzie w wieku 80+.
Kim jest senior? Granicą (umowną) jest 60-65 lat – zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Mężczyźni w całej UE (i we wszystkich krajach wysokorozwiniętych) żyją średnio zauważalnie krócej od kobiet. W Polsce, podobnie jak w innych krajach dawnego bloku komunistycznego, ta różnica jest ogromna. Co ma swoje konsekwencje.
– Nigdy wcześniej w historii obok siebie, na tak wielką skalę, nie żyły cztery pokolenia. Efekt wydłużania się średniej długości życia przynosi jednak również gorzkie owoce – m.in. w postaci dojmującej samotności najstarszych seniorów, na którą składają się przemiany kulturowe i rozbicie rodzin wielopokoleniowych oraz, w przypadku Polski, sięgająca ośmiu lat różnica między długością życia kobiet i mężczyzn – zauważa prof. Bolesław Samoliński, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Oczekiwana długość życia seniorów
Przez lata celem polityk zdrowotnych było poprawianie wskaźnika średniej oczekiwanej długości życia. Teraz jednak, gdy długość życia wzrasta (z krótką przerwą na pandemię covidu), praktycznie we wszystkich krajach wysokorozwiniętych na znaczeniu zyskuje inny wskaźnik – liczba lat w zdrowiu. Przesunięcie punktu ciężkości widać choćby w ostatnim, opublikowanym w listopadzie 2024 r. raporcie OECD i Komisji Europejskiej „Health at a Glance. Europe 2024”, który tylko odnotowuje, o ile wydłużyła się średnia oczekiwana długość życia seniorów (w UE – nieco o ponad rok).
Polski statystyczny 65-latek ma przed sobą 17,7 lat życia. Mniej niż statystyczny obywatel UE (19,5 roku), dużo mniej niż Hiszpan czy Francuz (ok. 21 lat). Dużo więcej uwagi autorzy raportu poświęcają problemowi zdrowego starzenia się, czyli wskaźnikowi liczby lat w zdrowiu. To on decyduje, jak podkreślają eksperci, o jakości życia seniorów. Ale także – pośrednio lub bezpośrednio – o obciążeniu systemów ochrony zdrowia i wsparcia społecznego. Można powiedzieć, że w trzeciej dekadzie XXI wieku celem i wyzwaniem polityk społecznych krajów UE jest jak największa liczba lat w zdrowiu.
W starość z chorobami
Celem i wyzwaniem, bo problem ze zdrowym starzeniem się ma cała UE. Średnia dla 65-letniego obywatela Wspólnoty to zaledwie 9,1 roku, a więc mniej niż połowa średniej oczekiwanej długości życia. Unia jako całość może jednak czerpać nadzieję z tego, że przynajmniej udało się ów wskaźnik w ostatnich dwóch dekadach zwiększyć. Polska nie może się pocieszyć niczym – jesteśmy jednym z krajów, w których ów parametr spadł: obecni 65-latkowie mają przed sobą 8,1 roku w zdrowiu, podczas gdy w 2005 r. było to 9,5 roku. W tym samym czasie, co warto zauważyć, w niektórych krajach (Szwecja, Słowenia) udało się wydłużyć ten czas o nawet ponad trzy lata!
Żeby nie było zbyt prosto, problemy zaczynają się znacznie wcześniej. Polacy w wiek senioralny wchodzą już schorowani – z jedną, dwoma lub nawet trzema chorobami przewlekłymi. Otyłość i jej powikłania, takie jak cukrzyca czy choroby układu krążenia, dotyka co piątego dorosłego Polaka, a jeśli dodać do tego osoby z nadwagą – problem ma blisko 40 proc. populacji.
Jesteśmy niechlubnymi liderami pod względem narażenia na poważny czynnik ryzyka rozwoju całej gamy chorób, jakim jest zanieczyszczenie powietrza. Jesteśmy też w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o ryzykowną konsumpcję alkoholu i nałogowe palenie tytoniu. Efekt jest taki, że już u 50-latków rozwijają się poważne obciążenia zdrowotne, które z biegiem lat się tylko pogłębiają.
Seniorzy co prawda, już dotknięci chorobami, nieco modyfikują swoje zachowania, rzadziej sięgają po używki, lepiej się odżywiają (statystycy mierzą to deklaracjami dotyczącymi spożywania zalecanych porcji owoców i warzyw), ale też borykają się z otyłością i nadwagą. Również dlatego, że się... nie ruszają. Ponad trzy czwarte (78 proc.) osób w wieku powyżej 65 lat w UE/EFTA nie spełnia zaleceń WHO dotyczących minimalnego poziomu aktywności fizycznej w tygodniu (raport OECD). Przy czym w Norwegii normy WHO spełnia 60 proc. seniorów, a w Polsce... co dziesiąty. W Bułgarii czy Rumunii seniorzy w ogóle nie są aktywni.
Co robimy źle?
Gdyby nałożyć raport OECD i Komisji Europejskiej na wyniki badań Polsenior 2, można byłoby dojść do wniosku, formułowanego zresztą przez wielu ekspertów zabierających głos podczas dyskusji poświęconych zdrowiu publicznemu i problemom seniorów: brakuje nam skoordynowanej polityki senioralnej, przez co części problemów nie dostrzegamy, a części – nie potrafimy rozwiązać.
Los seniorów zależy, w sporym uproszczeniu, od dwóch polityk: zdrowotnej i społecznej, które – jak wskazują autorzy raportu Polsenior 2, muszą się zmierzyć m.in. z przyspieszeniem procesu tzw. podwójnego starzenia się ludności oraz postępującym wewnętrznym zróżnicowaniem populacji ludzi starych w społeczeństwie. „Określenie »podwójne starzenie się ludności« odnosi się do procesu polegającego na wzroście odsetka osób w wieku 80 i więcej lat, szybszym niż wzrost odsetka ogółu osób starych w społeczeństwie. Z faktu, że 80-latków przybywa relatywnie szybciej niż wszystkich seniorów, wynika wzrost zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne i opiekuńcze, różne formy wsparcia i potrzeba dostosowania warunków życia tej grupy ludności do ich zmieniających się możliwości” – piszą.
Można mówić wręcz o podwójnym problemie – braku spójnej oferty dla młodszych seniorów, której celem powinno być utrzymanie ich jak najdłużej w dobrej kondycji psychicznej, fizycznej, w aktywnościach społecznych (również zawodowych), oraz nieodpowiadającej potrzebom polityce wobec najstarszych seniorów (umownie – powyżej 75.-80. roku życia).
Miasto dla seniora
W 2050 r. co trzeci mieszkaniec dużego miasta będzie w wieku emerytalnym. W tej grupie najszybciej przybywać będzie seniorów po 80. roku życia – wynika z raportu Unii Metropolii Polskich z grudnia 2024 r. Samorządowcy nie mają wątpliwości: starzenie się społeczeństwa jest ogromnym wyzwaniem.
To samorządy odpowiadają za to, by mieszkańcy mieli przyjazną przestrzeń publiczną, dostęp do usług i opieki zdrowotnej. Nie finansują świadczeń, mogą jednak wiele zdziałać np. w zakresie profilaktyki, co zresztą – np. w obszarze szczepień dla seniorów – od lat robiły. Samorządy finansowały dla nich szczepienia przeciw grypie, zanim kilka lat temu weszły one na listę refundacyjną.
Przykłady dobrych praktyk można mnożyć: Warszawa stawia na centra aktywności międzypokoleniowej. „Tworzenie warunków do aktywności tej grupy stanowi profilaktykę osamotnienia, wykluczenia, pogorszenia zdrowia fizycznego i psychicznego” – reklamuje się jeden ze stołecznych CAM-ów. Wyzwaniem jest wspieranie osób ze złożonymi problemami zdrowotnymi w tym – demencyjnymi.
Potrzebna opieka
– GUS podaje, że w 2050 r. co dziesiąty Polak będzie mieć więcej niż 80 lat – zwraca uwagę prof. Tomasz Targowski, konsultant krajowy w dziedzinie geriatrii. Singularyzacja i feminizacja starości wymusza rozwój usług opiekuńczych, ale dzieje się to bardzo powoli. Co prawda rozbudowa opieki długoterminowej jest jednym z ważnych punktów Krajowego Planu Odbudowy w obszarze ochrony zdrowia, ale na razie nie widać żadnego przełomu.
Efekt? Jak mówi diabetolog prof. Leszek Czupryniak, wieloma pacjentami w wieku senioralnym, zwłaszcza podeszłym, którzy kończą leczenie szpitalne, nie ma się kto zająć. – Zjawisko tzw. babek świątecznych, czyli seniorów podrzucanych do szpitali przed świętami czy w okresie wakacyjnym, nie jest wcale tak powszechne, jak wynikałoby to z doniesień medialnych. Realnym problemem jest przedłużanie hospitalizacji np. na oddziałach wewnętrznych tych seniorów, którym nikt nie jest w stanie zapewnić opieki. Rodziny, w każdym razie bliskiej, nie ma lub nawet jeśli jest i takiej opieki chciałaby się podjąć, nie ma ku temu żadnej możliwości – mówi prof. Czupryniak. Nie ma możliwości choćby z racji wieku: nie należą do rzadkości sytuacje, w których 90-letnią matką powinna się zająć 72-letnia córka.
Prof. Tomasz Targowski ocenia, że w szpitalach przebywać może w tej chwili około tysiąca osób, którym opiekę powinny zapewnić zakłady opiekuńczo-lecznicze (tzw. ZOL-e), ale nie zapewnią, bo brakuje miejsc. W kolejkach do nich czeka ok. 20 tysięcy osób. Placówki opieki długoterminowej, finansowane przez NFZ, to dla schorowanych, potrzebujących wsparcia zdrowotnego i pielęgnacyjnego seniorów opcja lepsza niż prowadzone przez gminy domy pomocy społecznej (DPS-y). Choćby dlatego, że pobyt w nich jest finansowany ze środków publicznych, a w gminnych placówkach wymagana jest opłata własna (i często dofinansowanie ze strony bliskich). Tu znów pojawia się dualizm – opieka długoterminowa to obszar, za który odpowiada resort zdrowia, DPS-y zaś podlegają organizacyjnie samorządom, merytorycznie – resortowi pracy.
Co to jest polipragmazja?
Dotyczy ponad jednej trzeciej osób powyżej 65. roku życia. Im starszy senior, tym prawdopodobieństwo przyjmowania zbyt wielu leków rośnie, rośnie też ryzyko niepożądanych działań.
Polipragmazja jest wypadkową wielochorobowości, leczenia każdej choroby u innego specjalisty, braku systemowych rozwiązań dotyczących „przeglądów lekowych”, dokonywanych czy to na poziomie POZ, czy nawet aptek, oraz niedostatecznej komunikacji między lekarzami (luk w systemie e-zdrowie). Teoretycznie każdy lekarz, do którego zgłasza się pacjent, powinien mieć wgląd w przyjmowane przez niego leki, ale przynajmniej na razie to nie zawsze działa. Dlatego NFZ na swojej stronie radzi pacjentom, by informowali lekarzy o przyjmowanych przez siebie lekach. Nie wszyscy to robią.
Zresztą nawet gdyby lekarze wiedzieli, co przepisują na receptę inni specjaliści, to przecież pacjenci przyjmują również leki dostępne bez recepty. Te specyfiki także wchodzą w interakcje z innymi medykamentami.
O polipragmazji mówi się, gdy pacjent przyjmuje pięć lub więcej różnych rodzajów leków, w tym leki bez recepty.
Problem kadrowy opieki opieki nad seniorami
Eksperci zwracają jednak uwagę, że choć powinniśmy budować placówki opieki długoterminowej, oparcie na nich całego systemu opieki nad seniorami to pułapka. Dopóki to możliwe, osoby starsze powinny być zaopiekowane w miejscach swojego zamieszkania i otoczone profesjonalnym wsparciem. Tu jednak pojawia się problem kadrowy.
W krajach skandynawskich, w których odchodzi się od instytucjonalizacji opieki nad seniorami na rzecz zapewniania im wszechstronnego wsparcia w ich mieszkaniach czy domach, w sektorze ochrony zdrowia i wsparcia społecznego pracuje jedna piąta wszystkich zatrudnionych w gospodarce. Średnia unijna to 11 proc., a wskaźnik dla Polski – niespełna 7 proc. Ochrona zdrowia nie jest i nie będzie atrakcyjnym pracodawcą (choć wiele można usłyszeć o wysokich zarobkach w tym sektorze), bo wydajemy na nią niemal najmniej w Europie.
Sytuację mogłoby poprawić wprowadzenie np. ubezpieczeń pielęgnacyjnych, czyli dodatkowej składki, z której finansowana byłaby opieka nad seniorami. Nikt jednak nie podejmuje tematu. Politykom nie starcza odwagi (powiedzenia Polakom, że bez dodatkowego źródła finansowania problemów nie da się rozwiązać), nie brakuje natomiast zapału do przedstawiania kolejnych propozycji reorganizacji zasobów, którymi dysponujemy.
Przykład to uchwalona w 2023 r. ustawa o szczególnej opiece geriatrycznej. Z inicjatywą wyszedł prezydent Andrzej Duda, a prezydenccy eksperci prace rozpoczęli na długo przed pandemią – hasłem przewodnim stały się „centra 75+”, czyli ośrodki dedykowane opiece nad najstarszymi seniorami. Ale już podczas prezentacji koncepcji, przed wyborami w 2019 r., ówczesna wiceministra zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko przypominała, że jest jeden problem: brak geriatrów. Minęło pięć lat, ustawa została uchwalona, zdążyła wejść w życie i od roku do dziś pozostaje całkowicie martwa (nie wydano żadnych aktów wykonawczych), natomiast ów problem zdążył się tylko pogłębić.
Zamknięty krąg niemożności
Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że w tej chwili w Polsce mamy 593 geriatrów, z czego 581 pracuje z pacjentami. Niekoniecznie jednak w swojej specjalizacji – dla dużej części lekarzy geriatria jest drugą lub nawet trzecią specjalizacją. Dla specjalistów kształconych do zajmowania się najstarszymi seniorami, koordynowania ich leczenia, „spinania” decyzji podejmowanych przez innych specjalistów – kardiologów, diabetologów, endokrynologów, neurologów – tak, by dochować wierności kluczowej zasadzie „przede wszystkim nie szkodzić”... nie ma miejsc pracy. Nie ma oddziałów, nie ma pomysłu na poradnie geriatryczne.
Od lat więc ta specjalizacja buksuje w miejscu, młodzi lekarze niechętnie ją wybierają – mimo że znajduje się na liście specjalizacji priorytetowych (a więc pensja, jaką otrzymują lekarze-rezydenci, jest wyższa).
To zamknięty krąg niemożności: od lat nie ma miejsc pracy dla geriatrów, więc nie ma chętnych do specjalizowania się w tym kierunku, więc gdy pojawia się pomysł na zbudowanie sieci ośrodków dedykowanych seniorom... brakuje specjalistów. Jednocześnie jednak to nie brak specjalistów w dziedzinie geriatrii jest największą przeszkodą. Sam geriatra niewiele zdziała, jeśli nie będzie miał całego zespołu – pielęgniarki, fizjoterapeuty, dietetyka, psychologa (wszystkich wyspecjalizowanych w opiece nad seniorami) – i nie będzie dysponował kanałami komunikacji z pozostałymi lekarzami zajmującymi się pacjentem. Dziś taką rolę spełniają – w miarę swoich możliwości i przede wszystkim z braku alternatywnych rozwiązań – lekarze podstawowej opieki zdrowotnej.

Co powinno się wydarzyć? Izabela Marcewicz-Jendrysik, dyrektor Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie, uważa, że cząstkowe zmiany, np. tylko w obszarze ochrony zdrowia, nie wystarczą. Musi nastąpić integracja wszystkich instytucji, które odpowiadają za politykę senioralną. Konieczne jest odejście od silosowości rozwiązań.
W tekście wykorzystałam wypowiedzi z dyskusji poświęconych problemom seniorów z Kongresu Zdrowia Publicznego, 8-9 grudnia 2024; Medycznej Racji Stanu, 17 grudnia 2024; Kongresu Zdrowa Seniorów, 30 stycznia 2025.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















