Po wywiadzie Tuska dla „Financial Times”: czy pytanie o lojalność USA osłabia NATO?

Pytanie o zaangażowanie Ameryki w NATO to kluczowe pytanie dla Polski i Europy. Zadają je sobie najważniejsi politycy Sojuszu. To nie jest tabu.
Czyta się kilka minut
Premier Donald Tusk. Gdańsk, 20 kwietnia 2026 r. // Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl
Premier Donald Tusk. Gdańsk, 20 kwietnia 2026 r. // Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

Nie milkną echa wywiadu, jakiego Donald Tusk udzielił wpływowej brytyjskiej gazecie „Financial Times”. „Największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach (NATO)” – powiedział polski premier, a jego słowa wywołały furię polskiej prawicy, która oskarżyła go o dążenie do rozbicia Przymierza Atlantyckiego i wypchnięcia Amerykanów z Europy

Co więcej: wystąpienie szefa rządu powiązano z internetowym wpisem wysokiego przedstawiciela Pentagonu Elbridge’a Colby’ego, który chwalił Niemcy za przedstawienie planów przebudowy Bundeswehry w jedną z najsilniejszych, jeśli nie najsilniejszą armię lądową Europy. Zdaniem środowisk prawicowych, Tusk realizuje politykę niemiecką, ponieważ zamiast starać się o specjalne relacje Warszawy z Waszyngtonem, oddaje Berlinowi pole i tym samym pozwala, aby to Niemcy odgrywały rolę czołowego sojusznika USA w Europie. 

To Amerykanie osłabiają NATO

Słowa premiera o wątpliwościach co do stanowiska Waszyngtonu odnośnie NATO oddają powszechny już w Europie niepokój o zaangażowanie amerykańskie. I to ani Donald Tusk, ani żaden inny liczący się polityk europejskich państw NATO nie zainicjował tej dyskusji. To USA są siewcą chaosu i niepewności w funkcjonowaniu Przymierza Atlantyckiego. Rolę Sojuszu i jego znaczenie podważa zresztą nie tylko Donald Trump: robią to także szef Pentagonu Pete Hegseth, wiceprezydent J.D. Vance, a nawet sekretarz stanu i doradca ds. bezpieczeństwa Marco Rubio.

Wiele można Europejczykom zarzucić w ostatnich dekadach, jeśli chodzi o zaniedbania w dziedzinie obronności Europy albo żywienie złudzeń co do rzekomo pokojowego charakteru reżimu putinowskiego w Rosji. Ale to nie Europa tym razem wywołała temat roli USA w Przymierzu.

Europa nie jest i nie chce być bezsilna

Kiedy kilka lat temu prezydent Macron mówił o „śmierci mózgowej NATO”, spotkała go słuszna krytyka ze strony sojuszników europejskich i ze strony Waszyngtonu. Dziś jednak to Europa próbowała wyperswadować Amerykanom powstrzymanie się od zajęcia natowskiego terytorium Grenlandii – obszaru należącego do niezmiennie lojalnej wobec USA Danii. I to Europa próbowała wyperswadować Ameryce powstrzymanie się od karkołomnych układów z Kremlem. 

To Europa płaci za podtrzymanie oporu Ukrainy w obliczu już kilkuletniej inwazji rosyjskiej, płaci Ameryce za broń dla Kijowa, Waszyngton zaś zdążył już nawet na jakiś czas ograniczyć Ukrainie dostęp do danych wywiadowczych, co stanowi jeden z kluczowych elementów gwarantujących elementarną równowagę w starciu z najeźdźcami.

Kłopot z wymienionymi wyżej bieżącymi tarciami w relacjach Europy z Ameryką polega na tym, że żadna z tych spraw do końca nie została wyjaśniona. Waszyngton może, kiedy zechce, pójść własną drogą. Oczywiście, że Europa nie może z tym nic zrobić. Ale Europa nie chce pozostać bezsilna po – oby to nie nastąpiło – rozwodzie z Ameryką.  

Czy NATO działa: scenariusze eskalacji

Polski premier, jak wszyscy czołowi politycy europejscy, musi myśleć o scenariuszu A lub B lub C. Najgorszy dla wschodniej flanki NATO scenariusz brzmi: jeśli Rosja rozpocznie agresję wobec obszaru NATO/UE poniżej progu pełnej inwazji, np. w Estonii czy na Łotwie, to czy taki obrót zdarzeń stanowić będzie powód uruchomienia artykułu 5 NATO i uruchomienia amerykańskiej odsieczy? Nie tylko zresztą amerykańskiej, ale w ogóle natowskiej? 

Jakie kryteria muszą zostać spełnione, żebyśmy byli pewni, że Przymierze Atlantyckie działa? Czy dzisiaj da się takie zasady doprecyzować w ramach rozchwianego emocjami, głównie emocjami prezydenta Trumpa, zachodniego sojuszu? 

Przyszłość amerykańskiego udziału w NATO nie zależy ani od Tuska, ani od Merza, ani od Macrona, ani od Starmera. Żaden z tych polityków nie podważa konieczności zbiorowego bezpieczeństwa. Co więcej: Polska, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, państwa skandynawskie pilnie szukają nowej formuły bezpieczeństwa na wypadek, o którym sami Amerykanie mówią bez żadnych ogródek, ogłaszając (np. ustami sekretarza Hegsetha), że czas, gdy Stany Zjednoczone gwarantowały konwencjonalne bezpieczeństwo Europy, dobiega końca.

Parasol nad Europą i logika odwetu

Jeśli już ma zostać nad Europą parasol amerykański, to będzie to parasol nuklearny. I dobrze, ale pamiętajmy, że Rosja liczy na to, iż scenariusz ograniczonej agresji czy okupacji rosyjskiej na wschodzie NATO nie uruchomi automatycznie amerykańskiego odwetu atomowego. Że Waszyngton będzie zwlekał z takim kontruderzeniem. Być może wyjściem z tej niewiadomej jest budowa europejskiego parasola atomowego – do którego, to racja, droga daleka.

Czy oskarżenia, że Tusk oddaje pole Niemcom, są słuszne? Po pierwsze, Niemcy są od dawna kluczowym zwornikiem amerykańskiej obecności lądowej w Europie. Po drugie, to, że Niemcy budują wielką armię (Polska zresztą też!), oznacza spełnianie najważniejszych i najbardziej elementarnych oczekiwań Ameryki, czyli dozbrajanie konwencjonalne Europy. Po trzecie wreszcie: to, kto będzie kluczowym sojusznikiem Ameryki w Europie, nie zdecyduje się w emocjonalnych wpisach internetowych polskich polityków.

Zresztą, co to znaczy kluczowy sojusznik Ameryki, dziś czy jutro? Wielka Brytania, od II wojny światowej utrzymująca specjalne stosunki z USA, niedawno dowiedziała się, że powinna zostać ukarana za odmowę współudziału w wojnie z Iranem. Jak może być ukarana? Waszyngton być może poprze argentyńskie pretensje do Falklandów/Malwinów. Ronald Reagan, który wsparł brytyjską premier Thatcher w wojnie o Falklandy w 1982 r., musi przewracać się w grobie nawet na samo wspomnienie o takiej możliwości. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”