Piekło, czyściec i raj: jak wygląda życie po śmierci według Biblii

Jak rozumieć słowa Biblii o piekle, niebie, duszy i zmartwychwstaniu ciał? I dlaczego kaznodzieje karmią nas makabrycznymi lub niepoważnymi opisami, zamiast głosić Dobrą Nowinę?
Czyta się kilka minut
Tryptyk „Sąd Ostateczny”, autor - nieznamy malarz francuski, ok. 1500 r. // Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork
Tryptyk „Sąd Ostateczny”, autor - nieznamy malarz francuski, ok. 1500 r. // Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

Nadzieja na życie po śmierci trwa nie tylko w religiach. Jej iskierka tli się nawet u agnostyków, bo nasza refleksyjna samoświadomość nie pozwala nam się pogodzić z odejściem w nicość. Oczywiście – samo aspirowanie do wieczności nie dowodzi, że ona faktycznie nas czeka. Rodzi jednak ważne pytanie o swe źródło.

Czy ewolucja miałaby wyłonić istoty otwarte na nieskończoność tylko po to, żeby się gorzko rozczarowały? Czy poszukujący sensu umysł, jaźń zatroskana o przekraczanie siebie w stronę Pełni – to tylko chwilowy efekt splotu przypadków? Tęsknimy za nieutracalnym spełnieniem i być może to pragnienie „wody żywej” (por. J 4, 10. 12) świadczy o stworzeniu nas do jej picia...

Chrześcijańska opowieść o nadziei: symbole, intuicje i biblijne metafory

Chrześcijaństwo ma własną, specyficzną opowieść o nadziei związanej z „troską ostateczną”. Osobom krytycznie myślącym trudno brać na poważnie popularne wyobrażenia na temat pośmiertnych losów „duszy” i „zmartwychwstania ciała”. Dlatego zarówno krytykom, jak i wyznawcom warto przypominać o symbolicznym charakterze języka Biblii. To, co przekracza wymiar fizyczny i wymyka się doświadczeniu empirycznemu, może być opisane wyłącznie za pomocą metafor. Autorzy Pism wyrażają w nich doświadczenie duchowe oraz poznanie intuicyjne, apelując do intuicji odbiorców i proponując każdemu osobiste spotkanie z Tajemnicą, której doświadczyli.

Dobre zrozumienie chrześcijańskiej narracji o nadziei wymaga więc spytania najpierw o doświadczenie, które pozwala ją żywić. Nowy Testament bazuje na doświadczeniu uczniów Jezusa, którego osoba i historia poruszyły najczulsze struny ich wrażliwości, a jednocześnie wywróciły do góry nogami najgłębsze przekonania religijne, jakie żywili. W ten sposób jedna z wielu grup żydowskich mesjanistów schyłkowego okresu Drugiej Świątyni wyłamała się ze schematu i ogłosiła zaskakującą współwyznawców wizję triumfu światła nad ciemnością oraz „dni ostatecznych” (por. Hbr 1, 2).

Prawdziwe znaczenie Ewangelii: o czym jest Dobra Wiadomość Boga?

Jeśli to, czemu uwierzyli i co rozgłaszają chrześcijanie, nazywamy Dobrą Wiadomością (Euangelion), to jak ona brzmi? Dość często przez Ewangelię rozumie się albo opowieść o życiu Jezusa, albo wręcz całokształt kościelnej doktryny. Bywają osoby, dla których „głoszeniem Ewangelii” jest moralizowanie. Jednak w swym pierwotnym sensie euangelion to wiadomość o jakimś fakcie pozytywnie zmieniającym rzeczywistość. 

W Nowym Testamencie czytamy, że Jezus po mistycznym doświadczeniu nad Jordanem i próbie na pustyni zaczął rozgłaszać „Dobrą Wiadomość Boga”. Brzmiała ona: „Dopełnił się czas i przybliżyło Boże królowanie” (Mk 1, 15). Ewangelia to najpierw nowina o bliskości pojednania ziemi z niebem (o co prosimy w modlitwie „Ojcze nasz”, por. Mt 6, 10) – czyli poddania świata Bogu, którego charakter Jezus odzwierciedla (por. J 14, 9) swoją postawą wobec słabych, zagubionych i nieszczęśliwych. Królowanie Boga jest bliskie – przychodzi w osobie Jezusa.

Mówimy tu o „królowaniu nie z tego świata” (por. J 18, 36), polegającym na dzieleniu się z ludźmi Boskim sposobem życia – miłością jako wzajemną afirmacją i oddaniem: „To jest moje przykazanie, żebyście kochali się nawzajem, jak Ja ukochałem was (...) żeby wszyscy byli jednym, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, żeby i oni w Nas byli” (J 15, 12; 17, 21).

Bóg w osobie Chrystusa nie dominuje, lecz zniża się do poziomu sługi naszego oczyszczenia – myje uczniom stopy (por. J 13, 3-5). Sędzia świata okazuje się jego lekarzem: „nie posłał Syna w świat po to, żeby sądził świat, lecz żeby świat był przez Niego uzdrowiony (sōthē, J 3, 17). Dobra Wiadomość obejmuje więc również nowinę, że dla Boga sprawiedliwe jest nie ukaranie grzesznika (zło samo karze swego autora, por. Ps 7, 16-17), lecz odzyskanie jego serca (por. Łk 15, 24. 32).

Odkupienie: czy Jezus umarł za nas, czy dla nas?

Warto dodać, że wbrew makabrycznej, późnośredniowiecznej interpretacji, odkupienie nie polega na ukaraniu Syna śmiercią w zastępstwie za ludzi. Jezus odzwierciedla charakter Ojca – „dobrego dla niewdzięcznych i złych” (por. Łk 6, 35). W związku z tym na krzyżu „uśmiercił w sobie wrogość”, z którą zderzył się jako posłaniec pojednania (por. Ef 2, 16). Odkupienie oznacza, że Bóg wziął na siebie koszt naprawienia zerwanej przez nas relacji. To stwierdzenie również wchodzi w skład Dobrej Wiadomości. W osobie Jezusa Bóg przygarnia tych, którzy Go odtrącają: „gdy będę podniesiony nad ziemią, wszystkich pociągnę do siebie” (J 12, 32). 

Chrześcijańska Dobra Wiadomość zawiera też istotny przekaz, że triumf Jezusa nad światem egoizmu, zakłamania i przemocy nie stanowił jedynie zwycięstwa moralnego. Bóg Go realnie „podniósł, uwalniając z łona śmierci, bo nie było w jej mocy Go zatrzymać” (Dz 2, 24). Boże królowanie w naszym świecie zmienia śmierć w nowe narodziny.

Zrodzeni na nowo: jak wiara w Jezusa daje nam życie wieczne tu i teraz

Ważna dla dobrego odczytania Ewangelii jest świadomość, że „urodzenie się na nowo” i wejście w „życie wieczne” nie jest czymś obiecanym dopiero po śmierci. Według Nowego Testamentu akt uwierzenia/zaufania (pisteuein) Jezusowi – temu, który z poziomu zupełnie nowej egzystencji panuje nad rzeczywistością w imieniu Ojca (por. Rz 10, 9) – otwiera człowieka na dogłębną przemianę. Korespondująca z mistycznym obrzędem chrztu wiara skutkuje „nowymi narodzinami z Ducha” (por. J 3, 5). 

Życie osoby poddającej się wpływowi Ducha Świętego (osobowego „oddechu” Stwórcy) nabiera Boskich cech, odwzorowuje Bożą miłość: „każdy kochający z Boga się urodził i zna Boga” (1 J 4, 7).

Jeśli ktoś miałby w tym miejscu słuszne zastrzeżenie, że kochają nie tylko chrześcijanie, to warto zaznaczyć, że zgodnie z Biblią Duch Boga przychodzi nie tylko do ochrzczonych (por. Dz 10, 44-48), że wpisuje Boską regułę życia również w serca pogan (por. Rz 2, 14-15). Także zmartwychwstały Jezus, jakkolwiek chce się w pełni ucieleśniać w świecie poprzez Ekklēsię (Gromadę Zwołanych), jednocześnie wypełnia swą obecnością „wszystko we wszystkim” (panta en pasin, Ef 1, 23).

 „Anonimowe chrześcijaństwo” jest możliwe. To uwierzenie ukrytemu i nienazwanemu Jezusowi, którego Duch inspiruje wzajemną afirmację i oddanie ludzkich istot.

Chrześcijańska nadzieja na życie wieczne w Jezusie

Życie wieczne zaczyna się więc od umierania dla egoizmu i rodzenia się do kochania. Ale Nowy Testament mówi też o nowych narodzinach „do żywej nadziei (...) do dziedzictwa niezniszczalnego, niepodległego skażeniu i nietracącego świeżości, strzeżonego dla nas w niebiosach” (por. 1 P 1, 3). Chrześcijańska opowieść o nadziei, bazująca na Dobrej Wiadomości o Jezusie, dotyczy więc trwałego dobra o niemożliwej do utracenia jakości, które oczekuje na nas w niedostępnym obecnie wymiarze istnienia. 

Mamy „odziedziczyć” skarb pilnowany dla nas przez „Ojca z niebios” (por. Mt 6, 9) – swoisty „spadek” po Jezusie, który jednak żyje mimo śmierci. Co więcej, głębsze przemyślenie Dobrej Wiadomości pozwala uznać, że w gruncie rzeczy to właśnie Jezus we własnej osobie (oraz nasz udział w Jego wiecznym życiu) stanowi wspomniane dziedzictwo.

Wiara/zaufanie (pistis) i poddanie się Jezusowi (hypakoē pisteōs – posłuszeństwo ufności, Rz 1, 5) oznaczają zgodę na swoiste zanurzenie w Jego egzystencję, poddanie się inspiracjom Jego Ducha, oraz bycie Jego przybranym rodzeństwem (por. Rz 8, 1. 9. 29). Skoro tak, to ostatecznym dziedzictwem okazuje się „bycie z Jezusem tam, gdzie On” (por. J 17, 24), udział w Jego wiecznej wymianie afirmacji i oddania z Ojcem, w przenikaniu się egzystencji Ojca i Syna dzięki „wspólności” (koinōnia) Ducha (por. 2 Kor 13, 13).

Co ważne, w tym wzajemnym przyjęciu i oddaniu będą się przenikać egzystencje wszystkich dzieci Boga: „jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, żeby i oni w Nas byli” (J 17, 21). Nie musimy się martwić o to, czy w przyszłym świecie będzie możliwa relacja z osobami, które pokochaliśmy tutaj, bo wieczne życie w Bogu to właśnie apogeum relacji miłości. Czytamy przecież, że „miłość nigdy nie przepada” (1 Kor 13, 8).

Zmartwychwstanie: jakie będzie nasze ciało po śmierci?

Biblijne wypowiedzi o realiach życia po śmierci należy (o czym była mowa na wstępie) odczytywać z uwzględnieniem ich metaforycznego charakteru. Nie znaczy to, że mielibyśmy uważać za czystą metaforę „ożywienie naszych śmiertelnych ciał” (por. Rz 8, 11). Jeśli pierwsi uczniowie Jezusa głosili Jego „podniesienie spośród zmarłych” (anastasis ek nekrōn), to jako dzieci żydowskiej kultury umysłowej swej epoki na pewno mieli na myśli jakiś rodzaj cielesności Zmartwychwstałego. 

Biblijny światopogląd nie przeciwstawia ducha materii, lecz zakłada zmierzanie materialnego świata ku jakiejś transformacji („nowe niebo i nowa ziemia”, por. Ap 21, 1). Wiąże się to z intuicją wierności Boga wobec stworzenia, które zostało powołane do istnienia jako „bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31).

Zarazem obecna forma cielesności nie jest bynajmniej projektowana na rzeczywistość ostateczną. Pisząc o cielesności po zmartwychwstaniu, apostoł Paweł używa sformułowania sōma pneumatikon – „ciało duchowe”, odróżniając je od sōma psychikon – „ciała ożywionego”, którym jesteśmy obecnie. Stwierdza przy tym, że to pierwsze ma się do drugiego jak wschodząca roślina do zasianego w glebie ziarna (por. 1 Kor 15, 44). Ta metafora daje do myślenia. Czy mając do czynienia wyłącznie z ziarnami, potrafilibyśmy sobie wyobrazić to, co z nich wyrośnie?

Zwróćmy uwagę, że opowieści o spotkaniach ze zmartwychwstałym Jezusem (notabene niebędące reporterskimi relacjami, lecz znanymi w teologii żydowskiej midraszami – ujętymi w formę narracji objaśnieniami świadectw pierwszych uczniów) zawierają wzmianki o trudnościach z rozpoznaniem Mistrza (por. Łk 24, 16; J 20, 14; 21, 4. 12). Radykalna niezgodność świadectw o Jego zmartwychwstaniu ze schematem religijnych wyobrażeń mesjanistów z epoki Drugiej Świątyni każe uznać, że za świadectwami stoją jakieś naprawdę konkretne i poruszające doświadczenia. Jednak nie posiadamy ich empirycznego opisu.

Jak interpretować metafory zaświatów w Biblii i prywatnych objawieniach

Tym bardziej więc nie powinno się – choć wielokrotnie próbowano – tworzyć na podstawie biblijnych tekstów jakiegoś scenariusza końca dziejów lub opisu „scenerii” zaświatów. Problemy osób krytycznie myślących z popularnym dyskursem kaznodziejsko-katechetycznym (a często również teologicznym) na temat duszy, czyśćca i sądu ostatecznego oraz nieba i piekła, wynikają właśnie z takich niepoważnych prób. 

Tymczasem barwne wizje z Apokalipsy Janowej należy odczytywać ze świadomością gatunku literackiego, do którego należy księga – będąca jedną z wielu ówczesnych żydowskich apokalips, czyli „objawień”. Intuicyjne wglądy w tajemnicę walki dobra ze złem i Bożego zwycięstwa przedstawiano w nich za pomocą symbolicznego szyfru, nie oczekując bynajmniej traktowania dosłownie obrazów i liczb.

Warto więc korygować popularne wyobrażenia o zaświatach i sądzie ostatecznym –  również te pochodzące z objawień prywatnych, gdzie intuicje „widzących” ubrały się w kostium uszyty z obrazów i tekstów, na których te osoby się wychowały. Możemy medytować biblijne metafory uczty u króla i wchodzenia przez ciasne drzwi (por. Łk 13, 23-30; 14, 15-24), ognia Gehenny (por. Mk 9, 43-50) oraz oddzielenia owiec od kozłów (por. Mt 25, 31-46) w świetle zasadniczego przesłania Dobrej Wiadomości. Nie są to jednak informacje, jak będzie, lecz zarysowanie alternatywy, wobec której stajemy TERAZ.

Z jednej strony nie musimy na nic zasłużyć, bo królowanie Boga przyjmuje się „jak dziecko”, dając się ufnie przygarnąć (por. Mk 10, 15-16). Z drugiej strony w tej danej za darmo wspólnocie odnajdzie się jedynie osoba, której naprawdę na tym zależy i która zgodzi się „stracić” wszystko, co przeszkadza w przyjęciu daru. W biblijnej grece „grzech” to hamartia – chybianie celu, a rozminięcie się z celem istnienia (spełnieniem w Miłości) byłoby jak trafienie na śmietnik. „Gehenna” z Jezusowych przypowieści to nazwa śmietniska za murami Jerozolimy, gdzie spalano odpadki.

Czyściec: miejsce katuszy czy oczyszczenia?

Powtórzmy: nie chodzi o informację, że jedni będą w niebie, a drudzy w piekle, lecz o uświadomienie powagi sytuacji. Dla świadomych własnej biedy Jezus ma Dobrą Wiadomość (por. Łk 4, 18), ale w odniesieniu do uparcie złych przyjmuje rolę proroka Jonasza (por. Łk 11, 29-30). Ten ostatni szedł przez Niniwę wołając, że za czterdzieści dni będzie zburzona (por. Jon 3, 4). Chodziło jednak o to, żeby miasto się opamiętało i klęska nie nadeszła.

A co myśleć o tak zwanym czyśćcu? Nie ma w Piśmie ani tego słowa, ani opisu pełnej cierpień poczekalni. Jednak w starożytnym judaizmie pojawiła się idea wsparcia zmarłych modlitwą o uwolnienie od grzechów (2 Mch 12, 45) – zaś Nowy Testament zawiera obraz „ocalenia, lecz jak przez ogień” (1 Kor 3, 15). W tej metaforze życie człowieka przedstawiono jako budowlę, wznoszoną z lepszych lub gorszych materiałów. Jest tam mowa o ostatecznej ogniowej próbie jakości, której może nie przetrwać budowla, lecz budowniczy ocaleje, jeśli budował na fundamencie Chrystusa (por. 1 Kor 3, 11). 

Wizja oczyszczenia po śmierci nie osłabia powagi życiowych wyborów, ale też nie kreśli ponurej perspektywy kar. Mówi o tym, że wyrażone całym życiem zaufanie/uwierzenie Bogu jest podobne do złota próbowanego w ogniu (por. 1 P 1, 7). Choć konfrontacja z życiowymi błędami pali sumienie, to jednak spotykamy w niej Chrystusa zdecydowanego ocalić choćby ledwie tlącą się iskrę dobra (por. Iz 42, 3). To on jest ukrytym fundamentem każdego życia, w którym chodzi o miłość.

Marek Kita – teolog i filozof, adiunkt na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Mieszka w Łodzi, jest członkiem katolickiej wspólnoty o powołaniu ekumenicznym Chemin Neuf. Autor książki „Zostać w Kościele/Zostać Kościołem”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Piekło, niebo, czyściec, raj