Izrael przyznał, że 70 tys. zabitych w Gazie to prawdziwa liczba. „Łatwo wam osądzać”

Rezerwista Avi, były zakładnik Omer, beduiński policjant Remo – wszyscy oni doświadczyli, na różne sposoby, najnowszej odsłony wojny izraelsko-palestyńskiej. Jak patrzą dziś na Palestyńczyków?
z Izraela
Czyta się kilka minut
Omer Wenkert w otoczeniu bojowników z Hamasu podczas wymiany izraelskich zakładników w obozie dla uchodźców Nuseirat w Deir al-Balah w Strefie Gazy, 22 lutego 2025 r. // Fot. Abdel Kareem Hana / AP / East News
Omer Wenkert w otoczeniu bojowników z Hamasu podczas wymiany izraelskich zakładników w obozie dla uchodźców Nuseirat w Deir al-Balah w Strefie Gazy, 22 lutego 2025 r. // Fot. Abdel Kareem Hana / AP / East News

Wokół drzewa oliwne i palmy. Przestało padać, odzywają się ptaki. Pierwsze spalone domy stoją tuż przy drodze. Na ścianach napisy sprayem: okrąg z kropką pośrodku to znak, że w tym domu znaleziono zwłoki. W ogródkach zniszczone meble, wewnątrz rozrzucone zabawki i buty. Wszystko tak, jak zostało po 7 października 2023 r. W kibucu Be’eri większość zniszczonych domów już wyburzono, trwa odbudowa. Ten kwartał zostawiono.

Jesteśmy 4 km od Strefy Gazy. Kilkudziesięciu Palestyńczyków z brygad al-Kassam, zbrojnego skrzydła Hamasu, wdarło się tu wtedy przed 6 rano. Był to jeden z pierwszych celów. Tego dnia zginęło 1200 Izraelczyków, w tym 800 cywilów; 251 porwano do Gazy. 

Avi (imię zmienione ze względu na jego bezpieczeństwo) był wtedy pod Tel Awiwem. Spieszył do punktu mobilizacyjnego i próbował utrzymać kontakt na WhatsAppie z rodziną szukającą kryjówki. Schrony w kibucach są przystosowane do ataków rakietowych, nie do broni ręcznej i granatów. Ciotkę Aviego zabili w domowym schronie. W Be’eri zginęło wtedy ponad 130 osób, 30 uprowadzono (część zginie w niewoli).

Avi wspomina, że gdy był dzieckiem, kibucnicy jeździli do Gazy na rowerach po zakupy na bazar. Tammy Suchman, w której spalonym domu rozmawiamy, pracowała tam w szpitalach. W 2005 r. Izrael wycofał z Gazy wojsko i osadników. Rok później wybory wygrał Hamas. 

Kibuc Be’eri: „Skąd masz te liczby?”

Po 7 października 2023 r. Izrael zaczął w Gazie niszczycielską ofensywę. Jest oskarżany o zbrodnie wojenne, w tym stosowanie głodu jako narzędzia przeciw cywilom. Wielu specjalistów prawa międzynarodowego, organizacji takich jak Amnesty International, a także badaczy Holokaustu nazywa działania Izraela przeciw Palestyńczykom ludobójstwem.

Pytam, jak mieszkańcy tego kibucu patrzą na Gazę, na kilkadziesiąt tysięcy ofiar izraelskiej armii, z których około połowy to kobiety i dzieci. Avi się denerwuje. – Skąd masz te liczby? Traktuj krytycznie to, co ci mówią tamci – poucza. 

Jeszcze nieraz w Izraelu to usłyszę: że statystyki ofiar podaje Hamas, a zachodnie media ślepo je powtarzają. Ale niedługo po naszej rozmowie armia przyzna w briefingu dla prasy (później biuro rzecznika armii się z tego wycofa), że liczba ok. 70 tys. ofiar ich działań, podawana przez kontrolowane przez Hamas ministerstwo zdrowia Gazy, jest rzeczywista.

Domy zniszczone w ataku Hamasu 7 października 2023 r. Kibuc Be'eri, Izrael, listopad 2025 r. // Fot. Michał Kuźmiński

– Nie wiadomo, ilu z nich to byli terroryści – Avi nie kryje się z gniewem. – I nie zawsze liczby mówią wszystko. Czy jest symetria między ofiarą uboczną a niemowlakiem z Be’eri, któremu strzelono w głowę? Łatwo wam na Zachodzie przychodzi osądzanie.

To też usłyszę nieraz: nie wiecie, jak to jest tutaj żyć.

Moralne PTSD

Pułkownik wywiadu wojskowego w stanie spoczynku, Miri Eisin, pracuje dziś w Międzynarodowym Centrum na rzecz Zwalczania Terroryzmu przy Uniwersytecie Reichmana w Tel Awiwie. Twierdzi, że 15 tys. izraelskich żołnierzy, którzy brali udział w operacji w Gazie, cierpi na „moralny zespół stresu pourazowego”. Pytam ją, co to znaczy.

– Izrael, wbrew dezinformacji, przestrzega praw wojennych ściślej niż większość armii świata – twierdzi Eisin. – Według prawa wojennego, gdy nieprzyjaciel chce cię zabić, możesz go wziąć na cel. Ale musisz się upewnić, na ile to możliwe, że nie ucierpią postronni. I tu pojawia się moralne PTSD: bo terroryści, których bierzesz na cel, otaczają się cywilami.

Zgodnie z prawem wojennym, nakazujesz cywilom się oddalić. Dajesz im godzinę lub dwie. My daliśmy im, co jest bez precedensu, dwa tygodnie. Ale część nie odeszła.

Między 7 a 27 października 2023 r. armia izraelska istotnie wstrzymywała się z ofensywą lądową. Jednak naloty trwały. Pierwszy atak na obóz uchodźców Dżabalija, gdzie mieli ukrywać się ludzie Hamasu, nastąpił 9 października, a więc po dwóch dniach, nie tygodniach. Według Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka nie poprzedziło go żadne ostrzeżenie.

– Gdy cywile nie słuchają ostrzeżeń, żołnierz może się koniec końców najwyżej usprawiedliwiać, że mierzył w terrorystę, który chciał go zabić. Ale wie, że oni też tam byli – uważa Eisin. – Z tego powodu 15 tysięcy naszych żołnierzy zmaga się z moralnym PTSD.

Dodaje, że na swój sposób jest z tego dumna: – Bo to znaczy, że nasi żołnierze nie pojechali tam po prostu zabijać. Że są tego świadomi, że ich to zraniło i spędza im sen z powiek, a nawet czyni ich dysfunkcyjnymi. Ciekawa jestem, czy czegoś podobnego doświadczali terroryści, którzy 7 października metodycznie dokonywali swoich okrucieństw.

Festiwal Nova: „Byliśmy jak rodzina”

Remo Salman El-Hozayel mówi, że w Izraelu każdy do jakiegoś stopnia cierpi na PTSD. On ma stopień najwyższy: – Nie dowierzam dźwiękom. Piszczące dziecko biorę za paniczny krzyk, roboty budowlane za eksplozje, awionetki za drony. Chodziłem jak zombie, myślałem, że sam eksploduję. Żona omal ode mnie nie odeszła. Widziałem, co się dzieje z moją 10-letnią córką. Naprawdę nie wiecie, jak to jest.

Remo Salman El-Hozayel jest izraelskim policjantem, muzułmaninem i Beduinem. Izrael, listopad 2025 r. // Fot. Michał Kuźmiński

Remo jest izraelskim policjantem, muzułmaninem i Beduinem. Tamtego dnia zabezpieczał festiwal muzyczny Nova koło kibucu Re’im, na którym bawiło się 3,5 tys. młodych ludzi. To miała być prosta fucha. Normalnie, jak mówi, nie brał fuch, ale koleżanka go namówiła: zarobisz, nic nie będziesz musiał robić, a pobędziesz na fajnej imprezie. Gdy 7 października rano wychodził, coś go, jak mówi, tknęło, i zabrał dodatkowy magazynek.

Opowiada o tym w miejscu pamięci urządzonym na terenie, gdzie ok. 7 rano festiwal zamienił się w koszmar. Remo podjął walkę. Wyprowadził spod ostrzału 200 młodych ludzi. Przez trzy godziny wywoził ich z opanowanego przez Hamas terenu festiwalu i wracał po kolejnych.

Na miejscu zginęło 378 osób, 44 uprowadzono. Jedna z dziewczyn, którą uratował, niedługo później popełniła samobójstwo. Z jego 36-osobowej zmiany poległo 20 policjantów. – Byliśmy pięknym, wielokulturowym oddziałem – mówi. – Żyd, muzułmanin, chrześcijanin, druz. Jedna drużyna, jedna rodzina. 

„Wolę wiarę w ludzi”

Miri Eisin mówi, że Izrael nie wyparł się tego, że w ofensywie ginęli cywile. Za to wyparcie można usłyszeć na izraelskiej ulicy. Kierowca, w drodze na lotnisko zagadnięty o cywilów w Gazie, przekonuje zupełnie serio: – Tam nie ma cywilów. Żeby mieć cywila z Gazy, musiałbyś zabrać stamtąd niemowlę i wychowywać poza Strefą.

Avi, później, już z większym spokojem: – Chciałbym, żeby wszystko było normalnie. My sobie żyjemy tu, oni sobie żyją tam, i wiele możemy zdziałać wspólnie. Ale oni są od małego uczeni nienawidzenia nas.

– Kiedy przywieźli mnie do Strefy, setki Gazańczyków podbiegły do ciężarówki. Zaczęli mnie linczować. Pięściami, kijami, prętami, kamieniami. Trwało to pół godziny. Od małych dzieci na ramionach rodziców po osiemdziesięciolatków – mówi Omer Wenkert.

Miejsce pamięci ofiar masakryna festiwalu Nova nieopodal kibucu Re’im na południu Izraela, blisko granicy ze Strefą Gazy. W ataku Hamasu zginęło tu 378 osób, 44 zostały uprowadzone jako zakładnicy. Każda z ofiar została upamiętniona własną tablicą. listopad 2025 r. // Fot. Michał Kuźmiński

Omer był jednym z uprowadzonych z festiwalu Nova. W niewoli spędził 505 dni, większość czasu w tunelach. Przez przeszło pół roku w całkowitej izolacji od innych ludzi. Opowiada, że strażnicy nie kryli chęci doprowadzenia go do obłędu. Później trzymano go z trzema innymi zakładnikami w tunelu metr na osiem. Mówi, że był bity i głodzony, stracił 38 kg wagi.

– Wciąż nie umiem powiedzieć, że wszyscy oni są tacy sami – mówi. – Gdybym uznał, że każdy w Gazie czy na Zachodnim Brzegu jest zły, wtedy to ja stałbym się taki jak Hamas, według którego wszystkich Żydów trzeba wypalić ogniem. Nie chcę być jak Hamas. Więc wybieram wiarę w ludzi i to, że niewinność istnieje. Trudno mi w to wierzyć, ale tak wolę.

Obok siebie

Na skwerze w Zachodniej Jerozolimie wisi banner ku czci Trumpa. Na targu Mahane Yehuda hasło: „Wykończyć ich – naród Izraela żyje” (to drugie zdanie w Izraelu brzmi tak, jak dla nas „Jeszcze Polska nie zginęła”). 

Jerozolima jest podzielona. Jej wschodnią część, zajętą przez Izrael w 1967 r. w wojnie sześciodniowej, Palestyńczycy i większość krajów świata uważa za terytorium okupowane. Palestyńczycy ze Wschodniej Jerozolimy nie mają obywatelstwa, jedynie status stałego rezydenta, co uniemożliwia im udział w wyborach. I łatwiej go stracić. 

Jerozolima jest też miejscem, gdzie świat żydowski i palestyński przenikają się. Na dobre czy na złe – ale na co dzień.

– W Jerozolimie Izraelczycy, którzy trafiają do szpitala, są leczeni przez palestyńskich lekarzy i przekonują się, że otrzymują dobrą i profesjonalną opiekę medyczną – mówi David Koren, dyrektor Jerozolimskiego Instytutu Badań nad Polityką Publiczną. – Widzą, że są ludźmi, którzy potrafią żyć obok siebie. Dla mnie Wschodnia Jerozolima jest modelowym przykładem deradykalizacji.

David Koren przedstawia się jako mediator między społecznością żydowską a palestyńską w tym mieście. Gdy w latach 2011-18 doradzał poprzedniemu burmistrzowi Jerozolimy, był nieoficjalnym rzecznikiem społeczności palestyńskiej w samorządzie miasta, gdzie nie ma ona praktycznie żadnej reprezentacji, gdyż bojkotuje wybory lokalne.

Jerozolima: rozmowy i aneksja

Po 7 października 2023 r. Izrael zwiększył liczbę osiedli żydowskich we Wschodniej Jerozolimie i wprowadził tu szereg restrykcji. Dostęp muzułmanów do meczetu Al-Aksa, świętego dla wyznawców islamu, drastycznie ograniczono. Wprowadzono też kolejne utrudnienia w przemieszczaniu się Palestyńczyków. 

Pracownikom Agencji ONZ ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA) odmówiono dalszego dostępu do Wschodniej Jerozolimy i Zachodniego Brzegu. W styczniu odcięto wodę i prąd w szkołach, ośrodkach zdrowia i innych placówkach opieki UNRWA we Wschodniej Jerozolimie.

Niemniej, zauważa Koren, we Wschodniej Jerozolimie nie doszło do poważnych zamieszek związanych z wojną w Gazie: – Nawet większość zwolenników Hamasu w Autonomii Palestyńskiej jest zmęczona walką i niemożnością prowadzenia normalnego życia.

Słowo „deradykalizacja”, jakiego używa David Koren, niezbyt pasuje do zaostrzania przez Izrael restrykcji. Koren twierdzi jednak, że w grze są nie tylko represje: 

– Izraelczycy walczą z Hamasem w Gazie, ale we Wschodniej Jerozolimie rozmawiają z palestyńskimi przywódcami społeczności, również popierającymi Hamas lub Fatah – mówi. – Bo w dzisiejszych czasach po prostu nie ma nikogo innego, z kim można by rozmawiać.

Niedawno, w lutym, już po naszej rozmowie, rząd Izraela podjął tymczasem decyzję – w takiej formie po raz pierwszy od 1967 r. – o faktycznym rozszerzeniu granic Jerozolimy na fragment Zachodniego Brzegu, gdzie żydowscy osadnicy chcą budować kolejne osiedle. Ma to nie tylko ułatwić jego powstanie, ale też włączyć je jako dzielnicę do Jerozolimy. 

„To de facto aneksja, tyle że kuchennymi drzwiami” – komentowała tę decyzję izraelska organizacja Peace Now, która opowiada się za rozwiązaniem dwupaństwowym.

Wyjście do przodu

– Gdy tamtego ranka usłyszałem, że jacyś Palestyńczycy przebili się przez mur Strefy Gazy, najpierw uznałem to za akt wolności – mówi Elias Zananiri, były rzecznik ministerstw Autonomii Palestyńskiej i wiceprzewodniczący Komitetu Organizacji Wyzwolenia Palestyny ds. Współpracy ze Społeczeństwem Izraelskim.

– Potem – dodaje – zaczęły spływać wiadomości i nagrania wideo. Pomyślałem, że to nie my, bo my Palestyńczycy tacy nie jesteśmy. I że to nie przysłuży się sprawie palestyńskiej.

Zananiri twierdzi, że gdy mówił to wówczas innym w Autonomii, był nazywany zdrajcą. – Tłumaczyłem, że zrozumieją, gdy przyjdzie odwet – mówi. – Że 7 października zranił dumę izraelskiej armii i odpowiedź będzie straszna. Sądziłem, że jak zwykle: za jednego Izraelczyka zginie dziesięcioro, może dwanaścioro Palestyńczyków. Ale odpowiedź Izraela przekroczyła wszelką skalę. 

– Okropności 7 października nie mogą usprawiedliwiać tego, co zrobił Izrael w Gazie. Nie chodzi o to, że my jesteśmy aniołami, a oni diabłami czy odwrotnie. To po prostu zło. Po obu stronach – uważa Zananiri.

Jego zdaniem jedyne wyjście prowadzi do przodu: – Nie możemy się zamknąć w tym, co się stało. Musimy wykorzystać Gazę jako dynamikę do wyjścia z tego nonsensu, wojny i przemocy, w kierunku porozumienia pokojowego opartego na dwóch państwach. Inaczej się nie da. Tyle że Netanjahu świadomie niszczy wszelkie próby porozumienia, a większość Izraelczyków uznała 7 października za ostateczny powód, żeby rozwiązanie dwupaństwowe porzucić raz na zawsze, bo Palestyńczycy to potwory.

Klauzula jawności: autor przebywał w Izraelu na zaproszenie American Jewish Committee. Organizacja ta zapewniła, że jej fundusze nie pochodzą z żadnych dotacji rządowych. Kontakt z osobami z Gazy nie był możliwy. Izrael nie zezwala dziennikarzom na wjazd do Strefy Gazy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Mój ból, twój ból