Maria Hawranek: Kolibry są znane z tego, że są najmniejszymi ptaki na świecie i zachwycają ubarwieniem. A czego większość ludzi o nich nie wie?
Chris Clark, zoolog: Pewnie tego, że są niezwykle agresywne. Niespecjalnie się ze sobą dogadują, z wyjątkiem okresu godowego oczywiście. Poza tym – sporo walczą. Aztekowie uważali je za symbol wojny i darzyli szacunkiem. Chyba nawet uważali, że pod ich postacią odradzają się wojownicy.
Skąd ta agresja?
Nie do końca wiemy, ale jest pewien wzorzec. Otóż inne ptaki, które niezależnie wyewoluowały, by pić nektar, także są agresywne. Zatem to musi mieć związek z pilnowaniem kwiatu przed innymi osobnikami. Kolibry widzą, ile jedzenia jest w kwiecie, wiedzą, że warto go bronić – albo spróbować się poczęstować. Podobnie rzecz ma się z nektarnikami występującymi w Afryce i części południowej Azji i Oceanii. One również ustanawiają terytoria i zaciekle z sobą walczą, by bronić zasobów nektaru.
Ma to związek z jakością pożywienia? Wysoką kalorycznością nektaru?
Też się nad tym zastanawiamy. Kolibry mają bardzo wysokie tempo metabolizmu, co jest związane z tym, że są takie maleńkie. I zdaje się, że ten mały rozmiar jest z kolei powiązany z tym rodzajem pożywienia. Ale sądzę, że agresja jest pochodną tego, że kwiaty są kolorowe, widoczne, i można łatwo zobaczyć, ile sąsiad ma w nich jedzenia.
Może kolibry są ciągle zestresowane, bo przez ten szybki metabolizm równie szybko grozi im głód? I dlatego latają takie nabuzowane?
I tak, i nie. Miejmy na uwadze, że stres z definicji pojawia się wtedy, kiedy zwierzę musi sobie poradzić z czymś nietypowym. A pozyskiwanie pożywienia to codzienność kolibra. Zatem może i są na ten temat nakręcone, ale nie sądzę, aby były zestresowane.
Skoro już o tym mowa, to mamy do czynienia z innym ciekawym zjawiskiem. W istocie większość dnia kolibry spędzają na… siedzeniu. Jeśli spojrzeć na budżet energetyczny tego ptaka, 80 proc. dnia spędza siedząc na gałęzi, a 20 proc. – latając. Oczywiście czasami okoliczności sprawiają, że ptak musi latać więcej, szczególnie w okresie rozrodu.
Kiedy samica wysiaduje jaja, może siedzieć na nich bez ruchu przez dwie godziny, ale gdy wyklują się pisklęta, to ciągle lata, by znaleźć owady i dostarczyć je do gniazda. Szybki metabolizm oznacza, że kolibry szybko zużywają energię w locie. Strategia długiego przesiadywania pozwala ją zaoszczędzić. To prawda, że łatwo umierają z głodu. Muszą więc planować posiłki – albo kumulować tłuszcz, jeśli wiedzą, że przez jakiś czas nie będzie pożywienia, albo muszą wiedzieć, gdzie mogą zorganizować kolejny posiłek.
Kolibry są jedynymi ptakami, które potrafią latać do tyłu?
Tak. Wiele ptaków może robić manewry, w czasie których przez chwilę lecą w tył. Ale koliber, jeśli chce, może sobie lecieć w tył przez kilka metrów. Chociaż nie robi tego często.
Skąd ten mechanizm? Czy wyewoluował po to, by ptak mógł się zbliżać i oddalać od kwiatu z nektarem?
Tak, to część słynnego unoszenia się kolibrów, w czym są świetne – potrafią zatrzymać się na wysokości kwiatu. Można o nich pomyśleć jak o małych helikopterach. A helikopter, jeśli chce wymanewrować, po prostu przekręca wirniki, które przepychają powietrze. Kolibry mogą to robić w dwie strony – do przodu i do tyłu, chociaż do tyłu lecą nieco wolniej. Nie wiem dokładnie o ile, ale jeśli do przodu lecą z prędkością ok. 35 km na godzinę, zakładałbym, że do tyłu z prędkością ok. 15 km na godzinę.
W serialu przyrodniczym „Jak to robią zwierzęta?” powiedział Pan, że kolibry mają skrzydła podobne do owadów.
Kiedy kolibry machają skrzydłami w czasie lotu, to uderzenie skrzydłami w dół produkuje ok. dwóch trzecich całkowitej siły nośnej potrzebnej do lotu, a uderzenie w górę – jedną trzecią. To różni kolibry od innych ptaków i nietoperzy, u których uderzenie w górę nie produkuje żadnej pożytecznej siły aerodynamicznej. Kolibry produkują więc siłę aerodynamiczną w o wiele bardziej ciągły sposób. Z tym związana jest ich unikalna umiejętność unoszenia się w miejscu i lotu do tyłu.
Kiedy w naturze latają w tył?
W trakcie picia nektaru, kiedy chcą się oddalić od kwiatka i zastanowić się, co dalej – czy lecieć do następnego, czy przysiąść. Również w czasie walk. Walka dwóch kolibrów wygląda jak starcie pilotów myśliwców. Używają dziobu jako broni, czasem też mocują się łapami. Dziób jest dla nich jak miecz, którym mogą dźgać. W czasie walki unoszą się i manewrują, starając się zwieść przeciwnika albo uzyskać nad nim grawitacyjną przewagę. Wówczas również latają w tył.
Czy to są walki na śmierć i życie?
Znamy pojedyncze obserwacje, które o tym świadczą. Np. doniesienie o dwóch kolibrach, które wykonując lot nurkujący przypadkiem na siebie wpadły i jak rycerze przebiły się nawzajem dziobami jak mieczami. Zginęły na miejscu od tego uderzenia. Czasem walczą łapami i w efekcie jeden koliber spada na ziemię. Słyszałem historię o kolibrze, który wylądował na przeciwniku, który spadł na powierzchnię stawu, agresor dziobał go, aż zadziobał go na śmierć.
Zatem walki mogą być śmiertelne, ale jak często takie są – nie wiemy. Bywa, że znajdujemy ptaki z punktową dziurą na piersi – wyobrażam sobie, że to ślad po pchnięciu dziobem. Kiedy walczą, mogą też stracić niektóre pióra i zdaje się, że to jest najczęstsza konsekwencja starcia, a śmierć stanowi niewielki procent.
Czyli są agresywne, jednak zwykle do pewnych granic.
Koliber jest agresywny, kiedy strzeże kwiatów. Ale nie zaczyna obrony od dziobo- i łapoczynów. Najpierw wydaje ostrzegawczy komunikat głosem: „nie podchodź tu”. Dopiero kiedy intruz nie posłucha, przechodzi do obrony albo go goni. I zwykle przepędzany po prostu ucieka. Jeśli intruz postanawia utrzymać się na pozycji, wówczas wywiązuje się walka, ale to sytuacje dość rzadkie.
Tylko samce się biją czy samice też?
Samice też, chociaż u niektórych gatunków samice zdają się odrobinę mniej agresywne. Proszę pamiętać, że zwykle obie płcie chronią kwiatów – więc poza sezonem godowym obie są agresywne. W sezonie godowym role się zmieniają. Samce są praktycznie bezużyteczne – nie pomagają samicom odchować młodych. Pilnują swojego terytorium albo jakiegoś losowego kawałka przestrzeni. A samice są zajęte wiciem gniazda i wysiadywaniem jaj. Zrobią się agresywne, jeśli ktoś niepożądany zbliży się do ich gniazda.
Samice też mają swoje terytoria?
Zazwyczaj tak. Albo dzielą je z samcami, albo każdy ma swoje, albo samce mają duże terytorium, w którego granicach samice mają swoje – mniejsze. Samice kolibrów kalifornijskich tworzą małe terytoria pomiędzy terytoriami samców, ale każdy ptak traktuje je bardzo ekskluzywnie. Tropikalne gatunki, które specjalizują się w wypijaniu dużych porcji nektaru z dużych kwiatów rosnących daleko od siebie – nawet kilometr – nie mogą mieć żadnego terytorium, bo nie byłyby go w stanie strzec.
Ile gatunków kolibrów znamy?
Około 350, ale są różne klasyfikacje. Ostatnio spotkałem się z liczbą 367. Oczywiście są jeszcze nieodkryte gatunki, np. w Brazylii. Sądzę, że za kilkaset lat, kiedy naukowcy skończą już katalogować przyrodę, będzie ich ponad 400 gatunków. Większość mieszka w Amerykach – w USA, Kanadzie, tropikalnych terenach Kolumbii, Ekwadoru, Brazylii i Wenezueli, gdzie wzdłuż równika występują setki gatunków.
Jak sobie radzą ze zmianami klimatu?
Całkiem nieźle. Ok. 80 proc. gatunków radzi sobie dobrze, niektóre tutaj, w USA, nawet się rozprzestrzeniają dzięki temu, że ludzie sadzą w ogrodach kwiaty. Ale część gatunków żyjących na wyżynach, jak rudaczek szerokosterny czy rudaczek liliobrody, są w niebezpieczeństwie. Ich liczba spada, możliwe, że z powodu ocieplenia klimatu. Jednak te, które są krytycznie zagrożone, jak brzęczek chilijski, znajdują się w tym położeniu ze względu na utratę siedlisk. To największe zagrożenie dla wszystkich kolibrów.
Właśnie wrócił Pan z badań terenowych. Gdzie był Pan tym razem?
Miałem być w Wenezueli i badać gatunek Chaetocercus jourdanii, o którym nie mieliśmy żadnych danych, ale ze względu na problemy z wizą mi się nie udało. Szczęśliwie pojechali moi współpracownicy i świetnie się spisali, a ja zająłem się badaniem Chaetocercus heliodor w Kolumbii. Samce tego gatunku wydają dźwięki ogonami w czasie zalotów. Próbowaliśmy nagrać te zaloty i pobieraliśmy próbki piór do badania w tunelu powietrznym, by zobaczyć, jak te dźwięki są emitowane.
To Pan był pierwszą osobą, która wykazała, że kolibry wydają dźwięki nie tylko krtanią, ale również ogonami?
Pewne badanie z lat 40. XX w. sugerowało, że ptaki mogą wydawać dźwięki ogonami, ale autorzy nie mieli dowodów. Kiedy natknąłem się na nie krótko po studiach, wpadłem na pomysł, jak przetestować, czy pióra ogonowe rzeczywiście wydają dźwięki. Czyli jako pierwszy przeprowadziłem eksperymenty z piórami ogonowymi. Umieściłem je w tunelu powietrznym, który zbudowałem, i odtworzyłem wydawane przez nie dźwięki.
Skąd Panu przyszło do głowy, żeby zostać ekspertem od kolibrów?
W dzieciństwie bardzo lubiłem obserwować ptaki, jako 14-latek miałem w tym już niezłą praktykę. Przed rozpoczęciem szkoły średniej obserwowałem kolibry przy karmniku w Idaho. I wtedy pomyślałem, że to fajne ptaki, że łatwo byłoby je złapać – i mógłbym zostać ekspertem od nich. Później zrozumiałem, że kolibry doskonale nadają się do badań nad lotem, nawet w małych klatkach, ponieważ potrafią zawisnąć w powietrzu. A ponieważ można je skusić na karmnik, to da się kontrolować, dokąd polecą. Doskonale sprawdzają się w badaniach w tunelu powietrznym. W końcu przeprowadziłem badanie na temat piór ogonowych i dźwięku u kolibrów kalifornijskich, które najpierw obserwowałem na wolności i słyszałem, jak „śpiewają” ogonami w czasie lotów nurkujących. Wznoszą się na ok. 30 metrów, by runąć w dół z dużą szybkością i przelecieć obok samicy, wydając sygnał dźwiękowy. Były wszędzie wokół mnie i wydawało mi się, że łatwo będzie przeprowadzić z nimi badania.
Tylko kolibry „śpiewają” ogonami?
Nie. W Polsce macie np. bekasy. Większość takich ptaków wydaje dźwięki trzymając rozczapierzony ogon i wymachując skrzydłami. Skrzydła zaburzają przepływ powietrza nad ogonem, ale źródłem dźwięku są wibrujące pióra ogonowe. Inny gatunek, z Kongo, to miodowód lirosterny, wydaje dźwięki, gdy rozkłada ogon w czasie lotu nurkującego. Częściej jednak ptaki wydają dźwięki piórami skrzydłowymi niż ogonowymi. Wiele gatunków kolibrów również potrafi hałasować skrzydłami. Ja skupiłem się na ogonach, bo łatwiej je badać. Kolibry po prostu je rozkładają, więc jeśli weźmiesz pióro ogonowe i umieścisz je w tunelu powietrznym, łatwo możesz odtworzyć ten dźwięk. No i można wyrwać ptakowi pióro ogonowe bez specjalnych konsekwencji. Jeśli wyrwiesz mu pióro ze skrzydła, ptak oczywiście umrze. Pióra skrzydeł pobieram tylko z martwych zwierząt i mam w związku z tym o wiele mniej materiału.
Naprawdę wyrwanie pióra z ogona nie wyrządza kolibrom krzywdy?
W około pięć tygodni wyrasta mu nowe. Pióra są jak włosy – ptaki regularnie je wymieniają, przynajmniej raz w roku, czasami dwa.
Chyba nie może im Pan tego robić w sezonie godowym – bo jak się będą zalecać?
Cóż, przeprowadzam eksperymenty właśnie w sezonie godowym, bo badam, jak te pióra wydają dźwięki, a kolibry emitują je właśnie wtedy. Wydaje nam się, że te dźwięki to sygnały godowe i samice słuchając piór, podejmując decyzję, z którym samcem będą spółkować. Trudno nam to zmierzyć, ale zakładamy, że tak jest. Zatem jeśli zabieram samcowi pióro z ogona i on przestaje wydawać nim dźwięki, istnieje spora szansa, że czynię go na ten sezon brzydalem. Samice nie będą chciały z nim kopulować. Zgadzam się, że ten samiec ma przerąbane, ale przejściowo. Szybko odrośnie mu nowe pióro. Samica będzie kopulować z kimś innym, więc populacja na tym nie straci.
Ile żyją?
Prawdopodobnie od 3 do 5 lat, choć nikt tego dokładnie nie zmierzył. Wiele kolibrów ma dwa sezony godowe rocznie.
Trochę mi ulżyło. Oszpecone samce jeszcze dostaną kilka szans na gody w pięknie udźwiękowionej szacie. Ale nadal Pan nie wie, co tak kręci samice w tych dźwiękach z ogona?
Niestety. Bardzo trudno to zbadać. Np. przy badaniu żab tungara to relatywnie proste – samce wydają dźwięki, samice zbliżają się w stronę dźwięku, który wydaje im się atrakcyjny. Podobnie rzecz ma się w przypadku świerszczy i kilku innych owadów. W takiej sytuacji relatywnie łatwo jest określić preferencje samicy. Ale z kolibrami sprawa się komplikuje, bo samice nie dają samcom w żaden widoczny dla nas sposób odczuć, że są zainteresowane. W czasie zalotów wydaje się, że samica cały czas ucieka od samca, próbując mu się oprzeć. A jednocześnie to ewidentne, że samcze pokazy w czasie zalotów musiały wyewoluować zgodnie z preferencjami samic. Jednak ze względu na ich zachowanie trudno nam dojść, co jest dla nich atrakcyjne, a co nie.
Samce wydają dźwięki ogonami tylko w czasie sezonu godowego? A poza tym używają krtani?
Dźwięki piórami rzeczywiście głównie wydają w czasie sezonu godowego. Jeśli robią to poza nim, to być może ćwiczą. Niektóre gatunki, jak koliberek żarogłowy, również śpiewają krtanią. Robią to przez cały rok, ale w czasie sezonu godowego – częściej. Kiedy samiec uwodzi samicę, to obok lotu nurkującego, w czasie którego wydaje dźwięki ogonem, rozkłada świetliste piórka na gardle i śpiewa pieśń godową tuż przed dziobem wybranki. Więc i ta wokalna pieśń ma znaczenie. Jedna z moich studentek chce ustalić, który samiec kolibra kalifornijskiego jest ojcem młodych w jakich gniazdach. Może pod koniec roku dowiemy się, że ten samiec miał troje lub czworo potomstwa, a tamten – żadnego. I będzie to jakaś wskazówka, tym bardziej że studentka zbiera różne dane: analizuje dźwięki wydawane ogonem, pieśni, kolor piór pod szyją – są takie piękne, fioletowe. Może znajdzie jakieś korelacje, które na coś nas naprowadzą.
W jednym z wykładów dostępnych na YouTubie mówił Pan, że pieśni wokalne i ogonowe dwóch gatunków kolibrów – kalifornijskiego i żarogłowego – są bardzo podobne. Widać to także na spektrogramach. Wie Pan, czemu te samce się tak trudzą, wydając podobne dźwięki różnymi częściami ciała?
To pytanie męczy mnie już od piętnastu lat – podobieństwo między wokalizacjami a dźwiękami wydawanymi przez ogon jest rzeczywiście uderzające. Mam już na to wiele innych przykładów z różnych kontynentów. Gdybyśmy mogli zmierzyć preferencje samic, mielibyśmy szansę na rozwikłanie tej zagadki. Aktualnie jedyne wytłumaczenie jest takie, że sam dźwięk musi być dla samicy atrakcyjny. Może nieważne, jak samiec go wydaje, ważne, że to robi. Może ogony samców wyewoluowały, by mieli przewagę, mogąc emitować dźwięki na dwa sposoby jednocześnie. Ale to nie jest satysfakcjonujące ani pełne wytłumaczenie.
Kolibry uczą się pieśni od swoich rodziców?
Nie. Jak wspomniałem, samce nie biorą udziału w wychowaniu. Czasem do gniazda podlatuje samiec i demonstruje swoje loty nurkujące, ale nie wiadomo, czy to ojciec piskląt. Dzięki eksperymentom wiemy, że kiedy pisklęta są w gnieździe, nie mają jeszcze umiejętności wykrycia dźwięków i ich nauki. Wydaje się, że potrafią to robić dopiero tydzień lub dwa po opuszczeniu gniazda. Więc jeśli jesteś młodym samcem kolibra zaprogramowanym na to, by nauczyć się, jak brzmi twój gatunek, szukasz samców w okolicznej populacji. Ale raczej nie trafisz na twojego ojca, a jeśli trafisz, to przez przypadek.
Wszystkie kolibry uczą się jednej i tej samej pieśni, czy każdy chce mieć swoją?
Wygląda na to, że większość kolibrów chce powtarzać pieśni występujące w ich populacji. W czasie eksperymentów na dwuletnich samcach kolibrów kalifornijskich dowiedzieliśmy się, że nawet dorosłe osobniki mogą się nauczyć nowych, i to o wiele bardziej skomplikowanych niż te śpiewane w ich gatunku. Na wolności wszystkie śpiewają tę samą pieśń, nie ma żadnych dialektów, różnic, zmian. A na dodatek to dość prosta melodia. Mają więc w mózgu dość skomplikowaną maszynerię do nauki złożonej muzyki, ale z niej nie korzystają. Dlaczego? Nie wiemy.
Rzeczywiście je tak łatwo łapać, jak Pan sądził w dzieciństwie?
Czasami. Jeśli odwiedzają karmnik, jest to relatywnie proste – 80 proc. daje się wtedy pochwycić. Ale jeśli chcesz pochwycić konkretnego ptaka, możesz się nieźle namęczyć, szczególnie jeśli należy do spryciarzy. Jeśli ptaki nie podlatują do karmnika, używa się sieci – przejrzystej jak mgła – którą zawiesza się między drzewami. I czeka się, aż ptak w nią wpadnie. Niektóre osobniki jak tylko w nią wpadną, zaraz szybciutko lotem do tyłu się z niej wyplątują, a inne są tak bystre, że zauważają sieć i wyhamowują lot tuż przed nią, wznoszą się do góry i omijają. Nie jest to więc takie proste i wymaga wprawy. Ekipa, która była na badaniach w Wenezueli, przez tydzień nie złapała żadnego ptaka.
Po badaniach je Pan wypuszcza?
Większość. Teraz w awiarium na uniwersytecie mamy sześć osobników, niebawem je wypuścimy i zastąpimy nowymi. Chyba że przeprowadzamy eksperymenty na młodych, które uczymy niewłaściwych pieśni – wówczas oddajemy je do ogrodów botanicznych i zoologicznych, bo na wolności by nie przetrwały.
Dlaczego te piękne ptaki nie stały się zwierzętami domowymi jak kanarki?
Z kilku powodów. W wielu krajach prawo zakazuje trzymania kolibrów w domu. Z pewnością dlatego, że zazwyczaj pozyskuje się je z dziczy, bo trudno je rozmnażać w zamknięciu. Trzeba się na to przygotowywać około roku, by zgrać samce z samicami. Nam rozmnożenie w niewoli udało się tylko z jedną parą, która miała sześć gniazd, ale potem szczur włamał nam się do laboratorium i zjadł chętnego do rozrodu samca. W niewoli trudno te ptaki utrzymać na takim poziomie szczęścia, by miały ochotę na zaloty i potomstwo. Inny powód to ich wymagania żywieniowe. Nie można zapomnieć pewnego ranka nakarmić kolibra – ma tak szybki metabolizm, że wystarczy dzień bez pożywienia, by umarł z głodu.

Christopher Clark jest zoologiem, szefem Animal Aeroacoustics Lab na University of California Riverside. W swojej pracy skupia się na biomechanice i ekologii behawioralnej. W pracy doktorskiej wykazał, że kolibry kalifornijskie wydają głośne dźwięki piórami ogonowymi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















