Wojna z Iranem. Trzy wnioski dla Europy po sześciu dniach walk

Po sześciu dniach operacji USA i Izraela przeciwko Iranowi wiele pozostaje niejasne. Już dziś widać jednak trzy konsekwencje szczególnie ważne dla Europy.
Czyta się kilka minut
Mężczyzna niesie irańską flagę na gruzach budynków w Teheranie zbombardowanych podczas amerykańsko-izraelskiej kampanii wojskowej w Iranie, środa 4 marca 2026 r. / Vahid Salemi/Associated Press/East News
Mężczyzna niesie irańską flagę na gruzach budynków w Teheranie zbombardowanych podczas amerykańsko-izraelskiej kampanii wojskowej w Iranie, środa 4 marca 2026 r. / Vahid Salemi/Associated Press/East News

Po kilku dniach amerykańsko-izraelskiej operacji zbrojnej przeciwko Iranowi wiemy dużo i nie wiemy dużo. Wiemy, że operacja jest obliczona na zadanie reżimowi irańskiemu wielkich strat. Można wręcz mówić, że Izrael i Stany Zjednoczone dążą do cofnięcia Iranu o całe lata, jeśli chodzi o jego potencjał wojskowy.

Możemy sobie wyobrazić, że celami ataków amerykańskich i izraelskich są bardzo liczne obiekty na obszarze całego państwa, które mają albo mogą mieć związek z potencjałem militarnym. Wyeliminowanie albo drastyczne ograniczenie irańskiego potencjału wojskowego na lądzie, wodzie i powietrzu może mieć daleko idące skutki – może powstać próżnia, która utrudni funkcjonowanie kraju i jego odbudowę w nowym kształcie, już nie jako teokratycznego reżimu, ale jako państwa otwartego na konstruktywną współpracę z partnerami w regionie i krajami Zachodu, w tym ze Stanami Zjednoczonymi

Ale poza ogólnymi informacjami, nie wiemy, co właściwie zostało zniszczone i w jakiej skali. Przywołując Donalda Rumsfelda, byłego szefa Pentagonu z czasów inwazji na Irak w 2003 r.: mamy „znane wiadome” i „znane niewiadome”, a także „nieznane niewiadome” – rzeczy, o których nawet nie wiemy, że ich nie wiemy.

Jaki będzie Iran po wojnie

Z pewnością i Waszyngton, i Izrael oraz większość sąsiadów Iranu w Zatoce Perskiej życzy sobie obalenia reżimu teokratycznego w kształcie, jaki znamy od przełomu lat 70. i 80. 

Jaki miałby być ten nowy system? Nie wiemy, czy byłby to system demokratyczny i jednoznacznie prozachodni. To raczej niemożliwe. Pożądany kierunek to nowy Iran, odbudowujący swój potencjał ekonomiczny i rozwojowy, zainteresowany unowocześnieniem kraju i otwarciem go na globalną gospodarkę i współpracę. 

Pożądany byłby rząd nowego Iranu, który zaprzestaje przeznaczania zasobów państwa na budowę broni atomowej i uzbrajanie terrorystycznych milicji do walki zbrojnej z Izraelem, Zachodem i niechętnymi Teheranowi państwami arabskimi. 

Transformacja Iranu nie będzie łatwa

Nikt nie powinien mieć złudzeń, że taka pożądana przemiana Iranu będzie łatwa i krótka. To ogromny kraj, gdzie zwolennikami obalenia reżimu ajatollahów są miliony obywateli, ale i miliony identyfikują się z dotychczasowym reżimem.

Pokojowa, albo w miarę pokojowa transformacja, jaką znamy z innych państw, jest trudna do wyobrażenia. Dlatego warto mówić o scenariuszu pożądanym: ewolucji powojennego Iranu w stronę kraju, który nie buduje swojej pozycji na ekspansji ideologii religijnego fanatyzmu, nie stwarza zagrożenia dla sąsiadów, ale również świadom swoich ambicji i miejsca w świecie, wykorzystuje zasoby do podnoszenia swojego znaczenia i poziomu życia obywateli. 

Nie ma co ukrywać, że to scenariusz nadzwyczajnie optymistyczny. Scenariuszy pesymistycznych jest wiele, aż za wiele. Rzeczywistość pewnie będzie wypadkową wszystkich, które analizujemy. 

Cele Izraela i cele Ameryki

Wiemy, że cele Izraela i Stanów Zjednoczonych są bardzo zbliżone, ale jednak oba kraje mają nieco odmienne spojrzenie na przyszłość państwa i narodu irańskiego: Izraelczycy chcieliby upadku reżimu i dogłębnej przemiany w kraju. 

Wiedzą, że jeśli Iran przegra wojnę, ale zachowa obecny system rządów i fundamenty ideologiczne, zaś Amerykanie ogłoszą zwycięstwo, to długie, długie lata może się już nie udać przekonać Waszyngtonu do kolejnej interwencji. W takiej sytuacji Izraelczycy mimo niezwykłego wysiłku militarnego i wywiadowczego, znowu będą musieli żyć w cieniu zagrożenia z Iranu. 

Amerykanie swoje cele definiują nieco mniej ambitnie, choć pewnie przyklasną załamaniu się teokracji irańskiej. Te cele to faktyczna demilitaryzacja państwa i całkowite odsunięcie nawet minimalnej możliwości, że rząd w Teheranie – jakikolwiek rząd – zachowa możliwość wznowienia programu nuklearnego. Zmiana reżimu – choć pożądana przez wielu Amerykanów, nie jest warunkiem koniecznym amerykańskiego zwycięstwa. 

Rosja i Chiny mogą stracić sojusznika

I jeszcze kilka innych wniosków, które niezależnie od przebiegu i czasu trwania wojny, można już dzisiaj odnotować. 

Po pierwsze, Rosja i Chiny nie tylko, że mogą trwale stracić sojusznika irańskiego, a jeśli go utrzymają, to będzie to sojusznik bardzo osłabiony. Ważne jest, że Stany Zjednoczone w sensie technologicznym oraz w sensie metod  prowadzenia wojny pokazały swoją wyższość nad technologiami rosyjskimi i chińskimi, do których dostęp miał Iran.

Klęska Związku Sowieckiego w zimnej wojnie została przypieczętowana klęską radzieckiej technologii wojskowej i radzieckiej myśli wojskowej w wojnie o Kuwejt w 1991 r., gdy koalicja państw na czele z Ameryką zadała kolosalną klęskę militarną armii irackiej, zbudowanej według sowieckich wzorców. 

Dominacja amerykańska w dziedzinie wojskowości jest bezdyskusyjna. Widać to na przykładzie Iranu, który także czerpał z rosyjskiego i chińskiego wsparcia i zaplecza. Sekretarz wojny Pete Hegseth zapowiadał, że nowa doktryna strategiczna Waszyngtonu zakłada precyzyjne uderzenie na wrogów Ameryki i zadanie im szybkiej klęski poprzez użycie dosłownie miażdżącej siły militarnej. To dzieje się dzisiaj w Zatoce Perskiej

Co wojna z Iranem oznacza dla Europy

Drugi wniosek jest następujący: nie wiadomo, jaki wpływ wojna z Iranem będzie miała na dynamikę bezpieczeństwa w Europie. Pokonanie reżimu irańskiego przez koalicję amerykańsko-izraelską może oznaczać, że Amerykanie, pewni swojej pozycji, nie będą już chętni do angażowania się w nowe konflikty i nowe obowiązki, w tym w Europie. 

Przywołując słowa samego Hegsetha i jego otoczenia: więcej odpowiedzialności za obronę Europy na barkach Europejczyków, a bezpieczeństwo nuklearne NATO nadal w ręku Amerykanów. To już chyba oczywiste dla każdego. 

Trzeci wniosek jest następujący: jeśli Amerykanie ugrzęzną w Iranie, na co się nie zanosi, ale jeśli tak się stanie, to tym bardziej ich zainteresowanie Europą osłabnie.

W każdym z tych wniosków konkluzja jest jedna: Europa razem i poszczególne kraje w Europie, Polska również, muszą podnosić swoje zdolności militarne. Choć dzisiaj media informują głównie o Zatoce Perskiej, rosyjskie zagrożenie dla Ukrainy i reszty Europy nie zmniejszyło się ani o milimetr. Ogłoszenie przez Francję pierwszego, ostrożnego kroku w stronę „europeizacji” francuskiego potencjału odstraszania nuklearnego, to dobra wiadomość na teraz i na przyszłość. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”