„Samo słowo »duchowość« kojarzy mi się [źle] (…). Zostało troszeczkę przez różne religie jakoś tak zagarnięte”. „Pomaga mi odnaleźć sens i spokój w tym szalonym świecie” – mówi dwoje uczestników badania „Jakie są polskie Zetki?” (Uniwersytet SWPS i They.pl, 2024). Między tymi wypowiedziami rysuje się krajobraz polskiej duchowości A.D. 2025. Coraz częściej oddala się ona od kontekstu religijnego, ale jej potrzeba, nawet niewyrażana wprost, wydaje się coraz silniejsza.
Czym się różni duchowość od religijności
„Duchowość” to termin wieloznaczny. W ujęciu najbardziej tradycyjnym jest ściśle związana z życiem religijnym. Wielki Słownik Języka Polskiego PAN definiuje ją jako „wymiar psychiki człowieka odnoszący się do religii i wierzeń”. Najczęściej rozumie się ją jako indywidualny wymiar religii – wszystko to, co człowiek przeżywa i czyni, by nawiązać relację z Absolutem.
Ale można też mówić o duchowości zbiorowej, charakteryzującej określone grupy – w Kościele katolickim np. mamy duchowość wspólnot charyzmatycznych, ignacjańską, franciszkańską czy neokatechumenalną. Tak czy inaczej mówimy o sposobie budowania relacji z tym, co boskie, niematerialne i nadprzyrodzone. A skoro w chrześcijańskiej teologii Bóg jest duchem, to chrześcijańska duchowość będzie obejmować wszystko, co wiąże się z kontaktem z Nim: liturgię, modlitwę osobistą i zbiorową, sakramenty, praktykowanie miłości czy ascezy, kontemplację.
Duchowości nie trzeba jednak rozumieć wyłącznie w sposób religijny. Mówi się także o duchowości pozareligijnej lub świeckiej. W tym znaczeniu można ją zdefiniować jako ogół działań, refleksji i odczuć odnoszących się do transcendencji. I jako taka jest – znowu – różnie pojmowana. Czasami jako – po prostu – wykraczanie poza siebie dzięki pracy nad sobą, odwadze i wytrwałości. Niekiedy odnosi się do poszukiwania sensu i celu życia, cierpienia i śmierci albo osobistej misji (jak mówi australijski badacz duchowości David Tacey, „duchowość to wszystkie ścieżki nadające sens i cel”). „Tym, co jest przekraczane”, może być wszechświat jako całość, istnienie, natura albo piękno.
Niektórzy apelują, by te definicje uzupełnić jeszcze o czwarty wymiar zdrowia, obok fizycznego, psychicznego i społecznego. „Zdrowie duchowe” ma być stanem, w którym człowiek dąży do realizacji swojego pełnego potencjału, odnalezienia sensu i celu życia oraz poczucia wewnętrznego spełnienia.
Tak opowiada o tym respondent badania „Jakie są polskie Zetki?”: „Dzięki duchowości staram się być bardziej świadomy siebie, innych ludzi i otaczającego mnie świata. To taki sposób na rozwijanie wewnętrznego spokoju, harmonii i pozytywnej energii”.
Słowem – duchowość można zdefiniować jako doświadczenia, działania, sposoby życia, myślenia i odczuwania, które służą przekroczeniu przez człowieka samego siebie, tego, co jednostkowe, psychiczne czy społeczne.
Dlaczego Polacy rezygnują z praktyk religijnych
W Polsce duchowość jest często utożsamiana z religijnością, zwłaszcza w formie katolickiej. Katolicyzm to u nas wciąż religia najczęściej wyznawana – według spisu powszechnego z 2021 r. 71,5 proc. Polaków uważa się za rzymskich katolików (za chrześcijan – 72,5 proc.). Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawało się to więc proste: duchowość oznaczała życie religijne – zbiorowe (sakramenty, uczestnictwo w liturgii) i indywidualne (modlitwa, praktyki ascetyczne).
Dziś to utożsamienie budzi krytykę (respondentka wspomnianego badania: „Samo słowo »duchowość« kojarzy mi się bardzo dziwnie, bo wydaje mi się, że zostało troszeczkę przez różne religie jakoś tak zagarnięte, i po prostu kojarzy mi się z wyznawaniem jakiegoś konkretnego nurtu. A dla mnie jest to w pewien sposób ograniczające”).
Na tle Europy Zachodniej Polacy wyjątkowo mocno trzymają się zbiorowych praktyk duchowych. Badania Pew Research Center z 2024 r. pokazują, że 49 proc. obywateli naszego kraju co najmniej raz w miesiącu uczestniczy w nabożeństwach. Tyle że za tą fasadą kryje się proces głębokiej erozji. Wskaźniki praktyk religijnych spadają od lat. W 1990 r. w niedzielnej Mszy św. uczestniczyła połowa polskich katolików, w 2023 r. było ich już tylko 29 proc. Prawdziwe tąpnięcie nastąpiło w okresie pandemii covidu, która zadziałała jak papierek lakmusowy, a zarazem katalizator zmian. Zamknięcie kościołów przełamało u wielu katolików rytuał niedzielnej Mszy. Nieraz na stałe.
Tu ujawnia się niejednoznaczny związek duchowości z wiarą. O ile w okresie okołopandemicznym (2019-2021) rósł znacząco odsetek niewierzących, o tyle w kolejnych latach coraz więcej jest osób wierzących, ale praktykujących nieregularnie. Dziś te dwie grupy są niemal równe.
Regularne chodzenie do kościoła przestaje być więc miarą wiary. Dlaczego? Przyczyn jest wiele. Badania CBOS nad motywami rezygnacji z praktyk religijnych pokazują, że nie chodzi wcale o kwestie społeczne czy polityczne. Najczęstsze deklarowane powody to „brak potrzeby” i „obojętność” (17 proc.), szeroko pojęta krytyka Kościoła jako instytucji (12 proc.) oraz – po prostu – „brak wiary” (11 proc.).
W niestabilnym świecie, pełnym chorób, lęku przed wojną i śmiercią, ludzie nie szukają już oparcia w Kościele instytucjonalnym, na co wskazuje też znaczący spadek zaufania do niego. W konflikcie między indywidualnym sumieniem a nauczaniem Kościoła młodzi coraz częściej decydują się wybrać sumienie. „Nie odrzucam Kościoła katolickiego, to Kościół odrzuca mnie” – mówi 26-latek cytowany w tytule artykułu omawiającego badania Marii Rogaczewskiej i Sławomira Mandesa z UW.
Trudno jednak znaleźć dowody, by rodziła się w Polsce masowo wiara głęboko przemyślana i zindywidualizowana. Nadal bardzo ważnym czynnikiem religijności pozostaje rodzinny przekaz.
W badaniu CBOS z 2020 r. aż 66 proc. Polaków deklarowało: „Wyniosłe(a)m wiarę z domu i podtrzymuję przekazaną mi tradycję”.
Inne badania tej samej instytucji wskazują, że bardzo silny wpływ na religijność dzieci, przede wszystkim córek, mają matki: kobieta przekazująca wiarę w rodzinie to wciąż dominujący model, choć coraz bardziej kruchy. Ci, którzy wybrali wiarę pod wpływem głębokiego przeżycia czy przemyśleń, stanowią kilkanaście procent i nic nie wskazuje na to, by ich liczba miała znacząco rosnąć.
Dlaczego lubimy chodzić na pielgrzymki?
W krajobrazie ogólnego spadku można zaobserwować jedną praktykę religijną, która wymyka się trendom spadkowym. To pielgrzymki – prawdziwy hit polskiej duchowości.
Przynajmniej raz w życiu pielgrzymowała jedna trzecia dorosłych Polaków (CBOS 2017). Zakład Geografii Religii UJ szacował (w 2019 r.), że pielgrzymuje ok. 7 milionów naszych rodaków, a ich liczba nie maleje od lat 90., w przeciwieństwie do odsetka osób uczestniczących w nabożeństwach. O. Michał Bortnik, paulin, dyrektor Biura Prasowego Jasnej Góry, widzi też tendencję zwyżkową wśród młodzieży. „Dawniej grupy pielgrzymkowe były bardziej związane z miejscowościami, z których wychodziły, bo tam mieszkali pątnicy. Teraz tworzą się natomiast pielgrzymki tematyczne. Młodzież szuka pielgrzymek medytacyjnych czy pokutnych” – mówił w wywiadzie dla KAI. Rośnie też liczba Polaków na Camino de Santiago i w Rzymie.
Dlaczego właśnie pielgrzymowanie oparło się tendencji spadkowej? Z pewnością dlatego, że łączy w wyjątkowy sposób dwa wymiary – tradycyjny i nowoczesny – duchowości. Ruch pątniczy ma w Polsce długą historię i ogniskuje się właśnie wokół Jasnej Góry, miejsca centralnego dla typowej dla Polaków pobożności maryjnej i patriotycznej. Ale też współczesna duchowość staje się bardziej fizyczna, powiązana z troską o zdrowie czy szeroko pojęty dobrostan (well-being). Pielgrzymka oferuje to, czego ludziom – zwłaszcza mieszkającym w dużych miastach – brakuje na co dzień: prostotę, kontakt z naturą, poczucie wspólnoty i beztroski. To forma duchowości „cielesnej” i doświadczalnej, która najwyraźniej trafia w sedno współczesnych potrzeb.
Ten cielesny wymiar duchowości w ostatnich latach staje się coraz wyraźniejszy. Jedna ze studentek wypowiadających się w badaniu H. Mielickiej-Pawłowskiej mówi: „Duchowość zaczyna się wtedy, gdy człowiek stawia sobie pytanie o całą swoją rzeczywistość: o to, kim jest i po co żyje, o to, jaki sens ma jego ciało”.
Wolimy pościć czy się modlić?
Analiza indywidualnych praktyk duchowych Polaków ukazuje obraz pełen paradoksów. Z jednej strony, mocno trzymamy się postu. Według Pew Research Center aż 57 proc. Polaków pości w określonych okresach (Szwedów 4 proc., Hiszpanów 14 proc., Węgrów 29 proc.). Co więcej, praktyka ta jest silna nawet wśród osób w wieku 18-34 lata – deklaruje ją 40 proc. młodych Polaków i jest to jeden z najwyższych wskaźników w tej grupie wiekowej na świecie.
Post – podobnie jak pielgrzymka – jest praktyką konkretną i ucieleśnioną, która rezonuje z potrzebą dyscypliny i samokontroli, a jednocześnie jest głęboko zakorzeniona w kulturze.
Jesteśmy też w światowej czołówce, jeśli chodzi o noszenie symboli religijnych (42 proc.), wciąż stosunkowo często zapalamy świece czy kadzidła w intencjach duchowych (33 proc.).
Gdy jednak przejdziemy do fundamentu życia duchowego – modlitwy – obraz diametralnie się zmienia. W tym samym badaniu Pew zaledwie 18 proc. Polaków deklaruje, że modli się codziennie. Aż 55 proc. robi to rzadziej, a 20 proc. nie modli się nigdy. Częściej od nas modlą się nawet uznani powszechnie za niereligijnych Holendrzy (20 proc.) czy Kanadyjczycy (26 proc.), nie mówiąc o Włochach (30 proc.). Jeśli modlitwa i medytacja są zaczątkiem osobistego doświadczenia duchowego – przynajmniej w znaczeniu religijnym – to polska duchowość ma kruche podstawy.
Z tego punktu widzenia najbardziej alarmujące są dane dotyczące młodych pokoleń. Różnica między najstarszymi a najmłodszymi Polakami w kwestii codziennej modlitwy jest jedną z największych w świecie. Młodzi w Polsce mogą pościć z przyzwyczajenia lub nosić krzyżyk jako element tożsamości, ale intymna, codzienna rozmowa z Bogiem staje się rzadkością. A to już sygnał głębokiej zmiany – od duchowości opartej na relacji do duchowości opartej na tożsamości kulturowej i pojedynczych, rytualnych aktach.
Zmierzch horoskopów, era coachingu
Gdzie zatem Polacy szukają indywidualnej, pozainstytucjonalnej duchowości? Czy, jak przewidywano, zwracają się ku religiom Wschodu, także w uproszczonej wersji à la New Age oraz ku ezoteryce? Odpowiedź jest niejednoznaczna.
Z jednej strony sprzedaż literatury ezoterycznej wzrosła w czasie pandemii o 18 proc., jak pisze Monika Iwanicka z Akademii Bialskiej im. Jana Pawła II. Wspominane badanie Pew Research Center wskazuje, że 10 proc. Polaków korzystało z usług wróżki lub sięgało po horoskopy (wydaje się niewiele, ale to więcej niż w większości państw Europy Zachodniej). Z drugiej strony, według badań CBOS, popularność horoskopów sukcesywnie spada. Sama ezoteryka, po szczycie popularności w latach 90., też przybrała inne kształty, zbliżając się do psychologii i stając się często rodzajem działalności biznesowej.
Ciekawie mówi o tym antropolożka Dorota Hall, znawczyni New Age, w rozmowie z Olgą Drendą dla „Znaku”: „Z moich dawniejszych badań wynikało, że w takich praktykach było (…) więcej marzeń o duchowej przemianie ludzkości inspirowanej rozmaitymi tradycjami. Korespondowało to z (…) nadzieją na lepsze jutro, z ogólnym poczuciem, że mamy moc budowania rzeczy od nowa, konstruowania nowej umowy społecznej. Na pewno troska o dobro wspólne wciąż towarzyszy wielu osobom praktykującym ezoterykę, jednocześnie jednak mamy do czynienia z silniejszym nurtem, tworzonym przez osoby, które zinternalizowały idee neoliberalne”.
Duchowość Ery Wodnika, która miała być odpowiedzią na konsumpcjonizm zachodniego świata, została więc wchłonięta, przynajmniej częściowo, przez neoliberalną mentalność biznesową i kulturę terapeutyczną (coaching). I dobrze się sprzedaje, bo odpowiada na powszechny deficyt sprawczości oraz potrzebę radzenia sobie z niestabilnym i nieprzewidywalnym światem.
Jak zetki rozumieją duchowość
Czy zapowiadana coraz częściej „nowa duchowość” – niezinstytucjonalizowana i wynikająca z wolnego wyboru – jest rzeczywiście domeną najmłodszych pokoleń? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Cytowany na wstępie raport „Jakie są polskie Zetki?” wskazuje, że młodzi Polacy oddalają się od tradycyjnej, zinstytucjonalizowanej formy. Zdecydowana większość (62 proc.) nie potrzebuje Kościoła do rozwoju duchowego, nie uczestniczy w obrzędach (64 proc.), a święta traktuje głównie jako element tradycji, a nie wyraz wiary.
Co jednak istotne, odwrót od religii nie oznacza zwrotu w stronę popularnej ezoteryki – zetki podchodzą z dużym dystansem do astrologii czy wróżbiarstwa, a ich moralność jest oddzielona od nakazów religijnych i oparta na uniwersalnych wartościach, takich jak tolerancja i empatia.
Ale jednocześnie respondentki i respondenci cytowanych badań często nie widzą różnicy pomiędzy duchowością a rozwojem osobistym (o ile tylko całkowicie nie odrzucają tej pierwszej jako związanej z religią). „[Duchowość to] jest po prostu pozostawanie w zgodzie ze swoimi wartościami, słuchanie siebie i realizowanie swoich celów” – mówi jedna z badanych.
Analizy duchowości młodych wskazują na silną potrzebę odkrywania własnej tożsamości, budowania sprawczości oraz odnajdywania wewnętrznego spokoju w chaotycznym świecie. Młodzi pragną głębokiego i prawdziwego doświadczenia (niemal 36 proc. deklaruje, że do głębszej wiary przekonałoby ich osobiste doświadczenie spotkania Boga – raport KAI „Kościół w Polsce 2023”). Tyle że takiego doświadczenia nie znajdują w Kościele albo są przekonani, że go tam nie znajdą.
Co się stało z „nową wiosną Kościoła”?
Jeśli mówimy o duchowości katolickiej: ważną jej formą pozostaje maryjność. W tradycyjnych formach tej pobożności, np. nabożeństwach majowych, uczestniczą przede wszystkim starsze osoby (choć tę formę próbowała wskrzesić w warunkach miejskich, przy warszawskich kapliczkach, grupa osób związanych z nieistniejącym już magazynem „Dywiz”). Badania Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wskazują, że nabożeństwa różańcowe prowadzą praktycznie wszystkie parafie w Polsce, ale ta modlitwa jest też popularna w formie cyfrowej (filmy z tajemnicami różańca odmawianymi przez o. Adama Szustaka na kanale YouTube „Langusta na palmie” nazbierały przez 8 lat ponad 15 milionów odsłon), podobnie jak nowenna pompejańska.
Nie sprawdziły się jednak zapowiedzi „nowej wiosny Kościoła”, prognozowanej m.in. przez Jana Pawła II, która miała przyjść za sprawą dynamicznego rozwoju nowych wspólnot i ruchów religijnych. Badania CBOS pokazują, że takie zaangażowanie Polaków jest relatywnie niewielkie, a swój szczyt – przynajmniej jak dotąd – osiągnęło w 2018 r. (7,9 proc.), po czym nastąpił spadek, pogłębiony przez pandemię (5,1 proc. w 2022 r.), z lekko zarysowanym odbiciem w 2024 r. (6,4 proc.). Jedną z oznak „nowej wiosny Kościoła” miało być masowe uczestnictwo w takich wydarzeniach, jak Ogólnopolskie Spotkanie Młodych Lednica 2000. Najwięcej osób – 160 tys. – uczestniczyło w nim w 2004 r. Od 2022 r. liczba uczestników nie przekroczyła już 21 tys.
Duchowość konserwatywna: samodyscyplina i twarde zasady
W odpowiedzi na płynną nowoczesność rosną w siłę ruchy poszukujące twardych ram i zasad. Na prawej stronie sceny światopoglądowej pojawia się więc duchowość konserwatywna, której apostołem jest choćby Jordan Peterson. Jej wewnętrznym wymiarem staje się przede wszystkim samodyscyplina i poświęcenie dla wyższych celów – rodem bardziej z greckiego ideału gymnasion niż z Ewangelii. W tym kontekście potrzeba duchowości to także potrzeba pewnego punktu zaczepienia w świecie.
Wysokie jest też zainteresowanie wśród osób młodych praktykami kontemplacyjnymi i medytacyjnymi. Popularne stają się sesje medytacyjne u benedyktynów w Lubiniu czy pobyty „na wyciszenie” w Tyńcu, które przyciągają osoby pragnące ciszy i uważności, a także świeckie formy medytacji mindfulness. Ten nurt odpowiada na potrzebę bycia „tu i teraz”, tak rzadko dostępnego w świecie przebodźcowania, ale też szukania „głębi życia”.
W badaniach H. Mielickiej-Pawłowskiej studenci mówią często o potrzebie wyciszenia: „Poprzez ciszę i głębokie milczenie człowiek może dotrzeć w głąb siebie, uwolnić się od dóbr doczesnych, od materii”.
– Faktycznie, widzę wyraźnie rozwój tego nurtu, który łączy się z integralnym i całościowym rozumieniem człowieka, w którym liczy się i ciało, i psychika, i duch – mówi mi diakon i psychoterapeuta Marcin Gajda. – Pogłębiarka i inne środowiska pokazują, że cielesność nie jest czymś złym, a wręcz przeciwnie – czymś istotnym. I to wszystko w szeroko rozumianym nurcie kontemplacyjnym coraz mocniej się przebija. Co ciekawe, ten nurt działa całkowicie niezależnie od oficjalnych struktur Kościoła. Świeccy biorą sprawy w swoje ręce.
Duchowość charyzmatyczno-cudownościowa i teologia sukcesu
Trudnością w rozwoju nurtu kontemplacyjnego jest współczesny kryzys skupienia i rosnąca niemożność długotrwałego utrzymania uważności (o których pisze np. Johann Hari w książce „Złodzieje. Co okrada nas z uwagi”). Praktyki duchowe wymagające ciszy i koncentracji w tym świetle mogą być szczególnym wyzwaniem (być może także to jest przyczyną zaniku praktyki osobistej modlitwy). W efekcie duchowość młodych często oscyluje pomiędzy tęsknotą za doświadczeniem transcendencji a realnymi trudnościami w osiągnięciu stanu kontemplacji.
Jednocześnie silny jest w Polsce nurt duchowości, który Marcin Gajda nazywa „charyzmatyczno-cudownościowym”. Popularni ewangelizatorzy, np. Marcin Zieliński, gromadzą tłumy na stadionach. Jednocześnie ich działalność często poddawana jest krytyce, jako przywiązująca szczególną wagę do przeżywania „cudów” i „skuteczności” wiary. Wiąże w ten sposób katolicyzm z nurtami mu obcymi, jak amerykańska „teologia sukcesu”, i zbliża się do myślenia magicznego.
Taka wizja może trafiać do młodych, którzy poszukują rozwoju osobistego i jednocześnie kładą silny akcent na przeżycia, czasem mając trudność z oddzieleniem duchowości od emocji („Myślę, że w duchowości chodzi głównie o to, co czujemy” – mówi wprost jeden z uczniów szkół średnich, badanych przez J. Cukras-Stelągowską i innych badaczy z UMK).
– Mam wrażenie, że nurt cudownościowy i nurt kontemplacyjny to dwie różne duchowości, a może nawet dwie religie w ramach jednej. Mają wspólne znaki sakramentalne, ale podkładają pod nie zupełnie inną treść teologiczną – mówi Gajda.
Krajobraz duchowy Polski w roku 2025 jest zatem złożony i pełen sprzeczności. Duchowości zinstytucjonalizowanej nie zastąpiła, wbrew pozorom, ponowoczesna, subiektywna i zindywidualizowana duchowość wyboru. Trudno też mówić o powrocie do religii i sacrum. W świecie duchowym nowoczesnego Polaka panuje chaos i zagubienie, a pandemia i wojna blisko granic Polski jeszcze to doświadczenie wzmacniają. Pozostaje jednak realna potrzeba transcendencji, która jest o krok.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















