Justin Trudeau, przez niemal dekadę premier Kanady, definitywnie przeszedł do historii. Przynajmniej w tej roli, bo nie jest wykluczone, że 53-letni dopiero ekspolityk znajdzie dla siebie jakąś nową przestrzeń aktywności.
W ciągu tej dekady Trudeau przeszedł nieoczywistą drogę: od początkowego zachwytu, potem przez coraz większą niechęć (ze strony rodaków, bo w świecie wciąż go lubiano), aż po odbudowanie – na koniec – jeśli nie popularności, to szacunku. A to za sprawą twardej postawy wobec Donalda Trumpa, który uparł się, by tytułować go „gubernatorem” (jakby Kanada już była częścią USA).
Nowy premier, 60-letni Mark Carney – zaprzysiężony 14 marca – nie ma wprawdzie aparycji Justina Trudeau. Ma jednak inne atuty. Znamienne, że członkowie Partii Liberalnej wybrali go wcześniej na nowego lidera ogromną większością, oddając na niego prawie 86 proc. głosów.
W ostatnich dwóch miesiącach w Kanadzie stało się coś niezwykłego
Teraz kraj czekają, prędzej lub później, przyspieszone wybory (te planowe miały się odbyć jesienią). To, czy Kanadyjczycy wybiorą w nich premierem Carneya, czy też postawią na lidera konserwatystów Pierre’a Poilievre’a, zależy od tego, kogo uznają za lepszego bojownika w dwóch konfliktach: w rozpętanej przez Trumpa wojnie handlowej oraz w walce z rosnącymi kosztami życia. Koszty bowiem są dziś głównym problemem wewnętrznym.
Jeszcze pod koniec 2024 r. wydawało się, że na szczeblu ogólnokrajowym kończą się w Ottawie rządy liberałów. Trudeau złożył rezygnację 6 stycznia, za sprawą dojmującego spadku poparcia i konfliktów wewnątrz jego partii.
Potem jednak stało się coś niezwykłego: w ostatnich dwóch miesiącach urzędowania Trudeau sondażowe notowania Partii Liberalnej wzrosły o kilkanaście punktów procentowych, do ok. 34 proc. Natomiast konserwatyści, którzy do niedawna chętnie przychylali się do określenia, że Poilievre to „kanadyjski Trump”, notują spadek. Wprawdzie wciąż cieszą się poparciem ok. 38 proc., ale w styczniu było to 46 procent.
Jest tylko jeden powód, który wyjaśnia tę zmianę: ataki Trumpa na Kanadę i Trudeau.
Wzlot i upadek Justina Trudeau
Były już premier zawdzięczał swój wybór w 2015 r. głosom młodych. Obiecywał im walkę z kryzysem klimatycznym, wspieranie praw mniejszości, pojednanie z członkami Pierwszych Narodów i legalizację marihuany (dla wielu pewnie to ostatnie było najważniejsze). Kampanię wyborczą zaczął na tęczowej paradzie w Vancouver. Mówił o nadziei, chciał przywrócić wiarę w rząd. Sunny ways, powtarzał, idźmy drogą światła. Porównywano go do Obamy, ówczesnego prezydenta USA.
Dziś sklepy z legalną marihuaną są co krok, ale oczekiwania i problemy się zmieniły. Kryzys poparcia dla Trudeau zaczął się wraz z pandemią. Miano mu za złe nie tylko surowe restrykcje, ale też sposób traktowania protestów przeciw tym restrykcjom. Oraz inflację, którą wywołały finansowe zapomogi z tego czasu. Odtąd jego rządy kojarzą się głównie ze wzrostem kosztów życia, wzrostem cen nieruchomości i najmu oraz właśnie inflacją.
Do tego rachunku wielu dolicza złą politykę imigracyjną. W ostatnich latach Kanada akceptowała nawet po milion przybyszów rocznie. Nie były na to gotowe rynek pracy, infrastruktura ani rynek nieruchomości. Z czasem zaczęto też krytykować warunki umowy handlowej NAFTA (dziś USMCA) ze Stanami Zjednoczonymi z 2018 r.
Kawa americano to dziś w Kanadzie kawa canadiano
Jednakże swojego premiera mogą krytykować Kanadyjczycy, a nie ktoś z zewnątrz. Gdy Trump zaczął kpić z Trudeau jako „gubernatora Kanady”, nawet najbardziej przeciwni mu rodacy stanęli za nim murem. Doceniono też jego twardą postawę wobec groźby ceł. Kanadyjczycy po raz pierwszy od lat zobaczyli w nim silnego lidera.
Dzięki Trumpowi Kanadyjczycy zjednoczyli się wobec wspólnego wroga. W sklepach zaczęto zaznaczać flagą z liściem klonowym rodzime produkty. Konsumenci zaczęli bojkotować produkty z USA i odwoływać wycieczki na Hawaje.
W mediach społecznościowych popularne są dziś strony, gdzie ludzie dzielą się informacjami o kanadyjskich zamiennikach dla amerykańskich produktów. Według portalu Newswire.ca aż 84 proc. Kanadyjczyków zaczęło czytać etykiety, by unikać kupowania tego, co amerykańskie. Kawa americano to teraz w wielu kawiarniach kawa canadiano.
Trump dokonał również niemożliwego: sprawił, że kanadyjski patriotyzm czują dziś nawet mieszkańcy francuskojęzycznego Quebeku, z których wielu marzy o secesji i niepodległości.
Trudeau odchodzi z tarczą, nie na tarczy
Dziś można powiedzieć, że ministra finansów Chrystia Freeland, która zrezygnowała w okolicy Bożego Narodzenia i zainicjowała tym efekt domina, doprowadzając do rezygnacji premiera, uczyniła mu przysługę.
Dzięki ostatnim miesiącom Trudeau odchodzi z tarczą, a nie na tarczy. Pytany na pożegnanie, co sądzi o ciągłych zmianach decyzji w sprawie ceł ze strony Trumpa – to, co ministra spraw zagranicznych Melanie Joly nazywa „melodramatem” – podsumował swoje urzędowanie, mówiąc, że przeżył już wojny i pandemię, więc kwestie związane z Trumpem to dla niego „zwykły czwartek”.
Na koniec ogłosił zaś ogromny projekt infrastrukturalny: budowy szybkiej kolei łączącej główne ośrodki wschodniej Kanady: Toronto z miastem Quebec, przez Ottawę i Montreal. Budowa zajmie cztery lata, a pociąg ma osiągać prędkość do 300 km/h. To trochę tak, jakby chciał powiedzieć Trumpowi: ja nie mówię, by budować mój kraj, ja to robię.
Nowy premier: bankier bez doświadczenia w polityce
Kim jest Mark Carney? To pierwszy premier w historii Kanady, który nie ma doświadczenia politycznego. Jest ekonomistą (absolwentem Harvarda i Oxfordu), pracował dla prywatnych banków, potem w latach 2008-13 był prezesem Banku Kanady, a w latach 2013-20 prezesem Banku Anglii (pierwszym w jego historii prezesem z zewnątrz, nawet jeśli to wciąż Brytyjska Wspólnota Narodów).
Wybór Carneya pokazuje, że gospodarka to dziś priorytet, a kwestie idei i wartości liberalnych muszą ustąpić zadaniu najważniejszemu: stawieniu czoła Trumpowi. Ekonomista wydaje się naturalnym wyborem.

Dla Carneya, który Trumpa nazywa „szkolnym prześladowcą”, to niemal misja. W mowie wygłoszonej w dniu wygranej przywołał postać lidera Partii Konserwatywnej, mówiąc, że Kanadzie „potrzebny jest nie ktoś, kto będzie klęczał przed Trumpem, lecz ktoś, kto mu się postawi”.
Carney zapowiada bój do końca, aż „USA okażą Kanadzie szacunek i dopóki nie dołączą do nas w tworzeniu wiarygodnych i rzetelnych zobowiązań na rzecz wolnego handlu”. Ostrzega, że „nastały mroczne dni”, a sprowadził je na Kanadę „kraj, któremu nie możemy już ufać”. Dodał, że Kanada „nigdy, przenigdy” nie będzie częścią USA.
Nowy rząd Kanady chce obniżyć koszty życia
Carney przyznaje, że jest outsiderem w świecie polityki (według sondażu ze stycznia 76 proc. Kanadyjczyków nie potrafiło rozpoznać go na zdjęciu), ale nie uważa tego za słabość. „Gospodarka jest słaba, dlatego tu jestem. Potrzebne są wielkie zmiany” – mówił. Te zmiany to szukanie nowych partnerów handlowych, uszczelnianie granic i tworzenie silnej ekonomii. Zapowiada też, że będzie kontynuować tradycję rządów Trudeau: „fiskalnej odpowiedzialności, sprawiedliwości społecznej i relacji międzynarodowych”.
Nowy gabinet jest zmniejszony z 36 do 23 osób. Tylko trzy to nowe twarze, pozostali to postaci z rządu Trudeau. W dniu zaprzysiężenia Carney określił Kanadę jako „dynamiczną nację, która celebruje różnorodność, dba o najsłabszych i dąży do lepszego jutra”. Obiecał, że skupi się na tym, „co najważniejsze dla Kanadyjczyków”, tj. na rozwoju, tworzeniu dobrych miejsc pracy, bezpieczeństwie i obniżeniu kosztów życia. To ostatnie, obok wojny handlowej z USA, nazwał najważniejszą kwestią dla rządu.
Mark Carney kontra Pierre Poilievre
Wcześniej, gdy nominacja Carneya na lidera Partii Liberalnej była dopiero plotką, Partia Konserwatywna ukuła hasło przeciw niemu: „Just like Justin” („Taki sam jak Justin”). Pierre Poilievre nazwał nowy rząd „gabinetem Trudeau po operacjach plastycznych”. W dniu zaprzysiężenia premiera stwierdził, że głos oddany na Partię Liberalną to „czwarta kadencja Trudeau – ta sama ekipa, te same obietnice, te same cele”.
Polemizując, Carney zarzucił liderowi konserwatystów brak wiedzy ekonomicznej i podkreślił, że w odróżnieniu od niego zna sektor prywatny od podszewki. Carney z dumą określa siebie jako technokratę, który „ma kontakty” w świecie.
Dla krytyków jest stereotypową postacią człowieka z Davos, członka Światowego Forum Ekonomicznego i snobem, który w imię ambicji zawodowych porzucił swego czasu ojczyznę dla Wielkiej Brytanii. Według konserwatystów jako były doradca Trudeau ponosi też część odpowiedzialności za sytuację ekonomiczną.
Nowy premier likwiduje (częściowo) podatek klimatyczny
Tymczasem pierwszą decyzją Carneya jako premiera było zlikwidowanie podatku węglowego dla konsumentów i podatku węglowego na paliwo – wprowadził je Trudeau w imię walki ze zmianami klimatu i oba wywoływały protesty.
Jednak Poilievre uważa, że Carneyowi nie można ufać, skoro jeszcze w 2021 r. pisał w autobiografii, że podatek węglowy to rzecz fundamentalna, i popierał dążenia do neutralności węglowej. Carneya złapano też na niekonsekwencji: w anglojęzycznych mediach zapowiadał pociągnięcie rurociągu z zachodu na wschód kraju, a w wywiadzie przeprowadzonym we francuskojęzycznym Quebeku mówił, że nie zmusi mieszkańców prowincji do jego budowy.
Poilievre przekonuje, że ukryte koszty podatków węglowych – tych nałożonych na biznes i dalej obowiązujących – dotkną obywateli. Obiecuje, że pozbędzie się tego podatku raz na zawsze, a zamiast tego będzie inwestować w ropociągi i wydobycie gazu.
W tej trwającej już kampanii Poilievre stara się przenieść uwagę Kanadyjczyków z wojny handlowej z USA na kwestie wewnętrzne. Obiecuje przywrócić „kanadyjskie marzenie”, według którego dzięki jednej pensji można żyć godnie, kupić dom i patrzeć w przyszłość. Woła: „Bring it home”, sprowadźmy pracę do Kanady i zmniejszmy podatek dochodowy.
Kogo wybiorą Kanadyjczycy w przyspieszonych wyborach?
Jeśli Carney nie ogłosi wcześniejszych wyborów, opozycja może złożyć wniosek o wotum nieufności. „Musimy renegocjować umowę handlową z USA, to może trwać nawet dwa lata. Potrzebujemy kogoś wybranego na 4-letnią kadencję, by mógł to zrobić” – przekonuje premierka Alberty, konserwatystka Danielle Smith.
Faktem jest jednak też, że Poilievre’owi, który liderem konserwatystów jest od 2022 r. i do niedawna był faworytem wyborów, grunt pali się pod nogami. Uznanie go za „kanadyjskiego Trumpa” nie jest już pozytywne nawet dla konserwatystów. Stare hasło „Fuck Trudeau” nie ma racji bytu, podobnie hasło „Axe the Tax!”, czyli likwidacji podatku węglowego (skoro liberałowie zmienili w tym względzie stanowisko).
Budowany dotąd wizerunek Poilievre’a jako człowieka z klasy pracującej, który kieruje się zdrowym rozsądkiem, sprawdzał się w czasie spokojnym. Wobec wojny handlowej zimny ekonomista może być lepszym wyborem. Według badań IPSOS Kanadyjczycy, owszem, uważają Poilievre’a za mocnego negocjatora, który mógłby zmierzyć się z Trumpem, ale gdy mieli wskazać, kto uległby jego oczekiwaniom, 31 proc. wskazało właśnie na lidera konserwatystów, a tylko 6 proc. na Carneya.
Z drugiej strony przy pytaniu, kto z nich zjednoczy kraj i stworzy programy rządowe, które pomogą przetrwać wojnę handlową, większość wskazała Poilievre’a (choć wygrał różnicą tylko paru procent).
Nowy liberalizm z nutką konserwatyzmu
Gdy po świecie rozlewa się konserwatywna fala, Carney próbuje czegoś nowego. Liberalne wartości łączy z twardą ekonomią. Obiecuje kontynuować politykę liberalnych wartości Trudeau, lecz podkreśla też, że jest chrześcijaninem i chodzi do kościoła. Choć wywodzi się z partii Trudeau, jego doświadczenie w sektorze prywatnym to powiew świeżości w kanadyjskiej polityce.
W każdym razie – słowa będzie musiał poprzeć szybko czynami. Wojna handlowa to kryzys, a dla ekonomisty kryzys to okazja. W jego przypadku: aby sprawdzić się jako lider i przekonać wyborców. Carney nie marnuje czasu: w połowie marca leciał już do Europy, by budować sojusz z Francją i Wielką Brytanią oraz rozmawiać o pokoju na Ukrainie.
Na kogo więc postawi większość Kanadyjczyków? Jedno jest pewne: Kanadyjczycy są dziś wściekli na Stany. Trump wywrócił kanadyjską politykę do góry nogami i obudził kanadyjski nacjonalizm. Nawet jeśli w łagodnej postaci, np. rezygnacji z amerykańskiej whisky, wydaje się on jednak wyjątkowo niekanadyjski.
Czy Kanada zrezygnuje z zakupu amerykańskich samolotów?
Konflikt między Stanami a Kanadą, który zaczął się od wprowadzenia ceł przez Donalda Trumpa, może rozszerzyć się na sferę obronności: premier Mark Carney bierze pod lupę zamówienie na 88 myśliwców dla kanadyjskiej armii. Jest ono realizowane przez amerykańską firmę Lockheed Martin we współpracy z rządem USA.
WIELKIE ZAMÓWIENIE na myśliwce F-35, warte 19 mld dolarów kanadyjskich (13,3 mld dolarów USA), rząd w Ottawie złożył w 2023 r. Pierwszy samolot ma trafić do Kanady w 2026 r. Jednak teraz Carney obawia się, że koszty projektu są zawyżone (wraz z późniejszymi kosztami utrzymania i konserwacji Ottawa może zapłacić 70 mld dolarów kanadyjskich).

Niektórzy eksperci już wcześniej wątpili, czy ten myśliwiec sprawdzi się w niskich temperaturach (zagrożeniem dla Kanady mogą być napięcia w Arktyce). Wydaje się jednak, że impulsem do rozważań nad zerwaniem kontraktu może być sytuacja na linii USA-Ukraina – gdy rząd Trumpa, wywierając presję na Kijów, ograniczył (czasowo, ale jednak) możliwości dostarczonego uzbrojenia: wyrzutni HIMARS, rakiet ATACMS, a może też myśliwców F-16 (w mediach ukraińskich pojawiły się informacje, że ograniczono zdalnie ich zdolności walki radioelektronicznej).
ALTERNATYWĄ DLA F-35 mógłby być samolot SAAB JAS 39 Gripen ze Szwecji – chwalony za sterowność, który lepiej miałby sprawdzić się w arktycznych warunkach. Ponadto kontrakt z koncernem SAAB miałby pozwolić na montowanie myśliwców w Kanadzie, dając tu miejsca pracy, tnąc koszty i zapoznając Kanadyjczyków z technologią pozwalającą na ich serwisowanie także na miejscu.
W każdym razie, minister obrony Bill Blair otrzymał teraz zadanie ponownego przyjrzenia się umowie z USA, aby „upewnić się, czy uwzględnia ona interesy Kanady”.
PREMIER CARNEY, który na spotkaniu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem nazwał Kanadę „najbardziej europejskim z nieeuropejskich krajów”, dąży do zbliżenia z Europą. Obiecał też dalsze wsparcie Ukrainy. Ale żeby być tu wiarygodnym krajem, Kanada musi modernizować armię. Sprzęt starzeje się, rekrutów odstraszają niskie pensje, brakuje nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
W odpowiedzi na te problemy w 2024 r. znacznie podniesiono budżet wydatków wojskowych. O ile w roku fiskalnym 2024-25 wyniósł on 39 mld dolarów kanadyjskich, to w kolejnych dwóch ma wynieść odpowiednio 46,7 i 47,6 miliardów. Do 2032 r. wydatki na obronność mają stanowić 2 proc. PKB, podczas gdy w 2024 r. było to tylko 1,39 proc. PKB.
Małgorzata Sidz z Kanady
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















