Gavin Newsom wykonał już ruch typowy dla polityków, którzy szykują się w USA do prezydenckiego wyścigu. Pod koniec lutego wydał książkę, pod tytułem „Young Man in a Hurry” („Młody człowiek w biegu”).
Nie powinno to dziwić. Choć wybory prezydenckie odbędą się dopiero w listopadzie 2028 r., zabiegi tych, którzy chcą uzyskać nominację Partii Demokratycznej, już trwają (u Republikanów nominacja będzie wyglądać pewnie tak, że kandydata namaści Trump). Tymczasem to on, 58-letni Newsom, postrzegany jest jako faworyt Demokratów.
Książka Gavina Newsoma i prezydenckie ambicje
Publikacja książki to zatem swego rodzaju autoprezentacja. A także zabieg mający – w jego przypadku – zmienić jego wizerunek: człowieka z elit Kalifornii, ze śnieżnobiałymi równymi zębami, idealną fryzurą i zamiłowaniem do drogich restauracji.
Newsom opowiada więc czytelnikom historię rozwodu rodziców, który zmusił go do życia w dwóch odmiennych światach. Świecie matki Tessy Menzies, która harowała w kilku pracach naraz, i świecie ojca Williama Newsoma, sędziego apelacyjnego, który przyjaźnił się klanem Gettych, jedną z najbogatszych rodzin w USA.
Nastoletni Gavin dorabiał więc rozwożeniem gazet. Ale bywało też, że latał prywatnym odrzutowcem, spał w luksusowych hotelach i dostawał drogie ubrania na Boże Narodzenie. Wspomina, że wraz z siostrą udawali, że rzeczy podarowane przez przyjaciół ojca źle leżą. Robili to, aby matka mogła zwrócić prezenty i sama kupić im coś pod choinkę.
Prywatne i polityczne słabości Newsoma
Są w tej książce fragmenty, które można traktować jako „eksplozje kontrolowane” – jakby Newsom chciał ubiec rywali, gdyby zechcieli w przyszłości wyciągać na niego takie czy inne „haki”.
Mowa jest więc o babci, która sympatyzowała z komunizmem, a także o jego głośnym romansie sprzed lat, gdy jako burmistrz San Francisco spotykał się z podwładną, jednocześnie żoną bliskiego współpracownika. Newsom był wtedy w trakcie rozwodu z żoną Kimberly Guilfoyle (dziś jest ambasadorką USA w Grecji, a w przeszłości była związana z synem Trumpa, Donaldem Juniorem).
W ramach politycznego ekshibicjonizmu gubernator Kalifornii snuje też opowieść o swoich problemach z dysleksją oraz o śmierci matki, która po długiej walce z rakiem popełniła samobójstwo w obecności lekarza. Newsom pisze, że matka nagrała mu wiadomość głosową z informacją, że jeśli chce ją jeszcze zobaczyć, musi przyjechać jak najszybciej, bo zaplanowała swoją śmierć. Odebrała sobie życie w wieku zaledwie 55 lat, gdy tzw. wspomagane samobójstwo było w Kalifornii nielegalne.
Promocja książki jako polityczna ofensywa
Newsom promuje swoją książkę nie gdzie indziej, tylko w stanach kluczowych dla walki o Biały Dom. To nie umknęło uwadze Republikanów. Po jego wizycie w stanie Georgia zarzucili mu rasizm, bo na spotkaniu w Atlancie zapewniał – niezbyt zręcznie – obecnych na sali, w tym czarnoskórego burmistrza, że nie jest lepszy od nich, gdyż miał kiepskie wyniki na maturze.
Gdy Republikanie go atakowali, Newsom chwalił się na platformie X, że w prawicowej stacji Fox News aż huczy na jego temat – i to w dniu, gdy Trump wygłaszał orędzie o stanie państwa.
WOW!!! JUST GOT A CALL FROM A VERY RELIABLE SOURCE (TOP LEVEL) THAT DONALD TRUMP IS FURIOUS RIGHT NOW BECAUSE I, GAVIN C. NEWSOM (GOVERNOR OF THE FREE WORLD) HAVE COMPLETELY “HIJACKED” THE NEWS ON HIS “BIG SPEECH DAY” WITHOUT EVEN TRYING. FOX NEWS IS WALL-TO-WALL COVERAGE OF ME…
— Governor Newsom Press Office (@GovPressOffice) February 24, 2026
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
„Wow!!! Właśnie odebrałem telefon od bardzo wiarygodnego źródła (na najwyższym szczeblu), że Donald Trump jest wściekły, bo ja, Gavin C. Newsom (gubernator wolnego świata), całkowicie »przejąłem« uwagę mediów w dniu jego »wielkiej przemowy«, nie przykładając się nawet zbytnio” – pisał wielkimi literami, parodiując styl Trumpa, znanego z nadużywania właśnie wielkich liter i wykrzykników.
Zasugerował też, że on, dyslektyk, lepiej niż Trump poradziłby sobie podczas orędzia i przemawiałby bez telepromptera. „Dziękuję za poświęcenie uwagi w tej kwestii” – zakończył wpis, znów w stylu Trumpa.
Newsom stawia na ostrą konfrontację
To próbka, w jaki sposób Newsom, parodiując prezydenta USA i zalewając social media żartobliwymi memami, od miesięcy skupia na sobie uwagę mediów. Nie ogranicza się do krytykowania Trumpa i jego ekipy, lecz ciągle przesuwa granice w swych atakach. Gdy jego biuro prasowe zasugerowało w marcu, że niektórzy Republikanie są zniewieściali lub są ukrytymi gejami, wzbudziło to kontrowersje wśród liberałów.
Newsom, kopiując konfrontacyjny styl obecnego prezydenta, odchodzi od strategii Demokratów, która zakładała, iż sposobem na brudny populizm Trumpa mogą być przemówienia o demokracji i konsekwentne prostowanie jego kłamstw. Symbolem takiego podejścia stało się słynne zdanie, wypowiedziane w 2016 r. przez ówczesną pierwszą damę Michelle Obamę: „Jeśli oni schodzą nisko, my wznośmy się wysoko”.
Wprawdzie Demokraci już dawno przestali trzymać się tej taktyki – stąd np. wyzywanie Trumpa od „faszystów” na końcówce kampanii w 2024 r. – ale wciąż sięgali po metody jednak bardziej subtelne, niż te prezentowane dziś przez Newsoma i jego sztab.
Demokraci szukają bardziej bojowego języka
Dziś coraz więcej polityków Partii Demokratycznej kalkuluje, że ostry i bezpośredni język pomoże im przyciągnąć np. wyborców z klasy pracującej. Ci bowiem od lat postrzegają Demokratów jako odklejonych od problemów zwykłych Amerykanów. Pomogło to wygrać Trumpowi w 2016 i 2024 r.
Serwis Axios zwraca uwagę, że dziś w trakcie prawyborów, które wyłonią ostatecznych kandydatów w walce o Kongres w listopadzie 2026 r., politycy Partii Demokratycznej – i ci progresywni, i ci centrowi – chętnie przedstawiają się w spotach jako „wojownicy”, którzy potrafią stawić czoło Trumpowi.
O tym, że Partia Demokratyczna potrzebuje dziś kandydatów z krwi i kości, przepełnionych samczą energią niczym trener drużyny sportowej, mówiła już w zeszłym roku senatorka Elissa Slotkin.
„Jeśli jesteś trenerem, nie opierasz się na skomplikowanych szczegółach. Mówisz o swoich przeczuciach i emocjach. Myślę, że Demokraci stracili tę umiejętność” – oceniała Slotkin w rozmowie z dziennikiem „New York Times”.
Walka o Kongres i mapę okręgów
Przed listopadowymi wyborami „połówkowymi”, które zadecydują o rozkładzie sił w Kongresie w Waszyngtonie – Amerykanie wybiorą w nich całą Izbę Reprezentantów i jedną trzecią składu Senatu – Newsom kreuje się na takiego właśnie trenera, który dopinguje Demokratów do „bezwzględnej” walki.
Jej symbolem jest nie tylko retoryczna bitwa na to, czyje posty i spoty będą mocniej bić w Trumpa, ale także walka „na mapy” – czyli takie majstrowanie przy granicach okręgów wyborczych, by ułatwić sobie bój. Robią to zresztą obie strony.
Gdy więc w sierpniu 2025 r. Teksas przyjął nową mapę okręgów, dzięki której Republikanie mogą zyskać w listopadowych wyborach pięć dodatkowych mandatów w Izbie Reprezentantów, Newsom wyszedł z podobną inicjatywą w Kalifornii.
Zrobił to, choć kolejne wytyczanie granic okręgów powinno nastąpić po nowym spisie powszechnym, zaplanowanym na 2030 r. Uznał jednak, że cel uświęca środki, bo odbicie Republikanom kontroli nad Izbą Reprezentantów to priorytet. Aby zachęcić Kalifornijczyków do zatwierdzenia nowej mapy w referendum, gubernator pojawiał się w popularnych programach TV, organizował wiece i zabiegał o poparcie u prominentnych Demokratów.
Referenda budują pozycję Newsoma
Wynik referendum w Kalifornii był po jego myśli. Po tym sukcesie Newsom zagrzewał inne stany rządzone przez Demokratów – Maryland, Illinois, Nowy Jork i Wirginię – aby dołączyły do tej walki na noże.
Mieszkańcy Wirginii zdecydowali 21 kwietnia w referendum, że zgadzają się na nową mapę okręgów, która faworyzuje Demokratów. Było to głosowanie o dużą stawkę: dzięki zmianie granic okręgów w tym stanie, w listopadowych wyborach Demokraci mogą uzyskać w Izbie Reprezentantów cztery dodatkowe mandaty. W połączeniu z wcześniejszymi zmianami w Kalifornii, pozwala to odrobić straty wywołane majstrowaniem przy podobnych mapach w kilku stanach rządzonych przez Republikanów.
Gdy idzie o całą wyborczą układankę, Partia Demokratyczna jest na dobrej drodze, by odbić Republikanom większość w Izbie Reprezentantów. W przypadku Senatu uzyskanie większości to dla Demokratów zadanie trudniejsze. Aby tego dokonać, musieliby odbić Republikanom co najmniej cztery mandaty, z czego dwa w stanach, gdzie Trump w ostatnich wyborach prezydenckich miał dwucyfrową przewagę nad Kamalą Harris.
Demokraci patrzą dziś na tę rozgrywkę z nadzieją, licząc, że na ich korzyść zadziałają niskie notowania Trumpa, rosnące koszty życia i niepewność związana z wojną na Bliskim Wschodzie.
Wracając do maratonu Newsoma: „bitwa na mapy” to dla niego okazja, aby budować rozpoznawalność w całym kraju. To kluczowe dla polityka, który myśli o prezydenturze. Na referendalnej kampanii gubernator skorzystał zresztą podwójnie: zbierając na nią pieniądze, pozyskał kontakty do ponad 100 tys. nowych darczyńców. Taka solidna baza przyda mu się, jeśli ogłosi start w wyścigu o Biały Dom.
Ataki na Trumpa dają Newsomowi rozgłos
Gavin Newsom wyczuł swoje pięć minut w czerwcu 2025 r., gdy Trump bez jego zgody skierował do Los Angeles – największego miasta w stanie Kalifornia – żołnierzy Gwardii Narodowej. Mieli pomóc w zapanowaniu nad protestami mieszkańców, którzy sprzeciwiali się łapankom na nielegalnych imigrantów w wykonaniu agentów ICE.
Właśnie wtedy Newsom zaczął ostro krytykować działania ekipy Trumpa. Torpedował je w sądach i rozkręcił kampanię w social mediach. Drwiąc z prezydenta, wziął się nawet za sprzedaż gadżetów przypominających te popularne w ruchu MAGA.
I tak, w sklepie internetowym gubernatora można kupić np. biały podkoszulek z hasłem „Trump nie jest gorący” i czerwoną bejsbolówkę z napisem „Prawdziwy patriota”. W ofercie są też czerwone nakolanniki z imitacją podpisu Trumpa. Idealne, jak twierdzi Newsom, dla tych, którzy „zaprzedali się” Białemu Domowi.
Tutaj znów zrobił wokół siebie szum. Gubernator, który chętnie bierze udział w globalnych wydarzeniach, poleciał w styczniu na Forum Ekonomiczne w Davos i tam wypalił, że powinien przywieźć owe nakolanniki dla wszystkich światowych przywódców, bo ich płaszczenie się przed Trumpem jest „żałosne”. Wkrótce potem, na monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym, złagodził ton, skupiając się na atakach na Trumpa.
Cicha kampania prezydencka trwa od kilku lat
Gubernator Kalifornii ma dziś więcej czasu na budowanie wizerunku antyrepublikańskiego lidera, bo nie jest uwikłany w walkę o reelekcję (sprawuje drugą, ostatnią kadencję) i może kontynuować to, co zaczął już w 2023 r.
Często udzielał wtedy wywiadów w prawicowej stacji Fox News i wdawał się w polityczne przepychanki z gubernatorem Florydy Ronem DeSantisem, wówczas rywalem Trumpa w prezydenckich prawyborach Partii Republikańskiej. Newsom promował siebie także za granicą: odwiedził Izrael po ataku Hamasu w październiku 2023 r. oraz spotkał się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Niektórzy interpretowali to jako cichą kampanię na wypadek, gdyby Joe Biden zrezygnował z walki o reelekcję.
Gdy latem 2024 r. wielu Demokratów naciskało na Bidena, by wycofał się z gry, to właśnie Newsom, wspierający wiernie jego kampanię o reelekcję, wymieniany był jako jeden z faworytów do podmianki. Wtedy jednak partia stwierdziła, że bezpieczniej będzie wystawić Kamalę Harris, zaangażowaną już u boku Bidena w kampanię.
Harris miała też przewagę w dwóch innych kwestiach: jako wiceprezydentka była znana wyborcom, a do tego jest czarnoskórą kobietą, co w partyjnej kalkulacji miało jej ułatwić mobilizację Afroamerykanów. Jak wiadomo, kalkulacje te nie wypaliły.
Newsom zabiega o polityczne centrum
Think tank Third Way przekonuje dziś, że sposobem na odbicie Białego Domu przez Demokratów w 2028 r. jest „bojowy centryzm”: populistyczny i ostry przekaz, nieskręcający za mocno w lewo, by nie odstraszyć umiarkowanych wyborców.
Taką taktykę obiera właśnie Newsom – świadomy, że w kampanii ciążyć będzie mu wizerunek gubernatora bardzo liberalnej Kalifornii. Stąd, być może, jego stopniowe dystansowanie się od spraw osób transpłciowych – tematu obecnego w walce politycznej. W 2025 r. zawetował więc ustawę obligującą ubezpieczycieli do finansowania im terapii hormonalnej, a kilka miesięcy wcześniej rzucił, że dopuszczanie transpłciowych sportowców do udziału w kobiecych zawodach jest „skrajnie niesprawiedliwe”.
Powiedział to w rozmowie z prawicowym aktywistą Charliem Kirkiem (pół roku później Kirk zginął, zastrzelony przez zamachowca). Newsom zaprosił Kirka do swojego podkastu, podobnie jak Steve’a Bannona i inne gwiazdy prawicy w USA. Twierdził, że chce lepiej zrozumieć motywacje ludzi z ruchu MAGA. Trudno nie odczytać tego jako próbę kreowania się na człowieka bliżej politycznego centrum.
Test w wyborach do Kongresu
Jaka strategia działa dziś najlepiej na elektorat, to pokażą wybory „połówkowe”. Newsom zapowiada, że po nich zdecyduje, czy podejmie bój o Biały Dom. Jego potencjalni rywale – Kamala Harris, Pete Buttigieg i kilkoro innych – również stronią na razie od jednoznacznych deklaracji.
Namacalny jest już za to strach wśród Demokratów, by znów nie przestrzelić i nie wystawić nieodpowiedniego kandydata. Portal Politico pisze, że na niedawnej konwencji w Nowym Jorku, goszczącej potencjalnych kandydatów do nominacji, niektórzy powątpiewali, czy ktoś inny niż heteroseksualny biały mężczyzna ma szansę zdobyć Biały Dom.
Tutaj, być może, swojej szansy upatruje Gavin Newsom. Jeśli ogłosi udział w wyścigu, jego bogaci przyjaciele z Kalifornii – ci, których poznał kiedyś za sprawą ojca – zapewne wyłożą pieniądze na kampanię.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















