Maria Hawranek: Co ma wspólnego mózg kobiety w ciąży z mózgiem nastolatka?
Susana Carmona: Dojrzewanie i macierzyństwo – a także menopauza – to okresy tranzycji neuroendokrynologicznej. To znaczy, że zachodzą wtedy olbrzymie zmiany wywoływane hormonami, które wpływają na mózg. Podobieństwo tych zjawisk wyraziła po raz pierwszy antropolożka Dana Raphael, która w latach 70. stworzyła pojęcie „matrescencja” – dostosowanie się do macierzyństwa [w analogii do adolescencji, czyli dojrzewania – red.].
Jest wiele podobieństw między nastolatkami i kobietami w ciąży zarówno na poziomie zmian fizycznych, jak i psychicznych. W mózgu dochodzi przede wszystkim do redukcji objętości istoty szarej.
W Instituto de Investigación Biomédica del Hospital Gregorio Marañón w Madrycie przeprowadziliście badanie porównawcze nastolatek z kobietami w ciąży.
Głównym celem tego badania było uświadomienie badaczom ciąży, którzy nie zajmują się neuronauką, że redukcja objętości istoty szarej niekoniecznie jest czymś negatywnym czy problematycznym. U nastolatek i ciężarnych te redukcje są praktycznie identyczne, a przecież nikt nie powie, że mózg nastolatków się wówczas nie rozwija.
Redukcja następuje przede wszystkim w korze mózgowej?
Nasze pierwsze badania, w których mierzyliśmy mózgi tylko przed i po ciąży, wykazały przede wszystkim redukcję w korze, w obszarze tzw. sieci stanu spoczynkowego/domyślnego (default mode network). Teraz, kiedy mamy pomiary z różnych momentów ciąży i o wiele więcej przeanalizowanych danych, widzimy, że te redukcje występują w wielu obszarach mózgu. Ich punktem zwrotnym jest moment porodu.
Czyli kiedy raz się zostanie matką, nie da się wrócić do tej siebie sprzed ciąży?
Mózg stopniowo odzyskuje większość obszarów zredukowanej istoty szarej. Każda z sieci robi to w swoim tempie. Najdłużej trwa to w sieci stanu domyślnego, która praktycznie nigdy nie wraca do punktu wyjścia.
Przebadałam tysiące mózgów, tysiące patologii, i nigdy nie widziałam tak stałych zmian jak te, które wydarzają się u kobiet w trakcie ciąży.
Za co odpowiada ta sieć?
Jest powiązana z twoim wewnętrznym głosem, tym, co myślisz i odczuwasz na temat samej siebie, czyli z introspekcją i samorefleksją – z pytaniem o to, kim jestem? Ale też pozwala interpretować, kim są inni w kontekście nas samych, co wiąże się z empatią i teorią umysłu. To dlatego badania nad matrescencją wymagają połączenia neuronauk z badaniami psychologicznymi, socjologicznymi czy refleksją filozoficzną nad macierzyństwem.
Skoro redukcja nie oznacza pogorszenia, a wręcz przeciwnie, to co się właściwie dzieje z tymi neuronami? Znikają? Robią się bardziej wyrafinowane, jakby „lżejsze”?
Nie wiemy dokładnie, czy zmiany dotyczą tylko neuronów, czy też tego, co je podtrzymuje. Jeśli chodzi o matki, dopiero próbujemy połączyć te puzzle. Zajęłam się tym tematem właśnie dlatego, że ze zdziwieniem odkryłam, iż nie ma żadnych badań przeprowadzonych na ludziach.
Pierwsze badanie dotyczące neurologicznych zmian u kobiet w ciąży opublikowaliśmy niedawno – w 2017 r. Za to dość dobrze już wiemy, co dzieje się u nastolatków – dochodzi do tzw. przycinania synaptycznego, w czasie którego niepotrzebne połączenia między neuronami są usuwane po to, by wzmocnić te bardziej efektywne.
Chodzi o optymalizację ścieżek przetwarzania – możesz mieć kilka dróg, by dostać się z punktu A do B, i zgubić się po drodze, a możesz wyeliminować drogi drugorzędne i poruszać się tą najbardziej bezpośrednią. Wówczas zmniejszenie objętości implikuje większą wydajność, lepsze dostrojenie obwodów w mózgu.
Już pierwsze Pani badania wykazały, że skala tej redukcji jest skorelowana z więzią, jaką matka czuje z dzieckiem. Im większa redukcja, tym silniejsza więź?
Pytanie brzmiało: czy zmiany w mózgu mają związek ze zmianami poznawczymi? Otóż nie. Są związane z więzią matki i dziecka, która jest z kolei połączona z dobrostanem matki. Im bardziej jej mózg się zmienia, tym lepiej czuje się matka i tym łatwiej jej nawiązać więź z noworodkiem.
Wydaje się, że te wszystkie zmiany w mózgu służą jej przygotowaniu do nawiązania relacji z maluchem. Oczywiście nie znaczy to, że jest to czynnik determinujący – często popełniamy taki błąd w myśleniu, że mylimy powiązanie z relacją przyczynową.
Pokażę to na innym przykładzie: łączymy palenie z rakiem, ale palenie nie jest ani warunkiem koniecznym, ani wystarczającym do tego, by mieć raka – można mieć raka, nie paląc, można palić wiele lat i nie zachorować. To ważne, by mieć na uwadze to rozróżnienie, bo ludzie z automatu zakładają, że jeśli nie przechodzisz przez ciążę, nie będziesz w stanie nawiązać bliskiej relacji z dzieckiem.
Tymczasem więź może powstać na różne sposoby – kobiety, które nie były w ciąży, a także ojcowie nawiązują relację poprzez interakcję z dzieckiem, wystarczy czasem nawet fakt współmieszkania z ciężarną. Na tej zasadzie tworzy się więź między ojcem a noworodkiem albo w związkach lesbijskich między drugą matką i noworodkiem.
Hormony ciążowe po prostu przyspieszają ten proces i ułatwiają początek nawiązania więzi, ale jej nie determinują. To, co ma ogromne znaczenie, to ciągłe interakcje mamy z dzieckiem i jej zaangażowanie w opiekę, które będzie modelować zachowanie matki metodą prób i błędów. Czyli jesteś zmotywowana, by opiekować się dzieckiem, ale ostatecznie to dziecko uczy cię, jak być matką.
Jak mierzy się przywiązanie matki do dziecka?
Są różne metody, żadna nie jest doskonała, ale tak wygląda rzeczywistość badaczy. W pierwszym badaniu pokazywaliśmy mamom zdjęcia ich dzieci i obserwowaliśmy, które części ich mózgu się aktywują – porównywaliśmy to oglądaniem zdjęć innych dzieci. Wręczaliśmy im też ustandaryzowane kwestionariusze mierzące przywiązanie.
Teraz robimy coś bardziej złożonego, ale też, mam wrażenie, bardziej miarodajnego – ewaluujemy matki w interakcjach z ich dziećmi. Mamy różne procedury eksperymentalne, np. „twarz bez wyrazu”. Najpierw matki wchodzą w interakcje z półrocznymi dziećmi, a potem prosimy, by na chwilę przybrały twarz pokerzystki. Patrzymy jak dziecko reaguje na tę zmianę, i jak matka potem reaguje na dziecko. Mamy bardzo szczegółowe wskazówki, jak zapisywać punkty na skali.
Inny eksperyment to „dziwna sytuacja”. Przychodzi mama z 2-latkiem. Po chwili wychodzi z sali, maluch zostaje w niej z kimś obcym, więc oczywiście płacze, krzyczy. Potem mama wraca. Obserwujemy zdolność dziecka do powrotu do równowagi – jak szybko się reguluje? To zależy od więzi, jaka się wytworzyła między mamą a dzieckiem.
Dzieci reagują na różne sposoby – niektóre szybko się uspokajają, ale są takie, które nawet nie płaczą, jak mama wychodzi, co też nie jest zdrowe, albo ją ignorują. Nie chodzi tylko o tempo regulacji, ale o wszystko, co się dzieje wokół tego zdarzenia.
Pani badania przeczą stereotypowi „mózgu ciążowego” albo amnezji ciążowej? To mit?
Niezupełnie. Na ten stereotyp składa się wiele elementów, które trzeba analizować niezależnie. 85 proc. kobiet w ciąży deklaruje, że odczuwają braki w pamięci pod koniec ciąży i na początku macierzyństwa. Jeśli zdecydowana większość kobiet to czuje, a do tego mamy badania, które wykazują, że w niektórych zadaniach dotyczących pamięci ich wyniki rzeczywiście są słabsze, to znaczy, że ten fenomen istnieje. Ale jest wiele rzeczy, które na nim nadbudowano.
Musimy mieć jasność, że zostanie matką na dłuższą metę wcale nie oznacza, że będziemy mieć gorsze zdolności poznawcze – wygląda na to, że ta mniejsza dyspozycyjność jest ograniczona w czasie do końcówki ciąży i początku okresu poporodowego, potem następuje poprawa – nie tylko kobiety wyrównują zdolności poznawcze do poziomu sprzed ciąży, ale nawet mają w tym obszarze wyższe wyniki.
Trzeba też wziąć pod uwagę dwie rzeczy. Po pierwsze, godziny snu – w okresie poporodowym najczęściej śpimy za mało, nieregularnie, a brak snu w oczywisty sposób wpływa na nasze funkcje poznawcze niezależnie od płci i stanu. Po drugie – zmianę priorytetów.
Reakcje dziecka mają zdolność całkowitego uprowadzenia uwagi matki. Na dodatek znaczna część pamięci roboczej ich mózgu jest poświęcona na ciągłe przetwarzanie w tle tego, co dzieje się z noworodkiem.
Nie chodzi więc o to, że „ciastko”, czyli mózg, robi się mniejsze, tylko, że musimy podzielić je na więcej kawałków. W pierwszych miesiącach obsługa dziecka konsumuje więcej niż połowę, więc resztę naszych potrzeb musimy obsługiwać o wiele mniejszymi zasobami.
Na to wszystko nakłada się konstrukt społeczny „mózgu ciężarnej” – dorastałyśmy w przekonaniu, że w czasie ciąży i połogu będziemy o wiele bardziej rozproszone niż zwykle, więc każdą wpadkę pamięciową przypisujemy właśnie tej przyczynie, co jest klasycznym błędem poznawczym znanym jako efekt potwierdzania.
Krótko mówiąc, są w tym pojęciu ziarna prawdy, ale pomieszane z dodatkami. Osobiście uważam, że zużycie zasobów przez bycie w ciąży, karmienie, niespanie, nieregularne odżywianie się, powoduje, że nasz system jest ciągle zestresowany i przechodzi w tryb przetrwania, priorytetyzując rzeczy ściśle z nim związane.
Czy jest związek między zmianami neurologicznymi w ciąży a depresją poporodową?
To pytanie za milion dolarów i właśnie szukamy na nie odpowiedzi. Zaczęliśmy diagnozować depresję poporodową bez wiedzy o tym, jak wygląda normalny stan matki w tym czasie.
Chcielibyśmy stworzyć swoistą mapę, przewodnik po mózgu matki po porodzie, tak by mieć punkt odniesienia i móc określić, czy dana osoba jest w grupie ryzyka depresji poporodowej, czy nie. Analogicznie do wskaźników dotyczących np. poziomu cukru we krwi, który pozwala określić, czy matka ma ryzyko cukrzycy, czy nie.
Na tę chwilę mamy zaledwie fragmenty puzzli, które pozwalają zobaczyć zmiany w częściach mózgu odpowiedzialnych za emocje i pamięć u osób z większymi symptomami depresji.
Czy da się wesprzeć jakoś te zmiany, które dzieją się w mózgu? Zachowaniem, suplementami?
Na poziomie mózgu – nie wiemy, bo wciąż nie rozumiemy zbyt dobrze, jakie dokładnie zmiany zachodzą. Na poziomie zachowania – tak, jest wiele rzeczy, które mogą sprawić, że matce łatwiej będzie nawiązać więź z noworodkiem.
Ważne, by nie zniechęcać się popełnianymi błędami, bo właśnie w taki sposób się uczymy. Odpoczywać, jeśli potrzebujemy odpoczynku, sięgać po pomoc, gdy czujemy, że nie dajemy rady. Musimy dbać o naszą wioskę, poszerzoną rodzinę, bo przez macierzyństwo nie da się przebrnąć w pojedynkę. Tymczasem wymaga się od nas, byśmy pracowały, jakbyśmy nie były matkami, i były matkami w taki sposób, jakbyśmy nie pracowały.
Czy sam poród wywołuje zmiany w mózgu?
Wszystko wskazuje na to, że tak. Lecz w tej chwili mamy dopiero wstępne dane. Ciąża pod względem hormonalnym różni się od tego, co dzieje się w organizmie podczas porodu, a także w czasie połogu. A skoro wiemy, że hormony związane z macierzyństwem przenikają do mózgu i dokonują tam zmian, to z całą pewnością w momencie porodu również wywierają wpływ.
Opublikowaliśmy artykuł, w którym porównujemy zmiany w mózgu wśród kobiet, które urodziły przez cesarkę w trybie nagłym, cesarkę planowaną i waginalnie. Okazuje się, że na poziomie mózgu nie ma znaczenia, jaką drogą urodziło się dziecko, ale ma znaczenie, czy ciało miało okazję się do porodu przygotować – kobiety z planowanymi cesarkami najbardziej różniły się od pozostałych kobiet.
Ale to badania na małej próbie, w których mierzyliśmy kobiety tylko w trzecim trymestrze i miesiąc po porodzie. Mamy za mało danych, by wyciągać na tej podstawie jakieś wnioski.
Wiemy jednak, że sposób porodu wpływa na percepcję kobiety. W innym badaniu prosiliśmy uczestniczki, by dokonały oceny doświadczenia porodu. Okazało się, że te, które miały bardziej traumatyczne czy trudne przeżycia, miały większe zmiany w rejonie hipokampu, związanym z pamięcią.
A wie już Pani, czy zmiany w mózgu kobiet w pierwszej i kolejnych ciążach są podobne?
Właśnie analizujemy dane z badania dotyczącego drugich ciąż, podobnie jak ekipy z Holandii i z USA, które z nami współpracują, więc nie mogę na to pytanie jeszcze odpowiedzieć. Jeśli spojrzymy na modele zwierzęce, to jednak wygląda na to, że pierwsza ciąża powoduje największą jakościową zmianę.
Szczurzyce, które już raz były matkami, szybciej wchodzą w rolę macierzyńską niż te, które robią to po raz pierwszy – choć warto podkreślić, że w przypadku tych badań mówimy o zachowaniu, nie badaniach mózgu.
Możemy te wyniki ekstrapolować na ludzi – trudności, jakie piętrzą się w związku z opieką nad pierwszym w życiu noworodkiem, mają mało wspólnego z tym, co dzieje się za drugim razem. Pojawia się co prawda nowe wyzwanie – opieka nad dwojgiem jednocześnie, ale wejście w rolę opiekunki jest o wiele bardziej gładkie.
Czy badacie też mikrochimeryzm?
Przyglądamy się mu, podobnie jak wielu badaczy na świecie. Wydaje się, że to science fiction, a tymczasem to czysta nauka.
Łożysko rozdziela obiegi krwi matki i dziecka, są jednak cząsteczki, które wzajemnie do nich przenikają – we krwi matki znajdziemy cząsteczki z DNA dziecka, i odwrotnie. Dlatego możliwe jest wykonywanie tak wcześnie rzetelnych badań diagnostycznych dotyczących chorób genetycznych dziecka przy pobraniu krwi matki.
Co ciekawe, do niedawna sądzono, że po porodzie te komórki znikają z obiegu krwi matki. Jednak badania dowodzą, że zostają w tkankach matki przez całe dekady, a nawet na całe życie. Przeprowadzono pośmiertne badania mózgów kobiet, wśród nich była 90-latka, u której znaleziono DNA obojga dzieci.
Inne badania znalazły DNA dziecka np. w bliźnie po cesarce i tkankach w piersiach. Nie rozumiemy do końca, jak to działa. Z jednej strony, ponieważ są to multipotencjalne komórki macierzyste, uważa się, że wędrują w kierunku uszkodzonych tkanek matki, by pomóc im się odbudować.
Z drugiej strony łączy się ten fenomen z chorobami autoimmunologicznymi. Byłoby to jedno z możliwych wyjaśnień, dlaczego my, kobiety, jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka zapadalności na te choroby – jeśli jesteśmy też matkami, to cały czas nosimy w sobie DNA inne od naszego.
Co ciekawe, te komórki są w naszym ciele przed zajściem w ciążę – być może są to komórki embrionów, które nie zdążyły się rozwinąć? Te komórki zawierają DNA matki i ojca. Może więc być też tak, że do końca życia nosimy w sobie DNA ojca naszych dzieci. Otwierają się wrota do fascynujących pytań.
Na wyniki jakich badań czeka Pani z niecierpliwością?
Och, mnóstwa! Chcę się dowiedzieć, co się dzieje w mózgu w czasie kolejnych ciąż albo połączyć to, co się dzieje w mózgu, z procesami, które zachodzą w obwodach neuronowych.
Do niedawna my, kobiety w ciąży, jako obiekt badań byłyśmy bezgłowe. Przywrócić nam mózg i zobaczyć, jak łączy się z układem krwionośnym czy odpornościowym – to fascynujące!
Chciałabym móc przewidywać depresję poporodową, a tym samym jej zapobiegać. Albo obserwować, jak zmienia się nasze starzenie – są badania, które wskazują, że mózgi matek starzeją się wolniej niż innych kobiet – być może przez zmiany hormonalne, które długoterminowo chronią przed procesami zapalnymi w czasie menopauzy, być może także przez zmianę stylu życia na zdrowszy – pomyślmy choćby o częstszych spacerach w parku z dziećmi.
Obie te hipotezy mogą być poprawne. Być mamą to jak rozwiązywać niekończące się sudoku. Z pewnością buduje to większe rezerwy poznawcze na starość.
Jednak to, co bardzo motywuje mnie teraz do działania, to również chęć dotarcia z dotychczas zebranymi danymi – szczątkowymi, ale jednak bardzo solidnymi – do publicznej wiadomości. W tym do potencjalnych sponsorów badań, także tych indywidualnych.
Rok temu napisała Pani książkę „Neuromaternal” – o tym, co dzieje się z mózgiem kobiet w czasie ciąży i macierzyństwa.
Chciałam, by posłużyła matkom w lepszym zrozumieniu siebie. Wydaje się, że w ciąży jesteśmy szalone, a po niej musimy jak najszybciej wrócić do tego, co było. Otóż nie. To najbardziej znacząca przemiana, przez jaką przejść może istota ludzka – na poziomie fizycznym i na poziomie mózgu.

SUSANA CARMONA jest neurobiolożką, specjalizuje się w badaniach kobiet w ciąży i matek. Kieruje laboratorium Neuromaternal w Instituto de Investigación Biomédica del Hospital Gregorio Marañón w Madrycie. Opublikowała ponad 60 prac naukowych i popularnonaukową książkę „Neuromaternal”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















