Węgry przed wyborami. Rosja i Ukraina zdominowały końcówkę kampanii Orbána

Relacje z Rosją i Ukrainą zdominowały ostatnie dni kampanii na Węgrzech. Orbán mobilizuje strachem, a opozycja unika proukraińskiej etykiety. Relacja z węgierskiej stolicy.
z Węgier
Czyta się kilka minut
„Nie pozwól, aby Zełenski śmiał się ostatni” – taki przekaz widzą codziennie mieszańcy Budapesztu na reklamach wyborczych Fideszu. Węgry, 19 marca 2026 r. // Fot. Jaap Arriens / NurPhoto / Getty Images
„Nie pozwól, aby Zełenski śmiał się ostatni” – taki przekaz widzą codziennie mieszańcy Budapesztu na reklamach wyborczych Fideszu. Węgry, 19 marca 2026 r. // Fot. Jaap Arriens / NurPhoto / Getty Images

Widmo krąży nad Europą, widmo samozagłady. Słabnący i porzucany przez Amerykę kontynent, rządzony przez unijnych biurokratów, uparcie działa na swoją szkodę – a to wysyłając pieniądze i broń Ukrainie, a to upierając się przy „zielonej transformacji”, a to zapominając o chrześcijańskiej tożsamości.

Oto obraz otoczenia Węgier, jaki od miesięcy przekazują tutaj państwowe media. Obraz, do którego sprzyjający władzy komentatorzy na bieżąco dodają kolejne elementy. Wojna z Iranem? Obnaża nieprzygotowanie Europy. Pogróżki Zełenskiego pod adresem Viktora Orbána? Dowód, że Ukraina jest państwem awanturniczym. Logika tej propagandy jest spójna, a wynikający z niej wniosek oczywisty: spokój i pokój zapewni Węgrom wyłącznie Orbán.

Intensywność tej propagandy jest wprost proporcjonalna do faktu, że po raz pierwszy od lat władza Orbána jest dziś realnie zagrożona.

Orbán i Magyar jadą na prowincję

W ostatnich dniach kampanii przed wyborczą niedzielą, 12 kwietnia, Fidesz i prowadząca w sondażach opozycyjna Tisza postawiły na częste wiece w małych miejscowościach. Péter Magyar, lider Tiszy, odbywa nawet po 5-6 spotkań dziennie. Chce zdążyć z odwiedzeniem wszystkich okręgów wyborczych. Z kolei wiece Fideszu gromadzą zwykle po kilkaset osób, ale ich oprawa robi wrażenie – nie tylko w telewizji.

Tak było 25 marca w Ostrzyhomiu, 30-tysięcznym mieście na północy kraju, które przez Dunaj graniczy ze słowackim Šturovem. U stóp wzgórza, na którym stoi słynna bazylika, siedziba najstarszego węgierskiego biskupstwa, scenę ustawiono przodem ku rzece. 

Gdy wszedł na nią Orbán, gdy zapalono pochodnie, a w niebo wystrzeliły reflektory, trudno było uciec od wrażenia, że przemawia on także do Węgrów z drugiego brzegu. Istotnie: po wiecu sznur wracających na Słowację aut ustawił się do wjazdu na graniczny Most Marii Walerii.

Pas słowackiego terytorium wzdłuż granicy z Węgrami to miejsce symboliczne. Po upadku komunizmu odżyły tu historyczne napięcia między Bratysławą a węgierską mniejszością i występującym w jej obronie Budapesztem. 

Po czecho-słowackim „aksamitnym rozwodzie” i powstaniu w 1993 r. niepodległej Słowacji, Węgry długo odmawiały uznania granicy. Politycy w Budapeszcie deklarowali, że gdy celem jest ochrona Węgrów, dopuszczalna jest ingerencja w słowackie sprawy (trzeba dodać, że także ówczesny premier Vladimír Mečiar wykorzystywał 400-tysięczną diasporę węgierską w wewnętrznej polityce).

Napięcia załagodziło wspólne wejście obu krajów do Unii Europejskiej. Jednak od kilku lat, na nowo, do interesu etnicznych Węgrów poza krajem odwołuje się Orbán.

Ukraina szkodzi także opozycji

Najwyraźniej widać to dziś w relacjach z Ukrainą. Na Zakarpaciu – do końca I wojny światowej terytorium należącym do Królestwa Węgier, a następnie do Czechosłowacji – mieszka wciąż ok. 100 tys. Węgrów.

Plakat wyborczy Fideszu w Kecskemét, środkowe Węgry, 24 marca 2026 r. // Fot.Marcin Żyła

– Wojna w Ukrainie ma dla Węgrów także osobisty wymiar – wyjaśnia Sándor Gallai, politolog z Uniwersytetu Korwina w Budapeszcie. – Trzeba pamiętać, że także ci z zakarpackich Węgrów, którzy mają podwójne obywatelstwo Ukrainy i Węgier, podlegają obowiązkowej służbie wojskowej. Niektórzy uciekają przed poborem, inni bronią na froncie swojej ojczyzny, Ukrainy.

Gallai mówi, że wie, iż z polskiej perspektywy wojna w Ukrainie wydaje się bliska. Jednak Węgrzy patrzą na nią inaczej. – Wśród jej śmiertelnych ofiar zdarzają się osoby o węgierskich nazwiskach. To dodatkowo wzmacnia przekaz Fideszu – dodaje politolog.

Na Węgrzech właściwie wszystko, co kojarzy się z Kijowem, jest groźne dla sondaży. Według badania z jesieni 2025 r. połowa Węgrów uznaje Ukrainę za państwo niebezpieczne, dwie trzecie sprzeciwia się jej wstąpieniu do Unii, a trzy czwarte nie chce, aby Budapeszt pomagał jej finansowo.

Magyar unika proukraińskiej etykiety

„Nie pozwól, aby Zełenski śmiał się ostatni” – taki przekaz widzą codziennie mieszańcy Budapesztu na reklamach wyborczych Fideszu, umieszczonych na przystankach. Domniemanych powiązań polityków opozycji z „mocodawcami z Kijowa” ekipa Orbána używa jako straszaka. Ostatnio oskarżając o szpiegostwo na rzecz Ukrainy np. dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyi’ego.

– Tego typu powiązań władze będą w ostatnich dniach kampanii wciąż używać w celu zdyskredytowania Tiszy – uważa Sándor Gallai. – Wcześniej też już próbowały rzucać na opozycję podobne podejrzenia. Obywatel Ukrainy, który organizował wizytę  Magyara na Zakarpaciu, został uznany za persona non grata na Węgrzech.

To wszystko powoduje, że także Tiszę trudno uznać za partię sprzyjającą Ukrainie. Magyar sprzeciwia się „szybkiej ścieżce” dla niej do Unii Europejskiej i nie wyklucza referendum w sprawie ewentualnego jej członkostwa. Nie chce też wysyłać jej pomocy wojskowej, a jego posłowie w Parlamencie Europejskim głosowali przeciw pożyczce dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro. 

„Nikt nie chce na Węgrzech proukraińskiego rządu” – deklarował 28 marca lider Tiszy i patrząc na stosunek Węgrów do Ukraińców trudno oczekiwać, by po ewentualnej wygranej złagodził tę retorykę. Tym bardziej, że on także odwołuje się do węgierskiej dumy: w minionym roku Magyar przeszedł 300 km dzielących Budapeszt do granicy z Rumunią, co miało symbolizować jego chęć „zjednoczenia” narodu.

Wraca temat relacji z Kremlem

Tisza nie jest jednak partią prorosyjską. Natomiast jak bardzo prorosyjska jest ekipa Orbána, dowiedzieliśmy się w tych dniach.

Wspomniany Panyi wraz z kilkorgiem innych dziennikarzy z Europy Środkowej opublikowali pod koniec marca materiał, z którego wynika, że minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó dostarczał Rosjanom strategiczne informacje na kluczowe tematy prosto z unijnych spotkań w Brukseli. 

Szijjártó próbował też doprowadzić do zawieszenia unijnych sankcji nałożonych na wpływowego rosyjsko-uzbeckiego biznesmena Aliszera Usmanowa (jednego z najbogatszych ludzi w Rosji), zablokować kolejną transzę sankcji i uchronić przed ich skutkami rosyjskie przedsiębiorstwa. W rozmowach telefonicznych zapewniał Ławrowa, że można liczyć na wsparcie Słowacji w tych działaniach. „Zawsze jestem do twojej dyspozycji” – deklarował.

Te sensacyjne informacje, które w większości państw Europy wywołałyby dymisję ministra, kryzys rządu i oskarżenia o zdradę, na Węgrzech nie wzbudziły jednak znaczącego poruszenia wśród sympatyków Orbána. Sam Szijjártó nie kryje swoich kontaktów, uznając je za część normalnej aktywności dyplomatycznej. 

Orbán i Rosja

Sándor Gallai, który wykłada także w Mathias Corvinus Collegium (to prywatna uczelnia, uznawana za sprzyjającą Fideszowi Orbána), uważa, że na węgierskie relacje z Rosją warto patrzeć w szerokim kontekście: gospodarczym i strategicznym.

– Dziś w świecie dla mniejszych krajów, takich jak Węgry, kluczowe jest zróżnicowanie stosunków zagranicznych, w pewnym sensie rozbicie ich na wiele mniejszych, niezależnych od siebie relacji – przekonuje politolog.

– Częściowo wynika to z przesunięcia centrum gospodarczego świata z Zachodu na Daleki Wschód. Ale także z tego, że rosyjskie źródła energii są tak tanie. Jednym z powodów spadku znaczenia Unii Europejskiej w świecie, o czym Orbán mówi często, jest utrata konkurencyjności gospodarczej. To rzecz niezwiązana z ideologią, tylko fakt ekonomiczny: im wyższe ceny energii, tym mniej konkurencyjna gospodarka – dowodzi Gallai.

Dalej politolog wymienia: zielona transformacja, wojna w Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję mają sprawiać, że Europa przegrywa w świecie wyścig z innymi. – Właśnie dlatego węgierski rząd naciska także na szczeblu europejskim na zacieśnienie współpracy z Rosjanami – mówi Gallai.

– To według Orbána jedyny ratunek dla naszych gospodarek. Takie podejście nie jest związane z żadną ideologią. Dopiero tu nakłada się na nie kwestia moralności. Tisza twierdzi, że biznes jest ważny, ale nie za wszelką cenę. Także większość państw Unii używa argumentów natury etycznej. Jest jednak też mniejszość, która ma tendencję do bardziej pragmatycznego podejścia. Fidesz i Orbán należą właśnie do niej – mówi Sándor Gallai.

Fidesz gra w nierównym systemie

Na kilka dni przed wyborami faworytem jest Tisza. Od ponad roku jej przewaga nad Fideszem nie spadła poniżej 9 procent. W cytowanym przez „Politico” sondażu z 28 marca, jeszcze sprzed ujawnienia informacji o kontaktach Szijjártó z Ławrowem, wynosiła 11 procent.

Kłopot w tym, że system wyborczy – wielokrotnie dopasowywany przez Fidesz do własnych potrzeb – wyjątkowo sprzyja dotychczasowej władzy. 

Już po wyborach z 2010 r. – ostatnich uznawanych za spełniające normy demokratyczne – Fidesz zmniejszył liczbę posłów do 106. Są wybierani w okręgach jednomandatowych. Te różnią się wielkością: większe wyznaczono na obszarach tradycyjnie sprzyjających opozycji, mniejsze tam, gdzie zwykle wygrywa Fidesz.

Wyborcy mogą rejestrować się w dowolnym okręgu, a państwowe fundusze, które popłynęły do Węgrów mieszkających w sąsiednich krajach, sprawiły, że pół miliona wyborców z zagranicy może wpłynąć na wynik (łącznie do głosowania uprawnionych jest 8 mln ludzi).

Fidesz ograniczył też niezależność mediów, zaczynając od broni ekonomicznej: wycofania z nich państwowych ogłoszeń. Koncesję dla ostatniej niezależnej stacji radiowej, Klubrádió, wycofano już pięć lat temu. W raporcie Parlamentu Europejskiego z listopada 2025 r. wskazano, że w praktyce Węgrzy w swoim języku nie mają możliwości kontaktu z inną narracją niż państwowa propaganda. 

Zanim w Bratysławie objął na powrót władzę Robert Fico, obywatele krytyczni wobec Orbána mogli przynajmniej słuchać audycji węgierskiego programu słowackiego radia publicznego. Potem utracili tę możliwość.

Gospodarka może zdecydować o wyniku

Sándor Gallai wskazuje na jeszcze jeden kłopot opozycyjnej Tiszy: niewielkie pole manewru w sprawach gospodarczych. Ekonomia Węgier jest w złej kondycji, a zapowiadane przez Magyara odmrożenie unijnych funduszy dla Węgier to za mało.

– To nie wystarczy, aby dać pozytywny impuls gospodarce. Koniunktura na Węgrzech zależy w dużej mierze od sytuacji na rynkach europejskich. To kolejny argument przemawiający za polityką obecnego rządu, aby budować sojusze gospodarcze z innymi regionami, np. azjatyckim czy latynoamerykańskim. 

Od czasu pandemii gospodarka Węgier nie odnotowała znaczącego wzrostu. – Wcześniej węgierski elektorat cieszył się jednym z najwyższych wzrostów płac i to przez 8-9 lat z rzędu. Na razie Tisza na tym zyskuje, wyborcom trudno zaakceptować fakt, że teraz jest inaczej. Nie wiadomo jednak, czy sama będzie w stanie to zmienić – uważa Gallai.

Sądząc po wiecach, Péter Magyar jest tego pewien. „Teraz albo nigdy!” – brzmiało jedno z jego haseł. Tuż przed wyborami zostało skrócone. Na ostatniej prostej brzmi: „Teraz!”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pępek świata