Czy moralność bez zakazów jest możliwa? O co chodzi w etyce cnót

Prof. Natasza Szutta, filozofka: Etyka cnót nie koncentruje się na zakazach i obowiązkach, lecz na doskonaleniu cech charakteru czy dyspozycji, które warto w sobie rozwijać. Staraj się dorównać obrazowi najlepszej swojej wersji.
Czyta się kilka minut
Happyphotons / Adobe Stock
Happyphotons / Adobe Stock

Piotr Sikora: Słowo „moralizatorstwo” ma wydźwięk negatywny. Moralność kojarzy się najczęściej z tym, co się powinno albo nie powinno robić, a nie z pragnieniem życia szczęśliwego, życia w pełni.

Natasza Szutta: Istnieje filozoficzna koncepcja etyczna – etyka cnót – w której moralność ściśle wiąże się z życiem szczęśliwym, pełnym.

„Cnota”? To nie brzmi zachęcająco…

Nie brzmi, m.in. dzięki ministrowi Czarnkowi, który mówił o „cnotach niewieścich”, co wywołało falę kpin. Ten termin brzmi archaicznie, a jego znaczenie często redukowane jest do czystości seksualnej rozumianej fizjologicznie. Warto jednak sięgnąć do źródeł tej koncepcji, bez upierania się przy konkretnych terminach.

Zatem o co chodzi tak naprawdę?

Etycy cnót przede wszystkim zakładają, że celem ludzkiego życia jest eudajmonia. To pojęcie pochodzi od Arystotelesa i oznacza najpełniejszy rozwój ludzkich potencjalności. W języku angielskim jest termin human flourishing, co można tłumaczyć jako rozkwitanie w człowieczeństwie.

Czy to nie jest egoistyczne ujęcie etyki?

Nie, dlaczego? W tej perspektywie ważne jest dostrzeżenie, że interesy sprawcy i adresata działania są rozważane symetrycznie. Wracając do pojęcia „cnoty” – pojmowanego tak, jak rozumiała je niemal cała starożytna i średniowieczna etyka, czyli nabytej i utrwalonej dyspozycji do moralnie dobrego działania – jeśli ja się rozwijam, doskonalę swój charakter, rozwijam jego dobre moralnie dyspozycje, ma to pozytywny wpływ zarówno na moje życie, jak i na życie otaczających mnie ludzi.

Starożytność i średniowiecze były dość dawno…

Ale my cały czas odwołujemy się do tych kategorii, nawet jeśli nie nazywamy ich cnotami. Mówimy np.: to jest sprawiedliwy człowiek, ta osoba jest życzliwa, a tamta przyjazna, uczciwa, odważna…

Czegoś jednak nadal nie rozumiem. Najpierw powiedziałaś, że etyka cnót wychodzi od tego, że celem życia jest rozkwit ludzkich potencjalności i szczęście, a potem, że cnota to dyspozycja do moralnie dobrego działania. Jaki jest związek między jednym i drugim? Czy dyspozycje do działania moralnie dobrego muszą prowadzić do rozwoju moich potencjalności i życia w pełni?

Owszem, możemy się zastanawiać, czy wymiar moralny jest koniecznym wymiarem ludzkiego samodoskonalenia. Można np. pomyśleć o naszym rozkwicie w obszarze czysto intelektualnym – np. wyobrazić sobie genialnego logika czy matematyka, który specjalnie się moralnością nie przejmuje, ale doskonali się, szlifując swoje intelektualne umiejętności. Ja jednak uważam, że odpowiednia kondycja moralna jest konieczna, by rozwijać się także w tym, wydawałoby się, czysto intelektualnym wymiarze.

Ciekawe, bo myślę, że dość rozpowszechniony jest pogląd, iż moralność może w realizowaniu pełnego, szczęśliwego życia raczej przeszkadzać. Przecież wiąże się ona z ograniczeniami: wielu fajnych, przyjemnych rzeczy i działań zabrania.

Człowiek nie może się rozwijać jako samotna wyspa, lecz tylko w kontakcie z „tym drugim”. Nawet logicy i matematycy pracują dziś zespołowo. A w relacjach interpersonalnych wymiar moralny jest bardzo istotny. Kto chce współpracować z kimś, na kim nie może polegać? Z kimś nieuczciwym, egoistycznym, z kimś, kto myśli tylko o swojej przyjemności, a nie – również – o radości z życia drugiej osoby? Wszystkie relacje w ludzkich zespołach opierają się na moralnie dobrych dyspozycjach ich członków. Nadto wszystkie badania w obszarze psychologii potwierdzają, że warunkiem dobrego życia są głębokie relacje interpersonalne.

Ale jeśli etyka cnót podchodzi do moralności nie od strony nakazów i zakazów, to jak w jej perspektywie wygląda zastanawianie się nad konkretnymi czynami?

Najpierw warto zaznaczyć, że w innych perspektywach etycznych też nie trzeba się ograniczać do pytań: co powinienem? co mi wolno? Można też, trochę po kantowsku, zadawać pytania: czego oczekiwałabym od innych uczestników życia społecznego? Wtedy pojawia się reguła: dobrze jest czynić to, co chciałabym, żeby wszyscy inni wobec mnie czynili, i nie robić tego, czego bym sobie nie życzyła. Dobrze np. dotrzymywać słowa, przyjść na spotkanie, na które się umówiłam, bo chciałabym, żeby inni zachowywali się wobec mnie podobnie. Obowiązki moralne są takie, a nie inne, bo życzyłabym sobie, żeby świat w ogóle tak, a nie inaczej funkcjonował: żeby inni nie kłamali w rozmowie ze mną, byli wobec mnie życzliwi.

Ale etyka cnót nie koncentruje się na obowiązkach, lecz przede wszystkim na doskonaleniu kondycji moralnej – cech charakteru czy dyspozycji, które warto w sobie rozwijać. Trzeba przy tym zauważyć, że nawet w innych podejściach etycznych, np. w utylitaryzmie (wedle którego moralna wartość działania zależy wyłącznie od tego, czy zwiększa ono, czy zmniejsza ogólną sumę szczęścia), potrzebny jest namysł nad tym, jakie cechy musi posiadać podmiot, który wartość czynów ma oceniać. Co więcej, same ogólne zasady nie zagwarantują moralnie dobrego działania, jeśli osoby, które mają je stosować, posiadają złe intencje i zdeprawowany charakter. Każdy, kto będzie miał złą wolę, poszuka jakichś luk w prawie moralnym.

Z drugiej strony, w perspektywie etyki obowiązków, w której da się sformułować jakąś listę zakazów i nakazów, np. przykazań, łatwo się zorientować, co dobre, a co złe moralnie. W perspektywie etyki cnót nie ma żadnej listy. Skąd mam więc wiedzieć, jakie działania są moralnie dobre, a jakie złe?

Już same poszczególne cnoty są busolami postępowania. Np. życzliwość wyznacza określony sposób postępowania wobec ludzi: nie będę ich okłamywać, snuć intryg. Jeśli kształtuję w sobie cnotę pomocności, to nie zostawię bez pomocy człowieka w potrzebie. Dodatkowo, w etyce cnót centralną rolę pełni mądrość praktyczna, roztropność. Jest to, można powiedzieć, cnota cnót. Nie każdy, kto prosi mnie o pomoc, powinien tę pomoc otrzymać. Jeśli o pomoc prosi mnie paser, bo wie, że mam wolne pomieszczenie, w którym mogłabym przechować skradzione towary, to jemu nie pomogę. Człowiek cnotliwy – czyli także roztropny – nie jest życzliwym naiwniakiem.

Ale skąd mam wiedzieć, które dyspozycje do działania, jak na początku nazwałaś cnoty, mam rozwijać?

Katalogi cnót są bardzo bogate.

Ale skąd się wzięły takie a nie inne katalogi?

Z długiej tradycji namysłu etycznego. Jedna z argumentacji odwołuje się do pytania: w środowisku jakich ludzi chciałbyś żyć? Życzliwych, sprawiedliwych, odważnych, roztropnych, gotowych do pomocy? Czy egoistycznych, kłamliwych, tchórzliwych, pozbawionych samokontroli? Pokaż mi kogoś, kto wolałby żyć w tym drugim środowisku. Ludzie wolą to pierwsze, bo mogą w nim piękniej żyć i rozkwitać, co daje satysfakcję i radość w życiu.

Z drugiej strony – nie ma w tym nic egoistycznego, bo nie przychodzi mi do głowy żadna cnota, która zakładałaby, że realizacja mojego dobra jest ważniejsza niż dobra adresatów moich działań. Co najwyżej są uważane za równie ważne. Weźmy np. życzliwość, gotowość do pomocy, odwagę – ewidentnie dobro adresata działania jest w ich przypadku na pierwszym planie.

Jednak człowiek niemoralny żyjący w środowisku ludzi cnotliwych mógłby mieć lepsze życie, wykorzystując cnotliwość innych.

Tylko dopóty, dopóki nie zostałby zdemaskowany – wówczas zostałby zepchnięty na margines. A jak możliwy jest rozwój, wzrost, eudajmonia, tj. życie spełnione, gdy żyje się cały czas w przyczajeniu, w lęku, że się zostanie zdemaskowanym?

Rozróżniłaś tu korzyści od rozwoju.

Oczywiście – weźmy choćby sferę akademicką. Można popełniać plagiaty albo korzystać z innych nieuczciwych praktyk akademickich i dzięki nim szybciej piąć się po szczeblach kariery, zdobywać stopnie i tytuły, ale to nie jest prawdziwy rozwój naukowy. Taka osoba się nie rozwija, bo jej działalność nie ma nic wspólnego z prowadzeniem rzetelnych badań. Po drugie, taka kariera cały czas jest zagrożona – gdy ktoś odkryje plagiat, wszytko runie.

Można jednak znaleźć sporo przykładów ludzi sukcesu – podziwianych, bogatych, wpływowych, żyjących pełnią życia – których trudno uznać za cnotliwych w sensie, o którym mówisz.

To zależy, co uznamy za pełnię życia. Czy luksusowe dobra materialne i władzę, czy też życie w spokoju sumienia, świadomość, że żyję życiem, na które zapracowałam, wśród ludzi, którzy są mi życzliwi, na których mogę polegać, spełnienie pod względem rodzinnym i zawodowym – czy to nie daje głębszego szczęścia i nie uwalnia od potrzeby społecznego podziwu i luksusów materialnych?

A jeśli ktoś potrzebuje luksusu, wpływów, bycia podziwianym, co może mu zaoferować etyka cnót?

Hmm… Rzeczywiście, jeśli ktoś ma np. potrzebę znajdowania się na szczycie sfer politycznych, to trudno mu będzie realizować wiele cnót etycznych. W polityce, niezależnie od strony sporu, często widać mijanie się z prawdą, skłonność do manipulacji i intryg. Wątpię jednak, czy ci ludzie rzeczywiście czują się spełnieni. Czy walka o podporządkowanie sobie innych, polityczne gierki, manipulacje, fałsz – czy to ich nie niszczy psychicznie. Czy możesz być szczęśliwy, obracając się wśród ludzi, którzy wydawali się przyjaciółmi, z którymi np. zakładaliście wspólnie partię, a po jakimś czasie czyhają na ciebie i wykorzystują cię dla swoich celów?

Jak zatem ktoś wychowany w moralności skupionej na obowiązkach, zakazach i nakazach, mógłby przestawić się na etykę cnót, moralność opartą na dyspozycjach? Jak rozwijać w sobie te cnoty, zwłaszcza ową mądrość praktyczną?

Po pierwsze, zasadniczo lubimy o sobie myśleć jako o osobach życzliwych, pomocnych, odważnych – czyli cnotliwych. Chcemy, by inni nas w taki sposób postrzegali, chcemy takimi być. Można więc powiedzieć: staraj się dorównać obrazowi najlepszej swojej wersji, staraj się tak działać, żeby do tego obrazu się przybliżać. Gdy widzisz, że kogoś krzywdzą, a chciałbyś uchodzić za odważnego i pomocnego – nie bądź obojętny, nie milcz, stań w obronie.

No dobrze. Stoję na przystanku późnym wieczorem i widzę, że kilku mężczyzn kogoś napadło. Ceniąc odwagę, mam chęć rzucić się napadniętemu na pomoc. Ale przecież mam rodzinę – co z nią będzie, jeśli dostanę cios nożem? Co mi radzi etyka cnót?

Etyka cnót mówi, że cnota znajduje się pomiędzy skrajnościami. Odwaga jest właściwą miarą pomiędzy tchórzostwem a brawurą. Działanie cnotliwe to działanie na swoją miarę, którą trzeba znać. Niekoniecznie więc musisz rzucać się do walki, ale możesz zrobić hałas, zadzwonić na policję, aktywizować innych, by wspólnie pomóc – ważne, byś nie pozostał obojętny i działał w sposób odpowiedni do swoich możliwości. Nie musisz stać się bohaterem, ale możesz podejmować małe działania, które są krokami realizującymi i rozwijającymi odwagę.

Skąd mam wiedzieć, gdzie leży środek pomiędzy skrajnościami? Jak wychowywać dzieci w takim podejściu etycznym, które nie posługuje się zbiorem reguł moralnych?

Myślę, że wiele działań wychowawczych jest w naturalny sposób zgodnych z etyką cnót. Jeśli próbowałbyś zmuszać dzieci do zachowań zgodnych z pewnymi regułami, a sam postępowałbyś odwrotnie, nie byłoby to skuteczne. Musisz wychowywać przez osobisty przykład – modelowanie to podstawowa metoda wychowawcza w etyce cnót.

Czyli trzeba sobie znaleźć przykłady ludzi moralnych i je naśladować?

Tak, ale mądrze, nie ślepo papugować. Etyka cnót jest w tym sensie skrojona na miarę konkretnego człowieka. Odwaga, o której mówiliśmy, inaczej przejawia się w życiu dorosłego, np. ojca, a inaczej w życiu dziecka. W trakcie napadu ulicznego inaczej zareaguje odważna osoba trenująca sztuki walki, a inaczej taka drobna kobieta jak ja. Każdy musi uczyć się rozpoznawać racje moralne i odpowiednio do swoich możliwości i umiejętności na nie reagować.

Czy to nie jest relatywizm?

Nie użyłabym tego określenia. Oczekiwanie innych reakcji od dziecka, a innych od dorosłego, wiąże się z rozpoznaniem, że obiektywnie mają różne umiejętności. Jest coś wspólnego – nikt nie powinien być obojętny na krzywdę, ale żeby jej skutecznie przeciwdziałać, każdy musi działać zgodnie ze swoimi możliwościami. Dopasowujemy działania nie tylko do tego, kto działa, ale także do adresata działań. Inaczej pomagamy bliskim, z którymi pozostajemy w trwałej relacji, a inaczej obcym. Choć wobec nikogo nie pozostajemy obojętni.

Co więcej, w wychowaniu etycznym w perspektywie etyki cnót ważne jest też pokazywanie konsekwencji działania i kształtowanie siły woli i samokontroli. Ta zdolność jest konieczna do samodoskonalenia. Etyka cnót bardzo koreluje z odkryciami współczesnych badań empirycznych, zwłaszcza w psychologii i pedagogice.

Współczesna psychologia mówi wiele o wartości emocji, spontaniczności…

A także o tym, że ważne jest, by reakcje emocjonalne były proporcjonalne do okoliczności. I tu ujawnia się zgodność z tradycyjną etyczną cnotą umiaru. Zauważ, jak ważne jest, by drobne trudności nie wywoływały w nas skrajnych emocji – jeśli będziesz reagował rozpaczą na niewielką stratę, jaka emocja pozostanie ci w sytuacji prawdziwego nieszczęścia? Podobnie z emocjami pozytywnymi – oczekiwanie, by stale przeżywać stany euforyczne, nie może zostać spełnione w życiu i nie prowadzi do szczęścia.

Zatem człowiek cnotliwy nie ma silnych emocji?

Niekoniecznie. W odpowiednich sytuacjach przeżywa silne emocje, ale zasadniczo potrafi je kontrolować. Wiele problemów w życiu bierze się stąd, że zachwyca nas coś, co nie zasługuje na zachwyt, albo dobija coś, czego trudności właściwie nie oceniliśmy.

A jeśli jestem na zachwycającym koncercie albo w zachwycających górach?

To się zachwycaj. Nie oczekuj jednak, że coś albo ktoś, np. bliski ci człowiek, będzie cię bezustannie zachwycał. Bo będziesz prawdopodobnie wiecznie niezadowolony.

Wróćmy jeszcze do kwestii rozwoju i eudajmonii – rozkwitu jako celu etycznego życia. Często ludzie z powodu okoliczności życiowych, ograniczonego czasu i możliwości muszą rezygnować z rozwoju jakichś swoich zdolności – ze względu na rozwijanie innych. Ktoś może mieć talent sportowy i muzyczny zarazem, ale kariera muzyka jest nie do pogodzenia z karierą sportowca. Co wtedy z eudajmonią, pełnią rozwoju?

Eudajmonia ma zarówno wymiary subiektywne, jak i obiektywne. Po pierwsze, trzeba uważnie obserwować siebie, zauważać swoje mocne i słabe strony. I niewątpliwie, są momenty, w których trzeba dokonywać trudnych wyborów. Nikt ci jednak nie powie, co masz wybrać – życie sportowca, muzyka czy filozofa. Etyka cnót kładzie nacisk na konieczność twojej własnej decyzji. Trzeba też czytać rzeczywistość, obserwować, jak świat odpowiada na moje próby doskonalenia się w jakimś kierunku.

Cnoty pomagają w dokonywaniu najlepszych wyborów. Cierpliwość nie pozwala rezygnować przy pierwszym niepowodzeniu, ale umiar podpowiada: nie wal głową w mur, gdy wszystko mówi ci, że to nie jest twoja droga, to nie jest ten człowiek, to nie jest ten kierunek życia.

Z drugiej strony możemy powiedzieć, co obiektywnie eudajmonią nie jest: to, co niszczy mnie jako człowieka – co zabija moją autonomię, ogranicza mnie intelektualnie, wyniszcza emocjonalnie albo powoduje, że tracę samokontrolę. Koncepcja eudajmonii pozwala rozwijać się w różnych kierunkach, nie wyznacza jednej drogi dla wszystkich. W zasadzie całe nasze życie jest poszukiwaniem naszej indywidualnej ścieżki rozwoju, w przypadku niektórych osób bardziej lub mniej krętej.

Co jeszcze sprzyja rozwojowi?

Potrzebne są w nim wszystkie cnoty: intelektualne, etyczne, cnoty siły woli, cnoty obywatelskie. One są ze sobą silnie powiązane. Np. zdolność skupienia uwagi – jest cnotą intelektualną i cnotą siły woli. Albo moja ulubiona, którą bardzo chciałabym w sobie doskonalić: skromność poznawcza, czyli świadomość ograniczeń swoich kompetencji i wiedzy, chęć uczenia się, sprawdzania faktów i otwartość na inne perspektywy. Ona też łączy się z cnotami etycznymi, kluczowymi dla relacji międzyosobowych.

dr hab. Natasza Szutta, prof. Uniwersytetu Gdańskiego // Materiały prasowe Uniwersytetu Gdańskiego

Dr hab. NATASZA SZUTTA jest profesorem filozofii Uniwersytetu Gdańskiego. Bierze udział w pracach międzynarodowych zespołów badawczych rozwijających współczesną etykę cnót, jest współredaktorką czasopisma i portalu „Filozofuj”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Cnota bez zakazów