Gruntowne zmiany w rządzie, które od wielu tygodni zapowiada Donald Tusk, mogą być niezwykle trudną operacją. Premier musi do niej przekonać pozostałych liderów koalicji, którą tworzą cztery ugrupowania, a każde z nich chce zachować swój stan posiadania. W sytuacji, w której Tusk chce zredukować liczbę resortów, negocjacje mogą się nie tylko mocno przeciągnąć, ale też stanowić kolejny element osłabiający spójność obozu władzy, będącego dziś w głębokiej defensywie.
Hanna Wróblewska żegna się z Ministerstwem Kultury
Najłatwiej będzie wymienić ministrów rekomendowanych przez Koalicję Obywatelską. Tu pierwsza do zwolnienia jest ministra kultury Hanna Wróblewska, która sama nosi się z zamiarem odejścia, mając dość politycznych przepychanek. Faktem jest, że trafiła do specyficznego resortu, naznaczonego gwałtownym przejęciem mediów publicznych, a następnie postawieniem ich w stan likwidacji przez poprzednika Wróblewskiej, Bartłomieja Sienkiewicza. Do tej pory ich status się nie zmienił, dalej podporządkowane są politykom – i to pierwszy zarzut, jaki można postawić ministrze kultury, która zresztą była eksperymentem.
Wróblewska nie pełniła w przeszłości żadnych funkcji politycznych, ale działała ostro, przez co oskarżano ją o czystki personalne. Najczęściej wymieniane w tym kontekście przypadki to dymisje Roberta Kostro w Muzeum Historii Polski, Jana Englerta w Teatrze Narodowym czy Waldemara Dąbrowskiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Kontrowersyjne były też okoliczności odejścia dyrektorki PISF Karoliny Rozwód.
Spora jest oczywiście litania zarzutów, formułowanych przez opozycję, np. byłego ministra Piotra Glińskiego. Większość z nich jest motywowana politycznie, ale spore wątpliwości pozostawia odstąpienie od budowy nowego gmachu Narodowego Muzeum Techniki (wraz z Muzeum Historii Naturalnej) na błoniach Stadionu Narodowego, a także rezygnacja z budowy Polskiej Opery Królewskiej czy opóźnienia w procesie rozbudowy Muzeum Narodowego w Warszawie.
Głównym powodem były obiektywne ograniczenia finansowe, ale i te, zdaniem PiS, traktowano instrumentalnie. Gliński przywołuje w rozmowie z nami sytuację ze swojej kadencji, gdy okazało się, że koszty budowy Muzeum Getta Warszawskiego przewyższają te określone w rozstrzygniętym przetargu, a on polecił mimo to kontynuować inwestycję.
Hanna Wróblewska w ostatnich dniach zaprezentowała na konferencji prasowej swój dorobek, co zostało odebrane jako forma pożegnania. Wymieniła m.in. ustawę o zabezpieczeniu socjalnym dla osób wykonujących zawód artysty, ustawę o muzeach oraz zagwarantowanie twórcom prawa do wynagrodzenia z tytułu tantiem z internetu.
Wśród jej następców w politycznych kuluarach wymienia się obecną marszałek Senatu Małgorzatę Kidawę-Błońską oraz wiceministra kultury Macieja Wróbla.
Barbara Nowacka na czele listy... najgorzej ocenianych
Ministry Wróblewskiej nie ma w rankingach najgorzej ocenianych i najmniej popularnych członków rządu, może z uwagi na jej małą rozpoznawalność. W sondażach tych na czele jest zazwyczaj ministra edukacji Barbara Nowacka. Pretekstem do jej dymisji może być ponowne połączenie MEN z resortem nauki i szkolnictwa wyższego, co jest jedną z rozważanych koncepcji.
Nowacka to bliska współpracowniczka Rafała Trzaskowskiego, która po jego porażce w wyborach prezydenckich znalazła się na indeksie jako współwinna przegranej. Na podobnej zasadzie miałoby zostać zlikwidowane Ministerstwo Sportu, kierowane przez Sławomira Nitrasa, kolejnego winnego wyborczej klęski. Jego resort ma być połączony albo z kulturą, albo z MEN. W KO są zarazem zwolennicy pozostawienia Nitrasa w rządzie, choćby w roli wiceministra, by „nie miał czasu na knucie w partii”.
Nowacka przez półtora roku urzędowania nie zyskała punktów ani w świecie polityki, ani pośród edukacyjnych ekspertów. Budowaniu pozycji w MEN nie pomogła jej zapewne konstrukcja tego resortu: na stanowiskach wiceministrów zasiadły mocne i temperamentne przedstawicielki Nowoczesnej (Katarzyna Lubnauer) i Polski 2050 (Joanna Mucha), było więc do przewidzenia, że dojdzie tu do spięć. Niedawna rezygnacja Muchy potwierdza, że taka konstrukcja poczyniła w MEN więcej szkód niż pożytków.
Nowacka podpadła też niemal od początku środowisku oświatowemu. Po pierwszych sukcesach w rodzaju 30-procentowych podwyżek dla nauczycieli czy odwołania niesławnej małopolskiej kuratorki Barbary Nowak – zaczęły się kręte i strome schody. Najpierw była spektakularna wpadka z ograniczaniem zadań domowych. Nie dlatego, że leżąca u źródeł tej zmiany diagnoza – przemęczenie uczniów – okazała się niesłuszna. Nowacka nie doceniła faktu, że jej decyzja będzie krytykowana za to samo, co robił Przemysław Czarnek – za zbyt duże zapędy do centralizowania oświaty i wydawanie decyzji bez konsultacji z ekspertami i doświadczonymi pedagogami. A to przecież KO obiecywała większą autonomię szkół i nauczycieli, czego arbitralny dekret o ograniczeniu prac domowych był doskonałym zaprzeczeniem.
W dodatku szybko stało się jasne, że podwyżka dla nauczycieli to widowiskowy epizod – relatywnie wysokie pensje zaczęły się rychło dewaluować ekonomicznie (za sprawą inflacji), a jeszcze szybciej politycznie. Smutną tego puentą są wrogie pomruki władz Związku Nauczycielstwa Polskiego, który od miesięcy domagał się wprowadzenia mechanizmu stałej waloryzacji pensji, a wobec braku reakcji rządu zaczął ostatnio grozić akcją protestacyjną.
To wszystko nie oznacza, że Nowacka odejdzie z MEN – o ile ta dymisja stanie się faktem – bez sukcesów. Poza mimo wszystko lepszą atmosferą wokół oświaty niż za PiS, do katalogu jej osiągnięć można dodać uporządkowanie kwestii religii. Niezależnie od tego, co sądzi społeczeństwo o katechezie w murach szkół, Nowacka zrobiła z grubsza to, co obiecała. Okroiła pulę finansowanej z podatków religii do jednej godziny tygodniowo, a dodatkowo – co ważne dla dzieci na katechezę nieuczęszczających – wprowadziła nakaz prowadzenia tej lekcji tylko na początku i na końcu dnia nauki, jak przystało na przedmiot nieobowiązkowy.
Adam Bodnar nie dał rady
Za Nowacką w rankingu niepopularnych ministrów plasuje się szef resortu sprawiedliwości, Adam Bodnar. Jego dymisji domaga się nie tylko opozycja, ale też przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości, Paweł Śliz z Polski 2050, a nawet część klubu KO.
Trzeba przyznać, że minister miał od początku bardzo trudną sytuację, bo trafił na sferę wyjątkowo zepsutą przez rządy PiS. Bodnar nie może się jednak pochwalić zbyt dużym dorobkiem w jej naprawianiu. Do dziś nie powstał projekt ustawy rozdzielającej urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Do Sejmu nie trafił też żaden projekt ustawy o Sądzie Najwyższym czy też regulujący status tzw. neosędziów. Po wielu miesiącach prac w resorcie powstały dwa konkurencyjne projekty, i na tym się skończyło.
Bodnar starał się godzić ogień z wodą. Z jednej strony chciał być legalistą i unikać dróg na skróty, przez co narażał się na zarzuty zbyt powolnych rozliczeń z PiS. Z drugiej, po pozbawieniu za pomocą kruczka prawnego funkcji prokuratora krajowego Dariusza Barskiego, i tak stał się dla PiS wrogiem numer jeden. Nie powiodły się też jego starania, by nadać ustawie o KRS taki kształt, by mógł ją podpisać prezydent Andrzej Duda. Ta sprawa pokazuje zresztą najlepiej sytuację Bodnara – w związku z ustawą o KRS (m.in. poprawką dającą bierne prawo wyborcze neosędziom) został zaatakowany z jednej strony przez własne, radykalne zaplecze, a z drugiej – oferty kompromisu nie przyjął sam Duda.
Jednak za najbardziej symboliczną porażkę resortu uchodzi fakt, że nie udało się skutecznie zatrzymać zamieszanego w aferę Funduszu Sprawiedliwości posła PiS Marcina Romanowskiego (do dziś przebywa na Węgrzech) – nadzorowana przez Bodnara prokuratura nie zadbała o pozbawienie go immunitetu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Izabela Leszczyna: zdrowie w ruinie
W rankingach równie negatywnie jak Bodnar oceniana jest Izabela Leszczyna, szefowa resortu zdrowia z KO. Faktem jest, że funkcja ta uchodzi za straceńczą misję i tylko nieliczni wychodzą z tego doświadczenia z tarczą. Leszczyna jak na warunki, w których przyszło jej pracować, i tak długo utrzymuje się na powierzchni. W ochronie zdrowia od roku trwa potężny kryzys finansowy, którego Donald Tusk nie dostrzega, a jeśli dostrzega – ignoruje, pozwalając na zasilanie budżetu NFZ kroplówkami (choć liczonymi w miliardach złotych).
Nie tylko opozycja, ale i eksperci ds. ochrony zdrowia mówią o liczonej w setkach miliardów złotych luce, ale Leszczyna musi radzić sobie z tym, co ma, i co odziedziczyła po rządach PiS. Problem goni dziś problem, a Leszczyna zamartwia się, ilu miliardów złotych zabraknie na podwyżki dla medyków (ustawa odziedziczona po PiS, bardzo kosztowna), a ilu – na leczenie pacjentów onkologicznych. Oszczędności resort szuka w inwestycjach, więc do listy problemów za chwilę trzeba będzie dopisać brak nowoczesnych szpitali.
Marcin Kulasek: nierozwiązane problemy w nauce
Specyficzna jest sytuacja w resorcie nauki i szkolnictwa wyższego, którym kieruje przedstawiciel lewicy. Trwa tam ostry konflikt ze środowiskiem naukowym, którego poprzednie kierownictwo – minister Dariusz Wieczorek i jego zastępca Maciej Gdula – nie potrafili rozwiązać. Wręcz go zaognili, forsując kontrowersyjny projekt ustawy o PAN, odbierający mu częściowo autonomię. Obecnie zarządzająca resortem dwójka: minister Marcin Kulasek i wiceminister Karolina Zioło-Pużuk, nie generuje już takich konfliktów. Przygotowany został nowy, kompromisowy projekt ustawy o PAN, ale resort nie potrafi jeszcze uporać się z innymi problemami, odziedziczonymi po epoce Czarnka. Choćby z wprowadzeniem nowego systemu ewaluacji nauki, a co za tym idzie jej finansowania. Nadal obowiązuje mocno krytykowana lista czasopism, za publikacje w których przyznawane są punkty – po wyborach w 2023 r. została tylko trochę zmodyfikowana.
Wciąż nie udało się też rozwiązać problemu powstałego po głośnym odwołaniu szefa ośrodka badawczego IDEAS w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, dr. hab. Piotra Sankowskiego. Nic na razie nie wyszło z nowego instytutu, zajmującego się sztuczną inteligencją, na którego czele miał stanąć (trochę w ramach uciszenia skandalu) Sankowski, a który szumnie zapowiadał jeszcze minister Wieczorek.
Wciąż nie wiadomo nawet, czy w ramach rekonstrukcji i odchudzania rządu zostanie zrealizowana koncepcja ponownego połączenia nauki i szkolnictwa wyższego z edukacją. Jeśli tak by się stało, przedstawiciele lewicy twardo zapewniają, iż będą walczyć, by na czele nowego MEiN stał ich człowiek.
Paulina Hennig-Kloska: klimat w resorcie zły, ale walka z wiatrakami wygrana
Bardzo często w kontekście dymisji wymieniane jest nazwisko minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski z Polski 2050. Nie potrafi porozumieć się z koalicyjnymi zastępcami i już nawet politycy Polski 2050 przestali jej bronić. Jednak Hennig-Klosce po wielu miesiącach udało się w końcu sfinalizować liberalizację ustawy o wiatrakach – notabene z poprawką zamrażającą do końca roku ceny energii, co zostało zinterpretowane jako „pułapka” na niechętnego wiatrakom prezydenta Dudę.
Wiele wskazuje na to, że ustawa to swoisty testament Hennig-Kloski. Jej resort ma być według jednej z koncepcji „odchudzania” rządu rozczłonkowany i część kompetencji związanych z energetyką przekazana do nowego resortu „gospodarki”. Hennig-Kloska raczej już tam nie trafi; pojawia się za to nazwisko obecnej rzeczniczki marszałka Szymona Hołowni Katarzyny Karpy-Świderek.
Andrzej Domański: kontynuacja strategii PiS
W przypadku powstania nowego superresortu gospodarczego nadzór nad nim premier Tusk ma powierzyć ministrowi finansów Andrzejowi Domańskiemu (jako kolejnemu wicepremierowi). Jest on zresztą bodaj jedynym ministrem, który z rekonstrukcji wyjdzie wzmocniony. Domański odnalazł się bowiem bez większych trudności w roli rządowego księgowego, który pilnuje kasy, nie pchając się przy tym do przodu w rządowych ławach.
Ci, którzy liczyli, że wzorem poprzedników z wcześniejszych rządów Platformy będzie dążył do redukcji wydatków publicznych, mogą jednak czuć zawód. Domański raczej stosuje taktykę wspierania rozwoju gospodarki transferami z budżetu. Nie jest też typem ministra finansów, który swoją rolę rozumie głównie jako temperowanie konsumpcyjnych apetytów kolegów z rządu. Jest raczej kimś w rodzaju „fundraisera”, który w różnych miejscach zdobywa finanse na realizację rządowych planów. A to oznacza, iż obecny rząd świadomie realizuje strategię poprzedników, którzy odrzucili utrzymywanie w ryzach długu publicznego dla samej higieny finansów publicznych. W efekcie rządy Tuska są de facto kontynuacją „rozdawnictwa” – jak o polityce rządu PiS, opartej o duże transfery socjalne, mówili sami politycy PO.
Siemoniak, Hołownia, Czarzasty: fotele i koalicyjne rafy
Na stanowisku pozostanie zapewne wysoko oceniany Tomasz Siemoniak, choć według niektórych informacji nie można wykluczyć powrotu do MSWiA Marcina Kierwińskiego, którego rola jako likwidatora skutków powodzi się skończyła. Wtedy Siemoniak wróciłby do roli ministra-koordynatora służb. Inna rozpatrywana wersja to Kierwiński jako szef Kancelarii Premiera; obecnie nią kierujący Jan Grabiec miałby stanąć na czele resortu aktywów państwowych.
W politycznych kuluarach można usłyszeć i taką wersję, że czym dłużej o rekonstrukcji się mówi, tym jest ona mniej prawdopodobna, zwłaszcza że koalicja napotyka na kolejne rafy. Polska 2050 zgodnie z umową jesienią oddaje fotel marszałka Sejmu, który obejmie Włodzimierz Czarzasty, ale w zamian chce odebrać lewicy fotel wicepremiera (być może dla Szymona Hołowni). Włodzimierz Czarzasty oczywiście się na to nie godzi. – Nie można wykluczyć, że w przypadku rekonstrukcji góra tak naprawdę urodzi mysz, bo tyle będzie punktów zapalnych, że w trosce o jedność premier postanowi je ominąć – mówi polityk Polski 2050.
To jest chyba główny problem. Zbyt dużo ruchów może rozbić sojusz 15 października, ale jeśli będzie ich za mało, rząd nie zmieni swojego charakteru. To zaś może oznaczać polityczne samobójstwo koalicji jeszcze przed wyborami w 2027 r. i oddanie ich walkowerem.
Współpraca: Marek Rabij, Małgorzata Solecka, Przemysław Wilczyński
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















