Po kilku dniach amerykańsko-izraelskiej operacji zbrojnej przeciwko Iranowi wiemy dużo i nie wiemy dużo. Wiemy, że operacja jest obliczona na zadanie reżimowi irańskiemu wielkich strat. Można wręcz mówić, że Izrael i Stany Zjednoczone dążą do cofnięcia Iranu o całe lata, jeśli chodzi o jego potencjał wojskowy.
Możemy sobie wyobrazić, że celami ataków amerykańskich i izraelskich są bardzo liczne obiekty na obszarze całego państwa, które mają albo mogą mieć związek z potencjałem militarnym. Wyeliminowanie albo drastyczne ograniczenie irańskiego potencjału wojskowego na lądzie, wodzie i powietrzu może mieć daleko idące skutki – może powstać próżnia, która utrudni funkcjonowanie kraju i jego odbudowę w nowym kształcie, już nie jako teokratycznego reżimu, ale jako państwa otwartego na konstruktywną współpracę z partnerami w regionie i krajami Zachodu, w tym ze Stanami Zjednoczonymi.
Ale poza ogólnymi informacjami, nie wiemy, co właściwie zostało zniszczone i w jakiej skali. Przywołując Donalda Rumsfelda, byłego szefa Pentagonu z czasów inwazji na Irak w 2003 r.: mamy „znane wiadome” i „znane niewiadome”, a także „nieznane niewiadome” – rzeczy, o których nawet nie wiemy, że ich nie wiemy.
Jaki będzie Iran po wojnie
Z pewnością i Waszyngton, i Izrael oraz większość sąsiadów Iranu w Zatoce Perskiej życzy sobie obalenia reżimu teokratycznego w kształcie, jaki znamy od przełomu lat 70. i 80.
Jaki miałby być ten nowy system? Nie wiemy, czy byłby to system demokratyczny i jednoznacznie prozachodni. To raczej niemożliwe. Pożądany kierunek to nowy Iran, odbudowujący swój potencjał ekonomiczny i rozwojowy, zainteresowany unowocześnieniem kraju i otwarciem go na globalną gospodarkę i współpracę.
Pożądany byłby rząd nowego Iranu, który zaprzestaje przeznaczania zasobów państwa na budowę broni atomowej i uzbrajanie terrorystycznych milicji do walki zbrojnej z Izraelem, Zachodem i niechętnymi Teheranowi państwami arabskimi.
Transformacja Iranu nie będzie łatwa
Nikt nie powinien mieć złudzeń, że taka pożądana przemiana Iranu będzie łatwa i krótka. To ogromny kraj, gdzie zwolennikami obalenia reżimu ajatollahów są miliony obywateli, ale i miliony identyfikują się z dotychczasowym reżimem.
Pokojowa, albo w miarę pokojowa transformacja, jaką znamy z innych państw, jest trudna do wyobrażenia. Dlatego warto mówić o scenariuszu pożądanym: ewolucji powojennego Iranu w stronę kraju, który nie buduje swojej pozycji na ekspansji ideologii religijnego fanatyzmu, nie stwarza zagrożenia dla sąsiadów, ale również świadom swoich ambicji i miejsca w świecie, wykorzystuje zasoby do podnoszenia swojego znaczenia i poziomu życia obywateli.
Nie ma co ukrywać, że to scenariusz nadzwyczajnie optymistyczny. Scenariuszy pesymistycznych jest wiele, aż za wiele. Rzeczywistość pewnie będzie wypadkową wszystkich, które analizujemy.
Cele Izraela i cele Ameryki
Wiemy, że cele Izraela i Stanów Zjednoczonych są bardzo zbliżone, ale jednak oba kraje mają nieco odmienne spojrzenie na przyszłość państwa i narodu irańskiego: Izraelczycy chcieliby upadku reżimu i dogłębnej przemiany w kraju.
Wiedzą, że jeśli Iran przegra wojnę, ale zachowa obecny system rządów i fundamenty ideologiczne, zaś Amerykanie ogłoszą zwycięstwo, to długie, długie lata może się już nie udać przekonać Waszyngtonu do kolejnej interwencji. W takiej sytuacji Izraelczycy mimo niezwykłego wysiłku militarnego i wywiadowczego, znowu będą musieli żyć w cieniu zagrożenia z Iranu.
Amerykanie swoje cele definiują nieco mniej ambitnie, choć pewnie przyklasną załamaniu się teokracji irańskiej. Te cele to faktyczna demilitaryzacja państwa i całkowite odsunięcie nawet minimalnej możliwości, że rząd w Teheranie – jakikolwiek rząd – zachowa możliwość wznowienia programu nuklearnego. Zmiana reżimu – choć pożądana przez wielu Amerykanów, nie jest warunkiem koniecznym amerykańskiego zwycięstwa.
Rosja i Chiny mogą stracić sojusznika
I jeszcze kilka innych wniosków, które niezależnie od przebiegu i czasu trwania wojny, można już dzisiaj odnotować.
Po pierwsze, Rosja i Chiny nie tylko, że mogą trwale stracić sojusznika irańskiego, a jeśli go utrzymają, to będzie to sojusznik bardzo osłabiony. Ważne jest, że Stany Zjednoczone w sensie technologicznym oraz w sensie metod prowadzenia wojny pokazały swoją wyższość nad technologiami rosyjskimi i chińskimi, do których dostęp miał Iran.
Klęska Związku Sowieckiego w zimnej wojnie została przypieczętowana klęską radzieckiej technologii wojskowej i radzieckiej myśli wojskowej w wojnie o Kuwejt w 1991 r., gdy koalicja państw na czele z Ameryką zadała kolosalną klęskę militarną armii irackiej, zbudowanej według sowieckich wzorców.
Dominacja amerykańska w dziedzinie wojskowości jest bezdyskusyjna. Widać to na przykładzie Iranu, który także czerpał z rosyjskiego i chińskiego wsparcia i zaplecza. Sekretarz wojny Pete Hegseth zapowiadał, że nowa doktryna strategiczna Waszyngtonu zakłada precyzyjne uderzenie na wrogów Ameryki i zadanie im szybkiej klęski poprzez użycie dosłownie miażdżącej siły militarnej. To dzieje się dzisiaj w Zatoce Perskiej.
Co wojna z Iranem oznacza dla Europy
Drugi wniosek jest następujący: nie wiadomo, jaki wpływ wojna z Iranem będzie miała na dynamikę bezpieczeństwa w Europie. Pokonanie reżimu irańskiego przez koalicję amerykańsko-izraelską może oznaczać, że Amerykanie, pewni swojej pozycji, nie będą już chętni do angażowania się w nowe konflikty i nowe obowiązki, w tym w Europie.
Przywołując słowa samego Hegsetha i jego otoczenia: więcej odpowiedzialności za obronę Europy na barkach Europejczyków, a bezpieczeństwo nuklearne NATO nadal w ręku Amerykanów. To już chyba oczywiste dla każdego.
Trzeci wniosek jest następujący: jeśli Amerykanie ugrzęzną w Iranie, na co się nie zanosi, ale jeśli tak się stanie, to tym bardziej ich zainteresowanie Europą osłabnie.
W każdym z tych wniosków konkluzja jest jedna: Europa razem i poszczególne kraje w Europie, Polska również, muszą podnosić swoje zdolności militarne. Choć dzisiaj media informują głównie o Zatoce Perskiej, rosyjskie zagrożenie dla Ukrainy i reszty Europy nie zmniejszyło się ani o milimetr. Ogłoszenie przez Francję pierwszego, ostrożnego kroku w stronę „europeizacji” francuskiego potencjału odstraszania nuklearnego, to dobra wiadomość na teraz i na przyszłość.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















