Niewielu duchownych ma odwagę się sprzeciwić. Rosyjska Cerkiew legitymizuje wojnę Putina przeciw Ukrainie. Patriarcha Cyryl nazwał ją wojną świętą, zaakceptował nawet użycie broni nuklearnej. Niektórzy duchowni święcą nie tylko ludzi, ale także czołgi.
Takie podejście do wojny ma w Rosji długą tradycję. Błogosławieństwo Cerkwi towarzyszyło żołnierzom i marynarzom także 120 lat temu w wojnie przeciw Japonii. I także wtedy Cerkiew twierdziła, że to „wojna obronna” – wbrew faktom.
Jak doszło do wojny rosyjsko-japońskiej
„Bieleją krzyże” na mandżurskich mogiłach śpiących rosyjskich bohaterów – bieleją przynajmniej w słowach tekstu najsłynniejszego walca, jaki upamiętnił upokarzającą klęskę carskiej armii 120 lat temu.
W równie lirycznym duchu pisał świadek jednej z przegranych bitew: „Oto oni – miłujący Chrystusa prawosławni żołnierze, błogosławieni przez Boga, złożyli na polu bitwy ciała jak i dusze za świętą wiarę, za cara i ojczyznę!”. Mało poetyckie, za to realistyczne opisy pozostawił polski uczestnik tej wojny, lekarz Kazimierz Górski (o czym za chwilę).
Wojna, na której wbrew woli znalazło się też wielu polskich poddanych cara, obnażyła słabość Rosji. Jej władca Mikołaj II był przekonany, że toczy walkę zgodnie z wolą bożą.
W istocie poszło o geopolityczne interesy. Pod koniec XIX w. Japonia stała się krajem dynamicznym i rozwiniętym. Rozglądała się za nabytkami terytorialnymi i strefami wpływów w Azji. Stąd budowana przez Rosjan Kolej Transsyberyjska była w Kraju Kwitnącej Wiśni obserwowana z obawami – Japończycy zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie niosło takie przybliżenie się Rosji do Dalekiego Wschodu.
Spory o chińską Mandżurię i zwierzchność w Korei doprowadziły w końcu w 1904 r. do wybuchu wojny. Wojska japońskie zaatakowały Port Arthur, rosyjską bazę nad Pacyfikiem.

Państwo i Cerkiew w „bizantyjskiej symfonii”
Pewna początkowo swej przewagi Rosja nie zapomniała o transcendentnym wsparciu – zwracając się o pomoc do Boga, Matki Boskiej i świętych.
Wówczas, u progu XX w., carskie imperium było państwem na wskroś prawosławnym: związek między dynastią jej autokratycznych władców a Cerkwią nawiązywał wprost do bizantyjskiej symfonii. Wprawdzie koncepcja wojny sprawiedliwej św. Augustyna, tak istotna na Zachodzie (przynajmniej w teorii), nie odgrywała większej roli w Cerkwi Prawosławnej. Ale wśród świętych czczonych w Rosji bardzo istotni byli ci „militarni”: Jerzy i Sergiusz z Radoneża.
Ten ostatni miał w XIV w. błogosławić księcia Dymitra, gdy wyruszał przeciw Tatarom. Stąd w późniejszych wiekach grób świętego odwiedzali chętnie rosyjscy dowódcy, prosząc o zwycięstwo. Także wtedy, w przeddzień wyruszenia na dalekowschodni front.
W okresie poprzedzającym wybuch wojny z Japonią niektórzy prawosławni hierarchowie, jak arcybiskup Chersonia, przekonywali wręcz, że śmierć za cara, namaszczonego przez Boga, to święty obowiązek jego poddanych.
Święta ikona miała dla rosyjskich wojowników
Wojnę Rosji z Japonią, do której część rosyjskich polityków wręcz dążyła, miała zapowiedzieć cudowna wizja, której rzekomo doświadczył pewien rosyjski weteran wojny krymskiej z lat 1853-56. Miał on ujrzeć Matkę Boską stojącą na dwóch złamanych mieczach w otoczeniu aniołów i z Chrystusem górującym nad nią na tronie.
Maryja miała objawić weteranowi, że „Rosja wkrótce zostanie uwikłana w niezwykle trudną wojnę na brzegach dalekiego morza; czeka ją wiele nieszczęść”. Miała mu też nakazać, by namalował ikonę przedstawiającą ją w postaci, w jakiej mu się objawiła, i aby wysłał ją do Port Arthur.
Z uzasadnieniem, że jeśli ikona trafi w to miejsce, „prawosławie zwycięży nad pogaństwem, a rosyjscy wojownicy uzyskają moją pomoc, mój patronat i zwycięstwo”. Ikona powstała, ale nie dostarczono jej do Port Arthur przed zdobyciem go przez Japończyków.
Duchowni w sukurs carowi Mikołajowi
Gdy się zaczęło, Mikołaj II wezwał na pomoc niebiosa, zaznaczając, że chodzi o wojnę obronną: „Z niezachwianą wiarą w pomoc Najwyższego i niezachwianą nadzieją w jednomyślną gotowość wszystkich Naszych prawdziwych poddanych do stanięcia z Nami w obronie Ojczyzny, prosimy o błogosławieństwo Boże dla Naszych walecznych oddziałów armii i marynarki wojennej”.
Świętobliwy Synod Rządzący, kierowniczy organ Cerkwi, pospieszył w sukurs władcy: stwierdził, że po raz kolejny wróg zaatakował rosyjską ziemię. Nie wspominając, że ziemię tę Rosja wcześniej odebrała Chinom – wszak Port Arthur był historycznie chiński, a konflikt toczył się o strefę wpływów poza Rosją, w Korei i Mandżurii.
W ślad za zwierzchnością wojnę wsparli liczni duchowni, w tym biskupi Moskwy i Petersburga. Biskup z Sum deklarował w imieniu żołnierzy, że są gotowi poświęcić życie, walcząc przeciw wrogom Chrystusa (Japończycy byli, z punktu widzenia Rosjan, poganami). W miastach odbywały się manifestacje, którym towarzyszyły nabożeństwa.
Oddziały idące na front zabierały ze sobą ikony
Gazeta „Cerkiewne Wiadomości” zalecała żołnierzom zabranie na front krzyża lub ikony – miały spełniać funkcję ochronną. Przykład szedł z góry: dowódca wojsk lądowych Aleksiej Kuropatkin przed wyjazdem na front udał się do ławry troicko-sergiejewskiej, gdzie znajdowały się relikwie św. Sergiusza. Generała błogosławiono ikoną namalowaną na deskach z trumny tego świętego.
Amerykańska religioznawczyni Betsy Perabo w swojej książce wspomina, że żołnierze i dowódcy odbywali pielgrzymki, by uzyskać błogosławieństwo. Popularnością cieszył się zwłaszcza świeżo kanonizowany święty Serafin i poświęcony mu monastyr w Sarowie (obecnie święty ten czuwa – oficjalnie – nad nuklearnymi ładunkami Rosji). Udające się na front oddziały chętnie zabierały ze sobą ikony.
Arcybiskup Makary zapewniał żołnierzy, że ewentualna śmierć na polu bitwy będzie śmiercią męczennika: „Wojownik, przelewając krew w czasie bitwy, niesie swoją krew Bogu jako ofiarę. Bóg przyjmuje świętą ofiarę” (dla sprawiedliwości dodajmy, że biskup wspomniał, by na wojnie okazywać dobroć wobec kobiet i dzieci).
Samotny protest chrześcijańskiego pacyfisty
W 2022 r., zanim rozkręcił się aparat represji, niemal trzystu duchownych rosyjskiej Cerkwi wezwało do zaprzestania „bratobójczej wojny”, wskazując, że naród Ukrainy ma prawo do własnych nieprzymuszonych wyborów. Cytowali fragment odnoszący się do zbrodni Kaina: „Głos krwi twojego brata woła do mnie z ziemi”.
Również w rosyjskim prowojennym dyskursie w 1904 r. pojawił się głos odrębny. Był to głos pisarza Aleksieja Tołstoja, chrześcijańskiego pacyfisty. Rosyjska prasa religijna potępiła go za to z równym zapałem, co wcześniej pogańskich Japończyków.
Rozgoryczony Tołstoj konstatował: „W całej Rosji, od carskiego pałacu do najodleglejszej wioski, duchowni, nazywający siebie chrześcijanami, odwołują się do tego Boga, który nakazywał miłować wrogów – do Boga Miłości – aby pomógł im w dziele diabła, by zwiększyć rzeź ludzi (…). Ci, którzy pozostają w domu, cieszą się z wiadomości o mordowaniu ludzi, a kiedy dowiedzą się, że wielu Japończyków zostało zabitych, podziękują komuś, kogo nazywają Bogiem”.
W rosyjskich źródłach znajdujemy też interesujący opis: oto pewien rekrut, który nie chciał iść na wojnę z powodów pacyfistycznych, został skonfrontowany z mnichem. Odbyła się między nimi dyskusja, w której ten drugi, obeznany w Biblii, wygrał, cytując prowojenne ustępy Pisma. Ku wzruszeniu otoczenia, „nawrócony” rekrut złożył ślub i wyruszył na wojnę.
Armia japońska okazała się lepsza
Na wschód przez Syberię ruszyły pociągi z żołnierzami. Podróż Koleją Transsyberyjską i Wschodniochińską z Moskwy do Mukdenu trwała ok. 40 dni. Niektórzy, podróżując w nieogrzewanych wagonach dla bydła, docierali na front z odmrożeniami. Na miejscu żołnierze marzli tak, że – jak wspominał Górski – zdarzało się, że rozgrzebywali mogiły i wyrzucali ciała Chińczyków, by pozyskać drewno z trumien na ognisko.
Szybko okazało się, że wojna z Japonią nie przypomina niedawnej karnej ekspedycji do Chin, gdzie wojska carskie – razem z siedmioma innymi armiami (także japońską) – poczynały sobie jak w kolonialnej Afryce i Czerkiesji, grabiąc i mordując. Już w pierwszych dniach walk Rosja zobaczyła, że – parafrazując klasyka – Bóg stanął po stronie silniejszych batalionów. Armia japońska okazała się lepsza.
Późniejsze walce i tęskne pieśni oblekły patosem to, co było tylko koszmarem. Górski pisał: „Prawie codziennie rano siwy, brodaty pop z fioletowym od nadużycia alkoholu, grubym nosem, odprowadzał z odkrytą głową, w mróz siarczysty, w asystencji fałszywie zawodzącego chóru, złożonego z kilku żołnierzy, na miejsce wiecznego spoczynku, nad brzeg Chuń-che, pod wysokie wiązy, zwłoki biednych niewolników, którzy składali swe kości w obcej ziemi na wieczne zapomnienie”.

Bitwa nad rzeką Yalu
Rosjanie nie zaprzestali jednak odwołań do religii, czasem graniczących już z magią. Górski wspominał: „Przesuwano wojska w rozmaitych kierunkach, okrywając te ruchy niezwykłą tajemniczością, obwożono ikony po pułkach i odprawiano solenne nabożeństwa”.
Szczególnie zapisał się epizod z walk nad rzeką Yalu, gdy duchowny Stefan Wasiliewicz Szczerbakowski, przebywający z syberyjskim regimentem strzelców, poprowadził procesję – szturm na pozycję wroga, później uwieczniony na obrazach. Ubrany w strój kanoniczny, z uniesionym krzyżem, maszerował w kierunku wrogich wojsk. Za nim szli inni duchowni, a następnie szeregi strzelców skandujących „Gospodi pomiłuj”.
Szczerbakowski, dwukrotnie postrzelony, przeżył tę przegraną bitwę. O ile w Rosji jego czyn wzbudził podziw, Japończycy odnotowali go jako dowód, iż Rosja tkwi w epoce średniowiecznych krucjat. Zamieszkały w Japonii prezbiteriański pastor John Batchelor konstatował: „Ksiądz nie powinien znajdować się w awangardzie bitwy. Jego miejsce jest z tyłu, wśród chorych, rannych i umierających”.
Japońska armia Buddy
Japonia nie odwoływała się do religii w takim stopniu jak Rosja; podkreślała za to, że wojna powinna być prowadzona jako nowoczesna i cywilizowana w zgodzie z międzynarodowymi konwencjami. To, że Rosja traktowała ją jak wojnę religijną, miało według Japończyków świadczyć o jej zacofaniu cywilizacyjnym.
Po stronie japońskiej pojawiały się jednak pojedyncze głosy tych, którzy byli skłonni widzieć w tym konflikcie „wojnę buddyjską”. Gdy Tołstoj napisał do mistrza zen Soyen Shaku z prośbą o pacyfistyczną interwencję w obozie japońskim, tamten odpisał, że „czasami zabijanie i wojna stają się konieczne w celu obrony wartości i harmonii jakiegokolwiek niewinnego kraju, rasy lub jednostki”. Shaku został kapelanem buddyjskich oddziałów.
Inoue Enryō, znany uczony buddyjski, widział tu nawet jakiś rodzaj wojny religijnej, gdyż w Rosji religia jest używana, jak dowodził, jako łańcuch mający jednoczyć rosyjski naród, i konkludował: „Jeśli ich armia jest armią Boga, to nasza jest armią Buddy”.
Japończycy nie atakowali podczas Bożego Narodzenia
Po stronie japońskiej takie oświadczenia miały jednak charakter incydentalny. Japonia wręcz odżegnywała się od koncepcji wojny rasowej i religijnej.
Prawosławna misja w Tokio z biskupem Mikołajem była chroniona, a nawet, jak opisywał ów duchowny, Japończycy zachowywali się taktownie, starając się w jego obecności nie okazywać ostentacyjnej radości z powodu zwycięstw nad Rosjanami. Podczas świąt Bożego Narodzenia japońscy dowódcy przez kurtuazję nie atakowali rosyjskich pozycji.
Również w rosyjskich szeregach, mimo całego religijnego sztafażu, zwykle obyło się bez religijnego fanatyzmu względem „buddyjskiego wroga”, co po klęsce wypominali nawet niektórzy carscy militarni eksperci. Oficjalne instrukcje dla armii brzmiały, że powinna zachowywać się w sposób „cywilizowany”. Car był wszak inicjatorem konwencji haskiej z 1899 r.; żołnierze otrzymali rozkazy, by uszanować obcą religię i świątynie, a jeńców traktować humanitarnie.
12 lat później upadło carskie imperium
Latem 1904 r. doszło w Rosji do szeroko komentowanego incydentu: ukradziono ikonę Matki Boskiej Kazańskiej. Tę, której przypisywano ochronę kraju podczas wojen, m.in. pokonanie Polaków w 1612 r.
Brak ikony wydawał się złowróżbny, zwłaszcza w kontekście kolejnych klęsk w wojnie z Japonią. Niektórzy traktowali to jako znak, że Matka Boska odwróciła się od Rosji. Inni uciekali się do osadzonej w Biblii interpretacji klęski, wierząc, że choć Rosja walczyła za świętą sprawę, to przegrała, gdyż Bóg chciał pokarać ją rękami pogan za jej grzechy.
Niezależnie od interpretacji tym, co nie ulegało wątpliwości, była sama klęska.
Wiosną 1905 r. pod Mukdenem Japończycy pobili pobłogosławioną ikonami armię, potem w maju pod Cuszimą zatopili poświęcone rosyjskie okręty. Dwanaście lat później, wbrew słowom hymnu, Bóg nie zachował prawosławnego cara – upadły i dynastia Romanowów, i rosyjskie imperium.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















