Na razie trwa wymiana zdań w internecie oraz ustami propagandzistów. I nie wygląda na to, aby strony zmierzały do zrozumienia i porozumienia, choć takie składają ogólne wstępne deklaracje.
Na co liczy Putin w związku z prezydenturą Trumpa
Początek pierwszej kadencji Trumpa był dla Putina i jego ekipy czasem wielkich nadziei na dogadanie się w sprawie nowych zasad rządzenia światem (najlepiej pod dyktando Moskwy). Rosyjscy propagandyści nazywali wtedy amerykańskiego prezydenta familiarnie „nasz Trumpuszka” i spodziewali się ocieplenia na linii Moskwa-Waszyngton. Nadzieje okazały się płonne, Putinowi niewiele udało się ugrać.
Na progu drugiej kadencji Trumpa Kreml zachowuje się powściągliwie, czekając na pierwsze gesty czy propozycje gospodarza Białego Domu. I na rozmowy. W pierwszym rzędzie o zakończeniu wojny w Ukrainie, ale także o wymarzonym nowym porządku światowym, w którym Rosja miałaby odgrywać rolę drugiego – obok USA – globalnego mocarstwa. To ambitny plan maksimum. Plan minimum to zakończenie wojny na warunkach Moskwy i uznanie jej hegemonii na obszarze postsowieckim z widokiem na odbudowę wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej.
Putin liczy na wznowienie bezpośrednich kontaktów
Na kilka godzin przed uroczystością zaprzysiężenia 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych Putin nieoczekiwanie skrzyknął wierchuszkę na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa FR. Zwykle narady tego gremium odbywają się w piątki i są jedynie (a i to nie zawsze) dyżurnie odnotowywane w oficjalnych mediach. Tym razem narada została zwołana w poniedziałek – Kreml ewidentnie przestawił swój zegar pod wydarzenia w Waszyngtonie.
Kremlowskie szczekaczki uczyniły z tego posiedzenia wiadomość dnia: opublikowano spory fragment wypowiedzi Putina, który oświadczył, że jest gotów prowadzić z nową amerykańską administracją „równoprawny dialog na zasadach wzajemnego poszanowania”.
„Widzimy wypowiedzi nowego prezydenta USA i członków jego ekipy świadczące o chęci wznowienia bezpośrednich kontaktów z Rosją, przerwane nie z naszej winy, a przez odchodzącą administrację. Słyszymy też zapewnienia o tym, że należy uczynić wszystko, by nie dopuścić do wybuchu III wojny światowej. (…) Zawsze gotowi byliśmy prowadzić z Ameryką równoprawny dialog”.
Putin stawia ultimatum w sprawie Ukrainy
Putin mówił też o gotowości, by przedyskutować pokojowe uregulowanie „ukraińskiego konfliktu”, jak się wyraził. Jego zdaniem na dobry początek należy usunąć praprzyczyny kryzysu, „o których wielokrotnie mówiliśmy” (nie wiadomo, co miał na myśli). Natomiast co do samego uregulowania sytuacji, „to celem powinno być nie krótkie przerwanie ognia, które może być wykorzystane do przegrupowania sił dla kontynuacji konfliktu, a długotrwały pokój na bazie poszanowania uprawnionych interesów wszystkich ludzi, wszystkich narodów, żyjących w tym regionie”.
W tłumaczeniu z putinowskiego na nasze: poszanowanie praw Rosji do zarządzania Ukrainą. Ukraiński dziennikarz Witalij Portnikow nazwał takie postawienie sprawy ultimatum Putina przedstawionym Trumpowi. Czy to są warunki, które Trump może przyjąć?
Trump: „Rosja wpadnie w tarapaty”. Groźba sankcji
Słowa Putina zawisły w próżni. W inauguracyjnym przemówieniu Trump nie wspomniał o wojnie w Ukrainie. Rosja nie znalazła się na szortliście priorytetów. Kilka słów Trump poświęcił Moskwie dopiero w wypowiedzi w Gabinecie Owalnym w obecności dziennikarzy, już po inauguracji: „Sądzę, że Rosja będzie miała duże problemy. Większość ludzi przypuszczała, że ta wojna zakończy się po tygodniu. Myślę, że w interesie Putina jest jak najszybsze jej zakończenie”.
W kolejnych wypowiedziach Trump rozwinął skrzydła: „Putin nie za bardzo sobie radzi. Wojna miała trwać nie więcej niż tydzień, tymczasem mijają trzy lata. (…) Jeśli nie uda się zawrzeć porozumienia, to Rosja wpadnie w tarapaty”. Dalej jeszcze ciekawiej. W sieci społecznościowej Truth Social 22 stycznia Trump napisał: „Zamierzam pomóc Rosji, której gospodarka znajduje się w stadium krachu, i Putinowi. Wzywam do zakończenia tej bezsensownej wojny, do porozumienia”. W razie odmowy Putina Trump zapowiedział sięgnięcie po nowe sankcje, wprowadzenie wysokich ceł i podatków „wobec wszystkich rosyjskich towarów”. „Skończmy tę wojnę, która nigdy by się nie zaczęła, gdybym to ja był prezydentem! Możemy osiągnąć ten cel (zakończenie konfliktu) w sposób łatwy albo trudny. Droga łatwa zawsze jest lepsza”.
Trump przypomniał też, że miał dobre relacje z Putinem, i zastrzegł, że nie ma zamiaru zaszkodzić Rosji. „Kocham naród rosyjski. Nie możemy zapominać, że Rosja pomogła nam wygrać II wojnę światową, straciwszy przy tym 60 milionów”. Dla przypomnienia: szacunki dotyczące liczby ofiar w wojnie po stronie Związku Sowieckiego są nadal punktem sporu pomiędzy historykami, w latach 90. w Rosji podano liczbę 20-27 mln strat; na 60 mln szacowana jest ogólna liczba ofiar śmiertelnych II wojny.
Rosyjski propagandysta: „Trump jest naszym systemowym wrogiem”
Na dzisiejszym briefingu sekretarz prasowy Kremla Dmitrij Pieskow potraktował słowa Trumpa łagodnie: Kreml nie widzi nic nowego w tym, co powiedział amerykański prezydent. „Sankcje to jego styl, w każdym razie tak było podczas pierwszej kadencji”. I powtórzył, że Moskwa czeka na podjęcie „równoprawnego dialogu”.
Natomiast w mediach społecznościowych na wpis Trumpa zareagował w ostrym tonie Władimir Sołowjow, naczelny kapłan kremlowskiej propagandy, tuba, którą Putin posługuje się, gdy sam nie zamierza zabierać głosu, a chce coś ważnego oznajmić światu. „Trump niewątpliwie jest naszym systemowym wrogiem. On nie ma żadnych powodów, aby nawiązać z nami pozytywne kontakty – stwierdza Sołowjow. Notka [w Truth Social] pokazuje, że Amerykanie nadal uważają, iż wygrali II wojnę światową, a my im pomogliśmy. Trump wspomina o 60 mln [ofiar po naszej stronie], co łagodnie mówiąc, dowodzi, że jego doradcy niezbyt orientują się w historii. (...) Jest jasne, że dla Rosjan to sformułowanie [o pomocy w zwycięstwie] jest nie do zaakceptowania. Kiedy słyszę takie rzeczy, to pięści same się zaciskają. Poza tym: [Trump] grozi, że wprowadzi sankcje. Jakie? Czy z wielką Rosją w ogóle tak można rozmawiać? Czy może przegrywamy wojnę? Albo może wróg stoi u naszych bram?”.
W co gra Kreml?
Ta wymiana zdań pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą nie wskazuje na budowę dobrego klimatu przed decydującym spotkaniem na szczycie. Każda ze stron licytuje. Putin zalicytował wysoko: zakończenie wojny na warunkach Moskwy i uznanie jej hegemonii na obszarze postsowieckim z widokiem na odbudowę wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej, w konsekwencji zaś zdemolowanie architektury bezpieczeństwa w Europie i wypchnięcie z kontynentu Stanów Zjednoczonych.
Według eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich Marka Menkiszaka, „po wyborze Trumpa Rosja eskaluje agresywność swojej retoryki i działań wobec Ukrainy i Zachodu oraz zaostrza warunki potencjalnych rozmów na temat zakończenia wojny. To rezultat diagnozy Kremla wskazującej na zasadniczo korzystną dla niego ewolucję sytuacji (na Ukrainie i w państwach zachodnich, w tym w Stanach Zjednoczonych), postrzeganą jako objawy systemowego kryzysu. Zarazem chce odstraszyć – poprzez groźbę eskalacji wertykalnej i horyzontalnej – Zachód, a zwłaszcza Waszyngton, od zwiększenia wsparcia dla Kijowa i presji na Moskwę. Taktycznym celem Rosji jest kontynuowanie działań zbrojnych przeciwko Ukrainie, poszerzających obszar okupacji, i jednoczesne prowadzenie bezpośrednich rozmów z USA na bazie własnych wcześniejszych żądań. W intencji Moskwy dialog ten ma pogłębiać nieufność w relacjach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a innymi państwami zachodnimi i Ukrainą oraz testować gotowość Trumpa do ustępstw wobec Kremla”.
Rosja woła Chiny na pomoc
A zatem – licytacja trwa. Presja ze strony Trumpa, zwłaszcza jego groźby wprowadzenia nowych sankcji wobec Rosji zapewne są mocno nie w smak gospodarzowi Kremla. W dotychczasowej praktyce Putin starał się zaprezentować jako polityk, który nie poddaje się naciskom, aby nie wyglądać na słabeusza. Zwykł powtarzać swoją wyniesioną z dzieciństwa podwórkową maksymę: „Słabych biją”, a zatem nie można sobie pozwolić na pokazanie się światu w opresji. Czy tym razem będzie inaczej?
Na razie w batalii słownej przygotowującej grunt pod ewentualne spotkanie z Trumpem Kreml sięgnął po wsparcie Pekinu. W dniu inauguracji 47. prezydenta USA odbyła się rozmowa telefoniczna Putina z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Trąbiły o tym wniebogłosy wszystkie kremlowskie tuby medialne, podkreślając, że Rosja i Chiny rozumieją się w lot. Czy Trump zauważył ten sygnał?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















