Komunizm, wojny i Trump: papieska dyplomacja od Jana XXIII do Leona XIV

Helsińska konferencja z czasów zimnej wojny wciąż uchodzi za największe osiągnięcie papieskiej dyplomacji i emanację watykańskiej Ostpolitik. Czy Leon XIV też będzie do niej wracał?
z Filadelfii
Czyta się kilka minut
Papież i jego dyplomaci podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych. Od lewej: kard. Agostino Casaroli, sekretarz stanu, Jan Paweł II, abp John R. Quinn, biskup San Francisco, abp Pio Laghi, nuncjusz apostolski w USA i abp Eduardo Martínez Somalo, substytut ds. generalnych Sekretariatu Stanu, Kalifornia, wrzesień 1987 r. // Fot. Dirck Halstead / Getty Images
Papież i jego dyplomaci podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych. Od lewej: kard. Agostino Casaroli, sekretarz stanu, Jan Paweł II, abp John R. Quinn, biskup San Francisco, abp Pio Laghi, nuncjusz apostolski w USA i abp Eduardo Martínez Somalo, substytut ds. generalnych Sekretariatu Stanu, Kalifornia, wrzesień 1987 r. // Fot. Dirck Halstead / Getty Images

Świętowanie tej rocznicy budzi dziś niechęć, a nawet zażenowanie. Zawarte 50 lat temu w Helsinkach, podczas Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE) porozumienie dawno już straciło na znaczeniu. W zapisy o nienaruszalności granic, nieużywaniu siły, poszanowaniu praw i wolności człowieka, jak również prawa do samostanowienia narodów mało kto dziś wierzy. Opinia publiczna w krajach zachodnich poznała też narrację, której długo nie była świadoma: że dla mieszkańców Europy Środkowej i Wschodniej porozumienia helsińskie od początku były fikcją, polityczną grą komunistów, czy wręcz pułapką, zastawioną przez Związek Radziecki na Zachód.

Trudno jednak zaprzeczyć, że podpisanie 1 sierpnia 1975 r. przez 35 państw, w tym Stany Zjednoczone i ZSRR, porozumień helsińskich było ważnym momentem w historii dyplomacji – jednym z najważniejszych od początku zimnej wojny. Jak również, że szczególną rolę odegrał w tym procesie Watykan.

Dlaczego Watykan wciąż odwołuje się do Helsinek

W pierwszych miesiącach po rosyjskiej inwazji na Ukrainę papież Franciszek wielokrotnie odwoływał się do „ducha Helsinek”. Z czasem ta inwokacja ustąpiła miejsca innym (żadna zresztą nie pomogła jego inicjatywom mediacji pomiędzy Rosją a Ukrainą), ale interesujące jest, że nawiązywał – on sam, a sporadycznie także jego dyplomacja – do wydarzeń sprzed pół wieku.

Prawdopodobnie dlatego, że konferencja helsińska była pierwszym – przynajmniej od czasu kongresu wiedeńskiego – tak ważnym spotkaniem, w którym delegacja Stolicy Apostolskiej uczestniczyła na pełnych prawach. A które odegrało ważną rolę w strategii odprężenia i złagodzenia narastających od końca lat 60. napięć między dwoma wrogimi blokami (ale także, podobnie jak kończący wojny napoleońskie kongres, było wyrazem walki mocarstw o europejską przestrzeń geopolityczną).

Retoryczne apele o „ducha Helsinek” odzwierciedlają zatem fakt, że Stolica Apostolska wciąż jest zadłużona wobec swojej Ostpolitik sprzed lat. Sięgającej dalej niż sama historia KBWE.

Krótka historia watykańskiej polityki wschodniej

Po długim pontyfikacie Piusa XII (1939-1958), a zwłaszcza jego schyłkowej fazie, która zbiegła się z okresem definiowanym zwykle jako „powojenny”, nadeszły lata 60. – a wraz z nimi nowe otwarcie w polityce międzynarodowej Stolicy Apostolskiej. Jan XXIII (1958-1963) i zwołany przez niego Sobór Watykański II sprawili, że Kościół katolicki został uznany za stały punkt bloku zachodniego. Watykańska polityka wschodnia przestała koncentrować się tylko na tym, czy możliwa jest interwencja Kościoła na rzecz katolików żyjących pod komunistycznymi reżimami. Zaczęła interesować się także wspieraniem i ułatwianiem dialogu pomiędzy Wschodem a Zachodem podzielonego świata.

Paralela między dwiema „politykami wschodnimi” – Watykanu i Niemiec – widoczna była nie tylko w terminologii (Ostpolitik). Także w tym, że obie osiągnięte zostały za cenę ostrych starć i nieporozumień, najpierw po stronie dyplomacji niemieckiej, potem Stolicy Apostolskiej. Kontrowersji związanych z polityką kard. Agostina Casarolego było wiele, jedną z najpoważniejszych był spór o uznanie nowej granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie. Kontrast pomiędzy stanowiskiem Stolicy Apostolskiej a polityką episkopatu Polski w kwestii relacji z reżimem komunistycznym był widoczny gołym okiem i naznaczył historię dyplomacji watykańskiej na dwie kolejne dekady. 

Cierpliwa dyplomacja za pontyfikatu Pawła VI (1963-1978), naznaczona cichym męczeństwem kilku pokoleń chrześcijan za żelazną kurtyną z jednej, a oportunizmem reżimów komunistycznych z drugiej strony, przyczyniła się do uznania Stolicy Apostolskiej za podmiot, któremu warto powierzyć odpowiedzialność za niektóre etapy procesu odprężenia w Europie.

Koniec tego okresu zbiegł się z rozpoczęciem nowego etapu w relacjach między polityką a religią na arenie światowej. Kluczowym punktem był wybór na Stolicę Piotrową Jana Pawła II (1978-2005). Można powiedzieć, że był to koniec klasycznego okresu watykańskiej Ostpolitik, ale również zmierzch polityki praw człowieka w Stanach Zjednoczonych, której był wierny Jimmy Carter, ewangelik – jej miejsce zajęła antykomunistyczna polityka Ronalda Reagana, prężąca muskuły tak w stronę Europy, jak i Ameryki Łacińskiej.

Watykański projekt świata za Jana Pawła II

Wszystko to oznaczało zmianę kursu Stolicy Apostolskiej w polityce międzynarodowej, a więc i wschodniej, choć oczywiście nie jej koniec. Zręczność Casarolego okazała się bardzo przydatna dla Jana Pawła II z jego „duchowością geograficzną” i wynikającą z niej międzynarodową aktywnością. Przysłużyła się też watykańskiej geopolityce otwarcia na świat, oczywiście silnie skojarzonej w tym, co się wiązało z odczytaniem sytuacji globalnej i jej kierunków, z polskim pochodzeniem papieża i jego najbliższego otoczenia.

Zbieżność poglądów Jana Pawła II i administracji amerykańskiej z lat 80. na relacje z Europą Wschodnią widoczna była gołym okiem, ale jednak nie przeszkodziła papiestwu w podejmowaniu inicjatyw – choćby takich, jak międzyreligijne spotkanie w Asyżu w 1986 r. i w kolejnych latach – które uzupełniały szeroko zakrojony projekt watykańskiej wizji świata posoborowego.

Przełom lat 1989-1991 nie był więc dla watykańskiej dyplomacji niespodzianką i zaskoczeniem. Polityka międzynarodowa Stolicy Apostolskiej była w tym okresie dużo mniej triumfalistyczna niż zachowania innych państw, świętujących kres sowieckiego komunizmu.

Bratobójcze wojny w Europie i Afryce lat 90., następnie 11 września 2001 r., a potem inwazja na Afganistan i Irak, kazały światu ponownie skierować oczy na Watykan, niesprzymierzony z mocarstwami zachodnimi, a nawet często im się sprzeciwiający. W lipcu 2004 r. Stolica Apostolska uzyskała, w jednomyślnym głosowaniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ, rozszerzenie uprawnień w ramach tej organizacji, stając się jej członkiem (od 1964 r. Watykan był w niej stałym obserwatorem).

Benedykt XVI: prymat ducha nad dyplomacją

Już pierwsze decyzje Benedykta XVI (2005-2013) – jak choćby mianowanie sekretarzem stanu kard. Tarcisia Bertonego, teologa i kanonisty, w miejsce zawodowego dyplomaty, kard. Angela Sodana – wskazywały, że dotychczasowa aktywność polityczna Watykanu przechodzi do historii. Podobnie jak dotychczasowa wizja polityki międzynarodowej i rola, jaką może w niej odgrywać Stolica Apostolska. Niemiecki papież przyznawał prymat duchowej działalności Kościoła, kosztem jego obecności dyplomatycznej w klasycznym rozumieniu.

Usunięcie się ze świateł reflektorów i zaprzestanie medialnego eksponowania pontyfikatu pociągnęło za sobą wyrzeczenie się znanej wszystkim roli politycznej, na rzecz pracy długoterminowej. Świadczy o tym choćby niepewna pozycja Stolicy Apostolskiej w pierwszych dniach wojny między Izraelem a Libanem w lipcu 2006 r., a także milczenie wobec ważnych i ryzykownych wysiłków, jakie w sierpniu 2006 r. podejmowała Unia Europejska w celu utworzenia sił pokojowych w Libanie. Nie wspominając już o niezdolności Watykanu do zabrania głosu na temat roli religii na arenie międzynarodowej w latach wojen w Iraku i Afganistanie.

Antyzachodni zwrot za pontyfikatu Franciszka

Kolejny zwrot – dla globalnego katolicyzmu wręcz rewolucyjny – rozpoczął się w 2013 r. wraz z wyborem papieża dalekiego od śródziemnomorsko-europejskiego kontekstu, w dodatku polemicznego wobec najważniejszych aspektów zachodniego dziedzictwa (kolonialnego, kapitalistycznego, geopolitycznego i wojskowego). Pontyfikat Franciszka (2013-2025) wniósł eklezjalną dynamikę, która różniła się od poprzednich, zwłaszcza pod względem oddalania się od systemu instytucjonalnego i elit intelektualnych. Był krytyczną odpowiedzią na globalizację, oferując antyintegrystyczny i antyfundamentalistyczny przekaz ekonomiczny i kulturowy. Ale był on również całkowicie antyliberalny, przeciwstawiając się systemom władzy i ideologii globalnej Północy – zwłaszcza świata anglo-amerykańskiego, ale też Europy Zachodniej.

Niekwestionowana do końca XX wieku globalizacja znalazła się w kryzysie na początku kolejnego stulecia: kryzys ten został następnie zaostrzony przez liczne pęknięcia w politykach wewnętrznych wielu państw (2014-2016), globalną pandemię (2020-2022) czy wreszcie rosyjską inwazję na Ukrainę i kryzys konstytucyjny w Izraelu, związany z zagrożeniem bezpieczeństwa państwa.

Reakcja Watykanu na wojnę w Ukrainie – choć podobnie jak Franciszek zareagowało wiele grup europejskich i światowych katolików – uwypukliła ryzyko, że wyzwoleńczej (antyimperialistycznej, antykolonialnej) wizji historii towarzyszyć będą również reakcje antyamerykańskie, podejmowane w sojuszu z krajami rządzonymi przez populistyczne kręgi polityczne. Brak jasności w polityce wschodniej Watykanu (wobec Europy Wschodniej i putinowskiej Rosji) oraz konieczność porozumienia z Chinami to najważniejsza część spuścizny, jaką Franciszek pozostawił w spadku swojemu następcy.

Nowa polityka Watykanu: czy Leon XIV pojedzie do Kijowa

Leon XIV jest wciąż pod wieloma względami niewiadomą. Zarówno jeśli chodzi o jego spojrzenie na kwestie doktrynalne i kościelne, jak i podejście do polityki międzynarodowej i dyplomacji. Wiadomo, że podczas konklawe kard. Robert Prevost wygrał z sekretarzem stanu, kard. Pietro Parolinem, wybitnym dyplomatą, kontynuatorem szkoły, która ma w swych szeregach kluczowe postacie dla historii współczesnego Kościoła, jak kardynałowie Pietro Gasparri, Domenico Tardini, Agostino Casaroli czy Achille Silvestrini.

Urodzony w USA papież jest szczególnym wyzwaniem dla polityki międzynarodowej Stolicy Apostolskiej, zwłaszcza w dzisiejszym, neoimperialnym świecie, w obliczu wzrostu potęgi Chin i Indii, gdzie papiestwo wciąż jest postrzegane z perspektywy postkolonialnej, a nawet jako wyraziciel interesów obcego mocarstwa.

Wiele jest też niewiadomych co do relacji papieża z Donaldem Trumpem i Stanami Zjednoczonymi, choć naiwnością byłoby oczekiwać, że pontyfikat Leona XIV stanie się polityczną opozycją do trumpizmu. Naiwnością byłoby też myśleć, że ewentualne publiczne stanowisko Leona XIV wobec wydarzeń w Ameryce nie wpłynie na jego wiarygodność jako lidera światowego Kościoła katolickiego. Katolicy w Stanach Zjednoczonych znajdują się w centralnym miejscu inwolucji (a może i rewolucji) tego, co rozumiemy przez „amerykańską demokrację”: historycznie rzecz biorąc jest to, być może, druga faza włączania katolików do amerykańskiego projektu, który ma wyraźne cechy nacjonalistyczne i wykluczające, dzielące głęboko wszystkich Amerykanów, także katolików.

Bardzo szczególna jest też relacja pomiędzy Leonem XIV a Europą. Jego poprzednicy stawali się częścią mostu łączącego Stolicę Apostolską z Włochami, Polską czy Niemcami. Nawet papież Franciszek, pochodzący z Argentyny, miał europejską (włoską) krew. W przypadku Leona XIV sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Szczególnie pilną kwestią jest Europa Wschodnia – od Ukrainy i Rosji zaczynając. W pierwszych tygodniach pontyfikatu widoczne było deklaratywne wsparcie Ukrainy, jej rządu i Kościoła katolickiego w tym kraju. Już to w znaczący sposób odróżniało go od Franciszka. Czas pokaże, co się naprawdę zmieni, poza symbolami i słowami. Czy Leon XIV pojedzie do Kijowa? Czy zmienią się współrzędne relacji między Stolicą Apostolską a Moskwą, zarówno z politycznego, jak i kościelnego punktu widzenia? Czy Watykan będzie chciał stać się miejscem mediacji lub dialogu między stronami (i czy mu się to uda)?

Na razie ta nowa równowaga, zapoczątkowana przez Leona XIV, wydaje się spotykać z poparciem zarówno Kościoła, jak i polityków na Zachodzie – choć trudno powiedzieć, co dziś znaczy „Zachód”, wszak prawdziwą niewiadomą nie jest dziś Putin, tylko Trump.

Retoryka świętej wojny pojawia się w Rosji i USA. Co na to Watykan?

Wyzwania stojące dziś przed dyplomacją watykańską są liczne. I różne, w różnych scenariuszach – Europa Wschodnia, Bliski Wschód, hinduizm państwowy w Indiach, Chiny, Tajwan i kraje znajdujące się w orbicie Pekinu, relacje między Kościołem a islamem w Afryce, demokracja w Ameryce Łacińskiej... Podstawowym pytaniem jest, czy i w jaki sposób Stolica Apostolska powinna dbać o to, by przezwyciężając pokusę „wojny sprawiedliwej”, czyli nadania działaniom wojskowym wymiaru religijnego, nie zrobić kroku w tył, w stronę pacyfizmu. 

Rzeczywiście – retoryka „świętej wojny” wydaje się dziś wracać do mody. Nie tylko w Rosji Putina i Cyryla, ale także w Stanach Zjednoczonych za prezydentury Trumpa, Vance’a i Rubio (dwaj ostatni są członkami Kościoła katolickiego). Pierwszy Rzym, w porównaniu z trzecim i czwartym (Moskwą i Waszyngtonem), ma rezerwuar mądrości, któremu powinniśmy się uważnie przyjrzeć.

Tłumaczył Edward Augustyn

MASSIMO FAGGIOLI jest profesorem Uniwersytetu Villanova (Filadelfia, USA), wykładowcą historii Kościoła i teologii historycznej, publicystą. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.


Czym były porozumienia helsińskie i dlaczego komuniści je podpisali?

Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE) była próbą unormowania zimnowojennych relacji na kontynencie przedzielonym żelazną kurtyną.  W rozmowach, toczonych od 1973 r. w Genewie i Helsinkach, uczestniczyły 33 państwa europejskie (w tym ZSRR) oraz USA i Kanada.

Porozumienie końcowe podpisano w stolicy Finlandii 1 sierpnia 1975 r. Znalazły się w nim zapisy o integralności terytorialnej państw, pokojowym rozstrzyganiu sporów i poszanowaniu praw człowieka. Podpisanie aktu przez Związek Radziecki i państwa satelickie uznano na Zachodzie za krok w demokratyzacji tych krajów, podczas gdy było to działanie czysto propagandowy: państwa komunistyczne mogły poprawić swój wizerunek jako obrońcy pokoju, odpowiedniego partnera do dialogu międzynarodowego i współpracy gospodarczej. Jednocześnie zyskały uznanie dla ustalonych po wojnie granic, dzielących Europę na dwa bloki.

W rozmowach od początku brał udział także Watykan, który zaangażował się w prace nad tzw. trzecim koszykiem, poświęconym prawom człowieka i wolnościom obywatelskim. Dzięki jego zaangażowaniu do Aktu końcowego włączone zostały zapisy gwarantujące swobodę wyznania, wzmocniony też został moralny wymiar porozumienia. Stolicę Apostolską reprezentował abp Agostino Casarolli, sekretarz Rady do Spraw Publicznych Kościoła (późniejszy kardynał i sekretarz stanu).

Związek Radziecki i państwa satelickie od początku lekceważyły zapisy „trzeciego koszyka”, mimo to zawarte w porozumieniach gwarancje wolności obywatelskich stały się bodźcem do powstania na ich terenie pierwszych zorganizowanych ruchów opozycyjnych w drugiej połowie lat 70. XX w. (m.in. Komitetu Obrony Robotników w Polsce czy Karty 77 w Czechosłowacji). Na zapisy aktu końcowego KBWE powoływano się m.in. w procesach politycznych, choć w praktyce ten argument okazywał się bezskuteczny. (ea)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Watykan śni o Helsinkach