Jak Jordan Peterson zmaga się z Bogiem i porządkuje nam życie

Najsłynniejszy krytyk politycznej poprawności, psychoterapeuta i podkaster, wraca z piekła uzależnienia i mówi nam, jak żyć.
Czyta się kilka minut
Jordan Peterson. Sztokholm, październik 2018 r. // Fot. Svenska Dagbladet / TT newsagency / Forum
Jordan Peterson. Sztokholm, październik 2018 r. // Fot. Svenska Dagbladet / TT newsagency / Forum

Na ekranie widzimy ciemne wnętrze pokoju i zmęczoną, wychudzoną, zaniepokojoną twarz. „Minęło sporo czasu, odkąd zamieściłem ostatnią nową treść na YouTubie” – mówi Jordan Peterson, chwilami z trudem szukając kolejnego słowa. „Moje zdrowie było poważnie nadwyrężone, wręcz bardzo poważnie, w wyniku stosowania benzodiazepin jako leku przeciwlękowego”. Opowiada, jak pomagała mu rodzina, jak trafiał do szpitali – począwszy od Kanady i USA, a skończywszy na Rosji i Serbii.

To wszystko działo się nieco ponad cztery lata temu. Kanadyjski psycholog, konserwatysta i podkaster powrócił z piekła, w jakie na ponad półtora roku wtrąciło go uzależnienie od klonazepamu.

Wielu jego zwolenników i wrogów zastanawiało się: kim będzie „nowy Peterson”? Czy osobisty dramat go zmienił?

Od tamtego czasu wydał dwie książki, nagrał ponad 350 nowych odcinków swojego podkastu, występował setki razy na całym świecie, wypowiadał się na dziesiątki tematów (w tym takie, w których się nie specjalizuje, jak inwazja Rosji na Ukrainę). Parodiowano go w komiksie Marvela, wplątał się w awantury z kanadyjskim premierem Justinem Trudeau, a nawet nagrał piosenkę dedykowaną szefowi rządu. Mogłoby się wydawać, że się nie zmienił i nadal balansuje między wizerunkiem badacza rzeczywistości i – z drugiej strony – konserwatywnego, medialnego prowokatora, uwielbiającego od czasu do czasu wzburzyć publiczność, zwłaszcza lewicową (dziś dość wyraźnie stając po stronie Donalda Trumpa w amerykańskich sporach).

Psycholog, psychoterapeuta, nauczyciel – trudne początki Jordana Petersona

Pierwszy był wizerunek badacza. W marcu 1991 r. 29-letni Peterson złożył na Wydziale Psychologii Uniwersytetu McGill w Montrealu pracę doktorską o potencjalnych wskaźnikach psychologicznych predyspozycji do alkoholizmu. Potem zajął się pracą naukową, krążąc wciąż wokół tematu uzależnienia od alkoholu. Większość tytułów l ówczesnych publikacji Petersona nie kojarzy się z jego dzisiejszą działalnością. W 1993 r. pisze, z Robertem O. Pihlem (promotorem swojego doktoratu) i Peterem R. Giancolą, artykuł pt. „Reaktywność sercowo-naczyniowa jako predyktor spożycia alkoholu w sytuacji testu smakowego”.  Później zajmuje się m.in. badaniami agresji i zachowań aspołecznych – z tych zainteresowań coś mu zostaje do dziś, bo jednym z tematów, do których wraca regularnie, jest tzw. ciemna triada cech osobowości: makiawelizm, narcyzm i psychopatia. Przyjmował także pacjentów jako terapeuta. Stał się ulubieńcem studentów, bo podczas wykładów (m.in. na Harwardzie) mówił w sposób żywy, energiczny i potrafił zainteresować tematem.

Kanadyjski youtuber prowadzący kanał pod nazwą RonFromToronto był studentem Petersona w latach 2003-2006. Tak go wspominał dwa lata temu: „Miał do przekazania światu niesamowitą mądrość. Był uczciwy, zniuansowany. Potrafił utrzymywać spokój niezależnie od tego, jak źle zachowywali się jego rozmówcy”. Choć youtuber przyznaje, że po latach rozczarował się swym dawnym bohaterem. Zarzuca mu nadmierne zaangażowanie w bieżącą, polityczną wojnę: „[Peterson] rozmawia głównie z ludźmi, którzy zgadzają się z nim (...) Wygląda, jakby był ciągle zdenerwowany i łatwo go sprowokować”.

Jak odnaleźć sens i zaprowadzić porządek w świecie

A może jednak pierwsza była właśnie żyłka polityczna Petersona? Zanim zajął się psychologią, napisał licencjat z politologii, a od szkoły średniej działał w kanadyjskiej, socjaldemokratycznej New Democratic Party. Szybko się nią rozczarował. We wstępie do swojej pierwszej książki pt. „Mapy sensu” pisze: „Nie potrafiłem wykrzesać z siebie szacunku dla wielu działaczy niskiego szczebla, których spotykałem podczas tych zgromadzeń. Wydawało się, że żyją tylko po to, by narzekać. Ludzie ci często nie mieli pracy, rodziny, nie ukończyli żadnych szkół – można wręcz powiedzieć, że nie mieli niczego oprócz ideologii. Byli kłótliwi, drażliwi i mali – w każdym sensie tego słowa”.

Później, wraz z narastającym wyścigiem zbrojeń, coraz bardziej dręczyły go lęki przed atomową apokalipsą. Próbował dociec, skąd bierze się zło na świecie, czytał Sołżenicyna, Dostojewskiego, Junga i przez 13 lat pisał swoją kolejną książkę.

Wróćmy do „Map sensu”, wydanych w 1999 r. Książka mogła zaskoczyć tych, którzy znali Petersona jako psychologa klinicznego. W ponad 500-stronicowej pracy nie ma słowa o uzależnieniach czy agresji. Pojawiają się natomiast wątki, które będą towarzyszyć Kanadyjczykowi do dziś. Zadaje pytanie, w jaki sposób człowiek konstruuje postrzegany przez siebie świat i jego znaczenie. Wychodzi od założenia, powtarzanego potem w wielu miejscach: to, co postrzegamy – i znaczenie, jakie przypisujemy obiektowi naszego postrzegania – zależy ściśle od naszych celów i wartości, których kształtowanie się od tysięcy lat opisują mity i opowieści religijne. Jednym z głównych tematów, pojawiających się w różnych mitach i opowiadaniach, jest historia zmagania się chaosu (czyli tego, co nieznane, co nowe, co symbolizuje natura) z porządkiem (symbolizowanym przez kulturę, hierarchię, Logos).

Kilka lat później Peterson napisze „12 życiowych zasad” – książkę, która w podtytule będzie miała właśnie „Antidotum na chaos”. Tymczasem jednak pierwsze wydanie „Map sensu” sprzedało się tylko w około stu egzemplarzach. Peterson czasem pojawiał się w TV Ontario, ale świat jeszcze o nim nie usłyszał.

Jak krytyka politycznej poprawności przyniosła Petersonowi sławę

Tak było do 2016 r., kiedy Jordan Peterson na swoim kanale YouTube opublikował trzy części wykładu „Profesor przeciwko poprawności politycznej”. Skrytykował w nim kanadyjski projekt ustawy C-16, która miała zwalczać dyskryminację ze względu na „tożsamość płciową” i „ekspresję płci”. Uznał, że twórcy projektu zamierzają tworzyć prawo na bazie „ekstremalnych wyjątków”, a tożsamość płciową próbują ufundować na odczuciach, a nie faktach. Tak słabo – zdaniem Petersona – umocowane prawo może doszukiwać się dyskryminacji tam, gdzie jej nie ma, a przez to – naruszać wolność słowa.

Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. Coraz więcej filmów Petersona na YouTubie osiągało ponad milion odsłon. W 2018 r. wyszło wspomniane „12 życiowych zasad” – jak dotąd jego największy bestseller, który do maja 2023 r. sprzedał się w ponad 10 milionach egzemplarzy. Główne przesłanie książki? Świat jest pełen cierpienia i chaosu, z którymi trzeba się zmagać. Naszą rolą jest porządkowanie tego chaosu przez wzięcie odpowiedzialności za własne życie, poświęcenie, prawdomówność, samodyscyplinę, ciężką pracę i ambicję. 

Brzmi trochę jak psychologiczna wersja amerykańskiego snu, nieco złagodzona przez współczucie wobec samego siebie („Traktuj siebie tak, jak traktujesz osoby, na których ci zależy”) i innych istot („Pogłaszcz kota napotkanego na ulicy”). Petersona krytykowano za banalność, niedostrzeganie systemowych problemów i przecenianie osobistej odpowiedzialności za nieszczęścia. Chwalono – za przekonujące łączenie psychologii, mitologii i religii, a także za potwierdzenie wartości, jaką w czasach pełnych fatalizmu ma osobista odpowiedzialność za życie.

Jak pogodzić konserwatyzm z progresizmem

Rollercoaster sławy nie zatrzymywał się. Peterson prowadził wykłady na całym świecie (czasem nawet dwa spotkania dziennie w różnych miastach) i przyciągał tysiące słuchaczy. Mało kto wtedy wiedział, że już od dawna psycholog zmaga się z nawracającą depresją. Próbował radzić sobie z nią na różne sposoby, na przykład przez dietę składającą się najpierw z mięsa i warzyw, a potem jedynie z solonej wołowiny popijanej wodą sodową. W sierpniu 2018 r. w podkaście Joe’ego Rogana twierdził, że ta dieta wyzwoliła go nie tylko z depresji, ale także z zapalenia dziąseł, łuszczycy, refluksu, drętwienia nóg i kilku innych przypadłości. Nie powiedział jednak, że przez cały ten czas brał codziennie jeden z najsilniejszych i najbardziej uzależniających leków przeciwlękowych z grupy benzodiazepin – klonazepam. W 2019 r. u żony Petersona, Tammy, zdiagnozowano rzadki rodzaj raka nerki, co było dla niego ogromnym wstrząsem. Lekarze zwiększali mu sukcesywnie dawkę klonazepamu, aż do momentu, kiedy już nie mógł odstawić leku.

Znaleźliśmy się zatem w momencie, o którym pisałem na początku. Jordan Peterson przeżył piekło. Wyjście z uzależnienia i powrót do zdrowia (z budzącym wątpliwości udziałem rosyjskich i serbskich lekarzy) zajęły mu wiele miesięcy. Jednocześnie zdrowieć zaczęła także Tammy, której lekarze dawali co najwyżej 10 miesięcy życia. Żona Petersona przypisuje dziś swe uzdrowienie sile modlitwy różańcowej, która pomogła jej przetrwać najtrudniejsze momenty. „Różaniec może pomóc ci pozostać w swoim centrum przez cały dzień, przez godzinę albo minutę. Może pomóc ci głęboko skupić się w sposób, którego nie byłbyś w stanie osiągnąć inaczej. Pewnego dnia będziesz go potrzebować” – mówiła w wywiadzie dla katolickiej telewizji EWTN. Doświadczenie duchowe choroby, modlitwy i uzdrowienia przyczyniło się do konwersji Tammy Peterson z protestantyzmu na katolicyzm w Wielkanoc 2024 r.

Jej mąż już wcześniej, choć powoli, wrócił do życia publicznego. Opublikował pisaną w znacznej części przed załamaniem zdrowotnym książkę „Poza porządek” z kolejnymi dwunastoma zasadami. Przed jej wydaniem zadawałem sobie pytanie: czy apostoł ambicji, porządku i twardej samodyscypliny złagodnieje, czy może jeszcze mocniej utwardzi się w poglądach?

Jego pierwsza książka skupiała się na wprowadzaniu porządku w chaos. Teraz inaczej rozłożył akcenty, koncentrując się na niebezpieczeństwach nadmiernej hierarchiczności, nadmiernego ustrukturyzowania i porządku, podkreślając potrzebę równowagi między tymi dwoma aspektami rzeczywistości. Potrzebny jest i konserwatyzm, i progresywizm; i hierarchia, i swoboda twórcza, jaką przynosi sztuka. Sam Peterson pozostaje jednak konserwatystą – podkreśla, że osoby pragnące zmieniać społeczeństwo powinny najpierw uporządkować własne życie, dbając o relacje rodzinne i zaangażowanie w lokalną społeczność. Dopiero po osiągnięciu harmonii na tych poziomach można, jego zdaniem, zacząć skutecznie działać na szerszą skalę.

W co wierzy Jordan Peterson

W porównaniu z okresem sprzed choroby jedna zmiana jest bardzo wyraźna: dzisiejszy Peterson dużo częściej mówi o Bogu. Kim jednak jest Bóg, w którego wierzy, i jaka jest jego wiara?

„Z pomocą Bożej łaski i miłosierdzia będę mógł zacząć ponownie tworzyć autorskie materiały i wejść na nowo na ścieżkę, którą zostawiłem” – mówił Peterson w 2020 r., wracając po chorobie do życia publicznego. Rzadko dotąd tak bezpośrednio odwoływał się do swojej relacji z Bogiem, choć kwestie religijne wybrzmiewały w jego twórczości od czasu „Map sensu”. Widać jednak, jak w tym okresie ewoluował jego stosunek do chrześcijaństwa. Na samym początku „Map sensu”, jeszcze zanim opowie o rozczarowaniu socjalistami, wspomina, że jako dwunastolatek przestał chodzić do kościoła. W dalszej części książki opowiada, jak odkrywał porządek świata w głębokich, mitycznych strukturach, także w chrześcijaństwie. Jednak przez wiele lat Peterson zdawał się interesować przede wszystkim symbolicznym, archetypalnym i psychologicznym znaczeniem religijnych opowieści. 

W taki sposób – przez jungowską soczewkę – patrzył na opowieści ze Starego Testamentu w serii biblijnych wykładów na YouTubie. Tamte i późniejsze rozważania stały się przyczynkiem do ostatniej jego książki „We Who Wrestle With God” („My, którzy zmagamy się z Bogiem”), opublikowanej w listopadzie 2024 r. i jeszcze niewydanej w Polsce (mało kto wie, że w 2022 r., Peterson wydał jeszcze krótką, ilustrowaną, kuriozalną książeczkę „An ABC of Childhood Tragedy” z makabrycznymi i bardzo źle napisanymi wierszykami o tragicznym losie dzieci – na szczęście przemknęła bez echa).

W „We Who Wrestle With God” Peterson snuje rozważania na temat historii stworzenia świata, Adama i Ewy, Kaina i Abla, Abrahama, Mojżesza i Jonasza. Są fascynujące i pełne rozmachu, ale z drugiej strony – budzą wątpliwości. Chwilami może się wydawać, że Peterson ustawia te postaci na scenie własnego teatru, każąc im uzasadniać własne, głoszone od lat tezy. Misją człowieka jest – zdaniem Petersona – przede wszystkim stawianie czoła chaosowi. Bo takie zadanie daje mu Bóg. Nawet stworzenie Ewy było wprowadzeniem „nieznanego” w życie Adama – po to, by ten się z owym nieznanym zmierzył. Przy okazji Peterson po raz kolejny dobitnie wyraża przekonanie o fundamentalnych, jego zdaniem ufundowanych biologicznie, różnicach między kobietami a mężczyznami, poruszając się niebezpiecznie na granicy stereotypu i uogólnień. „Kobiety są bardziej ugodowe – pisze – bardziej przejmują się innymi; bardziej zainteresowane ludźmi niż rzeczami, a także bardziej skłonne do doświadczania negatywnych emocji, odczuwania zagrożenia i bólu”. 

Już wcześniej wiele razy mówił o swym sceptycznym nastawieniu do wartości empatii – teraz, w „We Who Wrestle...”, przyczyn grzechu Ewy upatruje więc w „narcyzmie współczucia”, twierdząc, że pierwsza kobieta rzekomo chciała swą matczyną opieką objąć nawet węża, co wydaje się interpretacją bardzo daleko posuniętą. W historii Kaina widzi z kolei resentyment człowieka, któremu nie udało się osiągnąć ideału (wartość dążenia do najwyższego ideału przewijała się przez całą twórczość Petersona) i który nie przyjął odpowiedzialności, jaką powinien był wziąć. I tak dalej. Aż do samego Boga.

Jak Jordan Peterson definiuje Boga

Bp Robert Barron z amerykańskiej diecezji Winona-Rochester, przyjazny Petersonowi i goszczący w jego podkastach, już przy okazji „12 życiowych zasad” krytykował kanadyjskiego psychologa za „gnostycką tendencję do odczytywania religii biblijnej czysto psychologicznie” i za traktowanie Boga jako „zasady albo abstrakcji”.

Peterson nie lubi odpowiadać na pytanie o to, czy wierzy w Boga. Odbija piłeczkę w stronę pytającego i każe mu sprecyzować, co oznacza wiara. Czasami odpowiada gorzko i zagadkowo: „To prywatna sprawa. Działam tak, jakby Bóg istniał i jestem przerażony tym, że może istnieć”.

A jednak w ostatnich latach wiele razy próbował definiować Boga. Wydaje się, że jest On dla niego przede wszystkim personifikacją największego możliwego ideału, jaka ujawniła się na przestrzeni lat w historii ludzkości. W rozmowie z Samem Harrisem w 2018 r. podaje kilka twierdzeń opisujących Boga, m.in. jako „najwyższą wartość w hierarchii wartości”, „głos sumienia”, „przyszłość, dla której się poświęcamy”, a nawet jako „to, co wybiera mężczyzna w wiecznej, męskiej hierarchii”.

Bóg Petersona zdaje się być abstrakcją, która domaga się odpowiedzi (i odpowiedzialności) człowieka. Były prymas Anglii, bp Rowan Williams, w ostrej i negatywnej recenzji „We Who Wrestle...” opublikowanej w „Guardianie” odnajduje paralelę poglądów Petersona z wizją Paula Tillicha, który definiował Boga jako „to, co jest obiektem naszego najwyższego zaangażowania”. Ale czy ten Bóg jest żywy, kochający, realny? Czy działa i prowadzi każdego z nas, czy też jest jedynie wzorcem i punktem dojścia? „Peterson najwyraźniej się waha, czy rzeczywiście spotykamy prawdziwego Innego w religijnej podróży" – pisze bp Williams.

W rozmowie z prawosławnym myślicielem Jonathanem Pageau, wkrótce po wyjściu z kryzysu zdrowotnego, Peterson mierzy się z tym problemem: „Najwyższy cel jest amalgamatem wszystkich wyższych celów, to idealny sposób bycia – i to jest definicja Chrystusa. Ale jest coś zbyt wygodnego w twierdzeniu, przy którym obstaje C.S. Lewis – że ten idealny sposób bycia musiał znaleźć swój wyraz w historii, w tej jednej Osobie”.

Do czego doprowadzą go te wahania – być może dowiemy się wkrótce, gdyż Peterson z zaprzyjaźnionymi intelektualistami prowadzi dyskusje o Nowym Testamencie. Na razie stoi pomiędzy ewangelicznym chrześcijaństwem a konserwatyzmem w amerykańskim stylu. A te dwa stanowiska sporo jednak różni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Jordan wraca