„Rewizor” Gogola ma 190 lat. Satyra na rosyjską władzę przetrwała carów i cenzurę

Wiosną 1836 r. wystawiono sztukę „Rewizor” Nikołaja Gogola. Dlaczego cenzura ją puściła, choć obnaża ona rosyjskie podejście do władzy? I dlaczego dzieło przerosło mistrza?
Czyta się kilka minut
Przedstawienie „Incognito” Omskiego Teatru Dramatycznego na podstawie „Rewizora” Nikołaja Gogola, 2018 r. // Fot. Gerarus / CC-BY-SA-4.0
Przedstawienie „Incognito” Omskiego Teatru Dramatycznego na podstawie „Rewizora” Nikołaja Gogola, 2018 r. // Fot. Gerarus / CC-BY-SA-4.0

Zasada była prosta: w spektaklach, które w XIX wieku wystawiały rosyjskie teatry, cenzura zabraniała krytykować wojsko, policję i w ogóle urzędników. Dlatego gdy w 1836 r. pod jej ocenę trafiła komedia „Rewizor” Nikołaja Gogola, cenzor zareagował żywiołowo: przestraszył się i surowo zabronił publikacji.

Trudno się temu dziwić. Gogol w prześmiewczy sposób sportretował prowincjonalne miasteczko rosyjskie, które ogarnia panika na wieść, że ze stolicy przybywa na inspekcję rewizor, czyli przedstawiciel władzy najwyższej. 

Paradoks sytuacji polega na tym, że tak naprawdę do miasteczka zjeżdża petersburski hulaka, tylko przez pomyłkę wzięty za rewizora. Birbant Chlestakow, początkowo traktując to z niedowierzaniem, z czasem dochodzi do wniosku, że trzeba korzystać z okazji, i z coraz większą satysfakcją przyjmuje hołdy i prezenty od miejscowej elity. 

Teatr Aleksandryjski w Petersburgu, litografia Adolfa Bezemana, 1840 r. // Domena publiczna

Ten portret systemowej służalczości, tchórzostwa i korupcji, czyli podejścia Rosjan do władzy, okazał się na tyle trafny, że komedia weszła do kanonu najważniejszych dzieł literatury rosyjskiej. Do dziś grana jest na deskach wszystkich teatrów świata. 

Dlaczego car Mikołaj I zgodził się na publikację sztuki Gogola

Wróćmy do początku roku 1836, kiedy to cenzor surowo zabronił publikacji. Zdarzyła się bowiem rzecz zaskakująca. Gogol poprosił o interwencję pisarza Wasilija Żukowskiego, wspomógł go też książę Wiaziemski – obaj znali sztukę i ją doceniali. Dołączył do nich hrabia Michaił Wielgorski, postać ważna – członek Komitetu Teatrów Imperatorskich i przyjaciel domu carskiego.

We trzech udali się na rozmowy z dworem. W efekcie Wiaziemski został poproszony o odczytanie komedii przed carem Mikołajem I w Pałacu Zimowym. Zrobił to dobrze. Imperator reagował wesołością zwłaszcza na historie Bobczyńskiego i Dobczyńskiego – dwóch miejscowych plotkarzy, którzy po spotkaniu Chlestakowa w przydrożnej karczmie wzięli go za rewizora i zanieśli tę arcyniemiłą wieść do miasta. 

Car od dziecka uwielbiał teatr, zwłaszcza wodewile i farsy. Rozbawiony do łez, zgodził się na publikację. Paradoks? W żadnej mierze – mimo że Vladimir Nabokov nazwie to później cudem pasującym „do praw fizycznych gogolowskiego świata odwróconego do góry nogami”.

Uruchamianie odtwarzacza...

Po pierwsze, car uśmiał się serdecznie – co było podstawowym warunkiem zgody. Po drugie, uznał to, co Gogol chciał powiedzieć: że „Rewizor” nie uderza we władzę, lecz w złych wykonawców woli tejże władzy. Gogol zwerbalizuje to założenie w epilogu zatytułowanym „Po premierze”: „Czyż nie jest oczywiste, że po takim przedstawieniu lud nabierze większej wiary w rząd? Tak, potrzebne mu są takie widowiska. Niech odróżni rząd od złych wykonawców woli rządu”. 

A więc: pełna symbioza samodzierżawia z ludem.

Jak carska cenzura oceniła „Rewizora” 

Po carskiej rekomendacji decyzja cenzury była już formalnością. Jednak procedura musiała być zachowana.

Tekst „Rewizora” trafił więc do słynnego cenzora Jewstafija Oldekopa. Ten zanotował, po francusku, że sztuka jest dowcipna i pięknie napisana, a jej autor należy do wybitnych rosyjskich powieściopisarzy. I co najważniejsze: że sztuka nie zawiera treści budzących zastrzeżenia.

Zgodę musiał wyrazić jeszcze przedstawiciel III oddziału, którego rolą był nadzór nad prawomyślnością obywateli. Generał Nikołaj Dubelt napisał w raporcie: „Zezwalam”.

Z czasem Gogol przekona się, że ingerencja cara to miecz obosieczny. W 1843 r. sytuacja się bowiem odwróci. Dyrekcja teatru przekaże do cenzury tekst „Rewizora” z odautorskimi poprawkami. Wówczas cenzor zawyrokuje: „Komedia mogła zostać wprowadzona na scenę tylko w wyniku najwyższego pozwolenia, a więc na żadne zmiany lub dodatki w niej się nie zezwala”. Potwierdzi to ten sam generał Dubelt wpisem: „Nie wolno”.

Aktorzy przygotowują premierę „Rewizora” i mają problem

Podczas prób na scenie stołecznego Teatru Aleksandryjskiego Gogol kazał wynieść luksusowe meble, które stały w pokoju Horodniczego. Zastąpił je prostymi, dodając klatkę z kanarkami i butlę z trunkiem przy oknie. Służący Osip był ubrany w liberię z galonami, co nie pasowało do autorskiego założenia. Gogol kazał aktorowi włożyć zakopcony kaftan człowieka obsługującego na scenie światło.

Chlestakowa miał zagrać Nikołaj Diur, Horodniczego Iwan Sosnicki, Horodniczą jego żona Jelena. Nie obyło się bez problemów. 

Car Mikołaj I // Domena publiczna

Pisarka Awdotia Panajewa notuje we „Wspomnieniach”: 

„Pamiętam, że podczas pracy nad »Rewizorem« wszyscy aktorzy biorący udział w tym nowym spektaklu poczuli się nagle zupełnie zbici z tropu. Przekonani, że postaci, jakie nakreślił w swej sztuce Gogol, są czymś zupełnie nowym, zrozumieli, iż komedii tej nie można grać w sposób, w jaki grywano zazwyczaj większość francuskich wodewilów, przerobionych zgodnie z rosyjskimi obyczajami”.

Aktorzy mieli problem, bo autor zmuszał ich do zmiany wodewilowych nawyków. Autor miał problem, bo obawiał się, że tych nawyków nie zmienią. Jego obawy zaś, całkiem słusznie, wynikały z tego, że Teatr Aleksandryjski od pewnego czasu specjalizował się właśnie w wodewilach. 

„Rewizor” Gogola i rosyjski system władzy

Próby rozpoczęto w klimacie informacji przekazywanej z ust do ust, że cenzura zakazała komedii, ale zezwolenie dał, za protekcją, sam car. To ciekawiło i niepokoiło, budowało napięcie i zapowiadało sensację. 

Pierwsze czytanie, osobiście przez Gogola, odbyło się w domu Sosnickiego, w obecności wszystkich aktorów. Czuli dyskomfort. Gogol był dla nich Małorosjaninem (jak nazywano Ukraińców; urodził się pod Połtawą w ziemiańskiej rodzinie), który rok temu opublikował śmieszne historie pod tytułem „Mirgorod” – i tylko z tym go kojarzyli.

Zastanawiali się, czy to w ogóle komedia i dlaczego postaci mówią tak dziwnym językiem: lokaj po lokajsku, a zwykła baba jak zwykła baba. Co fascynującego dojrzeli w tym protektorzy autora? No i car… Przecież nie takich rzeczy zabraniano w imię ochrony tronu.

Kolejne problemy sprawiło przygotowanie kostiumów. Bo Gogol oczekiwał strojów prostych, czysto rosyjskich. Piotr Karatygin, który od czwartego przedstawienia dostanie rolę sędziego Lapkina-Tiapkina, wspomina, że autor na próbach był nerwowy. Rozmawiał po cichu prawie wyłącznie z Sosnickim. Z Aleksandrem Chrapowickim, inspektorem (nadzorcą z ramienia władz), tylko gdy musiał. 

Chrapownicki zanotuje: „Sztuka bardzo zabawna, ale po co te nieznośne obelgi pod adresem szlachty, urzędników i kupców”. 

Młodzi aktorzy chwilami się podśmiechiwali – jednak nie z treści sztuki, lecz z Gogola. „Niewysoki blondyn z ogromnym lokiem, w złotych okularach na długim ptasim nosie, ze zmrużonymi oczami i mocno zaciśniętymi wargami, jakby je przygryzał (…) – wszystko to nadawało jego postaci rys karykaturalny” – wspomina Karatygin.

Premiera „Rewizora” w Petersburgu w 1836 roku

Prapremierę zaplanowano na 19 kwietnia 1836 r. Teatr Aleksandryjski od czterech lat cieszył się nowym budynkiem w stylu empire, zaprojektowanym przez Carla Rossiego. 

Potężny gmach, z wielokolumnową loggią w stylu korynckim, obsadzony po bokach ośmiokolumnowymi portykami. Pięciopiętrowa widownia, doskonała akustyka, niebieska tapicerka krzeseł komponująca się ze złotymi rzeźbieniami lóż. Nazwę teatr otrzymał na cześć żony Mikołaja I, cesarzowej Aleksandry Fiodorowny.

Na prapremierę przybył car. W odświętnym mundurze z epoletami, jak zwykle zapięty na ostatnią dziurkę w pasku, dzięki czemu miał talię baletnicy i pierś wypiętą niczym kogut. Wraz z nim w głównej loży zasiadł 18-letni następca tronu. W innych lożach i rzędach też widoczne były mundury, ale dominowały fraki i suknie w mocnych barwach. Widownia budziła zainteresowanie równie duże co sztuka. Rok 1836 to schyłek biedermeieru w modzie.

Pośród przytłumionych rozmów i uśmiechów, w ruch poszły wachlarze i lornetki, a płomień lamp naftowych mienił się w naszyjnikach z pereł, najmodniejszych w tym sezonie. 

Wyfraczeni ministrowie w pierwszym rzędzie „musieli bić brawo, kiedy klaskał władca, który trzymał obie ręce na barierce loży. Rozległ się głośny śmiech. Kisieliow [Pawieł, wkrótce minister mienia państwowego] najgłośniej, bo nie miał sobie nic do zarzucenia” – opisuje ten wieczór przyszła protektorka Gogola, Aleksandra Smirnowa-Rosset.

Dlaczego publiczność oburzyła się po spektaklu Gogola?

Car śmiał się z całego serca – zanotuje Chrapownicki. Karatygin zaś, stojący za kulisami, usłyszał komentarz wychodzącego z loży imperatora: „Ale sztuka! Wszystkim się podobało, a mnie najbardziej!”. Jest i taka wersja słów cara: „Wszystkim się oberwało, a mnie najbardziej!”. Ile prawdy w obu przekazach? Nie wiadomo.

Zaprzyjaźniony z Gogolem Pawieł Annienkow, w późniejszych latach znany historyk literatury, już po pierwszym akcie widział zdumienie na wszystkich twarzach. Z każdym kolejnym aktem to zdumienie rosło. Publiczność uspokajała się przekonaniem, że to tylko farsa. I raz po raz wybuchała śmiechem. 

„Coś zgoła innego zaszło podczas czwartego aktu – wspomina Annienkow – śmiech czasem jeszcze przelatywał z jednego końca sali na drugi, ale był to śmiech lękliwy, szybko cichnący; oklasków niemal w ogóle nie było, lecz napięta uwaga, gorączkowe, baczne śledzenie akcji z jej wszystkimi niuansami, niekiedy martwa cisza dobitnie świadczyły o tym, że to, co się dzieje na scenie, trafia do serc widzów”.

Początkowe zdumienie na koniec przeobraziło się w oburzenie. Wprawdzie wywoływano autora w podzięce za możliwość pośmiania się, ale dominowały komentarze: „To niepojęte, to oszczerstwo i farsa”. 

Wzywany na scenę Gogol nie pojawił się... Ale był, przez całe przedstawienie siedział skulony w jednej z lóż, a na przedstawienie patrzył jak na coś obcego. 

Annienkow tłumaczy: „Kłopoty autora ze sztuką, która wydawała się dziwna, bo zrywała ze wszystkimi przyzwyczajeniami, a nawet – jak mówiono – z wszelką przyzwoitością, boleśnie spotęgował wodewilowy charakter głównego bohatera komedii i pospolicie, karykaturalnie odmalowane pozostałe postacie. Gogol cierpiał przez cały wieczór”. A potem uciekł z teatru. 

Jak rodzina carska cytowała postaci z „Rewizora”

A przecież car był zachwycony. Aktorów nagrodzono: Sosnicki od dworu w ramach wdzięczności dostał pierścień z ametystem wart 781 rubli, Diur pierścień ze szmaragdem wart 701 rubli. Gogol otrzymał z rozkazu imperatora 800 rubli.

Wpływ komedii na rodzinę carską był na tyle duży, że rok później, gdy następca tronu, przyszły Aleksander II, ruszył w podróż po Rosji, z jednego z wizytowanych miasteczek donosił ojcu, że tutejszy „horodniczy swoją turniurą przypomina horodniczego z »Rewizora«”.

Na co Mikołaj odpisał: „Zobaczysz nie jedną, a wiele twarzy podobnych do twarzy z »Rewizora«, uważaj jednak i nie pokazuj publicznie, że wydają ci się śmieszni; niektórzy są śmieszni z wyglądu, ale posiadają dużo ważniejsze zalety, musisz w tej materii być niezwykle ostrożny”.

Kilka dni później Aleksander donosił ojcu, że syn gospodyni, u której nocował, przypomina Bobczyńskiego i tak jak on prosi o przysługę powiadomienia cara, że następca spędził noc w jego domu. Ojciec odpisał, że śmiał się z tego do łez.

Postaci z „Rewizora” na stałe weszły do życia Romanowów. Ostatni car Mikołaj II kilka razy zanotuje w swoim dzienniku, że grywa z rodziną w grę „Bobczyński, Dobczyński”. Część tych wpisów pochodzi z okresu Wielkiej Wojny. Z dziennika Mikołaja wynika, że gra niby głupia, ale potrafili w carskiej rodzinie zabawiać się tak do późnych godzin nocnych.

Profesor-cenzor notuje reakcje rosyjskiej widowni

Wróćmy do prapremiery. Cenzor i zarazem profesor Uniwersytetu Petersburskiego Aleksandr Nikitienko notował w dzienniku pod datą 28 kwietnia 1836 r.: „Komedia Gogola »Rewizor« narobiła wiele hałasu. Jest grana bez przerwy, prawie co drugi dzień. Car był na pierwszym przedstawieniu, dużo klaskał i śmiał się”. 

„Poszedłem na trzecie przedstawienie – pisze dalej Nikitienko. – Byli tam caryca z następcą tronu i wielkie księżne. Ich również bardzo rozbawiła ta komedia. Car nawet kazał ministrom pójść na »Rewizora«. Przede mną w fotelach siedzieli książę Czernyszew (minister wojny) i hrabia Kankrin (minister finansów). Pierwszy wyraził pełne zadowolenie; drugi powiedział tylko: »Warto było przyjść, by zobaczyć tę głupią farsę«. 

Wiele osób uważa, że rząd na próżno popiera sztukę, w której jest tak okrutnie potępiany”. 

I dodaje: „Widziałem wczoraj Gogola. Sprawia wrażenie wielkiego człowieka, którego prześladuje urażone ego. Ale on naprawdę dokonał czegoś ważnego”.

Co „Rewizor” mówi o Rosji i poddaństwie

Nie mylił się cenzor Nikitienko: Gogol dokonał czegoś ważnego. Ta historia „mówi bowiem nie o zabawnej pomyłce i jej praktycznych skutkach – pisze jego polski biograf Bohdan Galster – lecz obnaża sam proces powstawania zwyrodnień w organizmie społecznym”. 

Andrzej Walicki, historyk idei i wybitny znawca Rosji, tłumaczy to dosadniej: „Gogol nie pozostawił suchej nitki na urzędnikach carskich, zdemaskował ich formalizm biurokratyczny, służalczość w stosunku do »władz« i despotyzm w stosunku do podwładnych, łapownictwo, korupcję, kołtuństwo umysłowe, pogardę dla ludu”.

Lecz tak naprawdę siła rażenia tej sztuki leży gdzie indziej. Obnażenie procesu powstawania zwyrodnień nie polega na wskazaniu efektów – a układy w prowincjonalnym miasteczku są tylko efektem. Obnażenie procesu to wskazanie przyczyn, których w przypadku „Rewizora” szukać należało w tej najznamienitszej loży nadającej rytm oklaskom całej widowni. 

Gogol dzielił śmiech na kilka kategorii: „lekki”, „wulgarny” i „zły”. Przeciwstawiał im śmiech „elektryzujący, ożywczy”, który „rodzi się z cichej radości duszy, a powstaje w subtelnym, wysoko rozwiniętym umyśle”. 

Którym śmiechem zaśmiewał się car? Czy był świadom, że zaśmiewa się z siebie i nie tylko z siebie? Że w lipcu 1918 r. ten śmiech dosięgnie jego prawnuka, zabawiającego się wieczorami w głupawą grę „Bobczyński, Dobczyński”? Bo to ci Bobczyńscy na rozkaz Chlestakowów zabiorą prawnukowi tron, zdegradują do rangi szeregowca i zamordują z całą rodziną w piwnicy.

Na tym polega moc przekazu „Rewizora”. Nawet jeśli Gogol twierdził coś innego. 

SYLWIA FROŁOW jest autorką biografii Nikołaja Gogola „Zagadka Gogol”, która 25 marca ukaże się nakładem wydawnictwa Marginesy.

Zagadka Gogol - Sylwia Frołow, Wydawnictwo Marginesy
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Studium poddaństwa