Stado Ogierów sp. z o.o. Zaglądamy do spółek skarbu państwa

Realizacja ogłoszonej właśnie strategii gospodarczej rządu zależeć będzie w znacznej mierze od spółek skarbu państwa. Koalicjanci w wyborach obiecali je odpolitycznić. Wyszło jak zwykle.
Czyta się kilka minut
„Polska. Rok przełomu” – konferencja z udziałem premiera Donalda Tuska. Giełda Papierów Wartościowych, Warszawa, 10 lutego 2025 r. // Fot. Paweł Supernak / PAP
„Polska. Rok przełomu” – konferencja z udziałem premiera Donalda Tuska. Giełda Papierów Wartościowych, Warszawa, 10 lutego 2025 r. // Fot. Paweł Supernak / PAP

Początkowo Tusk podobno się wściekł. Tuż przed konferencją, podczas której premier miał ogłosić przełomową dla polskiej energetyki inwestycję w wielką farmę wiatrową na Bałtyku, Wirtualna Polska opisała, jak prezes państwowej Grupy PGE – tej samej, która ma współrealizować to ważne przedsięwzięcie – urzędowanie zaczął od zlecenia remontu gabinetu i wymiany aut dla zarządu.

Sprawa dotyczyła wydania ok. 3,3 mln zł przez firmę, która rok wcześniej zanotowała przychody rzędu 95 mld zł. W języku politycznej dialektyki poprzedniej ekipy rządzącej tego typu rewelacje zostałyby okrzyknięte „kapiszonem”, ale PiS przecież nie obiecywało w kampanii stu konkretów, wśród których znalazła się obietnica, że „w profesjonalnych i transparentnych konkursach wyłaniani będą apolityczni fachowcy”. 

Prezesowi PGE Dariuszowi Marcowi ostatecznie nie spadł z tego powodu włos z głowy. Sprawa sama przygasła po kilka dniach, bo dla polskiej opinii publicznej nieprawidłowości w spółkach skarbu państwa to od dawna nic więcej jak uciążliwa codzienność.

Spółki skarbu państwa dysponują 30 proc. kapitału wszystkich polskich firm

Na liście stu największych polskich firm, którą w 2023 r. otwierał PKN Orlen z przychodami na poziomie 372,7 mld zł, a zamykała Grupa Kapitałowa Wipasz (5,5 mld zł) – tylko 27 było jeszcze własnością lub współwłasnością skarbu państwa. Jednak w pierwszej dziesiątce jest aż siedem takich podmiotów, w których decydujący głos ma dziś ministerstwo aktywów państwowych. 

– Gdyby zsumować kapitał własny, jakim dysponują wszystkie firmy w Polsce, okaże się, że blisko 30 proc. kontrolują spółki skarbu państwa, a jednocześnie odpowiadają one tylko za 15 proc. przychodów ze sprzedaży – wylicza prof. Aneta Zelek, ekonomistka badająca zarządzanie korporacjami.

Potencjał drzemiący w potężnym sektorze przedsiębiorstw publicznych rząd Tuska zamierza rzucić teraz do inwestycyjnej ofensywy, która ma rozkręcić polską gospodarkę. Istotnie, drzemią tu niewykorzystane możliwości. Jak zauważa prof. Marcin Piątkowski z Banku Światowego, polskie firmy, zarówno prywatne, jak i państwowe, wyróżnia na tle europejskich konkurentów średnio o 50 proc. niższy poziom zadłużenia, a do tego wysokie zapasy kapitału. Według danych NBP z połowy ub. roku tylko przedsiębiorstwa spoza branży finansowej miały na swoich rachunkach ponad 488 mld zł. Gdyby – jak szacuje Piątkowski – aktywność inwestycyjna wszystkich polskich firm wzrosła do poziomu niemieckich, pozwoliłoby to krajowemu biznesowi sfinansować przedsięwzięcia o wartości ponad 1,2 biliona złotych. – Podniesienie skali inwestycji w Polsce z aktualnego poziomu ok. 17 proc. PKB do unijnej średniej ok. 22 proc. PKB powinno przyspieszyć wzrost gospodarczy o około 1 punkt procentowy, z 3 proc. do 4 proc. rocznie – kwituje Piątkowski.

Partyjni nominaci w spółkach skarbu państwa

Czy na forpocztę tej inwestycyjnej ofensywy nadają się spółki skarbu państwa? Dziennikarze „Parkietu” wyliczyli niedawno, że w latach 2015-2023 kapitalizacja notowanych na giełdzie spółek, w których akcjonariacie skarb państwa odgrywa kluczową rolę, wzrosła o 12 proc. – do 252 mld zł. Cały WIG, czyli indeks polskiego rynku akcji, zyskał w tym samym czasie na wartości aż 31 proc. Dla części ekonomistów to ostateczny argument za tym, że państwo nie nadaje się na właściciela, a prywatyzacja, wokół której niemal kręciło się życie polityczne na przełomie stuleci, powinna jak najszybciej wrócić do państwowej agendy. Zwłaszcza z powodów personalnych.

– Do spółek skarbu państwa, zwłaszcza do ich rad nadzorczych, trafia nadal zbyt wielu nominatów spełniających zaledwie minima wymagane na tych stanowiskach – mówi prof. Zelek. – Częstą praktyką jest też powoływanie menedżerów nieznających firmy, pochodzących wręcz spoza branży. Takie nominacje działają demotywująco na personel, bo pokazują, że kluczowe stanowiska oddziela od pozostałych szklany sufit nominacji z klucza politycznego, którego nie można przebić doświadczeniem i oddaniem dla firmy. 

Sektor prywatny bez wątpienia bogaci się szybciej od publicznego, ale dla wielu spółek skarbu państwa wyniki finansowe nie są przecież jedynym kryterium oceny efektywności. Czasem wręcz być nim nie powinny. Czy Wytwórnia Papierów Wartościowych powinna za wszelką cenę dążyć do optymalizacji kosztów produkcji? Czy życzylibyśmy sobie telewizji publicznej, w której bloki reklamowe trwają dwa razy dłużej od poprzerywanych nimi filmów i audycji, a zawartością ramówki rządzą jedynie wyniki oglądalności? A może w trosce o wynik finansowy Poczty Polskiej i PKP winniśmy przystać na przemnożenie stawek z ich cenników razy dziesięć? Pozorna naiwność zawarta w tych pytaniach skrywa inne o fundamentalnym znaczeniu. Gdzie nowoczesne państwo powinno pozostać w roli właściciela, a gdzie może oddać pole prywatnemu kapitałowi?

– W Polsce nie mieliśmy o tym poważnej debaty. Po entuzjastycznej, momentami wręcz chaotycznej prywatyzacji pierwszych dwóch dekad wolnego rynku przeszliśmy od razu do renacjonalizacji za drugich rządów PiS – podkreśla prof. Zelek. – W efekcie portfel spółek skarbu państwa to dziś przypadkowy zbiór podmiotów różnej wielkości, z rozmaitych branż i w bardzo różnym stanie. Jedno jest pewne: spółki strategiczne, w których kontrola państwa jest uzasadniona, to w tym gronie jakieś 40-50 podmiotów. Resztę można odsprzedać lub nawet zamknąć bez szkody dla interesu publicznego.

Stado Ogierów, spółka z o.o.

W oficjalnym rządowym zestawieniu według stanu na 27 maja 2024 r. widnieje 397 spółek skarbu państwa. Mamy tu oczywiście podmioty o znaczeniu strategicznym dla funkcjonowania i bezpieczeństwa kraju, jak Polska Grupa Zbrojeniowa, Wytwórnia Papierów Wartościowych, Poczta Polska albo Polskie Sieci Elektroenergetyczne, właściciel krajowego systemu przesyłu energii. Mamy czempionów rentowności pokroju KGHM, jednego z największych producentów miedzi i srebra na świecie, i energetyczne czebole – jak PGE czy Tauron, które zyskami z jednego sektora działalności finansują częściowo koszty w innych dziedzinach. Są podmioty w stu procentach zależne od państwa, jak choćby Polskie Linie Lotnicze Lot, i takie jak Orlen, naftowy mastodont, w którym skarb państwa ma decydujący głos jedynie dzięki rozdrobnieniu pozostałego akcjonariatu. 

Nie brak tu jednak i rodzynków o trudnej do zdefiniowania dla państwa użyteczności, jak spółka Beskidzki Hurt Towarowy, czyli operator targu rolnego w Bielsku-Białej, katowicka fabryka żarówek Helios czy firma GymExpert z Bielska-Białej, która zapewne dostarcza automaty z napojami do klubów fitness. Zapewne – bo poza wpisami do rejestrów gospodarczych niewiele o niej wiadomo. W Katowicach, przy ulicy Mieszka I 10, w budynku wyglądającym na kameralny domek mieszkalny mieści się z kolei kontrolowana w 77 proc. przez resort aktywów państwowych firma DŚT, która, sądząc z opisu na stronie, oferuje usługi zarządzania inwestycjami, głównie budową dróg. 

W niektórych z tych podmiotów państwo ma udział symboliczny lub mniejszościowy, objęty najczęściej wskutek dotacji udzielonej założycielom. W Spomaszu Bełżyce, w którym, jak czytamy na stronie, można zaopatrzyć się m.in. w „mieszalnik homogenizujący do produkcji nadzień” cukierniczych, skarb państwa objął niespełna 40 proc. Inne podmioty należą do niego w całości – jak spółka Stado Ogierów z Łącka, jedno z najstarszych polskich gospodarstw zajmujących się hodowlą koni, lub Sklejka Orzechowo, producent płyt stolarskich i oczywiście sklejek.

Z mięsnego do KGHM

Nominacje w spółkach skarbu państwa po ostatnich wyborach pokazują jednak, że taka drobnica może być pełnowartościowym politycznym łupem. Uwaga mediów, opinii publicznej i opozycji koncentruje się na obsadzie kluczowych stanowisk w Orlenie, KGHM, PZU czy w Tauronie. Te mniej eksponowane, ale wciąż dobrze płatne, nie podlegają wnikliwej kontroli społecznej, łatwiej więc – przy odrobinie szczęścia – obsadzić je cichaczem znajomymi lub wręcz zastępem nominatów z klucza politycznego.

Spośród 17 odwołanych od początku ub. roku dyrektorów jednostek terenowych Totalizatora Sportowego większość desygnowano na te stanowiska jeszcze za PiS. Ich miejsce zajęli nominaci związani z ugrupowaniami tworzącymi koalicję 15 października. Na Dolnym Śląsku rozpędu niespodziewanie nabrała z kolei kariera żony prezydenta Legnicy Macieja Kupaja z PO, dobrego znajomego pochodzącego z tego miasta wiceministra aktywów państwowych Roberta Kropiwnickiego: Karolina Karwicka, dotychczas pracownik biura prasowego KGHM, nieoczekiwanie została dyrektorem departamentu komunikacji miedziowego giganta. Według informacji miejscowych mediów, posadę w należącej do KGHM Hucie Legnica dostała także mama 27-letniej wiceprezydent Legnicy Aleksandry Krzeszewskiej (w 2023 r. startowała do Sejmu z listy KO), wcześniej zatrudniona w dziale mięsnym jednego z dyskontów. 

Przeciętny wyborca może też nawet nie wiedzieć o istnieniu Krajowego Zasobu Nieruchomości, spółki skarbu państwa utworzonej w 2017 r. do zarządzania budynkami i mieszkaniami należącymi do państwa. W ub. roku jej prezesem został Łukasz Bałajewicz, były wiceburmistrz Gorlic z Polski 2050. W radzie nadzorczej również znaleźli się ludzie związani z ugrupowaniem Szymona Hołowni, co jedynie z olbrzymią dozą dobrej woli można uznać za zbieg okoliczności – zwłaszcza że Krajowy Zasób Nieruchomości podlega pod resort funduszy i polityki regionalnej, którym kieruje Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050

Nazwisko Bałajewicza figuruje dziś na początku katalogu przypadków politycznego nepotyzmu, który z kronikarskim zacięciem prowadzi na swojej stronie internetowej PiS. Listę trudno traktować poważnie, bo trafiają na nią jak leci wszyscy ludzie powiązani z aktualnym obozem władzy, niezależnie od doświadczenia i kompetencji. Prezes PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, Jacek Kaczorowski, absolwent górnictwa i zarządzania przez lata związany z kopalnią w Bełchatowie, sąsiaduje tu więc np. z Renatą Gruszczyńską, która na fotel prezeski Zakładów Zbrojeniowych Mesko przeszła z Zarządu Rejonowego Przedsiębiorstwa Zieleni i Usług Komunalnych w Kielcach.

Pani prezes wygrała konkurs, formalnie nie można więc zarzucić nic procesowi jej rekrutacji na stanowisko, na którym sprawuje m.in. nadzór nad produkcją amunicji dla polskiej armii. Można i trzeba jednak zapytać, jak to możliwe, że konkurs wygrała akurat absolwentka zarządzania na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, która dyplom MBA zrobiła na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a w CV ma komendanturę kieleckiej straży miejskiej i zarządzanie tamtejszym zakładem komunikacji miejskiej – nie posiada jednak nawet przygodnego kontaktu zawodowego ze zbrojeniówką. Dziennikarzowi „Polityki”, który pierwszy opisał sprawę, komisja konkursowa odmówiła odpowiedzi na pytanie, czym Gruszczyńska pokonała konkurentów, ale odrzuciła sugestie, jakoby wpływ na jej nominację miał mandat radnej Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego, który pani prezes sprawowała z ramienia KO.

Dobre praktyki w spółkach skarbu państwa tylko na papierze 

Nowy Kodeks Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego, którego projekt wyszedł właśnie z rządu do konsultacji społecznych, zakłada, że weryfikacja kompetencji kandydatów do zarządu i rad nadzorczych ma polegać na sprawdzeniu ich rzeczywistych umiejętności i porównaniu doświadczeń, a nie tylko na weryfikacji pod kątem ustawowych minimów, jak tytuł naukowy czy ukończenie podyplomowych studiów MBA.

Skład rad ma z kolei w większym stopniu odzwierciedlać strukturę właścicielską spółki i dawać więcej praw przedstawicielom udziałowców mniejszościowych. Członkowie rad nadzorczych i zarządy mają zaś wspólnie więcej uwagi poświęcać długofalowej strategii rozwoju firm, zamiast koncentrować się na wynikach w okresach od sejmowej kadencji do kadencji. To ostatnie to istotnie jedna z największych słabości spółek skarbu państwa. Przekonanie, że po kolejnych wyborach kadrowa miotła znowu wywróci firmę do góry nogami, jest dziś tak powszechne, że w Płocku (siedziba Orlenu), Lubinie (KGHM), Tarnowie (Grupa Azoty) wpływa nawet na rynek nieruchomości. Wiele mieszkań wynajmuje się tutaj w cyklu czteroletnim. 

Na papierze założenia nowego kodeksu wyglądają więc dobrze, ale w praktyce nie muszą przynieść jakościowej rewolucji w zarządzaniu spółkami skarbu państwa. Resort aktywów państwowych mógł już dawno wcielić je w życie bez dekretowania na papierze. Teraz równie dobrze może tylko udawać, że się ich trzyma. 

Wspomina Bartłomiej Mayer, były wieloletni dziennikarz dziennika „Pulsu Biznesu”: – Po ostatnich wyborach w jednej z największych spółek skarbu państwa ogłoszono konkurs na prezesa i członków zarządu. Na kilka dni przed upływem terminu składania podań dostałem ze sprawdzonego źródła informację, że zarząd jest już wybrany, podano mi nawet sześć nazwisk – wspomina. – Gdy jakiś czas później ogłoszono wyniki, okazało się, że z wymienionej szóstki pięć osób faktycznie trafiło do zarządu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Na zakładzie bez zmian