Jak wpływa na nas nuda: od świętego spokoju po scrollowanie i populizm

Walczymy z nią, tuszujemy, uciekamy przed nią. To sprytna towarzyszka codzienności: ignorowana, złośliwie się odwdzięczy, ale oswojona i zaopiekowana, otworzy drzwi do nowych pomysłów.
Czyta się kilka minut
 // il. stokkete / Adobe Stock
// il. stokkete / Adobe Stock

Po co mi życie pełne przygód, skoro już wiem, jaka była tego cena? – zapytała 83-letnia Sara Guter Davidson. Piłyśmy kawę w jej mieszkaniu w izraelskim domu seniora. Ta wnuczka łódzkiego fabrykanta w 1976 r. wsiadła do samolotu, który chwilę później został porwany przez terrorystów. 

Napisała o tym książkę, o słynnej operacji Entebbe powstał też film. Życie Sary nabrało tempa; nawet w dniu, w którym się spotkałyśmy, opowiadała o swoim nowym projekcie. Nie znała nudy, choć wydawało mi się wtedy, że bardzo już za nią tęskniła.

Psychologowie społeczni i socjologowie potwierdzają, że w obliczu rosnącego wpływu AI na naszą pracę i codzienność nudzimy się na potęgę, a jednocześnie nasza zdolność do tolerowania stagnacji się zmniejsza. Codziennie nasz mózg odbiera ogromną ilość bodźców, a im więcej, tym mniej jesteśmy ich w stanie przetworzyć – i coraz bardziej zdajemy sobie z tego sprawę. 

Twórcy tiktokowego trendu rawdogging boredom, którego treścią są filmy o siedzeniu w ciszy podczas długich lotów, zrozumieli, że nie chodzi tu już tylko o viralowy sukces, ale przede wszystkim – o manifest i opór wobec przeładowanej treściami rzeczywistości. 

W 2026 r. świadoma nuda i święty spokój stają się konieczną, potrzebną umiejętnością dla rozwoju i przytomności umysłu.

Nuda to bezczynność, której nie chcemy

Tylko czym właściwie jest nuda? Potoczne rozumienie różni się od naukowego. „Nudzi nam się”, gdy ilość bodźców pochodzących z otaczającego świata jest ograniczona, również gdy sami te bodźce ograniczamy. Nuda w tym ujęciu to bezczynność, monotonia, bierność i bezruch. 

Ale takie rozumienie jest niedoskonałe – bo czy można mówić o bezczynności, gdy umieramy z nudów w pracy podczas wykonywania rutynowego zadania?

– Wiele osób mówi o nudzie w kontekście odpoczynku, a ten jest przecież czymś pożądanym i wywołującym pozytywne odczucia. Tymczasem nuda zawsze związana jest z negatywnymi. To bezczynność, której nie chcemy – prostuje dr Mariusz Finkielsztein, socjolog nauki i organizator konferencji nudologicznych, które odbywają się od 2014 r., przyciągając rodzimych i zagranicznych badaczy tematu. 

Na liście zagadnień dyskutowanych przez badaczy znaleźć można nudę w urbanistyce, ubiorze więziennym, nudę dzieci na wsi i nudę w mieście, nudę religijną czy nudę w astronomii.

– W socjologii definiujemy nudę jako brak zaangażowania związany z brakiem poczucia sensu. Może to być nuda sytuacyjna, gdy nie widzimy sensu jakiegoś konkretnego działania, nie możemy się skupić ani zaangażować. Przedłużana i pogłębiana, prowadzi do nudy egzystencjalnej: perspektywa tego, co moglibyśmy zrobić z naszym życiem, nie sprawia nam radości, na nic już nie czekamy. Dlatego nuda egzystencjalna nie jest już tylko emocją. Jest nastrojem, szkiełkiem, przez które patrzymy na rzeczywistość – tłumaczy Finkielsztein.

Historia nudy

Problem jest stary jak świat i doczekał się dogłębnych analiz. Nuda egzystencjalna pojawia się u Seneki jako taedium vitae [łac. wstręt, znużenie życiem – przyp. red.] – problem filozoficzny związany z zarządzaniem czasem, emocjami i poszukiwaniem sensu. W tradycji chrześcijańskiej mowa jest o acedii, stanie duchowego znużenia, niechęci do spraw Bożych, apatii prowadzącej do ucieczki od rozwoju duchowego. 

Z kolei renesansowa melancholia generosa (melancholia szlachetna/genialna) to koncepcja łącząca nudę z wybitnym intelektem: oto genialne jednostki, nudząc się, napędzają swoje umysły do jeszcze głębszej pracy intelektualnej. 

W XIX w. mal du siècle, ennui i głębokie znudzenie egzystencjalne znalazły odbicie w dziełach pisarzy i artystów. Melancholia stała się dla nich nie tylko fizycznym i emocjonalnym, ale przede wszystkim twórczym przeżyciem. W filozofii o nudzie egzystencjalnej pisali Schopenhauer, Nietzsche czy Heidegger. Ale w podobnym czasie zaczęto też mówić o biochemicznym aspekcie nudy – wówczas analizę stanów depresyjnych podjęła psychologia

Dziś określa ona nudę jako stan afektywny – bo związany z emocjami, które odczuwamy. To nieprzyjemny stan, który pojawia się, gdy tracimy poczucie sensu. Dlatego nuda w psychologii jest często postrzegana jako kontrolka na desce rozdzielczej – może być sygnałem problemu, którym warto się zająć. 

Czy nuda to zapowiedź depresji

Mówi o tym dr Maria Flakus, badaczka nudy z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, psycholożka i psychoterapeutka w trakcie szkolenia, autorka polskiej adaptacji kwestionariusza Skali Podatności na Nudę. 

– Istnieje bogaty dorobek badań, które sugerują, jakie osoby są na nudę bardziej podatne od innych. Może to wiązać się m.in. z większą potrzebą różnorodności, stymulacji czy poznawczego zaangażowania. Kiedy pojawia się nuda, takie osoby mogą odczuwać ją szczególnie dotkliwie, bo brak odpowiednich bodźców szybciej staje się dla nich obciążający – tłumaczy badaczka.

Fakt, że się nudzimy, niesie ze sobą pakiet ważnych informacji na temat nas samych lub sytuacji, w której się znajdujemy: np. o tym, że jakaś czynność, temat czy relacja nam nie pasuje, dostatecznie nas nie angażuje, nie daje satysfakcji. Nuda może więc być impulsem do poszukiwania zmiany, naszymi drzwiami do kreatywności – pod warunkiem, że dobrze ją wykorzystamy.

– Przede wszystkim należy zapytać, co z tą nudą robię i jak sobie z nią radzę. Czy traktuję ją jako sygnał ostrzegawczy, i zastanawiam się, co powinnam zmienić? Co się ze mną dzieje w momencie nudy, czego mi brakuje? Jakie są moje potrzeby, również te intelektualne? Jeśli nuda staje się sygnałem ostrzegawczym, z którego wyciągam wnioski, to jest to „dobra”, konstruktywna reakcja – zauważa Maria Flakus.

Problem zaczyna się, gdy nudę się ignoruje, zadomawia się w niej. 

– Mogą się pojawić impulsywne ucieczki, takie jak scrollowanie czy zakupy – gdy potrzebuję tu i teraz dostarczyć sobie jakiegoś bodźca, który mnie skutecznie rozproszy, a jednocześnie dostarczy zastrzyku przyjemnego pobudzenia. Problem w tym, że coś, co na moment mnie uspokaja, nie rozwiązuje tego, z czym naprawdę się borykam – mówi badaczka.

Chroniczna nuda może być czynnikiem ryzyka wystąpienia poważniejszych problemów emocjonalnych – takich jak objawy depresyjne czy lękowe. 

Jeśli więc nudzimy się przez dłuższy okres, czujemy, że nasze życie jest pozbawione sensu, nieinteresujące, że tracimy przez to czas, motywację do zmian, relacje z bliskimi – warto skonsultować się ze specjalistą.

Nuda jako doświadczenie rozwojowe

Co ciekawe, w świecie mediów społecznościowych – zaprojektowanym tak, by skutecznie przyciągać, utrzymywać naszą uwagę, ułatwiać sięganie po szybką stymulację, a tym samym również monetyzować nudę – promowanym trendem staje się życie w stylu slow, proste i skromne, a także wszelkiej maści rutyna – od pielęgnacyjnej po wieczorną w wychowaniu dziecka. To trochę tak, jakbyśmy w przewidywalnym, spokojnym czy nawet nudnym rytmie upatrywali schronienia przed szaleństwem czasów, w których żyjemy. 

Jak jednak zauważa Maria Flakus, rutyna nie jest dla każdego: są osoby, które z niej czerpią, ale są też takie, które stosunkowo dobrze odnajdują się w mniej przewidywalnej rzeczywistości. Wówczas ważna jest umiejętność określania i korzystania z dobrych nawyków – np. okazjonalne pozwolenie sobie na nudę, z jednoczesnym zachowaniem aktywności, bez utraty sprawczości.

Co to oznacza w praktyce?

– Wybierając scrollowanie czy kompulsywne zakupy, tracimy sprawczość na rzecz impulsywności – np. tracąc kontrolę nad własnym czasem. Tymczasem cenne jest dawanie sobie wyboru i unikanie wypełniania przestrzeni natychmiastową stymulacją, a z drugiej strony – krytyczne podchodzenie do tego, co się z nami dzieje, i kontrola tego, co robimy – mówi Maria Flakus.

Dobrym przykładem zastosowania nudy w praktyce są dzieci: gdy dajemy im przestrzeń na wolną zabawę, samodzielnie szukają sposobu, by się czymś zająć. Wchodzą w interakcje, zmieniają zajęcie. Pozostawianie im wyboru tam, gdzie to możliwe – np. w kwestii jedzenia, ubrania czy zabawy – może wspierać samodzielność, sprawczość, samoregulację i stymulować rozwój relacji społecznych.

W podobny sposób nuda może być rozwojowym doświadczeniem dla dorosłych – pod warunkiem, że nie będziemy jej rozładowywać za wszelką cenę. Maria Flakus: – Nuda dobrze wykorzystana i zrozumiana może być drzwiami do nowych pomysłów i głębszej refleksji nad sobą. Od nas będzie zależało, czy te drzwi uchylimy.

Co ma nuda wspólnego z wiarą

W ciągu ostatnich dwóch wieków nuda się zdemokratyzowała – bo o ile wcześniej jej odczuwanie było domeną elit, o tyle od czasów rewolucji industrialnej odczuwamy ją niemal wszyscy. I to nie dlatego, że nie musimy pracować, przeciwnie: że pracować na ogół musimy, bo nie możemy sobie sami zapewnić wszystkiego, czego potrzebujemy do życia.

Paradoksalnie, w świecie pełnym bodźców, możliwości i alternatyw, nudzimy się na potęgę. Badacze traktują ten problem poważnie, bo okazuje się, że renesans nudy ściśle wiąże się z kryzysem wielu wartości.

– Dawniej sensu upatrywano w religii, wierzeniach, mitach. To one wyjaśniały każdy aspekt życia, chroniły przed zamętem, pokazywały ścieżki działania. W trakcie choroby chętniej wznoszono modły, niż korzystano z usług lekarzy. Dziś mamy sekularyzację świadomości. Fernando Pessoa słusznie powiedział, że nuda to świat bez mitologii – mówi Mariusz Finkielsztein. 

Poczuciu sensu sprzyjały nie tylko wierzenia, ale też wierzący – wspólnota i mocne więzi w obrębie grup. Dziś jest odwrotnie: w cenie jest indywidualizm i tożsamość kończąca się na jednostce.

Scrolluj dalej: klient znudzony to lepszy klient

Paradoksalnie we współczesnym świecie, opartym na nadmiarze informacji, to właśnie ów nadmiar prowadzi do nudy. Chyba najlepszym przykładem jest wspomniane już scrollowanie, czyli pospieszne przesuwanie palcem po treściach w mediach społecznościowych. Clickbaitowy system tworzenia newsów i artykuły pozbawione treści uczą nas braku zaufania do publikacji, co tłamsi potrzebę zatrzymania uwagi choć na chwilę. 

Co ciekawe, zdajemy sobie z tego sprawę: badania wskazują, że scrollowanie jest uznawane współcześnie za jedną z nudniejszych czynności. W 2011 r. w słowniku badaczy nudy zagościł termin smart boredom, oznaczający wypełnianie „pustych” momentów w naszym życiu – takich jak kolejka do lekarza, czekanie na tramwaj czy przerwa między zajęciami – praktycznymi czynnościami, takimi jak pilny telefon, zapłacenie rachunków czy odpowiedź na maila. Określenie smart nie jest na wyrost także w kontekście narzędzia, którym się wówczas posługujemy.

– Twórcy tego pojęcia twierdzili, że leczy nas ono z nudy, ale ja mam odwrotne zdanie, i są na to badania – mówi dr Finkielsztein. – Smart boredom powoduje, że z generacji na generację jesteśmy coraz bardziej podatni na nudę. Wirtualna rzeczywistość trenuje nas do tej podatności – bo idea jest przecież taka, że scrollujesz Instragrama, ale nie zagłębiasz się nadmiernie w treści. Rzadko kiedy coś zatrzymuje cię na dłużej – zerkasz na tytuł newsa i szybko przechodzisz do kolejnego. 

– Facebook i inne platformy już zrozumiały ten mechanizm: działają tak, by wzbudzić zainteresowanie, ale nie zaangażować. Stale szukasz silniejszych bodźców – jest nim np. zrobienie zakupów – proste, bo możliwe jednym kliknięciem. Są badania potwierdzające, że nuda jest po prostu dobra dla sprzedaży – mówi Finkielsztein.

Smart boredom odpowiada też na nasze współczesne lęki, jak lęk przed „straconym” czasem. Problem w tym, że przebywanie w social mediach wcale od lęków nie uwalnia. Przeciwnie: buduje w nas poczucie FOMO [ang. Fear of Missing Out – lęk przed przegapieniem czegoś, przyp. red.], uczy porównywania się do innych, rwie koncentrację na strzępy. Czas spędzony na scrollowaniu wyłącza myślenie, ale nie relaksuje. To dlatego, analizując dzień, uznajemy godziny spędzone w internecie za puste, stracone.  

Nuda sprzyja populistom

Wydawałoby się, że wciągając nas w chroniczną nudę, świat wirtualny wpływa na jednostki, ale badania socjologiczne pokazują, że jej pole oddziaływania jest szersze. Wynika z nich np., że nuda jest postrzegana jako jedna z przyczyn radykalizacji. Więcej nawet: niektórzy naukowcy wskazują na nudę jako jeden z czynników wywołujących wojny.

– Badacze analizują pod tym kątem m.in. przyczyny I wojny światowej, która wybuchła niedługo po fin de siècle, okresie stagnacji, zawiedzionych oczekiwań pokolenia, nerwowego oczekiwania na gwałtowną zmianę – przypomina Finkielsztein.

Dziś nuda pojawia się w analizach przyczyn radykalizowania młodzieży – szczególnie takiej, która nie widzi perspektyw na odmianę swojego losu. Dramatem jest też nuda w kontekście obozów dla uchodźców

– Z moją promotorką Izabelą Wagner, która badała obozy w południowej Europie, opisywaliśmy historię ludzi, którzy utknęli w limbicznej sytuacji: czekają na legalizację pobytu. Życie „w poczekalni”, braku stabilizacji, czasem wiąże się dla nich z dramatycznymi wyborami – mówi badacz.

Nuda sprzyja nie tylko populizmowi, ale też poparciu dla dyktatur. Badania z 2016 r. wykazały, że osoby bardziej podatne na nudę mają większą skłonność do wspierania skrajnych ugrupowań w politycznym spektrum. Znudzeni, rozczarowani, marginalizowani wyborcy łatwiej uznają populizm za antidotum na brak zaangażowania i poczucie braku sensu.

Współcześni badacze nie mają wątpliwości, że nuda przyczyniła się do sukcesu faszyzmu w latach 20. i partii nazistowskiej w latach 30. XX w. Dziś analizują wpływ nudy na rosnącą popularność skrajnych ruchów politycznych w Europie, a także zwycięstw Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA w 2016 i 2024 r.

Na wybór populistycznych polityków ma wpływ fakt, że osoby, które określają swoje życie jako „nudne”, częściej głosują na charyzmatycznych, silnych liderów, wnoszących do życia politycznego element zamieszania, przy jednoczesnym wzmacnianiu prostych, czarno-białych podziałów. Polityka staje się spektaklem, a wyborcy – fanami, którzy skupiają się na kibicowaniu bardziej niż na obywatelskim zaangażowaniu.

Nie ulega wątpliwości, że w czasach, gdy polityka wybrańców zostawia krwawy ślad na piaskach bitewnych aren, nudę – niczym rozkapryszoną boginkę – warto mieć po swojej stronie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Niech żyje nuda!