Wielkie Muzeum Egipskie. Dlaczego władze w Kairze inwestują w gigantyczne projekty?

Prezydent Egiptu As-Sisi chce być jednym z liderów świata arabskiego i świadomie nawiązuje do tradycji faraonów. Wierzy też, że duże projekty utrzymają kraj w równowadze – mówi „Tygodnikowi” arabista Jan Natkański.
Czyta się kilka minut
Główna sala Wielkiego Muzeum Egipskiego. Z lewej posąg faraona Ramzesa II, który wcześniej stał przy dworcu głównym w Kairze. Ważący 83 tony kolos został przewieziony do nowego muzeum na specjalnej platformie i dziś wita w nim gości. Giza, czerwiec 2025 r. // Fot. Amr Abdallah Dalsh / Reuters / Forum
Główna sala Wielkiego Muzeum Egipskiego. Z lewej posąg faraona Ramzesa II, który wcześniej stał przy dworcu głównym w Kairze. Ważący 83 tony kolos został przewieziony do nowego muzeum na specjalnej platformie i dziś wita w nim gości. Giza, czerwiec 2025 r. // Fot. Amr Abdallah Dalsh / Reuters / Forum

MARCIN ŻYŁA: Pamięta Pan swoją pierwszą wizytę pod piramidami?

Jan Natkański: Nie pamiętam. Przyjechałem do Egiptu w 1978 r. jako pierwszy sekretarz ambasady do spraw prasy i kultury. Pochłonęło mnie kairskie życie, środowisko artystyczne tego miasta. Intensywna codzienność przysłoniła pierwsze wrażenia. Później bywałem przy piramidach wielokrotnie, jednak pierwsza wizyta nie pozostawiła w pamięci wyraźnego śladu.

Być może dlatego, że wtedy Giza wyglądała bardziej „codziennie” niż dziś, gdy przyjeżdżają tu głównie turyści. Było to wciąż barwne przedmieście Kairu, znane także ze słynnego hotelu Mena House, w którym od końca XIX w. zatrzymywali się pisarze, np. Henryk Sienkiewicz, a także politycy i dyplomaci. Tu odbywały się rozmowy prezydenta Sadata z politykami USA i Izraela o realizacji porozumień z Camp David z 1978 r. i traktatu pokojowego Egiptu z Izraelem.

Większość zdjęć pokazuje piramidy tylko z jednej strony. Dlaczego?

To świadomy zabieg. Gdyby sfotografować je od strony pustyni, byłoby widać gęste zabudowania, które już w latach 70. XX w. podchodziły niemal pod same piramidy. Byli tam turyści i handlarze sprzedający wszystko, co tylko da się sprzedać – od chłodnych napojów wyciąganych ze skrzynek z lodem po podróbki antyków. Roiło się od wielbłądziarzy. Jeśli zachowywali się zbyt natarczywie, policja ich przeganiała, ale generalnie pozwalano im działać.

Giza nigdy nie była kompletnie odcięta od miasta. Za piramidami działały kawiarnie pod namiotami, a nawet niewielkie nocne kluby. Nie były szczególnie eleganckie, tworzyły jednak specyficzną atmosferę. Innymi słowy, u stóp piramid widać było cały Egipt w miniaturze.

Miałem tu zabawną, choć wtedy stresującą przygodę. Po kolacji u rosyjskiego kolegi pojechaliśmy obejrzeć piramidy nocą. W miejscu, z którego widać je było niemal w jednej linii, na tle podświetlonego Kairu. Po dwóch minutach w szybę auta zapukał żołnierz. Na posterunku okazało się, że nieświadomie wjechaliśmy na teren wygrodzony pod przyszłą rezydencję prezydenta Sadata.

Ostatecznie nigdy jej nie wybudowano, bo chyba sami Egipcjanie uświadomili sobie, że nie jest to najlepsza miejscówka na wille rządowe. Wypuszczono nas z przeprosinami, ale dla mnie była to scena pokazująca, jak piramidy funkcjonują w realnej topografii państwa.

Kiedy był Pan w Gizie ostatni raz?

Gdy kończyłem ponowną misję dyplomatyczną w listopadzie 2008 r. Od mojego pierwszego pobytu Kair bardzo się zmienił: miasto wylało się na pustynię, powstały nowe dzielnice i wielkie centra handlowe. Jednak wokół piramid, od strony pustyni, zachowano ogromną pustą przestrzeń. Była to świadoma decyzja egipskich władz i archeologów. Zrozumiano, że jeśli coś ma pozostać nietknięte, powinien być to właśnie ten obszar.

Nawet w najbardziej zatłoczonych miejscach trafia się czasem krótki moment sam na sam z zabytkiem. Przeżył Pan taki?

Dla mnie taką chwilą było wejście do wnętrza piramidy Cheopsa. Na zewnątrz jest potężna, jest czymś niemal nieludzko ogromnym. A wewnątrz? Niskie wąskie przejście, ascetyczna komora grobowa, klaustrofobiczna przestrzeń. To zadziwiający kontrast: tysiące ton kamienia i maleńka komnata w środku. Gdy człowiek tam wchodzi, naprawdę uświadamia sobie ciężar czterech tysięcy lat.

Mówił Pan, że w rozmowach z Egipcjanami temat starożytności nie był wtedy szczególnie obecny. Dlaczego?

Dla większości z nich starożytność nie jest tematem codziennym. Życie kierowcy, sklepikarza czy urzędnika toczy się wokół takich spraw jak inflacja, szkoła dzieci, brak pracy czy ceny mieszkań. Starożytny Egipt jest dla nich rodzajem naturalnego tła, czymś tak oczywistym, że aż „niewidzialnym”.

Inaczej jest oczywiście wśród archeologów, naukowców czy ludzi kultury. Mamy w Egipcie długą znakomitą tradycję polskiej archeologii śródziemnomorskiej. W 2007 r. obchodziliśmy 70-lecie pracy polskich archeologów nad Nilem, licząc od pobytu prof. Kazimierza Michałowskiego w składzie misji francuskiej w 1937 r.

W ramach tego jubileuszu udało się nam, dzięki uprzejmości ówczesnego szefa egipskiej Organizacji Starożytności dr. Zahiego Hawassa, umieścić przed Muzeum Narodowym przy placu Tahrir popiersie Michałowskiego wśród innych światowej sławy egiptologów. Zorganizowaliśmy też wystawę zabytków starożytności egipskiej odkrytych przez polskich archeologów. Jeśli czegoś jest mi naprawdę szkoda, to tego, że Polacy zbyt mało wiedzą o dorobku prof. Michałowskiego i jego znakomitych uczniów i następców.

Jeszcze od czasów otomańskich trwał spór o to, na czym oprzeć tożsamość nowego państwa: na Egipcie faraonów czy też na tradycji arabskiej. Czy otwarcie niedawno, w listopadzie, Wielkiego Muzeum Egipskiego oznacza, że wzrasta znaczenie tego pierwszego?

W wieku XIX oraz w pierwszej połowie wieku XX wielu przedstawicieli egipskich elit uważało, że nowoczesną tożsamość narodu powinno się budować na dziedzictwie starożytnym. Była to idea tzw. faraonizmu, bazująca na przekonaniu, że Egipt ze swym dziedzictwem jest cywilizacyjnie odrębny od reszty świata arabskiego.

Potem przyszła jednak epoka panarabizmu, proces dekolonizacji, zimna wojna, rządy prezydenta Gamala Abdela Nassera [rządził w latach 1956-70 – red.] i to arabskie imaginarium, podbudowane islamem, stało się ważniejsze.

Wydaje się, że dziś ten spór ma charakter przede wszystkim historyczny. Egipcjanie – zarówno muzułmanie, jak też chrześcijanie, Koptowie, którzy stanowią ok. 10 proc. ludności kraju – powołują się na to, że są kontynuatorami dziedzictwa sięgającego starożytności.

Jednak władza obecnego prezydenta Sisiego świadomie odwołuje się do faraonizmu. W 2021 r. ulicami Kairu przeszła procesja z mumiami 20 faraonów. Także Wielkie Muzeum Egipskie, zbudowane w Gizie, wygląda jak powrót do starożytnego rdzenia państwa.

Owszem, ale takie odwoływanie się charakteryzowało w różnym stopniu również jego poprzedników. Jest to jednak powrót pragmatyczny. Prezydent Sisi wie, że starożytność to marka globalna. To coś, co daje Egiptowi tzw. miękką siłę, czego nie mają ani Arabia Saudyjska, ani Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Wspomniana Złota Parada Mumii, która odbyła się 3 kwietnia 2021 r., to było uroczyste przeniesienie, w wojskowej asyście, mumii przywódców starożytnego państwa ze starego Muzeum Narodowego do również nowo wybudowanego Narodowego Muzeum Cywilizacji Egipskiej.

Był to komunikat: „Jesteśmy spadkobiercami ogromnej cywilizacji, a państwo potrafi ją pokazać światu z rozmachem”. Władze inwestują w duże projekty – w muzea, infrastrukturę, a także w nową stolicę administracyjną kraju, która powstaje 45 km na wschód od Kairu, na pustyni – bo wiedzą, że w Egipcie wielkie projekty wciąż działają na wyobraźnię.

Ta Złota Parada Mumii była częścią uroczystości otwarcia Narodowego Muzeum Cywilizacji Egipskiej. Składa się ono z kilkunastu galerii prezentujących różne okresy historii Egiptu: od czasów predynastycznych do współczesnych. Już przyciąga tłumy zwiedzających.

Na ile ten powrót do starożytności jest odpowiedzią na kryzys idei jedności arabskiej?

Po II wojnie światowej w świecie arabskim próbowano budować jedność. Powstała Liga Państw Arabskich, której celem była koordynacja polityki państw arabskich powstających na fali dekolonizacji.

Jedność arabska była zwykle ważnym elementem programów także powstających po II wojnie arabskich partii politycznych, np. partii Baas. Jednak w drugiej połowie XX w. narosły rozbieżności między krajami arabskimi. Tożsamość narodową zaczęto budować na bazie przynależności państwowej.

Dziś na pytanie „kim jesteś” słyszymy odpowiedzi: Kuwejtczykiem, Marokańczykiem, Egipcjaninem. Egipt wraca do starożytnego rdzenia. Podobnie zwracają się do swej historii inne państwa arabskie, szukając w niej źródła współczesnej tożsamości narodowej. W ostatniej dekadzie robi tak np. Arabia Saudyjska. Egipt, który wciąż chce pozostać jednym z liderów świata arabskiego, sięga tu do swej wielowiekowej historii. Faraonizm, odpowiednio opakowany, właśnie temu służy.

Dlaczego powstało Wielkie Muzeum Egipskie?

Pomysł ogłosił w 1992 r. ówczesny prezydent Hosni Mubarak. Jednak wtedy Egipt nie miał pieniędzy na takie projekty. Potem ruszyła machina wielkich inwestycji. W 2002 r. zainaugurowała działalność Bibliotheca Alexandrina, nawiązująca do słynnej Biblioteki Aleksandryjskiej, spalonej w I wieku p.n.e. Wcześniej w Kairze wybudowano nową siedzibę opery.

Powstał też imponujący most nad Kanałem Sueskim, oficjalnie nazywany Mostem Przyjaźni Egipsko-Japońskiej, ponieważ powstał dzięki pieniądzom z Japonii. Jest on zawieszony 70 metrów nad lustrem wody i długi na cztery kilometry. Nieco później zbudowano tunel pod Kanałem Sueskim. To są wszystko symbole nowego państwa, które aspiruje do nowoczesności.

Do końca tej dekady Egipt chce przyjmować ponad 30 mln turystów rocznie, a Wielkie Muzeum Egipskie to klucz do tego planu. W pobliżu władze budują też nowe lotnisko Sphinx Airport. Na zdjęciu: widok na muzeum, w tle jedna z piramid w Gizie. 1 listopada 2025 r. // Fot. Mohamed Elshahed / Anadolu / AFP / East News

Jaka jest rola nowych muzeów? Władza traktuje je jako element szerszej narracji?

Bez wątpienia. W Egipcie wielkie projekty zawsze niosły w sobie ideę państwowej dumy. Tak było za Nassera z tamą w Asuanie, za Mubaraka z modernizacją Kairu, tak jest dziś z Sisim.

Wielkie Muzeum Egipskie jest szóstym muzeum na świecie pod względem wielkości powierzchni wystawienniczej i największym poświęconym pojedynczej cywilizacji. Ma kilkanaście galerii eksponujących zabytki Egiptu starożytnego – od okresu predynastycznego do okresu rzymskiego włącznie.

Naturalnie, wszystkie eksponaty to zabytki egipskie i nie jest ważne, kto je odkrył. Ale mnie cieszy informacja, że w galerii predynastycznej znalazły się eksponaty odkryte przez polskich archeologów z misji w Tel El-Farcha w Delcie Nilu, kierowanej od dekad przez prof. Krzysztofa Ciałowicza z UJ. Wielkie Muzeum Egipskie ma też specjalną galerię dla ekspozycji wszystkich artefaktów z grobowca Tutenhamona, odkrytego w 1922 r.

Można oczekiwać, że Wielkie Muzeum Egipskie w Gizie przyciągnie też turystów.

Jednym z filarów egipskiej gospodarki jest turystyka. Daje wiele miejsc pracy i stanowi ok. 10 proc. PKB. Egipcjanie chcieliby, aby było to więcej. Do końca tej dekady Egipt chce przyjmować ponad 30 mln turystów rocznie, gdy w 2024 r. było ich 15 milionów. Wielkie Muzeum Egipskie to klucz do tego planu. Władze budują też infrastrukturę wokół piramid: lotnisko Sphinx Airport i nowe drogi.

W praktyce każdy, kto przyjedzie pod piramidy, przejdzie przez nowe muzeum. Jest to więc gigantyczna maszyna edukacyjno-biznesowa. Prezydent Sisi myśli monumentalnie: nowe miasta, wielkie mosty, elektrownia atomowa, modernizacja armii, gigantyczne inwestycje turystyczne. Patrząc na historię Egiptu, zwłaszcza po II wojnie światowej, to nie jest tylko jego sposób rządzenia: pokazać obywatelom, że państwo działa, buduje, inwestuje.

Z drugiej strony, Egipt zawsze miał ciągoty do monumentalizmu. To kraj, w którym mit państwa jest bardzo silny. Ludzie oczekują od władzy tego, czego oczekiwało się od faraonów czy mameluków: sprawności, siły i porządku. A nowe muzea są opowieścią – o ciągłości, o dziedzictwie, ale także o nowoczesności i potędze państwa.

Jak ta opowieść wygląda w Wielkim Muzeum Egipskim?

Największe wrażenie wywarła na mnie historia z pomnikiem Ramzesa II, który od 1954 r. stał przy głównym dworcu w centrum Kairu. Ten ważący 83 tony kolos, wysokości 11 metrów, został przewieziony do nowego muzeum na specjalnej platformie i dziś wita w nim gości. Niektórzy w Egipcie mówili, że to „powrót faraona do domu”. Zadziałało to na masową wyobraźnię.

Niewątpliwie otwarcie Wielkiego Muzeum Egipskiego wzmacnia prestiż prezydenta. Ale jest ono także inwestycją praktyczną, bo nową. Kto chce odwiedzić Luksor, Karnak czy Dolinę Królów, jest skazany na spacerowanie w tłumach. Władza stara się temu jakoś zaradzić: buduje nowe ośrodki turystyczne, chce bardziej równomiernie rozłożyć ruch turystyczny.

Wspomniał Pan o napięciu między symboliczną wielkością a codziennym życiem.

Myślę, że prezydent Sisi wierzy, iż materialne dziedzictwo – wielkie projekty – utrzymają jego kraj w równowadze. Chodzi nie tylko o Wielkie Muzeum Egipskie. Mam na myśli także elektrownię atomową, którą za ponad 30 mld dolarów Rosjanie budują pod Aleksandrią. Kilka tygodni temu położono kamień węgielny pod budowę jej czwartego bloku.

Już w ubiegłej dekadzie powstała druga nitka Kanału Sueskiego kosztem 8 mld dolarów. Na tę inwestycję rozpisano pożyczkę narodową. Wprawdzie wydarzenia w regionie – wojna w Gazie i działalność Huthich w Jemenie – doprowadziły do spadku dochodów, który dawały statki handlowe płynące tym Kanałem, ale jest to spadek czasowy.

Dalej: Egipt zawarł porozumienie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi o budowie Ras Al-Hikma City – nowego miasta z lotniskiem na zachód od Aleksandrii. Wartość tej inwestycji to 36 mld dolarów.

Wreszcie, za ponad 50 mld dolarów powstaje na obszarze 700 km kwadratowych wspomniana już Nowa Stolica Administracyjna. Dla porównania: Warszawa liczy 500 km kwadratowych. Budowa zaczęła się w 2015 r., a pierwsze dwa budynki, które powstały, to Wielki Meczet i katedra koptyjska. W nowym parlamencie odbyła się już inauguracja obecnej kadencji prezydenta Sisiego.

To współczesny egipski faraon?

Prezydent rządzi autokratycznie, ale nie sądzę, aby ktoś nazywał go kolejnym faraonem. Podobnie jak nie nazywano tak Mubaraka, chociaż obaj świadomie nawiązywali do tradycji dawnych władców.

Gdy przyjechałem do Kairu jako przedstawiciel Polski, w lutym 2004 r., prezydent Mubarak przyjmował akredytacje od nowo przybyłych ambasadorów tylko dwa razy w roku. Ambasad było 162, rotacja ambasadorów spora, więc podczas takiej okazji przedstawiano mu zawsze co najmniej kilkunastu dyplomatów.

Niefortunnie przyjechałem dwa tygodnie po poprzedniej uroczystości. Kiedy doczekałem kolejnej, byłem pierwszym, który złożył listy uwierzytelniające prezydentowi. Prezentacja była zwięzła, krótka, w drzwiach stał już następny ambasador. Do dziś mam, wycięte nazajutrz z gazety, zdjęcie z tej prezentacji. Na nim z jednej strony przedstawiono prezydenta, a z drugiej – każdego z ponad dwudziestu ambasadorów, w rządku, jeden za drugim.

Wie pan, co mi to przypomina? Gdy się pójdzie do dowolnego grobowca w Dolinie Królów, często można się natknąć na podobny obrazek. Z jednej strony faraon, a z drugiej – różnej rangi poddani niosący mu dary. Jeden za drugim.

Jan Natkański // Fot. Michał Woźniak / East News

JAN NATKAŃSKI (ur. 1941) jest arabistą, był ambasadorem Polski w Kuwejcie (1994-2000) i Egipcie (2004-2008). Współautor, wraz z Agatą Kasprolewicz, cyklu podkastów „Opowieści arabskie”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Opowieści egipskie