Jak Bóg reaguje na nasze modlitwy i czyni cuda

Czy można wyobrazić sobie Wszechmocnego, który nie interweniuje z zewnątrz w świat? Nie tylko można, ale trzeba.
Czyta się kilka minut
Inwazja szarańczy na Wyspach Kanaryjskich, 29 listopada 2004 r. // Fot. Samuel Aranda / AFP / East News
Inwazja szarańczy na Wyspach Kanaryjskich, 29 listopada 2004 r. // Fot. Samuel Aranda / AFP / East News

Czasami ta myśl występuje w wersji łagodnej: cała rodzina modliła się intensywnie, Bóg wysłuchał modlitw i dziadek wyzdrowiał. Czasami – w wersji przerażającej, gdy jakaś tragedia, na przykład tsunami w Japonii albo powstanie warszawskie, interpretowana jest jako Boża kara za grzechy. Myśl o Bożej opatrzności i interwencji Boga w świecie jest z jednej strony naturalna dla osoby wierzącej, z drugiej – należy do najbardziej kłopotliwych kwestii chrześcijaństwa.

Najpierw dlatego, że na dłuższą metę empiria wydaje się z tą ideą sprzeczna. Gdy w roku 1755 stolica Portugalii została zniszczona w wielkim trzęsieniu ziemi, postrzeganie nieszczęść jako kary Bożej było powszechne. Już wtedy Voltaire pytał w swoim „Poemacie o zagładzie Lizbony” („Poème sur le désastre de Lisbonne”): „Czyż Lizbona, której już nie ma, miała więcej wad / niż Londyn, niż Paryż, nurzające się w rozkoszach?”. Rzeczywistość nie dowodzi, że państwa, miejscowości i społeczności bardziej grzeszne z punktu widzenia chrześcijaństwa podlegają w większym stopniu interwencji Bożej w postaci kar i cierpienia. Ale idea Bożej interwencji nawet w swojej pozytywnej wersji może stać się przerażająca: co z ludźmi, za których nikt się nie modli? A w wersji lżejszej: co, jeśli mecz grają dwie drużyny, i za każdą z nich modlą się setki kibiców – czy to zawsze oznacza remis?

Dlaczego dobry Bóg pozwala na zło

Problemów jest więcej. Proste rozumienie Bożej wszechmocy, miłości i opatrzności prędzej czy później prowadzi do pytania o teodyceę – czyli o to, jak to się dzieje, że kochający Bóg, wszechmogący – a więc zdolny do interwencji w każdej chwili – pozwala na zło, i to często nie tylko niszczące, ale pozbawiające sensu życia – „zło horrendalne”, jak nazywa je Marilyn McCord Adams. Filozofowie i teologowie na różne sposoby próbują pogodzić istnienie Boga ze złem. Powszechny nurt teodycei – od św. Augustyna do żyjącego dziś amerykańskiego filozofa analitycznego Alvina Plantingi – tłumaczy zło wolnością daną stworzeniom przez Boga. Ale w ten sposób trudno uzasadnić, że Bóg nie interweniuje, gdy pojawia się zło naturalne – tsunami, nowotwory, śmiertelne choroby dzieci. Niektórzy twierdzą, że ze zła Bóg zawsze wyprowadzi większe dobro, ale czy nie prowadzi to do trywializacji tragedii? Czy możemy, ot tak, powiedzieć, że „Auschwitz było potrzebne”?

A co, jeśli Bóg nie działa w sposób interwencyjny tak, jak to sobie wyobrażamy? Nie ingeruje bezpośrednio w świat, nie łamie praw historii i fizyki? Wielu wierzących ludzi taka perspektywa może odrzucać, budzić lęk lub wątpliwości, czy oto nie znaleźliśmy się w rejonach herezji. A jednak tę odważną perspektywę przedstawia dziś Marcin Gajda, diakon, psychoterapeuta, twórca środowisk kontemplacyjnych, w niedawno wydanej książce „Boskie DNA”. Jak twierdzi – idea teologii nieinterwencyjnej jak najbardziej wpasowuje się w naukę Kościoła katolickiego.

Boga da się pogodzić z przypadkiem

„Nie ma przypadków”, „to nie był przypadek” – takie stwierdzenia są powszechne nie tylko wśród wierzących w Boga, i przynoszą najczęściej wiele nadziei (chyba że mowa o karze boskiej). Gajda jednak nie szuka łatwych pocieszeń. Według niego przypadek istnieje. „Jak wytłumaczyć fakt, że w drodze do Medjugorie autokar uległ wypadkowi, część ludzi zginęła, niektórzy stali się trwale niepełnosprawni, a inni wyszli ze zdarzenia bez szwanku? Kierowca mógł zasnąć, ale nie musiał. Czy to było zaplanowane z góry? Wszyscy modlili się o zdrowie – niektórzy zmarli, inni przeżyli. Co o tym zadecydowało ? Oczywiście możemy powiedzieć, że to tajemnica, i to akurat będzie prawda. Czy jednak nie byłoby uczciwie także stwierdzić, że zdecydował o tym przypadek?”pisze autor.

Świat jest nieprzewidywalny, nie tylko z perspektywy Bożej interwencji – która, rozumiana tak, jak to przedstawiłem na początku, zdaje się nie mieć żadnej rozpoznawalnej logiki. Odkrycia fizyki kwantowej stawiają w pewnym stopniu pod znakiem zapytania także determinizm i przewidywalność naukową. Wprawdzie niektórzy  próbują wyjaśnić powstawanie świata teorią „inteligentnego projektu”, jednak Gajda dyskredytuje ją wprost jako pseudonaukę. Nie – mówi – istnienie przypadku w żaden sposób nie kłóci się z istnieniem Boga. Gajda przywołuje obraz siewcy z Ewangelii według św. Mateusza. Siewca sieje – zdawałoby się – w sposób przypadkowy: jedne ziarna padają koło drogi, inne na kamienisty grunt, inne między ciernie, i tylko niektóre – na glebę urodzajną. Gdyby boski siewca chciał przeprowadzić „inteligentny projekt”, siałby tylko na urodzajnej glebie. Przypadek więc istnieje, i jest „drugim imieniem Boga” – jest wpisany w boskie działanie, jest jego sposobem.

Religijność nie powinna być magiczna

To podejście może budzić lęk, bo wedle niego ludzie nie są jednak chronieni przez opatrzność tak, jak to sobie wyobrażają. Stąd krytyczne i pełne wątpliwości komentarze czytelników książki Gajdy. „Ostatnio syn, licealista, powiedział mi, że pisał sprawdzian i nie mógł sobie czegoś przypomnieć, a potem w duchu się pomodlił i mu się odblokowało. Ogarnął mnie smutek, (...) że przecież przypadek, że On nie interweniuje... to w sumie za co dziękować?” – pisze na profilu autora jedna z czytelniczek książki.

Z drugiej strony świadomość autonomii stworzenia i możliwości zaistnienia przypadku sama w sobie może też być wielką ulgą. Chroni bowiem przed szkodliwą religijnością magiczną, która jest powszechna także wśród chrześcijan. Jeśli na każde zdarzenie będziemy patrzeć jako na zaplanowane i dokonane bezpośrednio przez Boga, istnieje niebezpieczeństwo, że będzie On traktowany jako zewnętrzna siła lub „urządzenie do załatwiania spraw”, w którym wystarczy nacisnąć odpowiedni przycisk, żeby „zadziałało”.

Łączy się z tym często wiara, że im więcej osób intensywnie się modli w danym momencie, tym większa szansa, by owo urządzenie zadziałało – stąd idea „szturmów modlitewnych”, które mają ratować ludzi przed okrutnymi karami za grzechy, często opisywanymi w prywatnych objawieniach. Taki sposób myślenia nie jest rzadki – w 2020 r. Konferencja Episkopatu Polski skrytykowała wprost planowaną na Sylwestra inicjatywę modlitewną „Różaniec do granic czasu”, pisząc w komunikacie: „W ocenie teologów, niektóre wydarzenia, organizowane przez Fundację Solo Dios Basta, bazują m.in. na magicznym traktowaniu praktyk religijnych, pobożności o wyłącznie pokutnym charakterze, błędnych interpretacjach słowa Bożego, apokaliptycznej wizji historii i świata, a także na wybranych prywatnych objawieniach”.

Pozwolenie na przypadkowość świata faktycznie odbiera łatwe pocieszenie, jakim jest wizja Boga będącego na wyciągnięcie ręki i czyniącego cuda, jeśli odpowiednio Go przebłagamy. Ale także pozwala uwolnić się od destrukcyjnego lęku, że każde cierpienie, które zdarza się nam, jest karą lub próbą, jakiej Bóg nas poddaje. Gajda jako psychoterapeuta na co dzień w gabinecie spotyka się z ludźmi wierzącymi, dręczonymi i cierpiącymi niepotrzebnie jeszcze bardziej przez takie lęki.

Czy Bóg czyni cuda?

Podczas spotkania z autorem w Warszawie pojawiało się też wiele pytań o cuda eucharystyczne, do których Gajda ma stosunek sceptyczny. Naruszenie wiary w ich możliwość powoduje niepokój. Gajda nie twierdzi jednak, że to, co nazywamy cudami, nie zdarza się w ogóle. Można je jednak różnie rozumieć. O ile dla św. Tomasza cud jest przekroczeniem praw natury, to św. Augustyn uważał go za zjawisko naturalne, ale zdarzające się bardzo rzadko lub niezrozumiałe dla nauki na danym etapie ich rozwoju („Cuda nie zdarzają się w sprzeczności z naturą, lecz w sprzeczności z tym, co o naturze wiemy” – pisze Augustyn w „Państwie Bożym”). Gajda skłania się do Augustyńskiego rozumienia cudu. Wie też dobrze, że oczekiwanie na cudowną interwencję może prowadzić do głębokiego kryzysu wiary, gdy ta nie następuje.

Czy zatem w wizji Gajdy nie mamy do czynienia z Bogiem deistów, „zegarmistrzem”, który skonstruował mechanizm świata i pozostawił świat samemu sobie? Zdecydowanie nie – mówi Gajda na końcu książki. Interwencja Boga w historię i świat nie przychodzi jednak z zewnątrz, a z wnętrza świata. Pozornie przypadkowy kosmos ma swoje „boskie DNA”, które rozwija się w stronę świadomości i miłości.

Warto tu zauważyć, że jeśli założyć, iż celem ewolucji (jak można by mniemać w bardzo spłyconej wersji darwinizmu) byłoby jedynie przekazywanie i przetrwanie życia, to stworzenie samoświadomości jest dużą i niewytłumaczalną stratą energii. Samoświadomość to jedna z najbardziej złożonych i kosztownych funkcji biologicznych. Z punktu widzenia „chłodnego” rachunku korzyści, mogłoby się wydawać, że ewolucja powinna premiować prostsze, szybsze, bardziej instynktowne organizmy – a nie filozofujące istoty w ciągłym kryzysie egzystencjalnym.

Cudom, rozumianym jako pojedyncze interwencje, Gajda przeciwstawia więc cudowność obecną w samej naturze istnienia. To my jesteśmy i możemy być interwencją Boga w świat. Uobecnia się On w historii poprzez kochającego i świadomego człowieka. „Jeśli znajdzie się wśród ludzi ktoś odważny, kto rzuci się drugiej istocie na ratunek, przerywając spiralę cierpienia lub przemocy, nawet za cenę utraty własnego życia, to właśnie w ten sposób uczyni to (w nim i przez niego) sam Bóg” – pisze Gajda.

Czy Bóg wysłuchuje modlitw?

Teologia nieinterwencyjna nie neguje też możliwości wysłuchania modlitw, jednak dzieje się to w inny sposób, niż nam się wydaje. Gajda używa analogii radia: Bóg jest jak nadajnik, który nieustannie emituje fale (łaskę, miłość). Ludzie są odbiornikami. „Dostrojenie” to proces stawania się lepszym odbiornikiem, a nie głośniejszego krzyczenia do nadajnika. Nie chodzi o to, by zmusić Rzeczywistość do działania, ale by wejść z nią w harmonię.

Dostrojenie manifestuje się poprzez zjawiska, które Carl Gustav Jung nazwał synchronicznością – znaczące zbiegi okoliczności, które nie mają związku przyczynowego. Następuje przejście od relacji z Bogiem zewnętrznym i oddalonym, która odbywa się w dużej mierze w wyobraźni, do niedualistycznej relacji jedności, przebóstwienia, jak powiedzieliby mistycy i teologowie prawosławni: bogoczłowieczeństwa. W tej perspektywie osoba dostrojona zaczyna doświadczać, że Rzeczywistość z nią „dialoguje”, podsuwa „znaki” i metafory, które są czytelne dla jej wewnętrznego świata. Jest to dostęp do głębszej wiedzy i intuicji. Odpowiedź na modlitwę jest, jak Jungowska synchroniczność, manifestacją już istniejącej harmonii.

Zaproponowana przez Gajdę idea jest – jak on sam mówi – raczej zaproszeniem do wspólnych poszukiwań niż zbiorem prawd do przyjęcia. Należy więc zadać pytania, które nasuwają się po lekturze książki, także z perspektywy katolickiej ortodoksji. Czy sama koncepcja dostrojenia jest już wystarczająca?

O czym świadczy możliwość rozmowy?

To pytanie zadaje Sebastian Duda, doktor teologii, z którym rozmawiam o koncepcji Gajdy. – W teologii funkcjonuje pojęcie opatrzności. W definicji katechizmowej wszelkie sprawy, które dzieją się w świecie, oparte są na zrządzeniach Bożych, które mają prowadzić do stanu doskonałości. Zrządzenia Boże to właśnie opatrzność. To musi oznaczać możliwość interwencji Boga.

Jeżeli ta interwencja – dodaję od siebie – jest tak naprawdę wpisana w sposób działania natury czy człowieka itd., to właściwie po co w ogóle dokładać do tego pojęcie Boga? Może to po prostu wszechświat? Czy jest jeszcze potrzeba w takim razie mówić o Bogu?

Pytam o to samego autora. – Jeśli antropomorfizujemy Boga i traktujemy Go jak kogoś zewnętrznego wobec całości, a nie kogoś, w Kim „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”, to rzeczywiście w takim ujęciu idea Boga okaże się niepotrzebna. – mówi Gajda. – Natomiast jeśli zdamy sobie sprawę, że podstawą wszystkich związków w przyrodzie jest relacyjność, to zobaczymy, że świat jest rosnącą emanacją życia Trójcy. Że Chrystus, wcielający się nieustannie w kosmos, w materię, tchnie ku Ojcu. To, że ujawnia się miłość, kieruje nas ku myśli o Bogu. Raczej unde bonum (skąd dobro) niż unde malum (skąd zło).

No tak, ale ludzkość istnieje od wielu tysięcy lat, a ledwie 90 lat temu zdarzyło się Auschwitz. Czy faktycznie idziemy w stronę miłości, skoro, jak widać, nie nauczyliśmy się jej dobrze? – Ten proces nie jest liniowy. Po drodze w historii Ziemi były także wielkie wymierania. W niektórych wyginęło ponad 80 proc. gatunków. Ewolucja to proces pełen walki, bólu, chaosu. A jednak doszliśmy do miejsca, w którym rozmawiam z tobą i intryguje nas poszukiwanie dobra, miłości, piękna i prawdy. Wykazujemy więc cechy, które z punktu widzenia biologii niekoniecznie są potrzebne.

A co z czytelniczką, której syn pomodlił się i zdał egzamin? Co z jej zmartwieniem, że to jednak przypadek? – Jedno nie przeczy drugiemu. Jestem przekonany, że synchronizacja z nurtem życia prowadzącym ku miłości, do której prowadzi modlitwa, może się objawić także w ten sposób, że komuś przyjdzie do głowy rozwiązanie zadania – mówi Gajda. – Na pewnym poziomie przypadek rządzi wszystkim. A jednocześnie wszystko zmierza w dobrą stronę. Modląc się, wchodzę w logikę tego procesu, a to oznacza zaufanie. Dzieło Jezusa to przywrócenie zaufania wobec procesu, który zachodzi w świecie, nawet jeśli są w nim także elementy straszne.

Marcin Gajda, Boskie DNA, Pro Homine, 2024

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bóg działa subtelnie