Skąd wziąć mądrość, która pozwoli zachować spokój w zamęcie?

Po wakacjach czeka na nas rzeczywistość pełna wyzwań. Może warto „przywieźć” z Egiptu, Turcji czy Grecji aktualne wciąż życiowe porady od mistyków wschodniego chrześcijaństwa.
Czyta się kilka minut
Fot. Quang / Adobe Stock
Fot. Quang / Adobee Stock

Gdy umysł zostaje uwolniony, znika granica pomiędzy nim a Bogiem” – te słowa św. Izajasza Pustelnika, żyjącego w V w. w Egipcie, mogą nas szokować, ale są wyrazem wielowiekowej chrześcijańskiej tradycji mistycznej. Warto jednak zapytać, co więzi umysł? Od czego musi on zostać uwolniony?

Tradycja mistyków wschodniego chrześcijaństwa jest jednomyślna: tym, co więzi umysł, są logismoi – myśli powiązane z namiętnościami i troskami. Konflikt pomiędzy wolnością a tym, co starożytni mnisi zwali namiętnościami (pathoi), można łatwo wyjaśnić, także w świetle współczesnych empirycznych badań nad człowiekiem. 

Pustynnym mnichom chodziło bowiem o takie impulsy i tendencje, które działają na nas poniżej progu naszej codziennej świadomości, najczęściej będąc powiązanymi z naszą biologiczną naturą.

Czy myśli są przeszkodą w jedności z Bogiem

Siła oddziaływania tych impulsów jest zrozumiała – są powiązane z tym, co ważne dla naszego przetrwania. Dlatego łatwo wzbudzają w naszym umyśle troski, które determinują emocje i treść myśli nawet wbrew naszej woli. Nie dziwi więc uwaga innego mnicha z Synaju, św. Jana Klimaka: „Kto pragnie stanąć przed Bogiem z czystym umysłem, a nie wyzbył się trosk, podobny jest do człowieka, który związał sobie nogi i usiłuje biec”.

W drodze ku odkryciu naszej jedności z Bogiem problemem są jednak nie tylko owe namiętności i troski, ale w ogóle wszelkie konkretne myśli. Jak napisał wielki starogrecki teolog, św. Maksym Wyznawca: „łaska łączy umysł z Bogiem, oddzielając go od wszelkich myśli i pojęć”. Umysł bowiem, który myśli o rzeczach stworzonych, traci swą jedność, „różnicuje się” – jak to określił inny ojciec pustyni, Ewagriusz z Pontu – przez wielość form, którymi się zajmuje.

Myślenie pojęciowe zawsze jakoś rozgranicza – dzieli świat na to, o czym teraz myślę, i na całą resztę, a także wprowadza podział na mnie myślącego i przedmiot mojego myślenia. Bóg jednak, przypomina św. Grzegorz z Nyssy, nie jest zamknięty żadną granicą, nie tylko „w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (por. Dz 17, 28), lecz także „wszystko całkowicie napełnia” (Ef 1, 23). To nie jest więc tak, jak często myślimy: że ja jestem tu, a Bóg jest tam.

Na czym polega praktyka czystej i milczącej modlitwy

Innymi słowy: tak naprawdę nie ma granicy pomiędzy Bogiem a mną (gdyby była – Bóg byłby przez nią ograniczony). Jednak gdy używam słów i pojęć (choćby takich, jak w tym tekście), zaczynam dostrzegać iluzoryczne odseparowanie – choćby przez to, że piszę dwa słowa: „ja” i „Bóg”. 

Paradoksu mojej jedności z Bogiem nie mogę zatem wyjaśnić teoretycznie. Jedyną drogą, by uwolnić umysł ze złudzenia, jest praktyka „czystej” modlitwy – modlitwy, która uwalnia umysł do namiętności i myśli oraz wprowadza w głębokie wyciszenie, zwane przez bizantyjskich mistyków hezychią.

Każdy jednak, kto próbował wejść w milczącą modlitwę i utrzymać w niej umysł, wie, że o ile łatwo przestać mówić i działać, to wyciszyć umysł jest trudno. Zewnętrzne milczenie ujawnia najczęściej wewnętrzny chaos i hałas: gdy przestajemy mówić i siadamy w ciszy i spokoju, przez naszą świadomość zaczyna pędzić mnóstwo wspomnień, planów, marzeń, obaw, fantazji… 

Tak to postrzegamy, bo ten wartki mentalny strumień płynie cały czas, wpływając na nasze emocje i działania – choć często zajęci mnóstwem zewnętrznych spraw, nie jesteśmy jego świadomi.

Czego możemy się nauczyć na egipskiej pustyni

Doświadczenie to nie było obce mnichom praktykującym na egipskiej pustyni, w klasztorach na Synaju i na Athosie. Wypracowali wiele praktyk, które miały pomagać w uwolnieniu umysłu i rozpoznaniu, że nie ma granicy między nim a Bogiem. Za podstawę uznali czujność, czy też trzeźwość umysłu (nepsis). 

Jak pisał o niej św. Hezychiusz z Synaju, chodzi tu o „trwałe skupienie myśli oraz postawienie jej w bramie serca, żeby widziała przychodzące myśli-złodziei oraz słyszała zarówno to, co mówią, jak i to, co robią zabójcze myśli, a także rozpoznała formę wyrzeźbioną i ustawioną niby posąg przez demony, która usiłuje sobą zwieść umysł za pomocą przedstawień/wyobrażeń”.

W tekście Hezychiusza może nas uderzyć nie tylko nacisk na skupienie i uważność na myśli, ale silne napięcie i negatywna ocena tego, co pojawia się w świadomości: myśli są w jego perspektywie złodziejami i zabójcami, a za źródło wyobrażeń łudzących człowieka zostały uznane demony.

Demonologia starożytnych mnichów – myślenie Hezychiusza nie jest w tym względzie jakimś wyjątkiem – może się nam wydać obca. Lecz nawet jeśli nie jesteśmy w stanie jej dziś zaakceptować, warto zauważyć doświadczenie, z którego się wzięła.

 Uważna lektura tekstów pozwala uznać, że było to rozpoznanie, iż w świadomości odnajdujemy wiele treści, które wydają się nam obce, niezgodne z tym, co sami chcielibyśmy myśleć i wyobrażać sobie. Kto z nas nie miał myśli czy obrazów, które doświadczał jako narzucających mu się jakby z zewnątrz, których chciał się pozbyć, a nie był w stanie tego zrobić?

Nie walcz z myślami, tylko naucz się nimi kierować

Naturalną reakcją wobec takich treści świadomości – jakby obcych, a trudnych i w dłuższej perspektywie niszczących – jest chęć ich zwalczenia czy stłumienia. Ta reakcja nie była obca także starożytnym mnichom. Dlatego w ich zapiskach nieustannie przewija się wątek mentalnej walki z myślami, ich odpierania, niszczenia.

Praktyka walki z myślami prowadzi jednak szybko do rozpoznania, że wygrać się jej nie da. Tu doświadczenie starożytnych zgadza się z wynikami współczesnych badań kognitywnych: im bardziej chcemy się pozbyć jakiegoś umysłowego obrazu, z tym większą siłą i w towarzystwie coraz większego emocjonalnego ładunku powraca on do naszej świadomości. Jak zatem wyjść z tego impasu?

Starożytni mnisi odkryli, że znacznie bardziej skuteczne od bezpośredniej walki jest przekierowanie uwagi – zwłaszcza ku temu, co ma dla nas jakąś fundamentalną wartość. Dlatego połączyli uważną trzeźwość umysłu z modlitewną pamięcią o Bogu. 

Jan Klimak wyraził to frazą: „Niech pamięć o Jezusie złączy się z twoim oddechem, a poznasz pożytek wyciszenia” (hezychii), a Hezychiusz z Synaju znalazł zaś konkretny sposób na to, jak utrzymywać stale ową pamięć o Jezusie pomimo pojawiających się w umyśle rozproszeń: „biczuj przeciwników imieniem Jezusa. Jak powiedział pewien mędrzec: »Niech imię Jezusa zespoi się z twoim oddechem, a poznasz wtedy pomoc wyciszenia«”. 

Hezychiusz odkrył, że powtarzanie w rytm oddechu imienia Jezusa jest sposobem, by troski i namiętności nie rozproszyły naszej pamięci. Umysł bowiem z natury swojej „produkuje” myśli. 

A zatem, jak jeszcze wyraźniej od Hezychiusza zrozumiał, jaki proces tutaj zachodzi, św. Diadoch, biskup Fotyki w greckim Epirze: „umysł – gdy zablokujemy w nim wszystkie drogi, którymi mogłaby ujść pamięć o Bogu – zdecydowanie potrzebuje działania, które zaspokajałoby jego zdolności. Trzeba mu zatem dać jedynie »Panie Jezu« jako zajęcie całkowicie realizujące ten cel”

Nie uciekaj od zamętu, ale przestań się bać

W tym zakresie doświadczenie egipskich i greckich mnichów zgadza się z wynikami współczesnych badań kognitywnych. Wedle tych ostatnich treść tzw. pamięci roboczej, ściśle związana z intencją, co w danym momencie zamierzamy robić, w dużej mierze wyznacza kierunek naszej uwagi.

Jeśli zatem ta ostatnia jest rozpraszana przez wielość bodźców i zaczynamy się miotać w chaosie myśli i działań, zamiast bezpośrednio walczyć z rozproszeniami, lepiej pracować nad treścią pamięci i wzmocnieniem naszej podstawowej życiowej intencji. Dlatego Diadoch, choć nie znał kognitywistyki, bardzo sensownie radził swoim uczniom:

„Kto zatem chce oczyścić swoje serce, niech rozpala je stale pamięcią o Panu Jezusie, to jedno nieustanie praktykując i o to tylko się troszcząc”.

W świetle tego, co dziś wiemy o działaniu umysłu, te wątki mistycznej tradycji, mówiące o walce z myślami, którym nadaje się aspekt „demoniczny”, możemy potraktować jako zapis doświadczenia, które i nam nie musi być obce: iż konfrontacja z własnym wnętrzem jest często trudna. Możemy też potraktować pełne napięcia opisy wewnętrznej walki jako wskazówkę, które ścieżki poszukiwania wewnętrznego pokoju prowadzą donikąd.

Mądrzejsi zaś o znajomość tego doświadczenia, możemy zwrócić się do tych wątków starożytnej tradycji, które są bardziej łagodne i uczą postępować z naszym umysłem nie tyle siłowo, co umiejętnie. Warto wziąć zatem do serca uwagę Maksyma Wyznawcy, że „umysł człowieka miłego Bogu nie zwalcza rzeczy ani myślenia o nich, lecz odsuwa namiętności, jakie mogą się z nimi wiązać”

Nie chodzi o walkę z myślami, lecz stopniowe nabieranie dystansu do nich. Ten łagodny dystans wobec wszelkich treści naszej świadomości prowadzi do prawdziwego pokoju, który nie polega na ucieczce od zamętu życia, lecz, jak odkrył Jan Klimak, na „wyzbyciu się lęków w obliczu wszelkich zamętów i pozostawanie wśród nich niewzruszonym”.

I tu kryje się wolność umysłu, w której znika granica pomiędzy nim a Bogiem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Powakacyjny reset