Będzie wojna z szarlatanami? Rzecznik Praw Pacjenta dąży do bitwy z wartą miliardy złotych branżą

Pseudomedycyna i działalności paralecznicze cieszą się w Polsce sporą tolerancją ze strony organów państwa. Rzecznik Praw Pacjenta chce z tym skończyć.
Czyta się kilka minut
Olga Dzhoshkuner / Shutterstock
Fot. Olga Dzhoshkuner / Shutterstock

Mieszanki ziół na raka, tabletki na autyzm, plastry na stwardnienie rozsiane a może elektrody przyczepiane do ciała, podpięte do laptopa? Albo bardziej klasycznie, wykrywający wszelkie choroby biorezonans czy leczenie boreliozy koktajlem antybiotyków? Spektrum oferty specjalistów medycyny holistycznej, ekologicznej (w kontekście choćby antybiotyków prawdziwy rechot rzeczywistości) czy naturalnej (ech, ten laptop z elektrodami) jest bardzo szerokie… I kosztowne. Bo tak naprawdę to właśnie pieniądze są niemal jedynym, prawdziwym elementem tych historii.

Paramedycyna w Polsce

Pieniądze, czyli miliony złotych, które szarlatani zarabiają na strachu, niepewności i zagubieniu osób mierzących się z problemami zdrowotnymi – swoimi lub najbliższych osób. To drugi i ostatni prawdziwy fakt – problem zdrowotny, choroba, strach i zagubienie. Wszystko inne – to fikcja. Nie ma specjalistów, nie ma medycyny holistycznej, naturalnej czy ekologicznej, medycyny – jak mówią sami „specjaliści” alternatywnej wobec medycyny „oficjalnej”. 

– Medycyna, tak jak matematyka, jest jedna – mówił podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia dr Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej. 6 lutego posłowie wysłuchali informacji na temat skali zjawiska pseudomedycyny, działalności paraleczniczej, które do tej pory cieszyły się sporą tolerancją ze strony organów państwa.

Można zaryzykować tezę, że gdyby nie aktywność mediów – trudno pominąć tutaj zasługi Michała Janczury, który najpierw w TOK FM, a teraz w portalu Wirtualna Polska brał i bierze pod lupę „alternatywny” biznes medyczny, prokuratury jeszcze przez lata nie dostrzegałyby problemu, nawet jeśli pseudoleczenie kończy się na oddziałach intensywnej terapii lub wręcz na cmentarzu

Podejrzany rynek suplementów diety

Jak to możliwe? Do myślenia daje przykład suplementów diety, których rynek szacowany jest na ok. 7 mld zł rocznie – mówimy o produktach dostępnych na wyciągnięcie ręki, dostępnych (również cenowo) dla każdego. Suplementy diety przed dopuszczeniem do obrotu (w przeciwieństwie do leków) nie przechodzą badań klinicznych, nie jest znane ich działanie (korzyść zdrowotna, ale też interakcje z lekami, innymi suplementami), bardzo często nie jest znany też ich skład – kontrolowane są jak środki spożywcze, więc wyrywkowo i w innym reżimie niż farmaceutyki. Mówiąc obrazowo, choć w dużym uproszczeniu: jeśli zawierają głównie lub niemal wyłącznie cukier i nieszkodliwe dodatki smakowe oraz ich przyjmowanie nie wiąże się z bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia, nie ma podstaw do wycofania ich z obrotu. 

Zapowiedzi uporządkowania rynku suplementów – tych sprzedawanych w oficjalnym obiegu - padały już w latach 2018-2019 – nad tematem pochylało się Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, ale bez żadnych widocznych efektów. Ale to są suplementy ogólnie dostępne. Jest jednak jeszcze segment suplementów z ograniczoną dostępnością, sprzedawany w internecie lub gabinetach samozwańczych uzdrowicieli. Nie tylko jednak kanały dystrybucji, ale też cena mocno wpływają na ekskluzywność oferty. Nota bene, sprzedaż suplementów diety, jak mówił posłom Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, jest jedną z czerwonych flag, które pozwalają stwierdzić, że oferta rozwiązania wszystkich problemów zdrowotnych jest po prostu oszustwem. 

Rzecznik Praw Pacjenta na wojnie z szarlatanami

RPP już kilka miesięcy temu zapowiadał, że chce walczyć z szarlatanami. Z tymi, którzy uprawiają medycynę alternatywną w podmiotach leczniczych, może to robić już teraz, co odczuli na przykład lekarze leczący boreliozę metodą ILADS, niezgodną z EBM (włączenie długiej antybiotykoterapii przed pojawieniem się objawów boreliozy, w przypadku pojawienia się objawów stosowanie długotrwałej, agresywnej antybiotykoterapii).

Rzecznik chce teraz rozszerzenia uprawnień i możliwości ścigania również tych, którzy działają poza podmiotami leczniczymi, oferując „leczenie” w ramach zwykłej działalności gospodarczej. Ministerstwo Zdrowia jest za i prowadzi prace nad zmianą ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta. Gdy zostaną uchwalone, RPP będzie mógł nakładać gigantyczne kary na paramedyczne biznesy. Większość posłów chce, by projekt nowelizacji jak najszybciej trafił do Sejmu. To pozwoli skutecznie walczyć – jak mówiono podczas posiedzenia – żerowaniu na nieświadomych pacjentach i ich bliskich. Większość, ale nie wszyscy – podczas posiedzenia mocno bowiem wybrzmiał głos sprzeciwu posłów Konfederacji, którzy twierdzą, że państwo chce odebrać pacjentom możliwość wyboru. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”