Spodziewano się kontrowersji: najpierw tych związanych z organizacją pierwszego z trzech koncertów w dniu 80. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Mimo oczekiwań wielu, Taylor Swift w żaden sposób nie nawiązała do obchodów ze sceny. Ale kiedy na wypełnionym harmidrem fanek Stadionie Narodowym wybiła godzina 17, zapadła symboliczna cisza.
Spodziewano się także blokad i protestów, które zapowiadała grupa aktywistów klimatycznych Ostatnie Pokolenie. Te wydarzyły się dopiero 2 sierpnia – wczesnym popołudniem zablokowano częściowo wjazd na Stadion Narodowy, rozsypano pomarańczowy proszek i protestowano z transparentami „Nie stać nas na suberbogaczy” oraz „Bogacze żyją na nasz koszt”.
Przede wszystkim przed stadionem i na jego płycie panowała atmosfera dziewczyńskości (choć na Narodowym, w grupie 65 tys. osób, było też trochę chłopaków). Były piski ekscytacji i grupowe uściski.
Urzekały duety mam z nastoletnimi córkami, które po pierwszych dźwiękach koncertu na chwilę wyszły na z układu rodzic–dziecko i śpiewały (a wręcz krzyczały) zwrócone do siebie twarzami, jak najlepsze przyjaciółki.
Urzekały też starsze dziewczyny, trochę spokojniej odbierające całe show. Przyjemnie patrzyło się na ojców, którzy na koncert przyszli z córkami i dopiero po kilku kawałkach zaczynali pewniej rozglądać się wokół siebie i podśpiewywać pod nosem – widać, że praca w domu nie poszła na marne. Urzekł wreszcie starszy pan, który powoli i z trudem wdrapał się na najwyższą trybunę obok mnie w koszulce z napisem „Najstarszy fan Taylor Swift”.

Sama Swift znana jest z perfekcji, punktualności i zaangażowania, a trasa koncertowa The Eras Tour jest przekrojowa: zbiera w sobie wszystkie ery-wcielenia gwiazdy popkultury od początku kariery. Wrażenie na fanach musi robić jej forma fizyczna: ponad trzy i pół godziny dynamicznych choreografii, ekspresowych zmian kilkunastu efektownych strojów, gry na gitarze, pianinie.
Nie mniej efektowne od strojów amerykańskiej piosenkarki były stroje dziewczyn (a czasem i chłopaków): inspirowane strojami z trasy artystki, często robione ręcznie przez wiele godzin, błyszczące od cekinów i brokatu, pełne koralików i frędzli, które nie przestaną wirować nawet z ostatnią piosenką. Więcej tego błysku, blasku i brokatu przydałoby się nam na co dzień.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















