Kaczyński gra dla Tuska

Sojusz 15 października ma szansę dotrwać we względnej zgodzie aż do wyborów prezydenckich w 2025 roku. Koalicjantów sporo dzieli, ale taktyka przyjęta przez kierownictwo PiS jest dla nich najlepszym spoiwem.

30.01.2024

Czyta się kilka minut

Donald Tusk i Szymon Hołownia podczas uroczytości powołania Prezesa Rady Ministrów. Warszawa, 12 grudnia 2023 r. / fot. Jacek Domiński / REPORTER
Donald Tusk i Szymon Hołownia podczas uroczystości powołania prezesa Rady Ministrów. Warszawa, 12 grudnia 2023 r. / fot. Jacek Domiński / REPORTER

24 października ubiegłego roku. W Sejmie odbywa się pierwsza po wyborach wspólna konferencja Donalda Tuska, Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Włodzimierza Czarzastego. – Potwierdziliśmy gotowość pełnej współpracy i tworzenia nowej większości w przyszłym parlamencie – podkreśla Tusk, a pozostali przytakują. 

Jednak mowa ciała liderów sugeruje co innego niż optymistyczne i zgodne deklaracje. Gesty, miny i niepewne spojrzenia wskazują wyraźnie, iż coś między nimi jest nie tak. Dopiero dużo później wyjdzie na jaw, że tuż przed konferencją doszło do awantury, bo zarówno Hołownia, jak i Czarzasty zgłosili zamiar objęcia fotela marszałka Sejmu. Obaj też oświadczyli, że to postulat nie do negocjacji, ale na szczęście dla koalicjantów prezydent Andrzej Duda dał im sporo czasu na rozwiązanie sporu, powołując „dwutygodniowy” rząd Mateusza Morawieckiego. W końcu stanęło więc na „rotacyjnym” charakterze funkcji marszałka.

Cykliczne konflikty w koalicji obejmującej środowiska od progresywnej lewicy po zdeklarowanych konserwatystów są nieuniknione. Konsensus programowy utworzono głównie w opozycji do PiS i niedemokratycznych metod, stosowanych podczas trwającej 8 lat epoki rządów prawicy. Bardziej więc liczyło się wspólne spojrzenie na sposób załatwiania sporów w państwie i przywrócenie w nim ładu konstytucyjnego, a mniej – wspólnota programowa lub szczera chęć kompromisu w sprawach, które są w naturalny sposób kwestiami spornymi, jak aborcja i stosunek do Kościoła. Sojusznicy uznali, iż cel główny – odsunięcie PiS od władzy – jest do tego stopnia ważny, że lepiej na razie pozostawić na boku wszelkie pola konfliktów. Jednak wraz z krzepnięciem nowej władzy będą one coraz częściej wychodzić na jaw.

Szerszy front bywa lepszy

W tym też nie ma nic dziwnego. Spory, czasem nawet ostre, były i są immanentną cechą wszystkich koalicji (nie tylko w Polsce). W czasach rządu SLD-PSL w latach 90. ukuto nawet powiedzenie o stopniowalności politycznej niechęci: „nieprzyjaciel, wróg, koalicjant”.

Wszystkie sojusze w dziejach III RP były trudne i nieraz stawały na granicy rozpadu. Wojna w koalicji PiS, Samoobrony i LPR w 2007 r. doprowadziła do przedterminowych wyborów. Były one pokłosiem afery gruntowej, której skutki odczuwamy jeszcze dziś, 17 lat później, w postaci gwałtownego konfliktu wokół ułaskawienia i wygaszenia mandatów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Obecna koalicja KO, Trzeciej Drogi i Lewicy jest de facto o wiele szersza, niż mogłoby się wydawać. TD składa się z PSL i Polski 2050, a Koalicja Obywatelska i Lewica są formalnie federacjami kilku różnych ugrupowań. I choć mogłoby się wydawać, że powinno być odwrotnie, to dla stabilności sojuszy wieloczłonowość bywa lepsza niż dwuczłonowość. Niektórzy nawet porównują stabilność koalicji dwuczłonowych do jednośladowych motocykli, gdzie trzeba bardzo się troszczyć o równowagę, a wieloczłonowych – do wielośladowych aut.

Koalicja AWS-UW w Sejmie III kadencji oraz faktycznie dwuczłonowa koalicja SLD-UP-PSL (Unia Pracy była tylko małą przystawką) w Sejmie IV kadencji – prędzej czy później rozpadały się. Wcześniejsze wieloczłonowe koalicje, tworzące zaplecze rządów Jana Olszewskiego czy Hanny Suchockiej, były bardziej trwałe, choć wciąż balansowały na granicy większości, więc w końcu i tak skazane były na porażkę.

Stabilizatorem obecnego sojuszu rządzącego jest na pewno komfortowa liczba posłów oraz sposób rozdziału stanowisk w rządzie. Choć premierem jest lider KO Donald Tusk, to koalicyjni liderzy otrzymali (wymiennie) prestiżowy i budujący pozycję polityczną fotel marszałka Sejmu, a także kilka stanowisk ministerialnych. Dodatkowym zabezpieczeniem wspólnych interesów jest umieszczenie w każdym resorcie wiceministrów reprezentujących wszystkie ugrupowania koalicyjne. To jednak może stać się problemem i utrudniać podejmowanie decyzji, zwłaszcza w resortach, w których spotkają się silne osobowości.

– Nasi partnerzy koalicyjni dostali więcej niż PSL w koalicji z Platformą w latach 2007-15; nawet sami ludowcy mają więcej resortów niż wtedy. Większe przywileje polityczne oznaczają jednak większą odpowiedzialność. Z tym, że my liczymy, iż to będzie działać właśnie na rzecz koalicji – przekonuje jeden z polityków PO.

Spoiwo od Kaczyńskiego

Ewidentnym stabilizatorem sojuszu jest też totalna opozycyjność PiS i jego dramatyczna obrona resztek przyczółków władzy. W wojnie o prokuraturę cała koalicja wspiera ministra Adama Bodnara, a w sprawie mandatów Wąsika i Kamińskiego jest też pełne poparcie dla działań Szymona Hołowni. Koalicjanci akceptują też oficjalnie linię ministra Bartłomieja Sienkiewicza w sprawie mediów publicznych, choć w Trzeciej Drodze początkowo nie było entuzjazmu z powodu braku nawet próby dogadania się z prezydentem. 

Trzecia Droga (zwłaszcza Polska 2050) nie była też zdeterminowana, by toczyć bój przeciwko kandydaturom PiS na wicemarszałka Sejmu, a zwłaszcza Senatu, lecz w oficjalnym przekazie popierano ostry ton nadawany przez KO. Później zaś było coraz łatwiej, odkąd Jarosław Kaczyński zaczął uznawać całą nową władzę za dyktatorską oraz służalczą wobec Zachodu, a jej przedstawicielom – głównie Tuskowi i Hołowni – wręcz groził.

Tym niemniej totalna konfrontacja z PiS jest dla PSL i Polski 2050 problemem. Liderzy Trzeciej Drogi dostrzegają, że Donald Tusk idzie na zwarcie z PiS także dlatego, że to go umacnia jako lidera sojuszu rządzącego. I coraz bardziej odsuwa szanse na stworzenie wokół marszałka Szymona Hołowni realnej trzeciej siły. Co prawda sondaże dają TD ok. 17 proc. poparcia, ale wciąż jest to dwa razy mniej niż w przypadku KO i PiS, daleko więc do przełamania odwiecznego duopolu.

Faktem jest też, że Hołownia w rzeczywiście trudnej sprawie Wąsika i Kamińskiego wykazał pewne niezdecydowanie podczas wygaszania ich mandatów. Niezbyt dobre wrażenie zrobiło też jego samowolne wskazanie izby w Sądzie Najwyższym, do której należy wysłać akta. W efekcie powstałego zamieszania inicjatywę musiał przejąć Donald Tusk, co skończyło się najazdem na Pałac Prezydencki i przejęciem „na ostro” Prokuratury Krajowej.

Reset konstytucyjny?

Zamieszanie wokół wymiaru sprawiedliwości i pogłębiający się dualizm prawny, w ramach którego obie strony mają „swoje” sądy i tylko ich wyroki uznają, sprawiły, że spora część społeczeństwa jest „skołowana”. Trzecia Droga uważa sądowy pat za niebezpieczny, a przy okazji chce budować poparcie wśród ludzi zniesmaczonych totalną wojną polityczną.

Lider PSL, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował w związku z tym „reset” w sprawie Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, częściowo popierając podobny postulat Konfederacji. – Uważamy, że najważniejsze decyzje dotyczące ładu konstytucyjnego i prawnego w państwie powinny być podejmowane w ramach kompromisu. To jedyna droga, by zapewnić im stabilność. Propozycja resetu konstytucyjnego wpisuje się w naszą politykę – mówi szef klubu Polski 2050 Mirosław Suchoń.

Z kolei marszałek-senior Sejmu X kadencji Marek Sawicki z PSL proponuje powołanie zespołu konsensualnego, składającego się z wybitnych prawników, reprezentujących prezydenta, opozycję i większość parlamentarną. Wypracowana przez ten zespół reforma zażegnałaby kryzys w sądach okręgowych i rejonowych, SN, TK oraz KRS. Sawicki dodaje, że jednym z elementów porozumienia powinno być uznanie, że sędziowie i prokuratorzy, którzy zostali powołani w ostatnich latach na wniosek neo-KRS, są sędziami. Tego twardo domaga się prezydent, więc trzeba pójść mu na rękę, by domagać się od niego ustępstw w innych kwestiach związanych z SN i TK.

Szymon Hołownia wypowiedział się o tym pomyśle umiarkowanie przychylnie („bardzo chętnie będę patronował takim projektom”), jednak Donald Tusk podchodzi do idei rozmów z prezydentem sceptycznie i podkreśla, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości przygotowuje minister Bodnar. Dopytywany o udział prezydenta, który i tak musiałby przecież zaakceptować ustawy np. o rozdzieleniu urzędu ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego czy o KRS, Tusk przypomniał, że Andrzej Duda jest współodpowiedzialny za zniszczenie wymiaru sprawiedliwości. Poza tym, podobnie jak Jarosław Kaczyński, „jest zwolennikiem prymatu polityki nad prawem”. Widać, że premier nie ma zamiaru inwestować w Dudę i wzmacniać go kosztem lidera PiS, tylko chce go „przeczekać”. Tusk liczy, że wetujący wszystko Duda pociągnie prawicę jeszcze bardziej w dół.

Politycy PSL popierający inicjatywę Sawickiego przyznają, że nawet w ramach Trzeciej Drogi pomysł zespołu konsensualnego nie budzi entuzjazmu, bo „wszyscy boją się Tuska”, a poza tym sukces jest wątpliwy. – Trudno dogadywać się z kimś, kto zachowuje się jak król Maciuś Pierwszy. Co z tego, jeśli w jakiejś sprawie się z Dudą dogadamy, jeśli on następnego dnia zmieni zdanie. Nie chcemy też kontynuować polityki dzielenia łupów, np. oddawania kanałów w TVP prezydentowi albo opozycji – mówi jeden z polityków PO.

Aborcyjna wrzutka

Między koalicjantami istnieją poważne różnice, ale nie są one niespodzianką – były znane już w kampanii wyborczej. Bolesną zadrą może być stosunek do związków partnerskich, gdzie Lewica będzie ciągnąć w stronę zapisów bliskich tym małżeńskim, a PSL jest w części sceptyczny wobec całej tej idei, choć skorzystają z niej w zdecydowanej większości pary heteroseksualne, żyjące bez ślubu.

Najbardziej oczywistym polem sporu jest jednak kwestia aborcji, w której już jest prowadzona wewnętrzna gra. Jej ostatni rozdział to oświadczenie Tuska, że KO właśnie składa swój projekt liberalizacji ustawy, dopuszczający aborcję na żądanie do 12. tygodnia.

Lewica, dla której jest to sprawa fundamentalna, uznała ruch Tuska za nieuzgodnioną „wrzutkę”, mającą zawłaszczyć temat przez KO, która w ostatnich latach mocno przesunęła się w lewo i szuka elektoratu na łowiskach Czarzastego. Akcja z projektem jest zarazem rzuceniem rękawicy Trzeciej Drodze, która opowiada się za powrotem do „kompromisu aborcyjnego” z 1993 roku, a później chce referendum. To forma zrzucenia z polityków odpowiedzialności za mocno dzielący Polskę temat, ale zarazem akt rozsądku, biorąc pod uwagę, że radykalny projekt na pewno zawetowałby prezydent.

Spór wewnętrzny rysuje się także wokół innej zapowiedzi rządu – wprowadzenia pigułki „dzień po” bez recepty. Marszałek Hołownia już wyraził swe zdanie: jest za, ale dopiero od 18. roku życia. – Wydaje mi się, że większości parlamentarnej przydałaby się lekcja edukacji seksualnej – skomentowała to złośliwie minister ds. równości Katarzyna Kotula. I przypomniała, że skoro po 15. roku życia można legalnie współżyć, to dlaczego od tego wieku nie miałaby być dostępna ochrona przed niechcianą ciążą?

Z racji obecnej słabości Kościoła, który powoli zanika jako aktywna siła polityczna – w kwestii aborcji żaden z koalicjantów nie konsultuje swego stanowiska z Episkopatem. Tak samo jest z religią w szkole, tu też więcej problemu nastręczają wewnętrzne niesnaski niż opór hierarchii. Szefowa MEN Barbara Nowacka zapowiedziała niespodziewanie zmniejszenie liczby lekcji religii do jednej godziny tygodniowo oraz likwidację zadań domowych. Ta ostatnia propozycja zaskoczyła zwłaszcza konserwatystów z PSL, którzy uznali ją za niedojrzałą, a poseł Andrzej Grzyb w rozmowie z nami pytał, jak w takim razie MEN wyobraża sobie naukę wierszy na pamięć?

W sprawie religii wypowiedział się sam marszałek Hołownia, nie kryjąc irytacji. – Basia Nowacka mogła, zanim ogłosiła tę decyzję, porozmawiać trochę z nami, też innymi koalicjantami, o tym, jakie my mamy rozwiązania wypracowane w tej sprawie – mówił marszałek Onetowi, przekonując, że liczba lekcji religii nie powinna być narzucana, ale zależna od woli rodziców. A najlepiej, by religia została przeniesiona do parafii.

Włodzimierz Czarzasty podczas posiedzenia Sejmu X kadencji. Warszawa, 18 stycznia 2024 r. / Jacek Domiński / REPORTER

Lewica się zwija

Zaskakująco mało objawiło się na razie różnic w kwestiach gospodarczych, bo wszyscy partnerzy koalicyjni mają świadomość trudnej sytuacji w finansach publicznych i potrzeby dokładnego audytu po rządach PiS. Stąd Lewica nie upiera się przy obniżce VAT i skróceniu tygodniowego czasu pracy, a Trzecia Droga przy powrocie do handlu w niedzielę. Nie wiadomo też, co będzie z realizacją jednego ze sztandarowych postulatów KO – podniesienia kwoty wolnej od podatku z 30 tys. zł do 60 tys. Tusk mocno naciska na ministra finansów Andrzeja Domańskiego, by znalazł sposób na realizację tego postulatu, ale najpierw rząd musi dokładnie policzyć pieniądze pozostałe po epoce PiS.

Większe bariery w sojuszu pojawią się za sprawą zbliżających się wyborów samorządowych i europejskich. W PO spodziewają się rosnącej potrzeby odróżniania się ze strony Trzeciej Drogi. Niemal pewny jest więc kolejny wspólny start PSL z Polską 2050, ale widać również, że podobne porozumienie mogą zawrzeć KO z Lewicą. Niektórych wręcz dziwi ustępliwość lidera Lewicy Włodzimierza Czarzastego wobec Tuska; działacze widzą, że ich ugrupowanie zmierza w stronę przystawki KO, nawet jeśli doceniają wysiłki przewodniczącego, który buduje pozycję Lewicy po cichu, np. obsadzając swoimi ludźmi media publiczne, zwłaszcza TVP.

W PSL można usłyszeć, że jeśli tak dalej pójdzie i Lewica ulegnie politycznej anihilacji, to oni będą starali się renegocjować umowę koalicyjną i wymusić na Tusku, by marszałkiem Sejmu w drugiej połowie kadencji był wciąż ich przedstawiciel.

Na pewno na niekorzyść Czarzastego działa to, że politycy Lewicy zasiadający w rządzie, tacy jak Krzysztof Gawkowski czy Katarzyna Kotula, są – wedle coraz częstszych przekazów – pod wielkim urokiem Donalda Tuska. Lider Lewicy ma też dodatkowy problem we własnym klubie. Partia Razem, choć została dowartościowana stanowiskiem wicemarszałka Senatu dla Magdaleny Biejat, jest praktycznie poza koalicją rządową, co kilka dni temu wprost zakomunikował sam Czarzasty, pytany o różnice w ocenach między nim, popierającym w całości działania ministra Sienkiewicza, a Adrianem Zandbergiem, który przekonywał, że lepszą drogą byłaby zmiana układu w Radzie Mediów Narodowych.

Własne ambicje

Rząd Donalda Tuska jest w tym momencie bardzo stabilny, ale trzeba pamiętać o osobistych ambicjach ministrów. Bartłomiej Sienkiewicz oraz szef resortu nauki Dariusz Wieczorek już wiosną chcieliby startować w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ponadto duża liczba wiceministrów, spowodowana koniecznością zaspokojenia pragnień wszystkich koalicjantów, doprowadziła do sytuacji, w której niektórzy z nich nie mają wciąż przyznanego zakresu obowiązków, co może zrodzić chaos decyzyjny.

Słyszy się też o pierwszych tarciach w resorcie rolnictwa między ministrem Czesławem Siekierskim z PSL a ambitnym wiceministrem Michałem Kołodziejczakiem. Nie do końca radzi też sobie minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050, która już zaliczyła wpadkę w sprawie funduszy unijnych. Informowała, że Polska spełniła warunki ich wypłaty, choć przedstawiciele Komisji Europejskiej tego nie potwierdzali.

Dobrze organizacyjnie sprawdza się za to minister rozwoju i technologii Krzysztof Hetman; pewien sukces w zamrożeniu sporu transportowców na granicy z Ukrainą ma też jego kolega z PSL, minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Ich zadania, mimo wszystko, są jednak łatwiejsze niż wyzwania stojące przed kierowanym przez Borysa Budkę resortem aktywów państwowych – będzie on musiał zadbać o rozliczenia z poprzednią władzą, a także tak wybrać nowe zarządy najważniejszych spółek skarbu państwa, by zadowolić sojuszników, a jednocześnie nie narazić się na zarzut tworzenia nowej kasty polityków uwłaszczających się na państwowym majątku.

Wiceminister aktywów państwowych Robert Kropiwnicki z KO zapewnia, że kluczem będą kompetencje merytoryczne, obsadę zaś zapewnią transparentne konkursy na stanowiska. – Nie będzie podziału politycznych łupów – podkreśla.

Politycy koalicji przekonują zgodnie, że do wyborów europejskich nie będzie żadnych problemów. Potem może być różnie, gdyż zbliżać się będą wybory prezydenckie, o których poważnie myśli Szymon Hołownia. Ostatnie wyniki sondaży zaufania społecznego pokazują wyraźnie, że najpopularniejszym politykiem jest w Polsce marszałek Sejmu, który osiąga wyniki nieznane w historii tych badań, a trzecie miejsce zajmuje Władysław Kosiniak-Kamysz. Andrzej Duda z hukiem spadł z podium, a obu polityków Trzeciej Drogi przedziela tylko Rafał Trzaskowski. To zaś wróżyć może konflikt, gdyż ten ostatni niemal na pewno będzie kandydatem KO na prezydenta, a jego ugrupowanie nie wyobraża sobie porażki.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Z wykształcenia biolog, ale od blisko 30 lat dziennikarz polityczny. Zaczynał pracę zawodową w Biurze Prasowym Rządu URM w czasach rządu Hanny Suchockiej, potem był dziennikarzem politycznym „Życia Warszawy”, pracował w dokumentującym historię najnowszą… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Koalicja omijania raf