Ameryka znów wierzy. Jak dziś wygląda religijność w ojczyźnie papieża Leona XIV

Specyficzny katolicyzm J.D. Vance’a i instrumentalizacja religii przez prawicowych populistów. Ale też ożywienie religijne i kościoły jako lek na samotność. Oto jak się ma religijność w Stanach Zjednoczonych.
Czyta się kilka minut
Chrzest dorosłej kobiety podczas trasy ruchu chrześcijańskiego ReAwaken America w Cornerstone Church. Batavia, USA, 12 sierpnia 2022 r. // Fot. Carolyn Kaster / AP Photo / East News
Chrzest dorosłej kobiety podczas trasy ruchu chrześcijańskiego ReAwaken America w Cornerstone Church. Batavia, USA, 12 sierpnia 2022 r. // Fot. Carolyn Kaster / AP Photo / East News

Jeszcze kilka lat temu można było bez wahania twierdzić, że w Stanach Zjednoczonych i w innych krajach anglojęzycznych religia się kończy. Trend spadkowy (a może nawet schyłkowy) wyglądał na trwały. Gwałtownie rósł odsetek osób deklarujących brak przynależności religijnej: w USA z 16 proc. w 2007 do prawie 30 proc. w 2021 r., w Wielkiej Brytanii z 12 proc. do 37,2 proc. na przestrzeni lat 2011-2021. Na początku XXI wieku tryumfy święcili „nowi ateiści” z Richardem Dawkinsem i Christopherem Hitchensem na czele. Dziś, choć nie ma mowy o masowym powrocie do religijności, obraz ten nie jest już tak jednoznaczny.

W USA w Kościele pozostają mężczyźni, kobiety odchodzą w zaskakującym tempie

W lutym tego roku Pew Research Center opublikowało wyniki badań z lat 2023-24, które wskazują – po raz pierwszy tak wyraźnie – że regres chrześcijaństwa w USA wyhamował. Odsetek chrześcijan ustabilizował się, a może nawet zaczął powoli wzrastać, choć na takie wnioski jeszcze za wcześnie. Od 2007 r. odsetek dorosłych Amerykanów uważających się za chrześcijan spadał niemal co roku. Od około 2020 r. pozostaje stabilny, z niewielkim wzrostem w ciągu ostatnich trzech lat. W podgrupie katolików ta stabilizacja nastąpiła jeszcze wcześniej, bo około 2014 r.

Szanse na utrzymanie stabilizacji, a nawet na wzrost w kolejnych latach są tym większe, że – co może zaskakiwać z punktu widzenia stereotypów – wraca głód duchowości. 

„Bóg powraca” – pisze Tara Cobham w „The Independent”, powołując się na badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii przez firmę OnePoll na próbie 10 tys. osób. Wynika z niego, że Brytyjki i Brytyjczycy z pokolenia Z (czyli – w przybliżeniu – osoby między 15. a 30. rokiem życia) rzadziej identyfikują się z ateizmem niż ich rodzice i dziadkowie. Nie oznacza to oczywiście, że w to miejsce wchodzi od razu chrześcijaństwo – duchowość deklarowana przez respondentów obejmuje także praktyki mindfulness czy uważne przebywanie w otoczeniu natury. Niemniej zmiana jest wyraźna. 

W amerykańskim pokoleniu Z dotyczy ona przede wszystkim mężczyzn. „Mężczyźni pozostają w Kościele, podczas gdy kobiety odchodzą w zaskakującym tempie” – pisze Ruth Graham w „New York Timesie”. Cytowane przez nią badanie Survey Center on American Life wskazuje, że wśród „zetek” 40 proc. kobiet i 34 proc. mężczyzn nie jest związanych z żadną religią. Inaczej jest we wszystkich pozostałych (starszych) pokoleniach. Od lat kobiety we wszystkich badaniach okazywały się grupą bardziej religijną. „Ten wynik dotąd był tak pewny, że niektórzy badacze uznawali go za coś w rodzaju uniwersalnej prawdy o ludziach” – konstatuje Graham.

Wzrost religijności wśród młodych zauważa też Mary Harrington w „UnHerd”, głosząc w tytule wręcz, że „Epoka nihilizmu jest skończona”. Zauważa, że ożywienie religijne w Wielkiej Brytanii nie dotyczy głównie Kościoła anglikańskiego, który pozostaje instytucjonalnie słaby, ale raczej Kościoła katolickiego i wspólnot zielonoświątkowych. Liczba katolików rośnie też w USA (z 54,1 mln w 1970 r. do 75 mln w 2023). Dotąd w dużej mierze odpowiadała za to migracja osób wychowanych w wierze katolickiej z krajów hiszpańskojęzycznych, jednak w ostatnich latach, jak wskazuje Luke Coppen w piśmie „The Pillar”, w wielu amerykańskich diecezjach z roku na rok rośnie liczba osób dorosłych przechodzących na wyznanie rzymskokatolickie.

Trump chce uczynić Amerykę nie tylko „znów wielką”, ale także „bardziej religijną”

Tym nowym zjawiskom towarzyszy większa widoczność religii (lub religijnych deklaracji) w dyskursie publicznym, w kulturze i polityce. Szczególnie złożona pod tym względem jest sytuacja w Stanach Zjednoczonych, które w porównaniu z Europą zawsze były państwem przesyconym religijnością: począwszy od motta „In God We Trust” na dolarowych banknotach, poprzez odwołania religijne w wystąpieniach prezydentów o różnych poglądach – od Cartera przez Reagana do Clintona. A jednak i tam przez dłuższy czas religijny przekaz w polityce stawał się coraz słabszy. Także przekaz Republikanów stawał się coraz bardziej świecki, a jeden z „czterech jeźdźców nowego ateizmu”, wspomniany Christopher Hitchens, poparł w 2004 r. George’a W. Busha

Nowe otwarcie Republikanów wraz z rozpoczęciem ostatniej kadencji Donalda Trumpa na tle poprzednich lat wydaje się religijną ofensywą. Wiceprezydent J.D. Vance, który przeszedł na katolicyzm w 2019 r., od początku deklarował chrześcijańskie korzenie – własne i całej ekipy Trumpa (krytykując jednocześnie Europę za odejście od korzeni). Sam Trump deklaruje, że uczyni Amerykę nie tylko „znów wielką”, ale także „bardziej religijną”.

Jest to jednak – zarówno w przypadku Vance’a, jak i Trumpa – bardzo specyficzny rodzaj chrześcijaństwa, jeśli w ogóle ich poglądy mieszczą się w zakresie tego pojęcia. Może to dziś budzić duże wątpliwości, choć nie zawsze tak było. 

W 2020 r. w „The Lamp” Vance opublikował esej o swojej drodze do katolicyzmu – pełen społecznej wrażliwości, bardzo krytyczny wobec neoliberalnej polityki, niemającej wiele wspólnego z katolicką nauką społeczną. Odnosząc się do przyczyn problemów społecznych w USA, Vance krytykował libertariański nacisk na „osobistą odpowiedzialność” jednostek za ich los. Zauważał też, że amerykańska rzekoma „merytokracja” często po prostu nie działa. „Było dla mnie oczywiste, że w miejscach, w których dorastałem, zdarzały się dysfunkcje. Jednak dyskurs prawicy wydawał mi się nieco bezduszny. (...) Zatęskniłem za światopoglądem, który będzie zauważał różne czynniki naszych złych zachowań – zarówno te społeczne, jak i te indywidualne, zarówno strukturalne, jak i moralne”. 

Jak alt-prawicowy populizm podszywa się pod religijność

Jak wiele dzisiejsza postawa Vance’a ma z ducha tamtego tekstu? Z pewnością aktualny pozostaje jego tytuł, „Jak dołączyłem do ruchu oporu” („How I joined the Resistance?”). Vance wykorzystuje chrześcijańskie uzasadnienia – na czele z koncepcją ordo amoris – w wojnie kulturowej, choćby do uzasadniania masowych deportacji prowadzonych przez ekipę Trumpa. Skrytykował to papież Franciszek w liście do biskupów USA, a także kardynał Robert Prevost – właśnie wybrany papieżem, udostępniając na portalu X artykuł z „National Catholic Reporter” pt. „J.D. Vance się myli. Jezus nie chce, byśmy stopniowali naszą miłość wobec innych”.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Do działalności kulturowego „ruchu oporu” należą też radykalne cięcia pomocy zagranicznej, które odbijają się na zdrowiu i życiu wielu osób objętych dotąd pomocą USA. 

– Istotową cechą wiary katolickiej jest obrona każdego życia, niezależnie od tego, czy to jest życie człowieka nienarodzonego, czy nieposiadającego dokumentów – mówi „Tygodnikowi” prof. Michael D. Kennedy, socjolog z Brown University. – Wielu katolików zaczyna dziś dostrzegać w poglądach Vance’a więcej nacjonalizmu niż Boga. 

Tomasz Terlikowski także jest krytyczny: – Pewien model wykorzystującego religijność alt-prawicowego populizmu tak naprawdę podszywa się pod religijność i jest dla niej zagrożeniem. A Vance, deklarując chrześcijaństwo, jednocześnie prezentuje opinię sprzeczną z nauczaniem nie tylko Franciszka, ale wszystkich papieży, przynajmniej od Piusa XII.

„Chrześcijaństwo ruchu oporu” jest powszechne w ekipie Trumpa. Kennedy wskazuje także na wypowiedzi sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, dla którego wzorcem współczesnego chrześcijanina powinni być średniowieczni krzyżowcy. „Nie chcemy walczyć, ale musimy – jak chrześcijanie tysiąc lat temu” – pisał Hegseth w książce „Amerykańska krucjata”. Empatia, o którą upominał się Vance pięć lat temu, dziś według Elona Muska jest „fundamentalną słabością Zachodu”. 

Michael Kennedy zauważa, że w swojej agresywnej polityce ekipa Trumpa porzuca już nie tylko chrześcijańskie, ale i konserwatywne zasady. – Znani konserwatyści, wśród których śledzę uważnie Davida A. Frencha i Rossa Douthata – z pewnością, podobnie jak Trump, dystansują się od idei woke, jednak ubolewają też nad utratą w jego administracji konserwatywnych wartości, takich jak poszanowanie praworządności i ładu instytucjonalnego. Często odnoszę wrażenie, że jedyną wartością, którą wszyscy konserwatyści podzielają, jest radość z „dowalania liberałom” – mówi socjolog. 

Jednak ta strategia antagonizowania przeciwników politycznych i czerpania radości z ich niepowodzeń zaczyna męczyć nawet zwolenników Trumpa. Rod Dreher, amerykański pisarz i publicysta, mocno zaangażowany w ożywienie religijne (autor m.in. „Opcji Benedykta”) w 2024 r. silnie poparł dzisiejszego prezydenta. Dziś wprawdzie nie przeszedł na drugą stronę (uważa, że nie ma dobrej alternatywy dla Trumpa), ale ma coraz więcej wątpliwości. Sprzeciwia się postawie wyrażanej przez używane na amerykańskiej prawicy hasło „Płaczcie jeszcze głośniej, libki” (Cry more, libs). Krytykuje rządy Trumpa jako makiaweliczne i przepełnione chęcią zemsty, piętnuje nadużycia władzy i jej autorytaryzm. „Z niepokojem patrzę, jak wielu z nas, prawicowców, jest gotowych zaakceptować wszystko, co mówi lub robi ekipa Trumpa, tylko po to, by dokopać naszym wrogom” – pisze.

Kościoły w Stanach Zjednoczonych, ubogich w usługi publiczne, pełnią dużo funkcji społecznych

Wątpliwości Drehera wskazują granicę między polityczną instrumentalizacją religii a autentycznym ożywieniem religijnym, będącym odpowiedzią na głód duchowości, sensu i wspólnoty. Ten głód bowiem jest realny. Może z tego wynika osłabienie w ostatnich latach narracji „nowych ateistów”. Zgadza się z tą diagnozą Terlikowski. – „Nowym ateistom” wydawało się, że wiele problemów rozwiąże współczesna nauka. I to prawda, wiele z nich rozwiązała – mówi. – Ale nadal nasze życie jest nieprzewidywalne, nadal wpisane jest w nie cierpienie. Ostatnie wydarzenia: pandemia, nowe wojny, kryzys migracyjny, globalna zmiana klimatu, nagle pokazały, że nie ze wszystkim sobie radzimy. Potrzebna jest odpowiedź na pytanie, jak oswoić to, co nieprzewidywalne. Poszukiwanie sensu, duchowość, kult, to jednak przestrzeń religii, a nie nauk szczegółowych.

Mary Harrington sugeruje, że powrót do religii wśród młodych jest reakcją na wychowanie przez pokolenie X (urodzone w latach 70.), które dorastało w atmosferze nihilizmu, relatywizmu i egzystencjalnej nudy. Kulturowym tego wyrazem są jej zdaniem piosenki Nirvany (na czele z jej największym przebojem, „Smells Like Teen Spirit”, gdzie Kurt Cobain śpiewa: „Here we are, entertain us” („Jesteśmy tu, zabawiaj nas”), czy film „Trainspotting” (1996). Brak absolutnych wartości miał przynieść wolność i szczęście, a przyniósł poczucie pustki moralnej i dezorientację. Stąd, jak twierdzi, zwrot ku religii.

Dr Maria Rogaczewska, socjolożka religii mieszkająca od ośmiu lat w USA, mówi o innej przyczynie tego zwrotu. – Amerykańskie społeczeństwo jest w kryzysie. To potężny kryzys instytucji, zdrowia publicznego. Jednym z jego efektów jest dojmująca izolacja i samotność bardzo wielu ludzi. Dzieje się coś symbolicznego. Gdy samotny człowiek przyjeżdża do nowego miasta, pisze na lokalnym forum: „Jestem tu nowy, szukam fryzjera dla mojego psa i jakiegoś kościoła, do którego mogę się przytulić”. To odpowiedź na przeogromną potrzeba więzi i przynależności. Kościoły w Stanach Zjednoczonych, ubogich w usługi publiczne, pełnią dużo funkcji społecznych. Ale też dla bardzo wielu ludzi, zwłaszcza właśnie młodych, samotnych mężczyzn, pracujących zdalnie na przykład w IT, pójście w niedzielę do kościoła to tak naprawdę jedyna okazja w ciągu całego tygodnia, by porozmawiać z drugim człowiekiem twarzą w twarz.

Odpowiedzi na te pragnienia płyną z różnych stron. W ciągu ostatnich kilkunastu lat w świecie anglojęzycznym pojawiło się wielu pisarzy, twórców i popularyzatorów odwołujących się do chrześcijaństwa, zarówno w kręgach bardziej konserwatywnych, jak i lewicujących. W tych pierwszych jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych ewangelizatorów jest bp Robert Barron, twórca popularnego kanału Word on Fire. Wykorzystuje on nowoczesne media, by przekazywać treści teologiczne w przystępny i intelektualnie wymagający sposób. Trafia zarówno do wierzących, jak i sceptyków szukających odpowiedzi na pytania o sens i cel życia.

Innym przykładem jest Jonathan Pageau, kanadyjski artysta-ikonopisarz i myśliciel prawosławny, który zyskał popularność dzięki swoim interpretacjom symboliki w sztuce i kulturze współczesnej. Jego wykłady i podkasty – często goszczące myślicieli z różnych tradycji – ukazują chrześcijaństwo jako żywy język znaczeń, pozwalający zrozumieć złożoność świata. Pageau przyciąga zwłaszcza młodych ludzi, dla których religia jest nie tyle dogmatem, ile narzędziem głębokiej interpretacji rzeczywistości.

Te prawdziwe, głębokie, duchowe poszukiwania zderzają się jednak z instrumentalizacją religii, która, zdaniem Rogaczewskiej, jest szczególnie silna właśnie w USA, i to nie tylko u Trumpa. – Na przestrzeni całego XX wieku pojawiło się mnóstwo wersji rynkowej, ale i politycznej instrumentalizacji religii. Choćby prosperity gospel, nauka katolickich guru finansowych, takich jak Dave Ramsey. Jeśli będziecie nas słuchać – mówią guru prosperity gospel – to będziecie bogaci. I to będzie znak, że Bóg jest z wami. Niedawno pojawił się ruch New Apostolic Reformation, który głosi teokrację chrześcijańską. W myśl tej idei należy skończyć z rozdziałem Kościoła i państwa, a ludzie religijni powinni przejąć „siedem szczytów”: poza religią także rząd, biznes, edukację, rodzinę, sztukę i media – mówi socjolożka.

Gdzie można spotkać prawdziwych uczniów Jezusa, nie tych z telewizyjnych kazalnic

Instrumentalizacja religii nie ma wiele wspólnego z Ewangelią, za to wiele z dążeniem do władzy. Pytam Rogaczewską, czy widzi szanse na to, by w zalewie religii zinstrumentalizowanej przebiła się ta autentyczna. Moja rozmówczyni widzi nadzieję, ale nie w mainstreamie, lecz na jego obrzeżach. 

– Najbardziej autentyczne spotkania z wiarą widzę tam, gdzie światło rzadko dociera: w więzieniach, szpitalach, schroniskach dla bezdomnych – mówi. – To właśnie tam działają ci najprawdziwsi uczniowie Jezusa. Nie ci z telewizyjnych kazalnic, lecz ci, którzy codziennie niosą obecność Boga ludziom złamanym, porzuconym, oszukanym przez rynek, politykę, fałszywe obietnice prosperity. Najbardziej szczerych i przejmujących wierzących spotkałam nie w głośnych kościołach, ale na mityngach AA, w rozmowach z kapelanami więziennymi, podczas wolontariatu w kuchniach ulicznych. Właśnie tam, w cieniu i milczeniu, można spotkać Jezusa, którego próżno szukać w błyszczących hasłach.

Od milczenia już tylko krok do kontemplacji. Zinstrumentalizowana religia nie wytrzymuje zderzenia z życiem kontemplacyjnym i chrześcijaństwem branym na serio, bowiem jest ono szczególnie wrażliwe na wszelki fałsz. Podobnie jak w przypadku Drehera, widać to w przypadku Jonathana Pageau. Był on kojarzony z prawicą, bywał na przykład częstym gościem u Jordana Petersona (który deklarował, że gdyby był Amerykaninem, wybrałby Trumpa). Ostatnio jednak, gdy Trump przedstawił film z wizją odbudowanej Strefy Gazy (ze złotą statuą prezydenta na środku), dla Pageau było to już za wiele. Nie wahał się porównać tej wizji do „wielkiej nierządnicy babilońskiej”.

Richard Rohr, znany i w Polsce franciszkanin, założyciel Center for Action and Contemplation w Albuquerque, w stanie Nowy Meksyk, zauważał zagrożenie instrumentalizacji religii już w momencie pierwszej elekcji Trumpa, w 2016 r. Mówił wówczas: „Zarówno religia chrześcijańska, jak i amerykańska psychika potrzebują teraz głębokiego oczyszczenia i uzdrowienia (...). Tylko kontemplacyjny umysł może pokonać nasz strach, dezorientację, drażliwość i gniew i poprowadzić nas w kierunku miłości”. To zalecenie jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2025

W druku ukazał się pod tytułem: W co wierzy Ameryka