Trump czyści historię USA. Cenzura w amerykańskich muzeach i parkach narodowych

Administracja Donalda Trumpa usuwa z muzeów, parków narodowych i miejsc pamięci w USA treści o niewolnictwie i rasizmie. Przed 250. rocznicą niepodległości coraz mocniej porządkuje historię pod patriotyczną narrację.
Czyta się kilka minut
Pracownicy Służby Parków Narodowych instalują ponownie ekspozycję o niewolnictwie w w President’s House Site. Filadelfia, 19 lutego 2026 r. // Fot. Hannah Beier / Reuters / Forum
Pracownicy Służby Parków Narodowych instalują ponownie ekspozycję o niewolnictwie w w President’s House Site. Filadelfia, 19 lutego 2026 r. // Fot. Hannah Beier / Reuters / Forum

Jedna z najbardziej spornych wystaw znajduje się w President’s House Site w Filadelfii – miejscu, które upamiętnia rezydencję dwóch pierwszych prezydentów USA. Ekspozycja przedstawia historie dziewięciu niewolników, których właścicielem był George Washington, jeden z założycieli i pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych. 

Z wystawy można dowiedzieć się, że niewolnik imieniem Giles był woźnicą i stajennym, Hercules służył jako główny kucharz, a Christopher Sheels jako osobisty asystent Washingtona. Ten ostatni próbował uciec z niewoli w 1799 r., jednak bezskutecznie. 

Uciekła za to niewolnica Ona Judge, choć nie bez zawirowań. Gdy zbiegła, Washington próbował ją odszukać. Dowiedział się, że przebywa w Portsmouth, w stanie New Hampshire. Skontaktował się z tamtejszym urzędem celnym i naciskał, by ją schwytać i odesłać. Spotkał się z odmową.

Mimo to Washington nie odpuścił i dwa lata później wznowił starania. Judge została jednak ostrzeżona – miał to uczynić osobiście gubernator stanu John Langdon (sam najpierw miał niewolników, ale potem uczynił ich wolnymi). Kobieta na czas uciekła z miasta.

Trump kontra wystawa o niewolnikach

Ta historia nie spodobała się administracji Trumpa. W styczniu wystawę zdemontowano, powołując się na dekret prezydenta z marca 2025 r. 

W dokumencie tym, zatytułowanym „Przywracanie prawdy i rozsądku do historii USA”, Trump nakazał zrobić przegląd, czy na pomnikach, tablicach i w innych historycznych miejscach, które są pod jurysdykcją rządu federalnego, nie ma treści „dyskredytujących przeszłość Amerykanów”. 

W takich miejscach powinno się bowiem, dowodził Trump, podkreślać „wielkość osiągnięć i postępów narodu amerykańskiego”, a także piękno i bogactwo krajobrazu, jeśli mowa o parkach narodowych.

W dekrecie tym prezydent bierze na celownik również Independence National Historical Park, gdzie znajduje się wystawa o niewolnikach Washingtona. Według Trumpa to miejsce, w którym administracja Bidena promowała „szkodliwą ideologię”. 

Spór sądowy o wystawę w Filadelfii

Demontaż zaskarżyły władze Filadelfii, co doprowadziło do częściowego przywrócenia ekspozycji. Sędzia federalna Cynthia Rufe, która rozpatrywała sprawę, nie przychyliła się do wywodu prawników Departamentu Sprawiedliwości, którzy twierdzili, że rząd federalny ma prawo prezentować swoje poglądy, stąd decyzja o demontażu.

Sędzia Rufe porównała tę argumentację do działań Ministerstwa Prawdy z książki „Rok 1984”, ponurej powieści George’a Orwella o totalitaryzmie. 

„Sąd ma teraz rozstrzygnąć, czy rząd federalny ma prawo, jak twierdzi, do fałszowania i przekręcania prawdy, gdyż posiada władzę nad faktami historycznymi. A więc nie ma takiego prawa” – napisała Rufe w orzeczeniu. 

Traf chciał, że wydała je w Dniu Prezydentów. Święto to ustanowiono na cześć urodzin Washingtona.

Administracja Trumpa odwołała się od wyroku, twierdząc, że chciała zaktualizować wystawę, i że to rutynowe działanie, mające zapewnić „zgodność z faktami historycznymi”. I tu nastąpił kolejny zwrot akcji, bo sąd apelacyjny zarządził, że na czas rozstrzygnięcia sprawy władze federalne mogą wstrzymać się z przywróceniem całej ekspozycji. To oznacza, że w President’s House Site wciąż brakuje części plansz.

Cenzura w parkach narodowych i muzeach

Batalia o filadelfijską ekspozycję to jedna z prób wprowadzania cenzury w miejscach, którymi zarządza Służba Parków Narodowych. Odpowiada ona nie tylko za parki, ale też za obiekty historyczne.

Fakt, że działania ekipy Trumpa nasiliły się ostatnio, to nie przypadek. 4 lipca Stany będą świętować 250. rocznicę niepodległości. W centrum obchodów ma znaleźć się wspomniany Independence National Historical Park, gdyż obejmuje także Independence Hall. To tutaj podpisano Deklarację Niepodległości – dokument uzasadniający prawo trzynastu brytyjskich kolonii do ogłoszenia swojej państwowości.

Przed rocznicą ekipa Trumpa „czyści” też parki narodowe. „Washington Post” pisze, że urzędnicy nakazali usunięcie lub zmianę treści na tablicach informacyjnych w co najmniej 17 parkach. W ramach tego „gumkowania” historii wyparowała np. wzmianka, iż Park Narodowy Wielkiego Kanionu znajduje się na terenach, z których wysiedlono Indian. Pracownicy Lowell National Historical Park w Massachusetts dostali zaś wytyczne, by nie pokazywać zwiedzającym filmów o warunkach pracy w XIX-wiecznych fabrykach. 

Czasem znikają też informacje o zmianach klimatu. W Fort Sumter, gdzie 12 kwietnia 1861 r. miała miejsce pierwsza bitwa wojny secesyjnej, usunięto tablicę z ostrzeżeniem, że wraz z podnoszeniem się poziomu oceanu teren ten może kiedyś znaleźć się pod wodą.

Znikają tablice, ulgi i programy

Pierwsze zmiany ekipa Trumpa wprowadziła już w lipcu zeszłego roku. W kalifornijskim lesie sekwoi Muir Woods usunięto tablicę informującą, że w 1861 r. Kongres USA pozbawił Indian prawa własności do większości ziemi w Kalifornii. Zniknęły też niewygodne fakty na temat osób, które ocaliły las przed wycinką. Wcześniej można było np. przeczytać, że przyrodnik John Muir – na jego cześć nazwano ten las – pisał o rdzennej ludności, używając rasistowskiego języka.

Czasem zmiany mają charakter niby drobny, ale symboliczny. Od tego roku w Dzień Martina Luthera Kinga (lidera ruchu praw obywatelskich) oraz w Juneteenth (święto upamiętniające koniec niewolnictwa) nie obowiązuje już bezpłatne wejście do parków narodowych. Ze sklepików, które są na ich terenie, nakazano usunąć gadżety nawiązujące do tożsamości płciowej oraz szeroko pojętej różnorodności i inkluzywności.

Wpisuje się to w kampanię, którą Trump zaczął już pierwszego dnia urzędowania, nakazując zakończenie w administracji federalnej tzw. programów DEI, które wyrównują szanse mniejszości rasowych i seksualnych w miejscu pracy. 

W lutym pozew przeciw polityce Trumpa w parkach narodowych złożyło kilka organizacji. Twierdzą, że administracja rządowa wymazuje historię i podważa ustalenia naukowe. 

„Parki narodowe są jak sale lekcyjne, gdzie nauka i historia ożywają dla zwiedzających. Jako Amerykanie zasługujemy na parki (...), które opowiadają zarówno o triumfach, jak i porażkach naszego kraju. Potrafimy znieść prawdę” – mówił, cytowany przez „Guardiana”, Alan Spears z Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Parków Narodowych, jednej z organizacji stojących za pozwem. Wśród nich są też stowarzyszenia historyków i naukowców.

Biały Dom naciska na muzea

– Organizacje akademickie zajmują się już nie tylko publikowaniem artykułów i szykowaniem konferencji, ale także składaniem pozwów mających chronić dyscypliny naukowe atakowane przez administrację Trumpa – tak wydarzenia ostatniego roku ocenia historyk prof. Brian Sandberg w rozmowie z „Tygodnikiem”.

Sandberg podaje przykład Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego, które stanęło w obronie Smithsonian Institution. To zarządzająca 21 muzeami instytucja, która według Trumpa zbyt mocno skupia się na niechlubnych wątkach historii USA. Prezydent uważa, że zwiedzający te muzea nie powinni być „obiektem ideologicznej indoktrynacji lub polaryzujących narracji”.

Dlatego w sierpniu zeszłego roku Biały Dom zarządził przegląd wystaw w ośmiu muzeach działających pod egidą Smithsonian Institution. Placówki poproszono też o przedstawienie, jakie ekspozycje planują na jubileusz 250-lecia niepodległości. 

Osobno Biały Dom opublikował listę kilku wystaw, co do których już ma zastrzeżenia. Trumpowi nie spodobało się, że w Narodowym Muzeum Historii Amerykańskiej można przeczytać, iż Benjamin Franklin – jeden z ojców-założycieli USA – popierał niewolnictwo

Na czarną listę trafiło też powstające dopiero Narodowe Muzeum Amerykańskich Latynosów. Jedna z planowanych wystaw jest według Białego Domu „antyamerykańska”, bo sugeruje, że Stany powstały także z ziemi skradzionej w 1848 r. Meksykowi.

Muzea usuwają niewygodne fakty o Trumpie

To, do czego mogą doprowadzić naciski administracji, pokazuje niedawna decyzja Narodowej Galerii Portretów w Waszyngtonie. Zmieniła ona opis, który towarzyszy nowej fotografii Trumpa. 

W nowym opisie pominięto informację, że wobec Trumpa dwukrotnie uruchamiano procedurę impeachmentu, usunięcia z urzędu, w związku z zarzutami nadużycia władzy oraz „podżegania do rebelii” w dniu pamiętnego szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 r. Wzmiankę o procedurach impeachmentu usunięto także z jednej z wystaw w Narodowym Muzeum Historii Amerykańskiej.

Brian Sandberg, który przebywa obecnie na stażu na Uniwersytecie d’Aix-Marseille we Francji, opowiada mi o dalszych naciskach na muzea. Mówi, że w najbardziej skrajnych przypadkach administracja Trumpa odwoływała lub zmuszała do rezygnacji dyrektorów muzeów – tak było w przypadku Kim Sajet, byłej już szefowej Narodowej Galerii Portretów. 

– Niekiedy zdarzało się, że odwoływano członków zarządu muzeum mianowanych przez prezydenta Bidena i zastępowano ich sojusznikami Trumpa. Wszystko po to, aby wywierać jeszcze większą presję na dyrektorach placówek – twierdzi prof. Sandberg.

Trump szykuje 250 pomników

Do kształtowania narracji historycznej przed 250. rocznicą powstania USA Trump podchodzi wyjątkowo metodycznie. Już niemal rok temu jego administracja wstrzymała większość grantów przyznawanych przez Narodowy Fundusz na rzecz Humanistyki (NEH). Pieniądze zabrane muzeom i naukowcom przeznaczono na wystawy historyczne i badania związane z jubileuszem.

Donald Trump prezentuje projekt Łuku Niepodległości, który miałby stanąć w stolicy USA. Projekt budzi spory, pozew o zablokowanie budowy złożyła grupa weteranów wojny w Wietnamie. Waszyngton, Waszyngton, 15 października 2026 r. // Fot. Jim Lo Scalzo / Pool / EPA / PAP

Środki trafiły też na projekt będący oczkiem w głowie Trumpa, czyli Narodowy Ogród Amerykańskich Bohaterów. Ma w nim stanąć 250 pomników osób najbardziej zasłużonych dla historii USA. To pomysł jeszcze z końcówki pierwszej kadencji Trumpa. Już wtedy zarządził on budowę parku rzeźb, jednak jego następca Biden uchylił dekret w tej sprawie. 

Dziś na realizację projektu Trump ma 40 mln dolarów. Choć to suma poważna, a do jubileuszu zostały niecałe cztery miesiące, to nie ogłoszono jeszcze, gdzie w Waszyngtonie stanie ta armia pomników.

Pod znakiem zapytania jest też budowa Łuku Niepodległości, zapowiadana przez prezydenta. Projekt budzi kontrowersje, bo ze względu na monumentalne rozmiary może zakłócać lądowanie samolotów na pobliskim lotnisku. Krytycy twierdzą też, że Łuk popsuje widok w historycznym rejonie między Lincoln Memorial a Cmentarzem Narodowym w Arlington. Pozew o zablokowanie budowy złożyła grupa weteranów wojny w Wietnamie. 

Wojna o niewolnictwo i początki USA

Przygotowania Trumpa do 250. rocznicy powstania USA wpisują się w trwające od lat tzw. wojny kulturowe, które dotyczą także interpretacji historii.

Podczas gdy lewica i progresywni historycy stawiają rasizm i niewolnictwo w centrum dyskusji o początkach amerykańskiego państwa, to konserwatyści najchętniej zamietliby te niewygodne fakty pod dywan. Mówił o tym prof. Johann Neem podczas zeszłorocznego spotkania Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego. 

Neem, naukowiec z Western Washington University, uważa, że odpowiedzią na próbę rozliczenia niechlubnej przeszłości jest właśnie ta „hiperamerykańska” kontrnarracja prawicowych historyków, według której „najlepsze cechy kraju stają się jego cechami konstytutywnymi, podczas gdy jego wady – w tym niewolnictwo i nierówności rasowe – są przypadkowe i drugorzędne”. 

Spór o szkoły i „1619 Project”

Polem konfliktu są też programy nauczania w szkołach. W wielu republikańskich stanach ograniczany jest zakres, w jakim można opowiadać uczniom o rasizmie. Zakazane jest sięganie po krytyczną teorię rasy: akademicką koncepcję głoszącą, że lata niewolnictwa i segregacji rasowej doprowadziły w USA do instytucjonalnego rasizmu. 

Kontrowersje na prawicy i nie tylko budzi też „1619 Project”, cykl artykułów i podkastów „New York Times Magazine”, stawiający tezę, że dla państwowości USA równie ważny co rok 1776 jest rok 1619, gdy do brzegu Ameryki Północnej dotarł pierwszy statek z niewolnikami z Afryki. To oni wnieśli bowiem wkład w rozwój gospodarczy USA. 

W kilku stanach Republikanie próbowali zakazać używania materiałów „NYT” w szkołach. Niektóre projekty przepisów prawnych przewidywały wręcz cofnięcie finansowania dla placówek korzystających z „1619 Project”. Atmosferę podsycał też sam Trump na końcówce swojej pierwszej kadencji, nazywając materiały „NYT” „ideologiczną trucizną”.

Na dzień przed wyborami prezydenckimi w 2020 r. Trump powołał specjalną komisję odpowiedzialną za promowanie „patriotycznej edukacji” w szkołach. Zrobił to, gdyż, jak to ujął w swoim dekrecie, „wielu uczniom wpaja się nienawiść do własnego kraju i przekonanie, że mężczyźni i kobiety, którzy go zbudowali, nie byli bohaterami, tylko łotrami”.

Czekając na lipcowe święto

Teraz ekipa Trumpa znów chce promować „edukację patriotyczną”, a pomaga jej w tym ponad 40 organizacji powiązanych z ruchem MAGA. Częścią tej inicjatywy są pogadanki w szkołach, co kończy się niekiedy lokalnymi protestami, głównie ze względu na współpracę rządu z prawicowymi organizacjami. 

Jeśli dodać do tego cenzurę w muzeach i parkach narodowych, jest możliwe, że niektórzy Amerykanie będą mieli dość jubileuszu 250-lecia, zanim dojdzie do jego kulminacji 4 lipca. Dobra wiadomość jest taka, że w Dzień Niepodległości Amerykanie skupiają się głównie na pokazach fajerwerków i rodzinnych piknikach.

Tekst ukończono 17 marca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Polerowanie historii