Gdy podobne świadectwo wystawialiśmy dwa lata temu Przemysławowi Czarnkowi, napisaliśmy, że był przede wszystkim partyjnym prymusem, a będąca dodatkiem do tej fundamentalnej roli edukacja i nauka miały mu w tym nie przeszkadzać. I nie przeszkodziły. A nawet pomogły, gruntując jego polityczną pozycję w Prawie i Sprawiedliwości.
W przypadku Barbary Nowackiej mogło być podobnie, tyle że w odniesieniu do Koalicji Obywatelskiej – ale nie było. Gdy niecały rok temu przybliżaliśmy jej polityczny portret, ważny polityk KO pytany o to, dlaczego Nowacka poszła do MEN, odpowiedział lapidarnie: „Bo chciała”. Dziś jej polityczna pozycja wydaje się słabsza niż w momencie przyjmowania ministerialnej nominacji.
MEN Nowackiej zaszkodził, z wielu powodów. Oto świadectwo, które jej wystawiamy:
Marna WIEDZA O SPOŁECZEŃSTWIE
To miał być przystanek na trasie do Pałacu Prezydenckiego, w którym Barbara Nowacka miała znaleźć miejsce u boku obecnego prezydenta stolicy. „Kampania Trzaskowskiego mogłaby iść mocniej i lepiej. I będzie szła mocniej i lepiej” – mówiła ponad miesiąc temu szefowa resortu oświaty. Coś jednak poszło nie tak (czytaj: słabiej i gorzej), na dodatek już po przegranych wyborach właśnie Nowacka była wymieniana w gronie współodpowiedzialnych za klęskę.
Mocniej i lepiej mogłoby też iść szefowej MEN przekonywanie do siebie Polaków. W sondażu SW Research dla „Wprost” właśnie Barbara Nowacka była najczęściej wskazywana przez respondentów jako najsłabsze ogniwo rządu Donalda Tuska.
MATEMATYKA się nie zgadza
A zaczęło się, jak należy. Nowa ministra edukacji pożegnała widowiskowo niesławną małopolską kuratorkę oświaty – Barbarę Nowak – a następnie wprowadziła obiecane, około 30-procentowe podwyżki dla nauczycieli. Z czasem jednak podwyżki zaczęły się dewaluować – i ekonomicznie, i politycznie – a MEN ani myślał wypełnić inną płacową obietnicę Koalicji Obywatelskiej, czyli wprowadzenia mechanizmu stałej waloryzacji nauczycielskich pensji.
W efekcie z 30 procentami podwyżki dla pedagogów jest trochę tak, jak z 49 procentami poparcia dla Rafała Trzaskowskiego. Niby dużo, a jednak za mało.
JĘZYK POLSKI do poprawy
Barbara Nowacka, z wykształcenia informatyczka, w sprawie podwyżek poszła ścieżką starannie wydeptaną przez swoich wybitnych poprzedników: gdy zawiodła ją matematyka, postawiła na język polski. W obliczu ryzyka akcji protestacyjnej ZNP wyjaśniła nauczycielom, że cały czas „idą do nich pieniądze”, że „odskoczyli od średniej krajowej” oraz że „najlepsi nauczyciele” faktycznie zarabiają dobrze. To wywołało falę komentarzy zaskoczonych swoim odskoczeniem nauczycieli i być może przybliżyło tylko perspektywę protestu.
Nieodrobione PRACE DOMOWE
Nawet sukcesy i wypełnione obietnice ministry Nowackiej obróciły się – niczym język polski – przeciw niej. Gdy ograniczyła zadania domowe, eksperci skrytykowali ją za centralistyczne – rodem z poprzedniej, „Czarnkowej” epoki – zapędy. Gdy ogłosiła nowe porządki w szkolnej religii, rzucili się na nią wszyscy. Jedni dlatego, że nienawidzi Kościoła, wiary i Pana Boga, drudzy, że jest za miękka i pozwoliła zostać księżom tymczasowo w szkołach.
Na 2026 rok (i lata późniejsze) ministerstwo Barbary Nowackiej zapowiada spełnienie swojej najważniejszej obietnicy – realizację reformy programowej oświaty. Choć do tego czasu pozostał jeszcze ponad rok, wielu nauczycieli i ekspertów edukacyjnych już dziś boi się, że również ta obietnica zostanie zrealizowana.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















