Ostatnia kolonia Afryki. Dlaczego Sahara Zachodnia nie jest niepodległa?

Mieszkańcy Sahary Zachodniej powinni świętować w tym roku 50 lat niepodległości. Jednak gdy w drugiej połowie XX wieku Afrykanie wyzwalali się spod kolonializmu, bogate w surowce tereny saharyjskie padły łupem sąsiedniego Maroka. Dziś Saharyjczycy są dalej od własnego państwa niż kiedykolwiek, a Maroko stawia na sojusz z Trumpem.
Czyta się kilka minut
Saharyjki biorą udział w obchodach 50. rocznicy powstania Frontu Polisario. Obchody odbyły się w Algierii, gdzie żyje wielu saharyjskich uciekinierów. 20 maja 2023 r. // For. Stringer / Anadolu / AFP / East News
Saharyjki biorą udział w obchodach 50. rocznicy powstania Frontu Polisario. Obchody odbyły się w Algierii, gdzie żyje wielu saharyjskich uciekinierów. 20 maja 2023 r. // For. Stringer / Anadolu / AFP / East News

Przez długi czas było to tyleż zapomniane, ile niedoinwestowane terytorium na peryferiach Afryki, politycznych i psychologicznych. Sahara Zachodnia – ziemia położona nad Atlantykiem, dziś granicząca z Marokiem, Algierią i Mauretanią – niewiele miała do zaoferowania. Zarówno swoim mieszkańcom, jak też Hiszpanii, której była kolonią.

Jednak w latach 50. XX w. odkryto tu wielkie złoża fosforytów, niezbędnych przy produkcji nawozów wykorzystywanych już wtedy na całym świecie. Odkrycie to zmieniło bieg lokalnej historii, zapoczątkowało boom gospodarczy i rozwój miast.

Kres hiszpańskiego panowania na Saharze

W efekcie nawet Beduini, stanowiący tutaj sporą część ludności, zaczęli porzucać koczowniczy tryb życia na rzecz miejskiego. Wkrótce mieszkańcy tej części hiszpańskiego imperium mogli cieszyć się dobrami materialnymi niemal niespotykanymi w sąsiednich krajach – lodówkami, telewizorami i autami.

Wyższy standard życia nie mógł przyćmić jednak faktu, że zachodni Saharyjczycy nadal byli u siebie dyskryminowani. Na początku lat 70. XX w., gdy wiele afrykańskich kolonii świętowało już niepodległość, także Sahrawi – jak się ich określa – zaczęli domagać się większej autonomii.

Doszło do zamieszek. Hiszpanie otworzyli ogień do protestujących, zamknęli w więzieniach nieposłusznych, a w końcu zabili charyzmatycznego lidera ruchu niepodległościowego – Mohameda Bassiriego (rozrzucając jego szczątki po pustyni). Mimo wszystko nie było wątpliwości, że czas hiszpańskiego panowania dobiega końca.

Marokańska wojna hybrydowa

Gdy w 1975 r. wiekowy Francisco Franco po wielu latach dyktatury oddał w końcu władzę w Hiszpanii, Madryt zdecydował się przeprowadzić na Saharze, przemianowanej w międzyczasie na Saharę Zachodnią, referendum niepodległościowe.

Takie rozwiązanie było jednak nie w smak Królestwu Maroka, które miało chrapkę na poszerzenie swoich granic. Marokański król Hassan II, rządzący twardą ręką i mający poparcie Stanów Zjednoczonych, wykorzystał moment słabości Hiszpanów i zorganizował coś, co dziś można by określić jako zręczne posunięcie w ramach wojny hybrydowej.

Zmobilizował mianowicie trzystu tysięcy „cywilów”, aby pieszo i – rzecz jasna – spontanicznie przekroczyli zieloną granicę z Saharą Zachodnią. Tę „pokojową demonstrację” nazwano Zielonym Marszem. Równocześnie wojska marokańskie wkraczały na teren sąsiada. Już nie kryjąc się z niczym, czołgi wjechały do stolicy – Al-Ujunu.

Front Polisario ogłasza niepodległość i rusza w bój

Nie chcąc prowadzić kosztownej wojny w imię faktycznie straconej już prowincji, w listopadzie 1975 r. Hiszpania zdecydowała się podpisać w Madrycie umowę z Mauretanią i Marokiem. Układ ten przewidywał, że dwie trzecie terenu Sahary Zachodniej przypadnie Maroku, a jedna trzecia, obejmująca południową część – Mauretanii.

Miejscowi byli jednak zdecydowanie przeciwni takiemu rozwiązaniu. Na algierskiej ziemi – Algieria, sama od niedawna niepodległa od Francji, wspierała Saharyjczyków – powstał Front Polisario, organizacja wojskowo-polityczna (Polisario to skrót od rozbudowanej nazwy: Ludowy Front Wyzwolenia Sakiji al-Hamry i Río de Oro; to geograficzne regiony Sahary Zachodniej).

W 1976 r. Front Polisario ogłosił powstanie Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej (SADR). Zaczęła się wojna, podczas której bojownicy Frontu Polisario szybko rozprawili się ze słabą armią mauretańską. W 1979 r. Mauretania wycofała się z wojny, a w latach 80. XX w. uznała niepodległość Sahary Zachodniej.

Wojna z Marokiem trwała aż do 1991 r., gdy pod auspicjami ONZ ogłoszono rozejm. Działania zbrojne wstrzymano wzdłuż linii dzielącej Saharę Zachodnią na dwie części, kontrolowane przez Maroko i Front Polisario. Kolejnym krokiem miało być referendum w sprawie samostanowienia, które jednak do dziś się nie odbyło.

Choć więc Saharyjska Arabska Republika Demokratyczna została uznana przez kilkadziesiąt państw (i jest członkiem Unii Afrykańskiej), to wciąż nie może liczyć na wsparcie najważniejszych światowych graczy.

Maroko stawia na Trumpa

W 2007 r. Maroko przedstawiło swój pomysł na rozwiązanie konfliktu. W jego ramach Sahara Zachodnia miałaby uzyskać szeroką autonomię – w tym własny rząd, parlament i administrację, które decydowałyby o sprawach lokalnych. Natomiast sprawy obronności, polityki zagranicznej i symbolicznego zwierzchnictwa pozostałyby w rękach Maroka.

Projekt ten zakładał, że obiecane referendum niepodległościowe nie odbyłoby się – Saharyjczycy zostaliby więc w istocie pozbawieni możliwości wyrażenia własnego zdania. Najważniejsze decyzje związane z tym terytorium – w tym eksport surowców – należałyby zatem do Królestwa Maroka. Front Polisario nie zaakceptował tego pomysłu.

W ostatnich latach władze Maroka postawiły na szukanie sojuszników, którzy poprą ich sprawę. Będąc jednym z najstabilniejszych państw Afryki Północnej i największym na świecie eksporterem fosforytów, Maroko ma w ręku dużo lepsze karty niż rywale.

I tak, Stany Zjednoczone już za pierwszej kadencji Donalda Trumpa uznały suwerenność Maroka nad Saharą Zachodnią – w zamian za nawiązanie stosunków z Izraelem przez władze w Rabacie.

Natomiast w kwietniu tego roku administracja Trumpa poinformowała, że rozmowy mające na celu rozwiązanie konfliktu o Saharę Zachodnią powinny się odbywać wyłącznie na podstawie planu marokańskiego.

Paryż i Londyn liczą, że ugrają coś dla siebie

Maroko może liczyć także na poparcie Francji i Wielkiej Brytanii, które przy okazji ugrają co nieco dla siebie.

Podczas wizyty w Rabacie w październiku 2024 r. Emmanuel Macron poparł marokańską politykę wobec Sahary Zachodniej. Prezydent Francji poświęcił interesy Saharyjczyków na rzecz poprawy relacji z Marokiem, które pogorszyły się w ostatnich latach (m.in. Marokańczycy mieli szpiegować francuskich polityków z pomocą Pegasusa). Poprawa relacji z Marokiem może być też dla Francji ostatnią szansą na zachowanie wpływów w Afryce – po tym jak tracą je właśnie w kolejnych krajach Sahelu.

Z kolei brytyjski minister spraw zagranicznych David Lammy stwierdził na początku czerwca, że plan Maroka to najlepsze rozwiązanie dla trwającego od dekad sporu. Przy okazji Lammy podpisał umowę o zacieśnieniu współpracy obu krajów w zakresie projektów infrastruktury krytycznej na potrzeby mistrzostw świata w piłce nożnej, które Maroko będzie gościć – wraz z Hiszpanią i Portugalią – w 2030 r. Dzięki tej umowie brytyjskie firmy budowlane mogą liczyć na intratne kontrakty.

Wał zachodniosaharyjski trzyma się mocno

Liczbę całej ludności Sahary Zachodniej szacuje się dziś na jakieś 600 tysięcy. Byłoby więcej, ale wielu Sahrawi od lat żyje w obozach uchodźców w Algierii, która pozostaje ich najważniejszym sojusznikiem (tam też urzędują władze państwa).

Natomiast obszar Sahary Zachodniej, wielkości dwóch trzecich Polski, pozostaje od prawie 35 lat podzielony – Maroko kontroluje większą część (w tym złoża fosforytów), mniejszą zaś Front Polisario (to część uboższa, wschodnia). Między stronami trwa rozejm. Obie części dzieli system umocnień (zwany „murem marokańskim” lub „wałem zachodniosaharyjskim”), zbudowany jeszcze przed rokiem 1991 przez Marokańczyków.

Mimo takich warunków saharyjska społeczność dba o tożsamość narodową i wciąż dąży do niepodległości. Ma jednak świadomość, że jej los został poświęcony na rzecz współpracy między silniejszymi i bogatszymi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ostatnia kolonia Afryki