Kilkupiętrowy budynek Domu dla Matki i Dziecka przy Zakładzie Karnym nr 1 w Grudziądzu bardziej przypomina oddział szpitalny niż zakład karny. Obok więzienia w Krzywańcu to jedyne miejsce w Polsce, które umożliwia skazanym kobietom odbywanie kary wraz z dziećmi do 3. roku życia. Przez 76 lat działalności placówka objęła opieką około 3,2 tys. dzieci; obecnie przebywa w niej 25 matek i 25 dzieci.
Na ścianach wiszą dziecięce rysunki, w kątach stoją pudełka z zabawkami, na półkach pluszowe misie.
– Osadzone trafiają tu na własną prośbę. Składają wniosek do dyrektora zakładu, w którym odbywają karę, z deklaracją, że chcą ją odbywać razem z dzieckiem. Do nas przyjeżdżają zwykle już w ciąży, na około dwa miesiące przed porodem. Pod opieką psychologa przygotowują się wówczas do macierzyństwa. To kluczowe w rozwoju dziecka, żeby pierwsze chwile spędzało z matką – mówi mł. chor. Edyta Majewska, wychowawczyni w Domu dla Matki i Dziecka.

Ostateczną decyzję, zazwyczaj po kilku miesiącach, podejmuje sąd rodzinny, który wcześniej zwraca się do placówki o opinię. Psycholog więzienny, na podstawie codziennych obserwacji, rozmów i historii życia kobiety, przygotowuje ocenę, jak radzi sobie ona w roli matki i czy może nadal przebywać z dzieckiem. To proces wymagający uważności i cierpliwości.
Resocjalizacja matek w więzieniu: jak przerwać krąg przemocy
– Codziennie rano mówię mu, jak bardzo go kocham. Przepraszam, że jesteśmy w „tym” miejscu, że nie wychowuje się z rodzeństwem. Ale jeszcze będzie na to czas – mówi z nadzieją w głosie Agata. Ma 33 lata, a Pawełka urodziła 9 miesięcy temu – w zakładzie karnym, gdzie przebywa od roku i dwóch miesięcy.
– To moje piąte dziecko. Czwórka jest na wolności pod opieką mojej matki. Rozmawiamy telefonicznie, piszę do nich listy. Czekają na mnie. Będę walczyła, żeby po wyjściu odzyskać nad nimi opiekę – tłumaczy.
Agata odsiaduje wyrok z 2014 roku.
– Kradzieże, narkotyki. Długo odraczałam odsiadkę ze względu na dzieci, ale w końcu musiałam się stawić – przyznaje. I tak w 2022 roku trafiła do zakładu karnego na Śląsku z rocznym wówczas synem. Spędziła tam 20 miesięcy i warunkowo wyszła na wolność.
– Po kilku miesiącach pani kurator odwiesiła mi karę, bo znowu trafiłam w towarzystwo z przeszłości. Byłam wtedy już w ciąży z Pawełkiem – opowiada Agata, która z synem spędza całą dobę.
– Pocieszam się, że na wolności każdy goni. Praca, przedszkole, pranie, sprzątanie, gotowanie. W zakładzie mam więcej wolnego czasu. Zapisuję wszystko: pierwszy ząbek, pierwszy krok – tłumaczy Agata, która celę dzieli z dwiema innymi kobietami. – Różnie bywa. Czasem są̨ takie dni, że jedna z drugą się̨ pokłóci. Ale wspieramy się, doradzamy. Jak komuś mogę pomóc, to się cieszę – zapewnia.
Codzienność wypełniają im zabawy, sprzątanie, gotowanie, warsztaty, spotkania z psychologami.
– Uczę się porozumiewania bez przemocy. Wiem już, jak rozmawiać z dziećmi, jak być konkretną, jak stawiać granice. Mam nadzieję, że stałam się dobrą mamą pomimo tego, jak bardzo zbłądziłam – mówi. Sama dzieciństwa nie wspomina dobrze. Szybko uciekła w alkohol, narkotyki, bardzo złe towarzystwo.
– Z mamą nie miałam dobrej relacji. Przeciwnie, były ciągłe kłótnie, kary. Za to ojca nie było w ogóle... Nie chcę tego powtórzyć ze swym życiem, być taką matką dla swoich dzieci. Chcę, by wiedziały, że w każdej chwili będą mogły do mnie przyjść i porozmawiać – mówi z przekonaniem. Kiedy tylko ma możliwość, przypomina im o tym.
Za dwa miesiące wychodzi na wolność. Ma konkretny plan.
– Zrozumiałam, co zrobiłam źle. Naprawdę dużo ćpałam w życiu, wydałam na to masę pieniędzy. Ale teraz powiedziałam: koniec, znajdę pracę, będę żyć inaczej. Dla dzieci i dla siebie – dodaje.
Macierzyństwo w zakładzie karnym daje nadzieję na nowe życie
Kasia odbywa ponad trzyletnią karę od października 2023 roku. Po dwóch miesiącach na własną prośbę została przeniesiona do Grudziądza. Po kolejnych dwóch urodziła syna.
– Nasza relacja jest bardzo silna, Tomek jest ze mną 24 godziny na dobę. Ma niemal dwa lata i jest najstarszym dzieckiem w zakładzie, a przez to bardzo opiekuńczym dla pozostałych. Pobuja je w leżaczku, a jak płaczą, to pocałuje w czółko – tłumaczy. W przywięziennym Domu dla Matki i Dziecka mają najdłuższy staż.
– Plan dnia znamy bardzo dobrze. O 6.00 rano mamy pobudkę, o 6.15 apel. Później po kolei wstają dzieci. Śniadanko, przebieranie, zabawy. Potem obiad, drzemka, znowu zabawy, kolacja. Jest bawialnia dla dzieci, chodzimy też na plac zabaw na terenie zakładu, a z wychowawczynią nawet na spacery poza teren jednostki – opowiada.
Kasia i jej syn są „przepustkowi”, więc kiedy tylko mają taką możliwość, korzystają z wyjścia poza więzienie.
– To działa tak, że dostajemy przepustki systemowo oraz nagrodowo, za dobre sprawowanie. Najkrótsza trwa około 6 godzin, najdłuższa 6 dni. To najlepszy czas – mówi. Kasia stara się wtedy załatwiać wszystkie formalności. Niedawno złożyła wniosek o mieszkanie komunalne. Stara się też wywalczyć alimenty od partnera.
– Po 16 latach mnie zostawił. W ogóle nie zna swojego dziecka – tłumaczy.
Podczas przepustki Kasia spędza czas ze swoim starszym synem. – Powinnam być przy nim, a jestem w zakładzie. Cierpi on, cierpi mój młodszy syn, przecież też jest w zamknięciu. Cierpimy wszyscy przez to, co zrobiłam – mówi.
Od wielu lat jest uzależniona od narkotyków.
– Jak zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem, przestałam. 10 lat nic nie brałam. Potem w pracy miałam wypadek: gwałtownie się schyliłam i uszkodziłam kręgosłup w odcinku lędźwiowym. Chciałam uśmierzyć ból i wtedy wzięłam narkotyki – wspomina. Tak wróciła do nałogu.
– A że pieniążków było wtedy mało, to popadłam w kradzieże, włamania, handel narkotykami. Dopiero tu, w zakładzie, zrozumiałam, że dalej tak nie chcę. Że mam problem z uzależnieniem. Potrafię się do tego przyznać i z tym walczyć. Dla siebie, nie tylko dla dzieci, to jest bardzo ważne – zapewnia.
Kasia stara się o przedterminowe zwolnienie, a pomaga jej kadra więzienia.
– Mam nadzieję, że się uda. Wiem, że stanę na nogi. Naprawdę, nie chcę robić już nic złego – przyrzeka.
Jak pracuje się z osadzonymi matkami i ich dziećmi
Praca z osadzonymi trwa przez cały wyrok. Często zaczyna się od spraw najbardziej podstawowych.
– Zdarza się, że kobiety trafiają do nas z bardzo trudnych warunków życiowych, więc zanim zaczniemy mówić o wychowywaniu dziecka, musimy zadbać o fundamenty. Od higieny i zmiany bielizny, po przygotowywanie posiłków dla siebie i dziecka. Potrzebna jest dbałość o siebie i codzienna rutyna, wzmacniająca poczucie bezpieczeństwa. Przepracowujemy wszystkie deficyty, z którymi te kobiety się zmagają. Także problemy uzależnienia – wyjaśnia mł. chor. Edyta Majewska.
Równolegle budowane są nowe, spokojniejsze schematy i wzorce relacji.
– Jak spędzać czas z dzieckiem, jak reagować na jego potrzeby, jak dbać o jego higienę i zdrowy rozwój. Prowadzimy rozmowy instruktażowe, mamy warsztaty, programy profilaktyczne i zajęcia artystyczne. Dla dzieci są zabawy, spacery, a także zajęcia kulturalno-oświatowe poza terenem jednostki – wymienia wychowawczyni.
Na terenie zakładu znajduje się plac zabaw. Tam matki uczą się, że wspólny czas nie musi być skomplikowany ani kosztowny.
– Zależy nam na tym, by po wyjściu na wolność potrafiły odnaleźć się w macierzyństwie, czyli budować relację opartą na rozmowie, a nie przemocy – tłumaczy Edyta Majewska, zaznaczając, że postępy w komunikacji testowane są także w relacjach ze współosadzonymi. W celach, które bardziej przypominają pokoje w mieszkaniu, żyją po trzy kobiety z dziećmi.
– To codzienna nauka współistnienia, dojrzałej rozmowy i rozwiązywania konfliktów. Zdarzają się oczywiście kłótnie, są skargi, ale to normalne podczas takiego procesu – zaznacza wychowawczyni.
Niezwykle istotnym elementem pracy ze skazanymi jest wzmacnianie poczucia ich własnej wartości. To są przecież osoby, które dorastały zazwyczaj w środowiskach pozbawionych stabilności, gdzie częściej od wsparcia pojawiała się bezwzględna krytyka budząca lęk, a przemoc była główną formą komunikowania się. W ich biografiach powracają więc doświadczenia przemocy, uzależnień, zbyt wczesnej dorosłości i konieczności radzenia sobie bez zaplecza, na którym można by się oprzeć.
– Zakład karny jest często pierwszym miejscem, w którym te kobiety słyszą, że zrobiły coś dobrze. Proste słowa uznania mają dla nich ogromne znaczenie – podkreśla Edyta Majewska.
Osadzone uczą się rozpoznawać swoje emocje i nazywać je, zamiast reagować impulsywnie. Powoli budują zaufanie do siebie i świata. Zaczynają zauważać, że potrafią zadbać nie tylko o dziecko, ale również o własne potrzeby; stawiać granice.
– Jeśli kobieta zaczyna myśleć o sobie inaczej, lepiej, to zmienia się też sposób, w jaki patrzy na własne dziecko. Budowanie samooceny staje się fundamentem dalszej zmiany. Bez niej trudno mówić o odpowiedzialności, planowaniu przyszłości czy trwałym zerwaniu z wcześniejszymi schematami. Dla wielu kobiet Dom dla Matki i Dziecka jest pierwszym miejscem, w którym mogą doświadczyć, że nie są wyłącznie sumą swoich błędów. Dostają drugą szansę i mogą z niej skorzystać – zapewnia Majewska.
Dziecko urodzone w więzieniu jako impuls do zmiany
Marta ma 27 lat i 10-miesięczną córkę Wiktorię. Do zakładu karnego trafiła w piątym miesiącu ciąży, za kradzieże.
– Ukrywałam się długo, ale jak zobaczyłam na teście dwie kreski, to uznałam, że jak mnie w końcu złapią, to odbiorą mi dziecko – wspomina. Wyrok dostała, kiedy miała dopiero 21 lat.
– Interesowały mnie szybkie i łatwe pieniądze, trzymałam się wówczas z niewłaściwymi ludźmi. Dużą rolę odgrywały narkotyki; pojawiły się w moim życiu bardzo wcześnie – przyznaje.
W jej domu nie działo się dobrze. Ojciec trafił do zakładu karnego, z mamą nie miała dobrych relacji.
– Nie mogłam porozmawiać z nią o niczym. Byłam nauczona tego, że zawsze muszę sama radzić sobie z problemami – tłumaczy. Przyszedł jednak czas, kiedy nie potrafiła już im sprostać.
– Blizny po samookaleczeniach mi o tym przypominają. Byłam nastolatką, czułam się samotna. Uciekłam w uzależnienie – opowiada. W zakładzie karnym przeszła terapię, a na wolności chce uczęszczać na spotkania grupowe.
– Córka stała się zapalnikiem do tego, żeby się w końcu ogarnąć́. Wcześniej nie miałam dla kogo żyć, nie miałam nic do stracenia. Ale urodziłam ją i postanowiłam wychować. Wiem, mam na sobie bardzo dużą odpowiedzialność, ale muszę jej sprostać – zapewnia.
10-miesięczna córka to jej pierwsze dziecko, a do macierzyństwa nie zdążyła się przygotować. Wszystkiego uczy się w zakładzie, z pomocą wychowawczyń.
– Nie ukrywam, brakuje mi codziennego wsparcia partnera. Ojciec małej jest na wolności, czeka na nas – zapewnia. Na szczęście to już niedługo, bo za półtora miesiąca wychodzą na wolność.
– Przed odsiadką miałam możliwość oddania Wiktorii, ale nie wyobrażałam sobie życia bez niej. Jeszcze długo będę sobie wyrzucała, co zrobiłam źle i że moja córka pierwszy okres życia spędziła w takim, a nie innym miejscu. Boli to, że dziecko nie może zobaczyć świata, kiedy zechce, ale dobre jest to, że mamy możliwość wyjścia poza jednostkę. A poza tym, będzie co nadrabiać – uśmiecha się trochę gorzko, odliczając dni do wyjścia. Jak twierdzi Marta, przez jakiś czas zostaną w Polsce, ale później planują wyjazd za granicę.
– Chciałabym zapewnić małej wszystko, co powinna mieć. Wszystko to, czego ja nie miałam. Chciałabym bardzo, żeby nie ukrywała przede mną niczego, żeby się nie bała do mnie przyjść z żadnym swoim problemem, tak jak ja się bałam – dodaje.
Od zakładu karnego do wolności. Co dalej z matkami i dziećmi
Matki mogą przebywać w Domu do trzech lat, a w szczególnych przypadkach do czterech. Zdarzają się też warunkowe, wcześniejsze zwolnienia. Zanim to nastąpi, stopniowo sprawdzana jest samodzielność i odpowiedzialność matek. Potem są krótkie przepustki, a w końcu inne, pozawięzienne formy odbywania kary, z dozorem policji.
Dobrze jest, jeśli kobiety utrzymują kontakt z rodziną – o ile ją mają i nie jest ona jedynie źródłem traum. Bywa jednak, że są zdane wyłącznie na wsparcie, które otrzymały w więzieniu.
– Nie każda osadzona decyduje się na zmianę swego życia, ale na to już nie mamy wpływu. Jednak tam, gdzie pojawia się gotowość na nowe życie, staramy się im towarzyszyć – dodaje mł. chor. Edyta Majewska.
Agata, Kasia i Marta po wyjściu z zakładu chcą podjąć pracę, zająć się dziećmi i żyć według nowych reguł. Zrodzonych za kratami, ale prowadzących do prawdziwej wolności.
Imiona bohaterek z zakładu karnego w Grudziądzu zostały na ich prośbę zmienione.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















