Donald Tusk nigdy nie miał opinii polityka realizującego dalekosiężne wizje cywilizacyjne, starał się raczej przewidywać, czego pragną tzw. normalsi, i do nich kierował swą ofertę. Nie zawsze mu to wychodziło, o czym świadczy nie tylko pamiętna klęska PO w 2015 r., którą obserwował już z gabinetu w Brukseli, ale też ubiegłoroczna utrata poparcia społecznego dla jego własnego rządu – w tempie nieznanym w historii III RP.
Tusk i Koalicja Obywatelska skręcają w prawo
Dziś jednak obserwujemy innego Tuska – podejmującego ryzyko i aspirującego do przewodzenia całej Unii, zarazem dla wielu ludzi niewiarygodnego, bo mówiącego głosem swoich dotychczasowych przeciwników. Tymczasem nie tylko Tusk, ale cały europejski mainstream, nad Wisłą reprezentowany głównie przez Koalicję Obywatelską, zalicza wyraźny skręt ideowy, próbując ratować co się da ze swych wpływów, a także przejmując niektóre postulaty populistów. Wszystko po to, by zdążyć odbudować więź z oddalającym się elektoratem i nie pozwolić, by dla milionów Brytyjczyków czy Niemców to Elon Musk stał się głównym wyrazicielem zarówno ich lęków, jak i pragnień.
Na Zachodzie rośnie niechęć do lewicowości i Zielonego Ładu
Idee lewicowe i liberalne są na Zachodzie w odwrocie. Polityczne wahadło wychyliło się w prawą stronę, i to w tempie zaskakującym dla polityków, tradycyjnych mediów, elit finansowych i celebrytów. Im głośniej mówili, co mają myśleć współobywatele, tym mocniej ci ostatni się buntowali. Donald Tusk nie przyznał tego wprost podczas przemówienia inaugurującego polską prezydencję w Unii, ale narysowane grubą kreską priorytety mówiły za siebie. Umeblują nam one życie na długie lata.
Większość mieszkańców Europy nie akceptuje już wyrzeczeń związanych z Zielonym Ładem; nie podobają im się szlachetne idee, za które trzeba zbyt słono płacić – ze świadomością, że reszta świata lekceważy walkę z globalnym ociepleniem i niemal wszystko produkuje taniej niż Europa. Ujawnione przez „Politico” plany nowej unijnej strategii zwanej kompasem konkurencyjności są w zasadzie końcem Zielonego Ładu.
W Europie maleje poczucie bezpieczeństwa
Druga zmora normalsów to gwałtownie topniejące poczucie bezpieczeństwa, związane nie tylko z prymitywnym, wydawałoby się już zapomnianym sposobem prowadzenia konfliktów, jaki stosuje dziś Rosja w Ukrainie – ale też z niekontrolowaną imigracją, zmieniającą w szybkim tempie stosunki społeczne, etniczne i religijne, a zarazem mocno wpływającą na wzrost przestępczości. I to w krajach, które włożyły masę wysiłku w integrację przybyszów, jak Wielka Brytania, Niemcy czy Szwecja.
Eksperyment ten niezupełnie się powiódł, co piszę ze smutkiem. Przekonanie, że wystarczy wyrwać kogoś ze złego świata i otoczyć opieką, a stanie się w pełni świadomym obywatelem, który jeszcze mocniej będzie dbał o nabyte w nowych warunkach prawa i wolności – okazało się naiwnością. Widzieliśmy to także w Polsce, gdy szlachetne osoby domagały się otwarcia naszych granic przed wpychanymi do Polski przez Łukaszenkę i Putina tysiącami migrantów. Ludzie bardzo wrażliwi na prawa człowieka, cierpienia mniejszości seksualnych i etnicznych równocześnie zapominali, że przy okazji sprowadzają na Zachód miliony osób hołdujących skrajnie odmiennym wartościom, często z krajów, w których podstawowe wolności kobiet są kwestionowane, a o prawach gejów, lesbijek i osób niebinarnych nikt nie ma odwagi nawet wspominać.
Jak odebrać głosy prawicowym populistom
System często integrował tych ludzi jedynie deklaratywnie; stawał się coraz bardziej przeciążony, a ostatnio wręcz się załamał, czego Europa doświadcza dziś w postaci brutalnych ataków w miejscach publicznych – ich ofiarami bywają nawet małe dzieci, sprawcy zaś niekiedy dokonują zbrodni pomimo orzeczonych już dawno temu, ale nigdy nie zrealizowanych nakazów deportacji. W coraz bardziej napiętej atmosferze informacja, że Muhammad stał się najpopularniejszym imieniem nadawanym chłopcom w Wielkiej Brytanii, wzmaga jeszcze społeczne lęki, których tradycyjne partie nie potrafią zredukować – uznawane są raczej za współodpowiedzialne za kryzysową sytuację.
Tusk przemawiał w Parlamencie Europejskim jako żywy dowód na to, iż partia ze środka sceny politycznej może skutecznie odebrać w dużym kraju władzę prawicowym populistom. Pamiętajmy jednak, że stało się tak nie dlatego, iż wyborcy w Polsce poszli w lewo – to polityczny środek jest już gdzie indziej, nie tylko zresztą u nas. Dostosowywanie się przez polityków do obserwowanych tendencji można uznać za hipokryzję, ale pójście tą drogą jest chyba jedyną nadzieją, by w przyszłości Europą nie rządziły na spółkę Alice Weidel z Marine Le Pen
Trump budzi Europę z letargu
Pewności nie mam, czy na tę operację nie jest już za późno. Nadzieją napawa fakt, że Europie udało się podnieść i stworzyć nowy, lepszy świat nawet po największym dramacie w historii świata. Z drugiej strony, oburzenie w stolicach europejskich po tym, jak Donald Trump oświadczył, iż leżące za oceanem USA nie będą już bezwarunkowo bronić naszego bezpieczeństwa – świadczy raczej o tym, że politycy na naszym kontynencie bujają w obłokach. I to nawet mając zbrodniczą armię Putina u swych bram. Być może powinniśmy podziękować Trumpowi, że w tak drastyczny sposób budzi nas z letargu.
Zrozumiał to już premier Polski. Nie wiem co prawda, na ile jego ponoszący wewnętrzne porażki rząd jest w stanie pociągnąć za sobą Europę, ale po raz pierwszy od wielu lat widziałem Tuska, który próbuje przewodzić, a nie płynąć z prądem. Jeśli mu się nie uda, prezydenckie wybory w 2030 r. mogą być już definitywnym końcem „PO-PiS-u” oraz wiktorią np. Krzysztofa Bosaka. I być może nie będzie on wówczas największym radykałem w Europie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















