Całościowe wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego pokazują, jak bardzo zmieniły się nastroje w Unii w ciągu ostatnich pięciu lat. Wyzwania rozwojowe i zagrożenia, które wydają się odległe, zeszły na drugi planwobec obaw podsycanych przez obecne kryzysy. Wprawdzie wyniki dwóch największych ugrupowań nie sugerują wcale dużych zmian. Europejska Partia Ludowa (EPL), do której należą m.in. PO i PSL, zachowała dominującą pozycję, zwiększając nawet liczbę deputowanych o osiem miejsc. Z kolei druga z największych frakcji, Socjaliści i Demokraci, utrzymała dotychczasowy stan posiadania (na podstawie wyników late poll z 10 czerwca, godzina 9).
Zmieniło się jednak znacząco ich otoczenie, co zapowiada nową dynamikę zarówno w Parlamencie, jak w całej Unii.
WYGRANI I PRZEGRANI | Największe straty odnotowali liberałowie z grupy Odnówmy Europę, tworzonej przez obóz prezydenta Francji Emmanuela Macrona, a także Zieloni. Pierwsza frakcja będzie mniejsza o 22 mandaty, druga o 19. Sukcesy odniosły za to partie prawicowe, w tym te, które zwykło nazywać się eurosceptycznymi lub nacjonalistycznymi.
I tak: we Francji zwyciężyło Zjednoczenie Narodowe, którego liderką jest Marine Le Pen. Na pierwszym miejscu, wyprzedzając rządzącą centroprawicę, znalazła się też Wolnościowa Partia Austrii. Bracia Włosi premier Giorgii Meloni i Fidesz Viktora Orbána potwierdzili pozycję liderów w swoich państwach (choć wybory pokazały, że Fideszowi rośnie poważna konkurencja). Alternatywa dla Niemiec (AfD) z wynikiem ok. 16 proc. stała się drugą siłą w Republice Federalnej (po centroprawicowej chadecji, CDU/CSU), wyprzedzając tym samym trzy partie rządzącej koalicji Olafa Scholza; dla niego to osobista przegrana. Podobne wyniki, na poziomie 15-18 proc., uzyskały skrajnie prawicowa partia AUR w Rumunii i Partia Wolności w Holandii, które rywalizowały tam z blokami sił proeuropejskich.
Przy czym wszystkie wymienione tu partie należą w europarlamencie do dwóch różnych frakcji lub są niezrzeszone (jak Fidesz i AfD). Konflikty między siłami prawicowymi najpewniej nie pozwolą im stworzyć wspólnego bloku.
GRA O PRZYWÓDZTWO | Trzy największe ugrupowania, które tworzą europejski mainstream – EPL, socjaldemokraci i liberałowie – będą dysponować więc nieco ponad 400 głosami, co daje im zdecydowaną większość w europarlamencie. Jednak już teraz zaczęła się rozgrywka o najważniejsze stanowiska w Unii, która może przynieść zaskakujące rezultaty.
Obecna przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen będzie się starać o reelekcję. Aby ją uzyskać, musi jednak zdobyć poparcie 351 deputowanych, co nie będzie oczywiste. Dla przykładu: z dużym dystansem podchodzą do niej francuscy członkowie EPL, którzy postrzegają ją jako sojuszniczkę Macrona. Portal Politico twierdzi, że w każdej z trzech centrowych frakcji ponad 10 proc. deputowanych może sprzeciwić się ponownemu wyborowi von der Leyen lub wstrzymać się od głosu.
W tej sytuacji będzie ona musiała szukać wsparcia poza głównym nurtem, co może powodować dodatkowe perturbacje. Już przed wyborami von der Leyen zachęcała do współpracy Giorgię Meloni, której partia należy do frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (wspólnie z PiS), co wywołało oburzenie wśród socjaldemokratów. Natomiast odnowienie sojuszu EPL z Zielonymi grozi erozją poparcia w jej własnym ugrupowaniu. Wielu polityków EPL postrzega bowiem Zielony Ład jako jedną z głównych przyczyn wzrostu poparcia dla eurosceptyków i populistów.
IDĄ ZMIANY | Wielu obserwatorów wyraża obawy – lub, zależnie od ich poglądów, nadzieje – że te wybory są początkiem wielkich zmian w Unii. W odpowiedzi na porażkę swej partii Macron już rozwiązał francuski parlament i zapowiedział przyspieszone wybory. Ta ucieczka do przodu ma zahamować dalszy wzrost poparcia dla partii Le Pen. Przejęcie władzy we Francji przez tę formację mogłoby być wstrząsem dla Europy. Wyniki niedzielnych wyborów zapowiadają też poważne zmiany w Niemczech. Nie dość, że AfD się umacnia, to wśród chadeków z CDU/CSU będzie rosło przekonanie, że drogą do politycznego sukcesu jest przejmowanie kolejnych wątków z narracji skrajnej prawicy.
Na tle osłabionych Macrona i Scholza, liderów dwóch największych państw, zyskują za to Donald Tusk i Giorgia Meloni. Koalicja Obywatelska i Bracia Włosi to jedyne partie rządzące, którym wyborcy przyznali pierwsze miejsce. Tusk utrzymuje aurę przywódcy, który radzi sobie z populistami. Meloni zaś z jednej strony wyraża wzrost nastrojów suwerenistycznych, z drugiej jednak dała się poznać jako wiarygodna partnerka w kwestiach fundamentalnych dla Unii.
MIANOWNIK MINIMUM | Europejski skręt w prawo jest więc w istocie znacznie silniejszy, niż sugeruje to wynik wyborów, które mimo wszystko dały większość partiom głównego nurtu. Sukces EPL wynika w dużej mierze z faktu, że jej członkowie zaczęli walczyć z eurosceptykami na ich własnym polu. W kwestiach migracji czy ekologii nowy europarlament będzie mówić zupełnie innym głosem niż poprzedni. Dobrym sygnałem jest zgoda w kwestiach bezpieczeństwa i konieczności zwiększenia zaangażowania Unii w kształtowanie ładu światowego. Wykracza ona poza szyldy partyjne i ideologiczne. Silne podziały i trudności w formowaniu sojuszy mogą skłonić europejską elitę do oparcia współpracy na najmniejszym wspólnym mianowniku.
Oby to przesunięcie w prawo i polityczne roszady przysłużyły się rozwojowi możliwości strategicznych Unii.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















