Koalicja Obywatelska wjechała w ubiegłym tygodniu na autostradę do klęski wyborczej w 2027 r. Nie jestem nawet pewien, czy za dwa lata ugrupowanie Donalda Tuska będzie jeszcze istniało w formie, jaką dziś znamy. Trudno wierzyć w spójność środowiska, które nie umie zaakceptować porażki i zamiast przeprowadzić rachunek sumienia po kiepskiej kampanii Rafała Trzaskowskiego, mnoży teorie spiskowe na temat procesu liczenia głosów.
Spisek wyborczy szkodzi koalicji
Pomimo nawoływań o rozsądek ze strony koalicjantów, otoczenie premiera pomknęło w stronę własnych „wybuchających parówek Macierewicza”. Co ciekawe, im więcej pojawiało się analityków udowadniających, iż błędom (lub oszustwom) daleko do masy krytycznej, tym bardziej fantastyczne historie dobiegały z KO. Ukoronowaniem była kabaretowa opowieść Romana Giertycha o armii „Braci Kamratów”, która potajemnie przejęła komisje wyborcze.
Nie jestem tym wszystkim zdziwiony. Przed wyborami zarówno sztab kandydata KO, jak i premier Tusk zajmowali się głównie Karolem Nawrockim, więc zabrakło im czasu na promocję własnego programu (o ile w ogóle go mieli). Teraz robią to samo. Zamiast zastanowić się, jak to możliwe, że w tak szybkim tempie stracili poparcie społeczne, a potem zabrać się za realizację obietnic z jesieni 2023 r. – wolą kołysać całym państwem.
Na dodatek pozwalają, by twarzą wyborczych protestów stał się były lider LPR i Młodzieży Wszechpolskiej, słynny pogromca Witolda Gombrowicza na listach lektur w czasach, gdy Giertych był jeszcze wicepremierem w rządzie Kaczyńskiego.
Cały ten powyborczy „gambit” Tuska przyniósł efekt odwrotny do zamierzonego, czyli gwałtowne tąpnięcie poparcia dla całego obozu władzy.
Wielki test partii rządzącej dopiero nadchodzi
Gdyby wybory odbyły się dziś, to wedle ostatniego sondażu IBRiS dla Onetu, Polska 2050 i PSL mogłyby w ogóle nie dostać się do Sejmu, KO zaś miałaby sporo mniejszy klub niż PiS. Ten natomiast – w razie dogadania się z Konfederacją – dysponowałby ogromną większością parlamentarną, i to nawet bez sojuszu z partią Grzegorza Brauna.
W dniu publikacji sondażu premier nagle spuścił z tonu, pewnie nie przez przypadek. Może teraz znajdzie czas na prawdziwe rządzenie, a przy okazji zastanowi się, co czują tysiące uczciwych członków komisji wyborczych, którzy poświęcili w obu turach mnóstwo prywatnego czasu za 500 zł. I jak mocno niemądre oskarżenia podważają wiarę obywateli w wybory: najważniejsze święto naszej demokracji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















