Prawicowe czy lewicowe? Losy Muzeum Historii Polski pokazują, jak zmienia się dziś myślenie o samej instytucji muzeum

Zmiana dyrektora Muzeum Historii Polski – gdzie Roberta Kostrę zastąpił Marcin Napiórkowski – powinna wywołać dyskusję nad polską polityką pamięci. MHP to bowiem podręcznikowy przykład braku decyzyjności i konsekwencji w działaniach władzy.
Czyta się kilka minut
Gmach Muzeum Historii Polski w trakcie budowy. Warszawa, maj 2023 r. // Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl
Gmach Muzeum Historii Polski w trakcie budowy. Warszawa, maj 2023 r. // Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odwołało Roberta Kostrę z funkcji dyrektora Muzeum Historii Polski. Nie pomogły protesty członków Stowarzyszenia Przyjaciół MHP i znanych historyków oraz publicystów, reprezentujących różne środowiska i opcje ideowe. Jego miejsce zajął semiotyk kultury, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego” Marcin Napiórkowski.

Ministerstwo nie przedstawiło przekonujących powodów odwołania dotychczasowego dyrektora. Zarzuty dotyczyły niewydatkowania części środków na inwestycje. Ministra Hanna Wróblewska mówiła też, że przyczyną dymisji „była m.in. chęć zobiektywizowania, po 18 latach, kosztów, które zostały poniesione i będą jeszcze ponoszone w związku z tą inwestycją oraz budową wystawy stałej”.

Ale jednocześnie MKiDN złożyło Robertowi Kostrze propozycję – przez niego odrzuconą – objęcia funkcji dyrektora Instytutu Pileckiego, dużej instytucji publicznej, dysponującej znacznym budżetem. Przedstawienie tej oferty zdaje się mówić – jak zauważa Michał Okoński na łamach „Tygodnika” (nr 40/2024) – że zdaniem tego samego ministerstwa „nie mamy do czynienia z kimś niegodnym zaufania”.

Marcin Napiórkowski, nowy dyrektor Muzeum Historii Polski. Warszawa, 26 września 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / Reporter

FLAGOWE MIEJSCE | Powołanie Marcina Napiórkowskiego na p.o. dyrektora muzeum i wygłoszone przy tej okazji słowa o „nowym otwarciu” mogą sugerować, że za zamianą szefostwa pójdą radykalne decyzje, dotyczące przede wszystkim wystawy stałej. Jej koszt wyniesie aż 670 mln zł, a jej otwarcie ma nastąpić w 2026 r. (obecnie łączny koszt budynku i tej ekspozycji zbliża się do 2 mld zł).

Jednak Hanna Wróblewska od razu zaznaczyła, że zmiana dyrektora nie oznacza rewizji stałej ekspozycji. W tej sytuacji Napiórkowski będzie otwierał wystawę, a także odpowiadał na ewentualną jej krytykę, choć nie ponosi odpowiedzialności za jej kształt. A ona przecież na długie lata zdefiniuje nie tylko tożsamość tego muzeum, ale będzie wpływać na to, jak Polki i Polacy będą postrzegać swoją przeszłość oraz jak będzie ona widziana przez innych – wszak Muzeum Historii Polski to jedno z kilku najważniejszych, flagowych takich miejsc w kraju (obok m.in. Muzeum II Wojny Światowej, Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzeum Polin).

Wystawy czasowe i inne aktywności MHP mogą ten obraz jedynie korygować czy niuansować, ale ich wpływ będzie siłą rzeczy ograniczony – publiczność będzie przyciągała przede wszystkim stała ekspozycja, zwłaszcza w pierwszych latach jej istnienia.

KWESTIA KONSENSU | Podjęte decyzje będą rzutować na to, jak będzie teraz postrzegane nie tylko Muzeum Historii Polski, ale też samo ministerstwo.

„Chcemy, by było to miejsce z jasno określoną misją, które łączy, a nie dzieli w definicji polskości i jej tożsamości” – podkreślała Hanna Wróblewska, powołując Marcina Napiórkowskiego. On sam zaznaczał, że dzisiaj „bardzo potrzebujemy różnorodności – nie tylko tej politycznej, ale też różnych perspektyw badawczych, opowieści o przeszłości, które dadzą nam także odmienne wizje na teraźniejszość i przyszłość”.

Jednak odwołanie Roberta Kostry pogłębia polskie podziały i jest bardzo złym sygnałem dla tych, którzy liczyli, że poszanowanie różnorodności i odmienności będzie tym, co odróżni obecną ekipę od jej poprzedników.

Kostro jest konserwatystą, ale przede wszystkim jest państwowcem w praktyce, a nie jedynie w deklaracjach – co w tak bardzo spolaryzowanym kraju jest wielką rzadkością. Co więcej, udało mu się zbudować szeroki konsensus wokół projektu, który pierwotnie był przecież inicjatywą bardzo określonego środowiska ideowo-politycznego.

KWESTIA ZASAD | Mamy do czynienia i z problemem. Marcin Napiórkowski jest jednym z najbardziej oryginalnych badaczy, błyskotliwych autorów, ale też osobą – czego przykładem musical „1989”, którego jest współautorem – śmiało wykraczającą poza gatunkowe oraz środowiskowe ramy. Nie sposób odmówić mu innowacyjności czy intelektualnej odwagi. Nie posiada jednak muzealniczego doświadczenia, co przy tak dużej placówce ma znaczenie; nie ma też zarządczego doświadczenia.

Jeszcze istotniejsze jest jednak coś innego. MKiDN pod nowym kierownictwem zaczęło zmiany w sposobie powoływania osób kierujących instytucjami kultury. Zasadą stały się konkursy na te stanowiska – dotyczące także największych instytucji, w których do tej pory często ich nie organizowano.

Można było uznać, że to początek istotnej zmiany w zarzadzaniu kulturą. Początek odejścia władzy od uznaniowości w nominacji dyrektorów instytucji kultury, a także wzmocnienia ich niezależności od politycznych decydentów. Rozstrzygnięte już konkursy – jak ostatnio na dyrektora Muzeum Narodowego w Gdańsku, który wygrał Piotr Stasiowski, kurator i krytyk zajmujący się sztuką współczesną – pokazały, że ten tryb zarówno umożliwia wybór kompetentnych osób, jak też może prowadzić do pokoleniowej zmiany.

TRUDNE ZADANIE | Konkursy mają jeszcze jedną zaletę: to także okazja do dyskusji nad programem samych instytucji i ich dalszego rozwoju. A zderzenie różnych wizji byłoby szczególnie ważne w przypadku Muzeum Historii Polski, które zajmuje – z wielu powodów – szczególne miejsce na muzealnej mapie naszego kraju.

Lecz wybrano inną drogę: mianowania pełniącego obowiązki, co może wprowadzać poczucie tymczasowości w samej instytucji i oczekiwania na ostateczne decyzje dotyczące przyszłości muzeum.

W tej sytuacji przed Marcinem Napiórkowskim stoi bardzo trudne zadanie: zachowania dotychczasowego dorobku muzeum i osób, które go tworzyły, a jednocześnie zaprezentowania programu, który byłby zarówno oryginalny i odmienny od dotychczasowego, jak też otwarty na różne opcje polityczne i na różne wrażliwości. Dopiero to uzasadniłoby merytorycznie zmianę dokonaną przez MKiDN.

Robert Kostro podczas podpisywania aktu erekcyjnego i wmurowywania kamienia węgielnego pod budowę Muzeum Historii Polski. Warszawa, 11 października 2018 r. // Fot. Andrzej Hulimka / Forum

KWESTIA PAMIĘCI | Ostatnie wydarzenia wokół MHP powinny wywołać też dyskusję nad polityką państwa nie tylko w zakresie kultury, ale także polityki pamięci.

MHP to bowiem podręcznikowy przykład braku decyzyjności i konsekwencji w działaniach władzy. Fakt, że we wrześniu 2023 r. została wreszcie otwarta jego siedziba, jest w znacznej mierze wynikiem starań i uporu Roberta Kostry oraz stworzonego przez niego zespołu (innym dobrym przykładem jest tu Muzeum Sztuki Nowoczesnej).

Państwo, jeżeli nadal chce realizować podobne instytucje, musi radykalnie przemyśleć sam proces ich powstawania. A przede wszystkim zapewnić ciągłość prac nad nimi – mimo zmieniających się ekip rządowych.

DŁUGIE 18 LAT | Muzeum Historii Polski powołano w 2006 r., za rządów premiera Kazimierza Marcinkiewicza (PiS). Przez długie lata nie mogło się doczekać własnej siedziby. Zmieniano lokalizację, ogłoszono konkurs na jego siedzibę, wygrany przez pracownię cenionego architekta Bohdana Paczowskiego, aby w 2010 r. (za rządów PO) zawiesić prace nad budową gmachu. Dopiero pięć lata później decyzją szefowej resortu kultury Małgorzaty Omilanowskiej (w końcówce rządów PO) muzeum ulokowano na terenie warszawskiej Cytadeli – w budynku pierwotnie zaprojektowanym dla Muzeum Wojska Polskiego.

Za rządów ministra Piotra Glińskiego (PiS) prace szybko ruszyły; zwiększono też powierzchnię MHP (z 24 tys. m kw. do niemal 45 tys. m kw.). Radykalnie wzrosły koszty inwestycji: z 370 mln do 757 mln zł.

Ostatecznie MHP okazało się największą i najdroższą muzealną inwestycją w Polsce po 1989 r. Sam budynek – który został doceniony przez jury konkursu Prix Versailles, a niedawno został finalistą konkursu Urban Land Institute Europe Awards for Excellence 2024 – jest jednocześnie symbolicznym końcem epoki monumentalnych muzealnych gmachów, planowanych z rozmachem, epatujących użytymi do ich wzniesienia drogimi materiałami.

JAKIE MUZEA? | Jednocześnie MHP pokazuje, jak bardzo zmieniało się myślenie o muzeach.

Powołano je w czasach fascynacji muzeami narracyjnymi, które nie opierają się na eksponatach, lecz za pomocą nowoczesnych środków budują opowieść. Co więcej, w pierwotnych zamierzeniach muzeum miało się skupiać – jak podkreślali inicjatorzy – na kopiach, w tym cyfrowych. Planowano obecność zdjęć, materiałów filmowych i dźwiękowych, inaczej niż w muzeach „tradycyjnych”.

Szczęśliwie z czasem dostrzeżono, że to możliwość kontaktu z oryginalnymi przedmiotami – w czasach dominacji cyfrowego przekazu – sprawia, iż muzea przyciągają coraz liczniejszą publiczność. W stałej ekspozycji (przygotowanej przez pracownię WWAA oraz Platige Image z Natalią Paszkowską i Borisem Kudličką na czele) znajdzie się więc ok. 3,6 tys. muzealiów, w tym ponad 2120 z własnej kolekcji MHP.

Paradoksalnie jednak coraz bardziej problematyczny okazuje się dziś sam pomysł tworzenia wystawy, w której ważną rolę odgrywają multimedia i rozmaite elementy scenograficzne, sprawiające, że jej przygotowanie jest bardzo kosztowne. Zatrzymanie prac nad nią nie jest zapewne możliwe – zbyt dużo w nią już zainwestowano. Co nie oznacza, że nie należy się zastanawiać nad tym, jak w przyszłości przygotowywać podobne wystawy.

PROCES | „Nie ma wątpliwości, że kolejne pokolenia będą do dawnych narracji dokładały swoje doświadczenia i swoją wrażliwość. Będą je rewidowały albo uzupełniały. A jednak proces kulturowy sprawia, że te same wątki – tak jak w przypadku bitwy pod Grunwaldem czy Konstytucji 3 maja – będą powracały w rozmaitych ujęciach historycznych, formach artystycznych i kontekstach politycznych” – pisał Robert Kostro w tekście, który towarzyszył wystawie „Potęga opowieści”. Była to ostatnia z wystaw czasowych zorganizowanych pod jego kierownictwem.

Znalazły się na niej m.in. wydane w ostatnich latach książki, jak „Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego, „Roztrzaskane lustro” Wojciecha Roszkowskiego, „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak oraz „Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu X-XXI w.” Andrzeja Nowaka.

Ich obecność miała zapewne świadczyć o pluralizmie MHP. A przede wszystkim przypominały o dyskusjach i sporach toczonych w ostatnich latach, w tym o miejsce kobiet czy klasy ludowej w opowieści o naszej przeszłości.

W tym czasie zmieniła się też Polska: z kraju monoetnicznego (mimo historycznej obecności wielu mniejszości) w kraj, w którym doświadczenie wieloetniczności staje się codziennym doświadczeniem wielu Polek i Polaków.

KWESTIA KANONU | Tymczasem w MHP powstaje ekspozycja, która siłą rzeczy w chwili otwarcia, za dwa lata, będzie już anachroniczna. Nie dlatego, że będzie lewicowa, prawicowa czy centrowa – lecz dlatego, że w 2026 r. minie niemal dekada od czasu zakończenia prac nad jej koncepcją.

Powstanie zatem bardzo starannie przemyślana ekspozycja, w której każda zmiana – co dobrze pokazują przykłady stałych wystaw w Muzeum Polin czy Muzeum II Wojny Światowej – będzie trudna, jeżeli w ogóle możliwa.

Być może trzeba już teraz myśleć o innych sposobach tworzenia stałych ekspozycji opowiadających o naszej historii, tak aby nie stawały się po kilku latach przede wszystkim świadectwami, jak kiedyś o tej historii myślano, i aby wykonane na ich potrzeby multimedia nie okazywały się jedynie zabytkami techniki.

Po 15 czy 20 latach nikt nie będzie wydawać setek milionów złotych na tworzenie kolejnych wersji ekspozycji. Muzea muszą mieć zatem możliwość dbania o kanon naszej pamięci, ale też udziału w dyskusji o jego kształcie, w reagowaniu na zmiany w pamięci zbiorowej. Tak, aby do tej opowieści o przeszłości można było „dokładać” doświadczenia kolejnych pokoleń.

Muzeum – żadne muzeum – nie powinno być przecież tylko świadectwem czasu, w którym powstało.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Rzecz o muzeach