Grupa demonstrantów, którzy w czwartek 13 marca weszli do nowojorskiego wieżowca Trump Tower, skandowała: „Zwalczajcie nazistów, a nie studentów”.
Zebrani w budynku domagali się w ten sposób zwolnienia z aresztu imigracyjnego Mahmouda Khalila. To absolwent Uniwersytetu Columbia i jeden z liderów propalestyńskich protestów na tej uczelni wiosną 2024 r. Patrząc na to, w jaki sposób Izrael prowadzi działania wojenne w Strefie Gazy – często nie licząc się z losem cywilów – studenci domagali się od władz uczelni, aby te zrezygnowały ze współpracy z firmami wspierającymi Izrael w wojnie z Hamasem, a w szczególności z firmami zbrojeniowymi.
Czy protest przeciw Izraelowi godzi w interesy Ameryki?
Mahmoud Khalil nie jest obywatelem USA – to syn palestyńskich uchodźców – ma jednak zieloną kartę i status stałego rezydenta w Stanach. Został aresztowany w sobotę 8 marca bez przedstawienia formalnych zarzutów.
Głównym zaangażowanym jest tu sekretarz stanu Marco Rubio, który oskarża Khalila o udział w protestach mających wspierać Hamas, co według Rubia stanowi podstawę do deportacji z USA.
Rubio posiłkuje się przepisami z 1952 r., dającymi sekretarzowi stanu szerokie uprawnienia, jeśli np. uzna on, że działania danej osoby godzą w interesy amerykańskiej polityki zagranicznej. Według informatorów dziennika „New York Times”, administracja Trumpa może próbować udowodnić, że udział Khalila w protestach – potencjalnie zagrażających bezpieczeństwu żydowskich studentów – podważa globalną walkę amerykańskiego rządu z antysemityzmem.
Sprawę rozstrzygnie teraz nowojorski sąd, który tymczasowo wstrzymał deportację Khalila. Trump grozi zaś na platformie Truth Social, że szykują się kolejne aresztowania studentów zaangażowanych w – jak to ujął – „proterrorystyczne, antysemickie i antyamerykańskie” działania.
Celem Trumpa jest zastraszenie uczelni
Krytycy postrzegają aresztowanie Khalila jako próbę zdławienia wolności słowa, i to w czasie, gdy wytaczane są najcięższe działa przeciwko amerykańskim uczelniom.
W ślad za obietnicą Trumpa, że będzie walczyć z antysemityzmem na kampusach – wszczęto nowe postępowania wobec pięciu uczelni, w tym Uniwersytetu Columbia.
Samo w sobie to nie jest nowością, gdyż takie procedury uruchamiano także za administracji Joego Bidena (zwłaszcza gdy w czasie propalestyńskich protestów dochodziło do zastraszania żydowskich studentów). Jednak Trump grozi tu poważniejszymi konsekwencjami. Jeszcze przed aresztowaniem Khalila zapowiedział, że uczelnie przymykające oko na „nielegalne protesty” stracą rządowe granty i kontrakty.
Właśnie to spotkało już Uniwersytet Columbia, oskarżany o to, że nie chroni żydowskich studentów przed dyskryminacją. Administracja Trumpa postawiła ultimatum: nie będzie mowy o przywróceniu funduszy w wysokości 400 mln dolarów, jeśli władze uczelni nie wprowadzą reform, takich jak m.in. ustalenie w regulaminie definicji antysemityzmu.
To drażliwy temat, bo amerykańskie uniwersytety od dawna debatują, czy za antysemityzm należy uznać także protesty przeciwko Izraelowi i jego polityce.
Departament Edukacji na celowniku
Polityka Trumpa wywołuje już efekt mrożący. Władze Uniwersytetu Columbia oświadczyły, że zawiesiły w prawach studenta lub tymczasowo anulowały dyplomy przyznane osobom, które podczas zeszłorocznych protestów okupowały jeden z uczelnianych budynków. Jednym słowem – także w polityce wewnętrznej Trump swoimi groźbami zmusza innych do ustępstw.
A to nie koniec chaosu. Departament Edukacji, odpowiedzialny za postępowania w sprawie antysemityzmu na uczelniach, ogłosił właśnie, że zwalnia niemal połowę swoich pracowników. To może być pierwszy krok do demontażu tego departamentu, którego liberalna polityka za administracji Bidena nie podobała się amerykańskiej prawicy. Po niemal dwóch miesiącach rządów Trump zrobi jeszcze wiele, by zadowolić swoich wyznawców z ruchu Make America Great Again.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















