Profesor Dudek, mocno dotychczas dbający o zachowanie politycznej bezstronności, stracił dystans przy Karolu Nawrockim. Określił go jako człowieka niebezpiecznego, o autorytarnych skłonnościach, dążącego do celu po trupach. Słowa te wywołały duży oddźwięk i nie wszyscy uznali je wyłącznie za wyraz osobistej, emocjonalnej opinii o kandydacie PiS. Dla niektórych słowa Dudka mogą oznaczać więcej, np. zamiar wejścia do świata polityki.
Najostrzej zareagował Jarosław Kaczyński. Przekonywał, że historyk w przeszłości „bardzo często się mylił”, a jako dowód przywołał – nieprecyzyjnie – jego przynależność do socjalistycznej młodzieżówki. Był jednak czas, gdy prezes PiS oraz wielu innych polityków prawicy uważało go za swojego. Dudek miał jednoznacznie negatywny stosunek do komunizmu, opowiadał się za lustracją. Co uważa obecnie?
Antoni Dudek: pozytywistyczny socjalista
Urodził się w 1966 r. w Krakowie. Ojciec był technikiem budowlanym, matka księgową, ma też starszego brata. Jak sam wspomina, dorastał w zwyczajnej rodzinie, której członkowie nie brali udziału w życiu publicznym. Mieszkali na typowym krakowskim blokowisku, kiedyś nazywano je osiedlem XXX-lecia PRL, dziś jednak wróciło do tradycyjnego określenia: Krowodrza Górka.
– Antek w szkole podstawowej był zawsze najlepszy w klasie z historii – opowiada Katarzyna Mach, koleżanka z osiedla, która przez jakiś czas siedziała z Dudkiem w jednej ławce. – Miał najfajniejszego psa na całym podwórku, boksera, wszyscy się z nim bawiliśmy.
Już wtedy Dudek miał opinię mola książkowego i zupełnie nie interesował się sportem. W 1981 r. trafił do XIV LO i szybko zadziwił znajomych. Jako 16-latek zapisał się do ZSMP. Jaruzelski toczył wówczas wojnę z narodem.
Kolegą Dudka z liceum był Maciej Gawlikowski, dziennikarz i filmowiec, w latach 80. działacz KPN. Z powodów politycznych został wyrzucony z krakowskiego I Liceum i trafił do Czternastki. – To było specyficzne liceum, wtedy na obrzeżach Krakowa, położone w pobliżu osiedli z milicyjno-wojskowymi blokami. Gdy tam trafiłem, spotkałem dwóch chłopaków z tego liceum, których wcześniej poznałem siedząc w milicyjnej izbie dziecka, pełniącej rolę aresztu dla zatrzymanych niemających skończonych 17 lat. Oprowadzali mnie po szkole, mówiąc, kto jest kim – opowiada Gawlikowski.
Było to dla niego szokujące doświadczenie, bo w Jedynce w ogóle nie było ZSMP. Koledzy najpierw pokazali mu przewodniczącego organizacji, który miał przezwisko „Beton” i był synem zomowca. Potem wskazali wiceprzewodniczącego, właśnie Antoniego Dudka, którego przedstawili jako „inteligentnego i sympatycznego gościa, z którym można dyskutować i może nawet uda się go kiedyś naprostować”.
Gawlikowski trafił do Czternastki we wrześniu 1983 r. i już 4 stycznia 1984 r. wpadł w kocioł z dużą paczką bibuły. Podejrzewany o jej druk, miał wraz z kolegą z tej samej szkoły sprawę karną przed sądem dla nieletnich. Drugiego kolegę zamknięto w areszcie. – Wylecieliśmy ze szkoły z hukiem następnego dnia. Wtedy zdarzyło się coś, co mnie bardzo zdziwiło. Choć szkoła miała opinię czerwonej, zrobiła się duża akcja na rzecz przywrócenia nas. Pod zdecydowanym apelem w tej sprawie podpisało się aż 160 uczniów. Jednym z sygnatariuszy był Antek Dudek, wiceprzewodniczący ZSMP – opowiada filmowiec.
Sam prof. Dudek tak dziś tłumaczy swój socjalistyczny epizod: – Wiek 15-16 lat to czas buntu przeciwko własnemu otoczeniu, a on może mieć różną formę. W moim przypadku był to bunt o charakterze politycznym przeciwko mojemu środowisku, które było prosolidarnościowe. Uważałem się wtedy za człowieka lewicy, czytałem Marksa, Lenina, uznałem więc, że wstąpię do ZSMP. Przez dwa lata wyleczyłem się jednak z roli działacza organizacji politycznych, jakichkolwiek – opowiada Dudek, który w ZSMP spotkał dzieci pułkowników, generałów, partyjnych działaczy. Zapisywały się pod presją rodziców, a sprawy ideowe ich nie obchodziły. Chciały tylko imprezować i korzystać z przywilejów.
Biograf Moczulskiego
Gwałtowną ewolucję ideową przeszedł po dostaniu się na Uniwersytet Jagielloński. – Przeczytałem „Główne nurty marksizmu” Leszka Kołakowskiego i lewicowe ideały nagle mi wywietrzały. Stałem się gospodarczym liberałem – mówi.
Dudek zaczął współpracować z opozycyjnymi grupami i pisać do gazetek podziemnego NZS. Przede wszystkim zaś związał się z tzw. Klubem Chrześcijańsko-Liberalnym, czyli grupą młodzieży, która do postulatów demokratycznych i niepodległościowych dorzucała idee rynkowe. Pozostawali pod wpływem niegdyś eksperta i rzecznika małopolskiej Solidarności, a potem znanego zwolennika gospodarczego liberalizmu Mirosława Dzielskiego. Animatorem klubu był do niedawna naczelny „Rzeczpospolitej”, obecnie naczelny grupy wydawniczej Gremi Media Bogusław Chrabota. Właśnie jako przedstawiciele tego klubu obaj wzięli w grudniu 1988 r. udział w pierwszym ogólnopolskim Kongresie Liberałów w hotelu Heweliusz w Gdańsku.
– Antek był już wtedy jednoznacznie po stronie opozycji antykomunistycznej – wspomina Chrabota. – Po transformacji nasze środowisko się rozproszyło. Wezwanie Mirosława Dzielskiego, by się bogacić, okazało się na tyle mocne, że wielu ludzi z naszego kręgu poszło w biznes. Ja sam trafiłem do mediów, a Antek poszedł w pracę naukową i został kronikarzem najnowszej historii.
W 1990 r. Dudek ukończył studia na UJ. Formalnie jest absolwentem politologii, choć realizował studia interdyscyplinarne. Szybko zaczął też publikować. – Był rok 1992, odezwał się do mnie kolega z KPN. Powiedział, że ma z kumplem wydawnictwo i chcą, żeby ukazała się w nim rozmowa z Leszkiem Moczulskim. Zgodziłem się, a oni na to: „Mamy dla ciebie współautora, który jest świetny z historii PRL”. Gdy padło nazwisko, zdrętwiałem. „Ten działacz ZSMP?!”, zapytałem. Na co koledzy: „Daj spokój, na studiach sporządniał, nie był w żadnych organizacjach komunistycznych, kolportował bibułę. To porządny człowiek” – relacjonuje Gawlikowski.
Efektem ich współpracy była książka „Leszek Moczulski – bez wahania”, a Dudek stał się szybko znanym badaczem dziejów najnowszych. – Napisał cenioną biografię Bolesława Piaseckiego, a także książkę o walkach ulicznych w Polsce w czasach komunizmu. Jego prace dotyczące historii Kościoła w PRL współtworzą kanon historiografii polskiej – mówi prof. Paweł Machcewicz, były dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN (Dudek był tam jego podwładnym), a następnie pierwszy dyrektor Muzeum II Wojny Światowej.
– Dudek był pionierem badań nad III RP. Jako pierwszy napisał historię pierwszych lat transformacji ustrojowej i choć dziś już wielu badaczy się tym tematem zajmuje, to idą na ogół jego śladami – twierdzi prof. Machcewicz, podkreślając przy tym, że Dudek zawsze starał się, by jego tezy i opinie miały potwierdzenie w wiarygodnych źródłach. Dlatego wydana w 1997 r. książka „Pierwsze lata III RP” wciąż się broni. Sam autor mówi, że nie musiał od tamtego czasu radykalnie korygować poglądów.
Antoni Dudek: IPN zmieniono w instytucję totalnie PiS-owską
Przełomem w karierze Dudka stało się powołanie do życia w 2000 r. Instytutu Pamięci Narodowej. Pracę zaproponował mu Machcewicz, który został w IPN dyrektorem Biura Edukacji Publicznej. Dudek dostał fotel naczelnika Wydziału Badań Naukowych w BEP. – Stworzył zespół naukowy według najwyższych standardów, a jednocześnie pluralistyczny światopoglądowo – przyznaje Machcewicz.
Prof. Jan Żaryn, mocno dziś związany z PiS, pracował wtedy wspólnie z Dudkiem. Przyznaje, że w ówczesnych czasach Instytut wypromował całą grupę historyków, do których należał on sam i Dudek, którzy dzięki dynamicznym działaniom i dobrym kontaktom z mediami stali się szybko rozpoznawalni. Właśnie w tamtym okresie Dudek, jak sam zresztą przyznaje, najmocniej zastanawiał się, czy nie przekroczyć politycznego Rubikonu i nie kandydować na prezesa IPN po kończącym w 2005 r. swą kadencję Leonie Kieresie.
– Przez kilka tygodni rozważałem start w tych wyborach. Gdybym wygrał, siłą rzeczy wszedłbym do polityki. Na szczęście okazało się, że nie mam szans. Jeśli zostałbym prezesem IPN, to byśmy nie rozmawiali, bo zapewne znalazłbym się w samolocie do Katynia – mówi Dudek. – Jestem więc bardzo szczęśliwy, że nie kandydowałem. Zresztą jako doradca Janusza Kurtyki od 2006 r. obserwowałem z bliska, jaka to jest robota – dodaje.
W 2011 r. przyjęto nową ustawę o IPN, która umożliwiła wybór władz po bezkrólewiu, trwającym przez rok od śmierci Kurtyki. Dudek znowu sam nie chciał kandydować, ale namówił do startu Łukasza Kamińskiego, który ostatecznie uzyskał rekomendację na stanowisko prezesa od Rady IPN, czyli ciała, które w myśl nowej ustawy powstało na miejsce Kolegium Instytutu. Jej członkiem został m.in. Dudek, który w 2015 r. został nawet przewodniczącym rady, zlikwidowanej kolejną nowelizacją rok później, już przez Sejm zdominowany przez PiS.
– Kamiński został prezesem IPN z namaszczenia Antoniego Dudka; on był jego kingmakerem, ale wszyscy wtedy myśleli, że sam Dudek obejmie tę funkcję. On jednak tłumaczył, że woli być doradcą prezesa niż zmagać się z całą instytucją – mówi prof. Andrzej Zawistowski, w latach 2012-16 dyrektor BEP IPN.
Umieszczenie Kamińskiego na fotelu prezesa IPN nie było jednak łatwe. Na początku on sam odmówił Dudkowi. – Byłem umówiony z prezesem Kurtyką na 5 lat pracy w Warszawie i chciałem wrócić do Wrocławia – relacjonuje Kamiński. Potem zmienił jednak zdanie. Twierdzi, że przeważyło poczucie odpowiedzialności za państwo. Dudek okazał się przekonujący.
On sam uważa, że IPN pod rządami Kamińskiego był instytucją pluralistyczną, podobnie jak Rada IPN. – Niestety, nowelizacją z 2016 r. IPN został zamieniony w instytucję totalnie PiS-owską i wypchnięto z niej wszystkich myślących inaczej. Instytut stał się wręcz wydziałem propagandy PiS – mówi prof. Dudek.
Różne oceny książki o Wałęsie
Jako członek i szef Rady IPN Dudek został zapamiętany z wielu pomysłów popularyzatorskich. Zawistowski pamięta, że już wtedy proponował, by uruchomić kanał na YouTubie. Zgłosił też pomysł stworzenia historycznego „escape roomu”, czyli nowoczesnego centrum edukacyjnego. Miało powstać w Łodzi, w dawnym budynku Zarządu Regionu „Solidarności”, a IPN był wstępnie dogadany z władzami samorządowymi Łodzi. – Niestety, pomysł został przez nową ekipę Jarosława Szarka wystrzelony w kosmos – mówi.
Doświadczenia pierwszych lat istnienia IPN Dudek podsumował książką „Instytut. Osobista historia IPN”, wydaną w 2011 r. Opisał tam pracę w BEP za Leona Kieresa, jak i czasy 2006-10, gdy był doradcą prezesa Kurtyki – w tym jeden z największych kryzysów w dziejach IPN, związany z wydaniem w 2008 r. książki „SB a Lech Wałęsa” Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza. Autorzy twierdzili na podstawie szczątkowych dokumentów, że były prezydent stał się na początku lat 70. tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”. Przedstawili też dowody na niszczenie przez Wałęsę kompromitujących dokumentów, gdy był już prezydentem. Ich główna teza znalazła potwierdzenie w 2016 r., gdy w domu gen. Czesława Kiszczaka znaleziono oryginał teczki TW „Bolka”. Jednak w 2008 r. książka o Wałęsie budziła gwałtowne polityczne emocje. Dziś niektórzy byli pracownicy IPN, pragnąc zachować anonimowość, oceniają postawę Dudka w tamtej sprawie jako koniunkturalną.
– Antek zbyt łagodnie odniósł się do tej sprawy w swej książce „Instytut”. Ja oceniam książkę o Wałęsie dużo ostrzej, gdyż nie spełniała żadnych standardów naukowych. Nie mam wątpliwości, że Lech Wałęsa był TW „Bolkiem”, jednak przerwał tę współpracę. Wbrew temu, co sugerują Cenckiewicz i Gontarczyk, po 1976 r. nie był prowadzony przez SB – mówi prof. Machcewicz.
Najbardziej krytyczną recenzję „Instytutu” Dudka przedstawił prof. Filip Musiał, szef krakowskiego oddziału IPN, w miesięczniku „Arcana” w 2011 r. Autor polemizuje zwłaszcza z krytycznymi opiniami Dudka o Kurtyce, jako prezesie upolityczniającym IPN i czyniącym z niego instrument polityki PiS. Między wierszami przypisuje też historykowi tendencje narcystyczne i opisywanie wydarzeń przez pryzmat własnych losów.
Antoni Dudek, wróg „Gazety Wyborczej”
W tamtych czasach drogi Dudka z PiS już wyraźnie się rozeszły. Wcześniej jednak badacz miał opinię osoby sympatyzującej z ideami prawicy, a Lech Kaczyński nadawał mu osobiście tytuł profesora w 2009 r. Jednym z wyznaczników jego „prawicowości” był aprobatywny stosunek do pomysłu szerokiego udostępniania archiwów dawnej SB. Prof. Machcewicz przyznaje, że obaj z Dudkiem zaangażowali się w tworzenie procedur dostępu do tych dokumentów. – Historycy, którzy podjęli pracę w IPN, w naturalny sposób byli rzecznikami otwierania archiwów. Zderzyliśmy się jednak z nieufnością i krytyką części środowisk liberalno-lewicowych i „Gazety Wyborczej”. Dotyczyło to zwłaszcza Antoniego, który wypowiadał się w bardzo wyrazisty sposób – mówi prof. Machcewicz.
Sam Dudek przyznaje, że jako zwolennik lustracji był w pewnym okresie postrzegany jako osoba bliska PiS. Partia ta popierała bowiem działalność IPN. – W ważnych szczegółach się różniliśmy, ale w oglądzie „Gazety Wyborczej” stanowiliśmy jedną lustracyjną mafię, która chce wszystko zniszczyć i teczkami pozabijać polskie elity – mówi z ironią prof. Dudek.
Zaznaczający się z czasem wyraźny dystans wobec PiS, z którym dzieliły go np. wolnorynkowe poglądy, pogłębiła narracja historyczna tej partii, naginająca fakty do celów politycznych. – Antoni to rzetelny i uczciwy badacz. Musiał przejść na pozycje antypisowskie, ponieważ PiS w pewnym momencie zaczął dekonstruować historię poprzez wyolbrzymianie sprawy Wałęsy i próby tworzenia z Lecha Kaczyńskiego symbolu Solidarności. Właściwie kwestionowano wszystko, czym była polska droga do wolności. Przyzwoicie myślący historyk musiał się wobec tego zdystansować – twierdzi Chrabota.
Z PiS podzieliła go też sprawa decentralizacji państwa. W 2018 r. Dudek zaangażował się w społeczny ruch na rzecz wzmocnienia kompetencji samorządów. Był współtwórcą projektu Karta Wojewódzka, przygotowanego w ramach pozarządowego projektu Zdecentralizowana Rzeczpospolita. PiS uznał to za propagowanie rozbicia dzielnicowego.
Dudek, idol młodzieży
Kamieniem milowym na drodze do popularności Dudka stało się uruchomienie na YouTubie własnego kanału propagującego historię. Ma on dziś 150 tys. subskrybentów, a jego autor – status gwiazdy, także w młodym pokoleniu. – Na SGH, gdzie uczę, Antoni kilka razy był gościem zapraszanym przez samych studentów i wypełniającym nawet kilkusetosobowe aule. Znalazł sposób na dotarcie do młodych ludzi, stał się dla nich synonimem współczesnego historyka – przyznaje prof. Zawistowski.
Także Łukasz Kamiński z podziwem patrzy na internetową aktywność prof. Dudka, który przebojem wszedł w świat, którego wielu profesjonalnych historyków się obawia. Jego zdaniem Dudek ma wyjątkowy talent do łączenia rzetelnego przekazu z interesującą formą.
Jan Żaryn, choć politycznie się z Dudkiem bardzo różni (był m.in. senatorem PiS), chwali go za popularyzowanie historii. Mniej przychylnie ocenia go jako komentatora politycznego. Zwraca uwagę, że swoje sądy Dudek wygłasza ze zbyt dużą dozą pewności, brakuje mu też pokory, tymczasem nie raz zdarzało mu się mylić w prognozach.
W 2023 r. w „Tygodniku Powszechnym” ukazał się np. wywiad z Dudkiem, w którym prognozował, że wybory parlamentarne nie będą uczciwe. – Dalej uważam, że one nie były uczciwe, tylko że okazało się, iż powstał potężny front antypisowski. Nowa koalicja uzyskała przewagę na poziomie 30 mandatów, więc Kaczyński skapitulował. Gdyby to było jedynie kilka miejsc w Sejmie, mielibyśmy gigantyczną awanturę o wynik wyborów i prawdopodobnie rozwiązania siłowe – twierdzi historyk.
To radykalna opinia, równie kontrowersyjna jak przestrzeganie Polaków przed Karolem Nawrockim jako niebezpiecznym człowiekiem dążącym do autorytaryzmu. Czy Dudek nie wyszedł tu z roli? – Jego słowa o Nawrockim przekraczały granice stawiane przez bezstronnego badacza. W ten sposób opowiedział się faktycznie po stronie innego kandydata. Jest człowiekiem błyskotliwym i zapewne rozumie, że tym innym może być tylko Rafał Trzaskowski – uważa Jan Żaryn, dziś członek komitetu poparcia Nawrockiego.
Prof. Sławomir Cenckiewicz dodaje: – Antek złamał własną zasadę „dudkizmu”, czyli siedzieć okrakiem na barykadzie, trzymając równy dystans do uczestników sporu.
Sam Antoni Dudek nie wycofuje się ze swej opinii o Nawrockim i powtarza, że uważa go za człowieka niebezpiecznego, który zamienił IPN w „Instytut Promocji Nawrockiego”. Przyznaje zarazem, że choć kiedyś został zakwalifikowany do obozu „symetrystów”, rozdających równomiernie razy w stronę PiS oraz PO, wystąpieniem w sprawie Nawrockiego dokonał pewnej wolty.
Czy to oznacza akces do polityki? Maciej Gawlikowski opowiada następującą anegdotę. – W połowie lat 90. Antek miał już za sobą pierwsze sukcesy. Pytam go: „To kiedy wchodzisz do polityki?”. Na co on się uśmiechnął i mówi: „Nie, jeszcze nie teraz, wystartuję dopiero w wyborach prezydenckich, muszę sobie najpierw wyrobić pozycję”. To było oczywiście powiedziane żartobliwie, ale od tych słów minęło 30 lat i niewykluczone, że kiedyś się spełnią – uważa filmowiec.
Sam Dudek kategorycznie zaprzecza, że chciałby kandydować w wyborach prezydenckich. – Jestem przecież przeciwnikiem powszechnych wyborów prezydenckich – podkreśla. – Nie mogę jednak powiedzieć, że nigdy nie zaangażuję się w politykę. Jeśli okaże się, że polski porządek demokratyczny upada w sposób definitywny, a nie wykluczam, że w ciągu kilku lat taki scenariusz może się zmaterializować, to wtedy się zastanowię – mówi.
Czy takie warunki zaistnieją, jeśli wygra Nawrocki?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















