Kocie ruchy. Fizyka klasyczna w żartobliwej odsłonie

Czy da się matematycznie opisać ruch kota kręcącego się wokół łydki albo odsuwającego od natarczywej ręki? Hiszpański fizyk Anxo Biasi twierdzi, że tak. W dodatku wystarczy do tego kawałek fizyki klasycznej i skromne założenie, że kot jest punktem.
Czyta się kilka minut
Kocie ruchy wyjasniła fizyka, fot. Chris Brignell / B&EW
Fot. Chris Brignell / B&EW

Istnieje długa tradycja poszukiwania równań opisujących ruch człowieka, sięgająca XVIII-wiecznej idei „fizyki społecznej”, zgodnie z którą społeczeństwo to niewiele więcej jak specyficzny „ludzki gaz”, sterowany rozmaitymi siłami, od klimatycznych, przez ekonomiczne, polityczne, po artystyczne. Część tych intuicji, o dziwo, przetrwała. Gdy projektuje się dziś stadion, planuje bieg uliczny czy ewakuację miasta, standardowo wykonywane są symulacje komputerowe, zakładające, że masa ludzka przelewa się z miejsca na miejsce jak lepki, granularny płyn. Ledwie parę tygodni temu ukazało się ciekawe badanie nad dynamiką „chmury przedszkolaków”, oparte zresztą na starannych pomiarach ruchu prawdziwej gromadki dzieci.

Trajektorii zakreślanej przez jednostkę nie da się wyznaczyć tak łatwo. Jorge Luis Borges twierdził wręcz, że potrzeba by do tego nieskończonego umysłu (dla którego jednak narysowanie linii wyznaczonej przez moje ciało w przestrzeni, od narodzin do śmierci, byłoby równie łatwe, jak dla człowieka narysowanie kreski na papierze). Hiszpański fizyk Anxo Biasi postawił sobie prostsze zadanie: matematyczny opis niektórych ruchów wykonywanych przez koty w pobliżu ludzi.

Sama logika jest prosta. Człowiek jest dla kota źródłem czegoś, co fizyk określa technicznie jako potencjał: przyciągający albo odpychający kota, zależnie od „ładunku” emocjonalnego (człowiek lubiany/nielubiany) i odległości (idealna to zero, czyli władowanie się na kolana, jest też jednak „drugie minimum potencjału”: na końcu kanapy). Biasi w artykule rekonstruuje na bazie swojego modelu aż 7 kocich zachowań.

To oczywiście tylko niewinna rozrywka, a sam autor przyznaje, że nie stanowi ona realnego wkładu ani w badania nad ludźmi, ani nad kotami. To nie rzadkość: podobne artykuły często mają problem z wytłumaczeniem swojej potrzeby. Niech nawet będzie, że przedszkolaki zachowują się jak specyficznego rodzaju gaz, zbijający się czasem w grudki – i co z tego? Autorzy tamtego badania twierdzą, że ich model może przydać się np. przy programowaniu rojów dronów. Hmm. Biasi „sprzedaje” swój artykuł jako narzędzie edukacyjne: matma jest ta sama, co przy modelowaniu atomów, a temat zaciekawi studentów. Hmm.

Z drugiej strony, czy nauka zawsze musi być praktyczna? Umysł ludzki jest naturalnie ruchliwy i zawsze szuka sobie ujścia; pozwólmy mu się czasem swobodnie rozlać tu i tam.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pierwsze prawo przyciągania kota