Kościół w Polsce traci znaczenie. Czy katolicyzm ma jeszcze szanse

Jak pokazują najnowsze dane, zaufanie Polaków do Kościoła gwałtownie spada, ale raczej nie z powodu politykujących biskupów. Wśród emocji i chaosu mediów społecznościowych katolicyzm stał się tylko jedną z idei.
Czyta się kilka minut
Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, 29 lipca 2016 r. // Fot. Jakub Włodek / Reporter
Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, 29 lipca 2016 r. // Fot. Jakub Włodek / Reporter

Sondaż IBRiS dla PAP z 18 września pokazuje, że Kościołowi katolickiemu ufa dziś 35,1 proc. Polaków. Dziewięć lat temu było ich 58 proc. Spadek jest poważny. Szczególnie szybko rośnie zaś grupa tych, którzy „zdecydowanie” Kościołowi nie ufają.

Kościół w Polsce: im bliżej władzy, tym dalej od ludzi

Jeszcze niedawno nie ulegało wątpliwości, że jesteśmy krajem katolickim. Dziś z pewnością jesteśmy nim formalnie, ale zarówno kolejne sondaże i badania, jak i wskaźniki praktyk religijnych (29 proc. uczęszczających na mszę świętą, 14 proc. przystępujących do komunii w 2023 r. według ISKK), każą wątpić w realny katolicyzm Polaków.

Niektórzy ostrzegali od dawna przed „scenariuszem irlandzkim” – i wygląda na to, że w zasadzie się ziścił, tylko w wolniejszym tempie i później, niż przewidywano. Tak czy inaczej, nie jesteśmy dziś krajem katolików zaangażowanych i ufnych wobec instytucji Kościoła. Co się stało i czy jest nadzieja na zmianę?

Najpierw zastanówmy się, czy naprawdę „tak źle jeszcze nie było” – jak pisał Tomasz Terlikowski. Odsetek ufających Kościołowi faktycznie osiąga dziś najniższy poziom, ale po 1989 r. zdarzył się już spadek mocniejszy. Pisał o tym w 2013 r. Zbigniew Nosowski w tekście „Kościół katolicki w Polsce po 1989 roku. Bliżej społeczeństwa czy bliżej władzy?”.

Otóż w 1989 r. według CBOS ufających Kościołowi było aż 90 proc. Polaków. Wzmacniała ich euforia związana z upadkiem systemu komunistycznego, którego większość miała już dość. Kościół był w czasach PRL miejscem schronienia i silnie przyczynił się do przemian. A jednak do 1993 r. zaufanie do niego spadło dużo mocniej niż w ostatnich dziewięciu – do 38 proc. Nosowski wskazywał kilka przyczyn tego tąpnięcia, w tym bezpośrednie zaangażowanie hierarchów w politykę, chęć wpływu na władzę i na zmiany prawne.

„Kościół jest oceniany bardziej krytycznie, gdy zbliża się do władzy politycznej” – pisał. Co po raz kolejny okazuje się aktualne. Nieprzypadkowo znaczący spadek zaufania przypada na lata rządów PiS, gdy władza podkreślała swoje związki z chrześcijaństwem (w jego specyficznej, konserwatywnej wersji), a część hierarchii ją wspierała. Próba nakłonienia ludzi do chrześcijaństwa metodami państwowymi, czy to w wersji soft, czy hard jest oczywiście przeciwskuteczna, tyle że od tylu lat nie potrafimy tego zrozumieć.

Kolejne pokolenia coraz mocniej oddalają się od Kościoła

Zaryzykuję twierdzenie, że tym razem sytuacja jest jednak inna. Dziś to nie polityka jest najważniejszym czynnikiem spadku zaufania. Najbardziej dynamiczny spadek praktyk religijnych miał miejsce między rokiem 2006 a 2016 – gdy rządziły zarówno PiS, jak i PO. Z globalnego punktu widzenia jest to okres rewolucji mediów społecznościowych.

Skończyła się era, w której poglądy ludzi kształtowało jedno centrum, ze względnie spójną kulturą i narracją. Bombardowani informacjami ze wszystkich stron, Polacy znaleźli się na targu mniejszych i większych idei. Jak słusznie pisze Marcin Kędzierski, zatarło się chrześcijańskie imaginarium. 

Kolejne pokolenia, dla których świat online jest środowiskiem rozwojowym, nie widzą już siebie między niebem a piekłem, ich życie nie pulsuje w rytmie roku liturgicznego. Według Pew Research Center w Polsce występuje największa w Europie różnica pokoleniowa w religijności – tylko 16 proc. Polaków poniżej 40. roku życia uważa religię za bardzo ważną w życiu, podczas gdy wśród starszych odsetek ten sięga 40 proc.

Lata 2016-2024 były dla Polaków szczególnie trudne: wtedy rozmontowywane były kolejne bezpieczniki, pozwalające nam czuć się stabilnie w świecie. Rosła polaryzacja polityczna, atmosfera w mediach społecznościowych stale się zaostrzała. Pandemia Covid-19 pokazała, że postęp naukowy nie uratuje nas od śmierci. Kolejnym ciosem był atak Rosji na Ukrainę – we względnie bezpiecznym świecie pojawiło się dawno zapomniane niebezpieczeństwo.

Czy polskich biskupów stać na autorefleksję?

Wygląda na to, że w tej trudnej, kryzysowej sytuacji Kościół nie był dla ludzi miejscem schronienia. Nie pomógł wystarczająco odnaleźć się w niestabilnym na nowo świecie, dać światło, ciepło czy wskazówki na drogę. A jednocześnie okazało się, że sam nie zawsze jest miejscem bezpiecznym.

W świecie mediów społecznościowych nie da się ukryć przemocy i skandali. Premiera filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich – zawierającego wstrząsające świadectwa ofiar molestowania – stała się punktem zwrotnym. O ile jeszcze w marcu 2019 r. Kościół miał stosunkowo dobre notowania (ok. 57 proc. ocen pozytywnych), to po emisji filmu Sekielskich pozytywne oceny spadły. 

Terlikowski słusznie wskazuje przy tym, że „sporej części biskupów nie interesuje ewangelizacja czy sprawiedliwość wobec skrzywdzonych, ale ochrona wąsko pojętych własnych interesów i kasy Kościoła”.

Mamy do czynienia z pogorzeliskiem. Ale nadzieja zawsze pozostaje. Po wspomnianym tąpnięciu z 1993 r. zaufanie na pewien czas wzrosło, do 60-70 proc. Nosowski zauważył, że Kościół zdobył się wówczas na autorefleksję. Pokazał światu bardziej uśmiechniętą i życzliwą twarz, mówił zrozumiałym językiem (to wtedy np. powołano KAI, w której dziś jednak zachodzą niepokojące zmiany).

Obecny kryzys jest dużo bardziej wielowymiarowy, zatem i recepty są trudniejsze. Ale nie ma innego wyjścia jak powrót autorefleksji. Inaczej kolejne tąpnięcia będą nieuniknione.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kościół traci znaczenie. Co w zamian?