Co Amerykanie myślą o rządach Trumpa? Sprawdzamy, jak im się dziś żyje

Arika uważa, że Ameryka jest na drodze do dyktatury. Katie dawkuje sobie czytanie newsów. Tłumaczy, że musi dbać o psychikę, bo zaczęła mieć ataki paniki. Tom stoi murem za Trumpem. „Nie głosowałem na niego po to, żeby był miły” – przekonuje w rozmowie z „Tygodnikiem”. Mieszkańców kilku stanów pytamy, jak widzą zmiany w USA w ostatnich czterech miesiącach.
Czyta się kilka minut
Protest studentów Harvardu. Massachusetts, 27 maja 2025 r. // Fot. Sophie Park / Getty Images
Protest studentów Harvardu. Massachusetts, 27 maja 2025 r. // Fot. Sophie Park / Getty Images

Marcia Fernandes, emerytowana nauczycielka scenopisarstwa, nie musi wychodzić z domu, by doświadczyć skutków rządów Donalda Trumpa. W budynku, w którym mieszka – w 90-tysięcznym mieście Deerfield ­Beach na Florydzie – jeden z właścicieli sprzedał już mieszkanie. To emerytowany filmowiec z Kanady. Sprzedaż lokum planuje też inna kanadyjska para, dotąd traktująca Florydę jak drugi dom.

Marcia tłumaczy, że cała trójka nie chce mieć już nieruchomości w USA, bo jest oburzona groźbami aneksji Kanady i polityką celną Trumpa wobec ich kraju. – To nie tylko kwestia honoru, ale też ostrożny pragmatyzm – mówi Marcia. – Ludzie boją się, że w razie dalszego pogarszania się relacji USA–Kanada będą mieć problem z przekraczaniem granicy.

W jej bloku co piąte mieszkanie należy do Kanadyjczyków, zwanych tu snow birds, śnieżnymi ptakami – takimi, co na słonecznej Florydzie pomieszkują kilka miesięcy w roku.

Marcia Fernandes // archiwum prywatne

Polityka celna Trumpa prowadzi do wzrostu cen

O polityce Trumpa przypomniał też Marcii remont po pożarze, który zniszczył łazienki w jednym pionie budynku. Wylicza, że w wyniku szarży celnej prezydenta w ostatnich tygodniach poszybowały koszty materiałów budowlanych, przez co mieszkańcy płacą za naprawę więcej, niż zakładał kosztorys.

– Majster opowiadał mi, że przez galopujące ceny kupił duży kontener i składuje tam materiały na zapas. Na wypadek, gdyby znów doszło do zawirowań związanych z cłami – opowiada Marcia, która zna kilku przedsiębiorców poturbowanych przez politykę Białego Domu.

Opowiada historię znajomego, który projektuje gry planszowe i produkuje je następnie w Chinach. Rozważa on zawieszenie działalności, bo trudno mu prowadzić biznes w tak niepewnych czasach.

Co prawda federalny sąd handlowy nakazał w minionym tygodniu zablokowanie większości ceł nałożonych przez Trumpa (uznając, że prezydent nie może decydować tu samodzielnie, bez Kongresu), jednak na razie zostały one utrzymane w mocy przez sąd apelacyjny, do którego odwołała się administracja.

Dla niektórych te ciągłe zawirowania mogą skończyć się bankructwem. Tego boi się cytowana przez telewizję CBS News Beth Benike: weteranka, dziś właścicielka firmy sprzedającej produkowane w Chinach sztućce dla dzieci. Kilka miesięcy temu wzięła pożyczkę na rozkręcenie działalności, częściowo pod zastaw domu. Jeśli Trump będzie szedł w zaparte w sprawie ceł i Benike nie będzie w stanie spłacać kredytu, grozi jej utrata dachu nad głową.

Patrole na ulicach w latynoskich dzielnicach

Katie Gillespie, 43-latka z Austin, takiego problemu nie ma. Choć marzyłaby, by mieć własny kąt, a nie pomieszkiwać z mężem i dwójką dzieci w domu jej ojca. Przy wysokich stopach procentowych nie ma szans na kredyt hipoteczny, a sytuacji tej nie pomogły zawirowania na giełdach po tym, jak w kwietniu Trump rozpętał wojnę handlową.

Skutki jego polityki Katie odczuwa też w pracy. Na jej stoisku z pieczywem i ciastami w sieci supermarketów H-E-B, popularnej w Teksasie, brakuje rodzynek, do tej pory sprowadzanych z Turcji, a także opakowań plastikowych i aluminiowych.

– Nasze szefostwo traci pieniądze, bo od kilku tygodni do pieczenia chlebów i ciast korzystamy z małych opakowań z rodzynkami, dotąd sprzedawanych klientom supermarketu – opowiada Katie, dla której pierwsze miesiące rządów Trumpa to też zawirowania w grafiku. Od kwietnia bowiem w latynoskich dzielnicach Austin zwiększono patrole służb imigracyjnych (ICE), przez co część jej współpracowników boi się czasem iść do pracy.

– Jedna z koleżanek spóźniła się na pierwszą zmianę, bo wcześnie rano zatrzymał ją ubrany po cywilnemu agent ICE i sprawdzał, czy jest tu legalnie – mówi Katie. – Gdy nasiliły się kontrole, zdarzało się, że musiałam pracować za kilka osób, tak wielu pracowników zostało w domu. Innym z kolei zdarza się zostawać w markecie po godzinach, jeśli usłyszą od sąsiadów, że w ich okolicy kręcą się agenci.

Katie Gillespie // archiwum prywatne

Deportacje bez procesu dotykają nie tylko gangsterów

Katie opowiada historię Gwatemalki z piekarni, w której pracuje jej mąż. Aresztowano ją przy wejściu do szpitala po tym, jak zasłabła w pracy i zabrał ją ambulans. – Odtąd słuch po niej zaginął. Kontaktu nie ma z nią nawet jej siostra, która pracuje z moim mężem w piekarni.

Katie mówi, że jest wściekła na administrację Trumpa za zaostrzanie polityki migracyjnej i deportowanie ludzi bez procesu.

W ostatnich miesiącach głośno było o imigrantach oskarżanych o członkostwo w groźnym gangu Tren de Aragua: niektórzy trafili na krótki czas do bazy USA w Guantanamo na Kubie, inni zaś tkwią w więzieniu w Salwadorze, który zgodził się ich przyjąć w zamian za 6 mln dolarów od USA. Ale, jak widać, deportacje dotykają nie tylko przestępców.

Administracja Trumpa ma tymczasem kolejny pomysł: oferuje nielegalnym imigrantom tysiąc dolarów za dobrowolny wyjazd z USA. Pierwszy czarterowy lot z grupą 64 imigrantów z Hondurasu i Kolumbii wystartował z teksańskiego ­Houston w połowie maja.

Walmart podnosi ceny, Trump się wścieka

Za sprawą chaosu z ostatnich miesięcy Katie ostrożnie dawkuje sobie czytanie newsów. Tłumaczy, że musi dbać o swoją psychikę, bo w pierwszych tygodniach rządów Trumpa zaczęła mieć ataki paniki i problemy ze snem. Ze względu na niepewność, co przyniosą kolejne miesiące, zrezygnowała też z rodzinnego wyjazdu na wakacje.

Razem z mężem wolą oszczędzać pieniądze. Tym bardziej, że już teraz rosną ceny produktów w sklepach. Podwyżki niektórych artykułów, np. zabawek czy sprzętu elektronicznego, zapowiedziała sieć Walmart – największa sieć supermarketów w USA.

To rozwścieczyło Trumpa, który napisał w social mediach, że firma powinna wziąć na siebie koszty związane z podwyżką ceł na towary z innych krajów. „Będę was obserwował, podobnie jak wasi klienci!” – odgrażał się prezydent w połowie maja na Truth Social.

Katie Gillespie: – Trump zachowuje się, jakby był ponad prawem i mógł wymuszać na innych ciągłe ustępstwa. Jego rządy są znacznie bardziej niebezpieczne niż za pierwszej kadencji. Teraz ma za sobą przygotowaną ekipę, pragnącą nagiąć Amerykę do swojej wizji świata.

Na celowniku nowej administracji

Realizując swoją agendę, Trump bierze na celownik także instytucje, uczelnie i kancelarie prawne zatrudniające lub reprezentujące jego wrogów. Po tym, jak nałożył na pierwsze kancelarie restrykcje, np. ograniczając im dostęp do budynków federalnych, część środowiska prawniczego podkuliła ogon. Dziewięć największych kancelarii w USA zgodziło się na darmowe usługi prawne w sprawach wskazanych przez administrację. Mają zrobić „przysługę” Trumpowi na kwotę niemal miliarda dolarów.

Przed Białym Domem ugiął się też Uniwersytet Columbia oskarżany o to, że nie chroni żydowskich studentów przed dyskryminacją. Zarzut taki – w związku z propalestyńskimi protestami na kampusach – usłyszały też inne uczelnie. W nadziei, że administracja odblokuje 400 mln dolarów funduszy federalnych dla Columbii, jej władze przystały na żądania, aby m.in. zakazać noszenia maseczek podczas demonstracji i zatrudnić dodatkowych ochroniarzy mających uprawnienia do aresztowania studentów.

Na wojenną ścieżkę z administracją Trumpa wszedł natomiast Uniwersytet Harvarda. Nie przystał na żądania i pozwał rząd USA, gdy ten zamroził mu fundusze w wysokości ponad 2 mld dolarów. Najnowszą odsłoną batalii jest ruch administracji, by zakazać Harvardowi przyjmowania zagranicznych studentów. Decyzja została zaskarżona i tymczasowo zablokowana przez sąd federalny.

Cięcia funduszy na grupy teatralne

O sytuacji na Harvardzie, choć z nieco innej perspektywy, opowiada mi Puck, zatrudniona w działającym na tej uczelni teatrze American Repertory Theater.

Puck mówi, że ze względu na niepewną sytuację finansową władze uczelni wstrzymały zatrudnianie nowych pracowników. Aby Puck mogła jesienią dalej współpracować ze swoim zespołem teatralnym, szefostwo jednego z wydziałów Harvardu musi zatwierdzić jej kandydaturę jako „wyjątek” od restrykcji.

W ramach cięcia kosztów teatr otrzymał też polecenie, by okroić o połowę zespół odpowiadający latem za produkcję przedstawień. Puck obawia się o sytuację w branży, bo administracja Trumpa zaczęła obcinać granty federalne dla grup teatralnych w całym kraju.

O efekcie mrożącym, jaki wywołują rządy prezydenta, mówi mi też Arika, osoba niebinarna pracująca w administracji University of Michigan. Tłumaczy, że aby nie drażnić ludzi Trumpa, władze jej uczelni zakończyły program DEI, mający na celu wyrównywanie szans mniejszości etnicznych i seksualnych.

To program, który na prawicę w USA działa jak płachta na byka – jego krytycy argumentują, że DEI dyskryminuje białych Amerykanów. Już pierwszego dnia rządów Trump nakazał zakończenie takich programów w agencjach federalnych.

W efekcie nowych wytycznych instytucje, jak National Institutes of Health, wstrzymały finansowanie badań dotyczących m.in. tożsamości płciowej. W ten sposób granty straciło kilku znanych Arice naukowców na University of Michigan. W przypadku osób utrzymujących się wyłącznie z finansowania zewnętrznego, może to oznaczać utratę pracy.

Arika Lycan // archiwum prywatne

Obniżka podatków kosztem opieki zdrowotnej dla biednych

Frustracja wywołana decyzjami administracji Trumpa co kilka tygodni wylewa się na ulice podczas ogólnokrajowych demonstracji. Organizują je aktywiści, związki zawodowe, a także niekiedy naukowcy. Na transparentach – od wschodniego do zachodniego wybrzeża USA – widać zwykle hasła przeciw polityce migracyjnej, cięciom w administracji federalnej i majstrowaniu przy świadczeniach socjalnych, takich jak program opieki zdrowotnej dla najbiedniejszych – Medicaid.

Ten ostatni temat jest ostatnio szczególnie gorący. Republikanie wzięli się za cięcia, by znaleźć środki na przedłużenie obniżki podatków, wprowadzonej za pierwszej prezydentury Trumpa. Projekt ustawy musi być jeszcze zatwierdzony przez Senat, który zapewne będzie debatował, czy utrzymać nowe restrykcje dotyczące Medicaid.

Gniew na reformy Trumpa przyciąga też Amerykanów na wiece Berniego Sandersa, niezależnego senatora z Vermont. Podczas serii protestów pod hasłem „Fighting oligarchy” (Zwalczając oligarchię) przestrzegał on, że USA dryfują w kierunku autorytaryzmu, a kontrolę nad nimi sprawuje garstka miliarderów. Sanders i wspierająca go kongresmenka z Partii Demokratycznej Alexandria Ocasio-Cortez są głównymi twarzami politycznego oporu przeciw Trumpowi.

Niektórzy boją się wysyłać esemesy

Ariki nie trzeba zachęcać do chodzenia na protesty. Mimo ostrego kursu administracji Trumpa wobec propalestyńskich aktywistów, Arika dalej angażuje się w takie inicjatywy. Ariki nie zabrakło też podczas organizowanych 5 kwietnia demonstracji pod hasłem „Hands off!” (Ręce precz!).

– To mój obowiązek. Kto ma protestować, jak nie ludzie, którzy mają biały kolor skóry i obywatelstwo USA? Jesteśmy mniej narażeni na reperkusje – przekonuje Arika. Ale dla pewności zachowuje dodatkowe środki ostrożności: z innymi aktywistami rozmawia na Signalu i unika wysyłania im esemesów.

Aby uniknąć problemów, zwleka też z wyrobieniem nowego paszportu. Na końcówce rządów Bidena w podaniu o dokument można było zaznaczyć „X” jako płeć. Teraz, po dojściu Trumpa do władzy, osoby niebinarne mają do wyboru płeć męską lub żeńską.

Arika: – Sprawa paszportu to nie największy problem świata, ale boli mnie, że Trump atakuje osoby transpłciowe. Boję się, że zanim zorientujemy się, jak skutecznie stawić opór Trumpowi, będzie za późno. Że Ameryka jest na drodze do dyktatury.

Zwolennicy Trumpa wciąż stoją za nim murem

Takiego rozwoju wypadków obawia się też Marcia z Florydy. Nie chodzi na protesty, ale wpłaca datki na kampanie wyborcze Demokratów, którzy jesienią 2026 r. spróbują odbić Republikanom kontrolę w Kongresie. Przelewy rzędu 20 dolarów od Marcii dostaje też senator Sanders.

– Musimy powstrzymać Trumpa – uważa Marcia. – On robi Amerykanom wodę z mózgu. Wystarczy spojrzeć na mojego brata. Popiera prezydenta i Republikanów, choć ci dobrali się właśnie do Medicaid i programu pomocy żywnościowej SNAP, dzięki któremu mój brat ma co jeść. Trump mógłby doprowadzić kraj do bankructwa, a i tak ludzie by go popierali.

Marcia po części ma rację: choć poparcie dla Trumpa w ostatnich miesiącach spadło z ponad 50 do ok. 45 proc., wciąż murem stoją za nim jego zwolennicy. Wśród nich jest Tom Kolano, 56-letni programista z Pittsburgha, którego polscy przodkowie przybyli do Stanów na początku XX w.

Tom tłumaczy, że popiera Trumpa, bo ten spełnia obietnice, walcząc z nielegalną imigracją i rzekomymi nadużyciami w rządzie federalnym. Tomowi nie przeszkadzają takie wypowiedzi prezydenta jak ta z kwietnia, gdy po nałożeniu ceł na cały świat drwił, że dzwonią do niego przedstawiciele wielu państw i „całują go po tyłku”.

Komu towarzyszy dziś strach

– Jeśli popierasz Trumpa, to musisz zaakceptować, że czasem powie coś z grubej rury. Dla mnie liczy się przede wszystkim to, że on jest efektywny w swoich działaniach. Nie głosowałem na niego po to, żeby był miły – przekonuje Tom Kolano, który co prawda chętnie dzieli się poglądami politycznymi, ale na wszelki wypadek woli nie publikować swojego zdjęcia w tym tekście.

Żartuje, że nie chce mieć problemów, gdy latem przyjedzie w odwiedziny do Polski. Jak widać, w erze Trumpa strach zaczyna towarzyszyć Amerykanom z obu stron politycznej barykady.

Tekst ukończono 30 maja.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Rodzynki, patrole i Harvard