Według dzieci: niebo to najfajniejsza miejscówka

W co wierzą? O co się modlą? Co dzieje się z człowiekiem po śmierci? O najważniejszych sprawach rozmawiam z dziećmi różnych wyznań, religii i kultur: katoliczką, muzułmanką, prawosławnym, Żydówką i córką ateistów.
Czyta się kilka minut
Fot. Ralf Froelich / East News
Fot. Ralf Froelich / East News

Amina Tcygnaeva z Czeczenii, lat 17 lat 

Mieszka z rodzicami i czworgiem rodzeństwa w Warszawie. Nim osiedlili się w Polsce, tułali się po Europie (ze względów religijnych nie zgadza się na publikację wizerunku). 

Marcin Tusiński: Jak się modlą kobiety w islamie?

Amina Tcygnaeva: Najpierw trzeba umyć ręce. Potem rozłożyć dywanik w stronę Mekki, tak samo jak mężczyźni, ale my mamy na sobie sukienkę, i nie może być widoczna twarz ani ręce. My też modlimy się pięć razy dziennie. Zaczynam rano przed szkołą. Uczę się w liceum, w klasie humanistycznej. Po lekcjach wracam szybko do domu i nadrabiam modlitwę, nawet w nocy. Modlę się o zdrowie dla mojej rodziny i żeby nie było wojny.

Co daje Ci wiara w Boga?

Jak w nic nie wierzysz, to nie ma nadziei. Mam dopiero 17 lat, ale dużo przeżyłam. Modlitwa daje mi spokój. Wiem, że cierpienie zawsze będzie. Dlatego, gdy widzę, że ktoś potrzebuje pomocy, to podchodzę i pytam, czego potrzeba. Ważne jest mówienie dobrych słów. Życzliwość i uśmiech.

Jak sobie wyobrażasz życie po śmierci?

Śmierć to koniec życia tutaj, ale nie koniec wszystkiego. Później jest drugie życie, wieczne. Trochę to straszne, bo tutaj żyjemy maksymalnie sto lat, a tam przez wieczność. Chociaż tam nie trzeba się już martwić, że umrzesz. Trzeba być dobrym człowiekiem, żeby mieć dobre drugie życie. Bardzo mnie to ciekawi. Islam mówi, że w raju są najlepsze owoce i że jest ładnie i czysto.

W szkole nikt nie ma problemu z moją religią. Lubią mnie, pytają, a ja im tłumaczę. Jak mówię o dniu sądu, to mają ciarki. Bo wtedy jest strasznie – anioł przechodzi przez ziemię i zabija ludzi. A później prorok Isa, czyli Jezus, zabija go i zaczyna się Dzień Sądu. Stajemy na wadze, która waży nasze grzechy. To wszystko im tłumaczę, a oni zawsze mają ciarki.

Co chciałabyś robić w przyszłości?

O przyszłości decyduje Allah. Ale myślę, że skończę liceum, studia, będę miała dzieci. Bardzo lubię dzieci. Chciałabym mieć dwójkę. A później – nic. Wychować dzieci i umrzeć. Niczego więcej nie chcę. Boję się tylko wojen. Ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Marzy mi się pokój na ziemi.

Wrócisz do Czeczenii?

Mam nadzieję, że wrócę. Tam jest moja rodzina, babcia. Tęsknię i dzwonię do niej często. Myślę, że wrócę, choć trochę się boję.

Cecylia Mroczkowska, lat 10

Cecylia Mroczkowska // Archiwum prywatne

Mieszka na krakowskich Dębnikach. Jej rodzice są artystami. Rozmawiamy przy herbacie na balkonie pracowni malarskiej jej taty.

Marcin Tusiński: Wierzysz w Boga?

Cecylia Mroczkowska: Tak. Myślę, że najbliżej mi do wiary katolickiej. Bardzo rzadko chodzę do kościoła, bo jest tam za głośno. Ale gdy jest mi trudno, modlę się w domu. Bóg nie mieszka w kościele. Musiałby mieszkać w jednym, ulubionym, bo przecież nie podzieli się na kilka milionów kawałeczków. Ale kościół to świątynia, w której można tę wiarę uczcić.

Modlisz się do niego?

Kiedy mój wujek był bardzo chory, siedział na wózku inwalidzkim i nie było z nim kontaktu, prosiłam, by go przyjęli do nieba, jeżeli niebo istnieje. Latem, po mojej komunii, dowiedzieliśmy się, że zmarł. Często się modlę, żeby wujkowi było w niebie dobrze i żeby miał wygodne łóżko.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

Przyjaciele i rodzina. Boję się, że stracę kogoś bliskiego. A nawet takie osoby, których nie lubię. Byłoby dziwne, gdyby się okazało, że ich nie ma. Dopóki na świecie są osoby, z którymi chcemy odbudować relacje, musimy zrobić to szybko.

A co nas czeka po śmierci?

Nie mam pojęcia i tego się najbardziej boję. Nie chodzę do kościoła, ale chodzę na religię. Siostra ciągle mówi, że jeżeli nie chodzimy do kościoła, to Bóg nas do nieba nie wpuści. Jeżeli po śmierci okaże się, że niebo jest, no to ja jestem w czarnym lesie.

Nie wierzysz w niebo i piekło?

Nie wierzę w dwubiegunowość. Trudno to sobie wyobrazić, że po śmierci albo trafimy do okropnego miejsca, w którym jest źle, albo do błogiego raju, który jest wspaniały. Myślę, że to nie może być takie dosłowne.

Myślisz czasem o przyszłości? Jaka będzie?

Tego nie wiemy. Nasi rodzice czytali książki, my już tego nie musimy robić, bo jest smartfon. Sąsiedzi mają takie wielkie coś do czyszczenia okien, co samo jeździ. Boję się tej technologii. Że wszystko przejmie AI.

Martwię się też o przyrodę, bo już teraz, gdy idziemy do parku czy do lasu, nie da się nie znaleźć śmiecia na ziemi. To straszne, bo jesteśmy największymi szkodnikami i zatruwamy świat, który nas otacza.

Zosia Sowińska, lat 6

Zosia Sowińska // archiwum prywatne

Jest córką ateistów. Mama nie wierzy w istnienie jakiejkolwiek formy boskości, tata deklaruje, że kontestuje obiektywnie istniejący porządek metafizyczny, lecz wierzy w „pojedynczy i niepodzielny poziom bytu”.

Marcin Tusiński: A w co Ty wierzysz, Zosiu?

Zosia Sowińska: Wierzę w Jezusa. Jezus Chrystus to jakby połowa Boga. To taki człowiek, który wisi na krzyżu, dlatego, że Ci, którzy rządzili, obawiali się, że On im odbierze władzę. No i go zabili.

Co jest dla Ciebie ważne?

Rodzice i dom. I jedzenie, żeby nie umrzeć z głodu. Bez picia można wytrzymać chyba tylko minutę. Lubię się wspinać po drzewach, skakać, nurkować w basenie, chodzić po dnie. Lubię robić fikołki i skakać na łóżku. Tylko że już nie mogę, bo się złamało. Za mocno skakałam.

A myślałaś kiedyś o tym, co się dzieje po śmierci?

Zastanawiam się, czy jest się duchem? Czy ciało odpoczywa, czy znika? Moja prababcia Irenka, która już zmarła, na pewno by mi powiedziała. W przedszkolu, po jedzeniu, gdy słuchamy muzyki, patrzę przez okno i o niej myślę.

Jak myślisz, co będzie w przyszłości?

Będą czerwone liście. I ładne zachody słońca.

Mykola Karpenko, lat 10

Mykola Karpenko // Archiwum prywatne

Urodził się w Dnieprze. Przyjechał do Polski z mamą w 2022 r. Mówi, że tęskni za pielmieni babci Ani, amstaffką Bunią i za cerkwią, w której śpiewała jego mama. 

Marcin Tusiński: Co nas czeka po śmierci?

Mykola Karpenko: Będziemy mieli wybór: czy iść do Adu, czy do raju. Adu to piekło. Tam jest mega gorąco i są demony zamiast aniołów. A w raju jest św. Piotr, który do niego wpuszcza. To miejscówka najfajniejszych ludzi na świecie. Tam jest pięknie. Jest Einstein i Picasso, i John Lennon. Putina tam na pewno nie będzie.

Jesteś prawosławny. Co to znaczy?

 Każda z religii ma jednego Boga, ale każda wierzy w inny sposób. U nas w cerkwi jest uroczyście. Pachnie świecami, śpiewają chóry. Dziewczyny mają chusty na głowie, mężczyźni są elegancko ubrani, bo Bóg jest święty. Choć dla mnie świętowanie jest trochę nudne. W domu modlę się do tych bliskich, którzy zmarli. I do Boga. Kiedy umarł mój dziadek, to rozmawiałem z nim. Pytałem, kiedy wreszcie posieje ogród. Wyobrażałem sobie, że zasadził ziemniaki i marchewki. Proszę też Boga, żeby nie było wojny.

Co to znaczy być wolnym?

To znaczy, że nie ma wojny. Jest spokój i można chodzić po lesie z kolegami. Mieć dla siebie czas. Mieć kolegów i rodziców, i ich kochać. Miłość jest wtedy, gdy kogoś bardzo lubisz, tak jak rodziców. Pomagasz w czymś, macie wspólne sprawy, słuchasz, jak komu minął dzień. Ważne są rozmowy. Granie w piłkę, granie w zbijaka, granie w chowanego. Być zadowolonym to być wolnym.

Jak sobie wyobrażasz przyszłość?

Wyobrażam sobie, że chodzę po górach. Takich nad morzem. Wspinam się po klifach. Ale przyszłość Ziemi to co innego – ona niedługo wybuchnie przez te rakiety i wszyscy skończymy jak dinozaury.

Rutka Szychowska, lat 9

Rutka Szychowska // archiwum prywatne

Pochodzi z żydowskiej rodziny z Krakowa. Spotykamy się w kawiarni na Kazimierzu.

Marcin Tusiński: Jak się modlisz?

Modlę się, aby podziękować, że jestem na świecie. Że mam ręce, nogi, głowę, zmysły. Jestem wdzięczna za to, że żyję, mam kolegów, koleżanki, rodzinę. Czuję, że Bóg jest w serduszku i we mnie, i wszędzie, w każdym człowieku, że Bóg to są moje emocje i moja przyszłość. On mnie stworzył i dlatego się dla niego świecę, ale nie za bardzo. Żyję i jestem wolnym człowiekiem.

Co to znaczy, że jesteś Żydówką?

To znaczy, że jestem częścią tego narodu i chodzę do synagogi. Tam śpiewa się różne piosenki. Bardzo lubię śpiewać, lubię też moje koleżanki z żydowskiej szkoły.

Mamy różne święta, których przestrzegamy. Najważniejszy jest Pesach – Pascha. Żydzi byli w Egipcie, ale faraon ich bardzo nie lubił. Kazał im ciężko pracować i bardzo długo byli niewolnikami, aż w końcu taki bardzo mądry człowiek powiedział, że koniec tego. Potem mój Bóg zesłał 10 plag i po ostatniej pladze faraon powiedział: dobra, wypuszczam was. Potem jeszcze przechodzili przez Morze Czerwone i był taki cud, że woda się przed nimi rozstąpiła.

Mnie to pomaga pamiętać, żeby być odważnym, że Bóg jest ze mną. I żeby być cierpliwym i widzieć, że zawsze da się znaleźć wyjście z trudności. Żeby się nie poddawać.

Co nas czeka po śmierci?

Myślę, że ludzie po prostu umierają. Jedni wierzą w raj, inni wierzą w odrodzenie. Jeszcze inni, że się nic nie dzieje. Ja raczej myślę, że nic się nie dzieje. Chociaż my, nasz naród, wierzymy w odrodzenie: że przyjdzie Mesjasz i każdy, kto umarł, ożywi się, wstanie z grobu i będzie wolny od śmierci. Śmierć to coś bardzo smutnego, ale też bardzo ważnego.

Co byś powiedziała rodzicom, gdybyś się zamieniła z nimi rolami? 

Żeby zawsze wierzyli w siebie i się nie zmieniali. Żeby bardziej obchodziło ich to, co jest w głębi serca, niż to, co mówią ludzie. Że powinni być dla siebie dobrzy. Być razem. Bo samotność jest przykra, bo nie ma dla kogo zrobić dobrego uczynku i nie można sobie pomagać na wzajem. Bez rodziny byłoby mi bardzo smutno. Ona daje mi radość i bezpieczeństwo, bo zawsze mogę się do kogoś przytulić.

Co to jest dobro?

Cierpienie jest wtedy, gdy boli cię wewnętrznie i nie czujesz się wolny. A dobro, gdy sobie w tym cierpieniu pomagamy. Gdy traktujemy kogoś innego tak, jak byśmy chcieli, żeby nas traktował. Wtedy czujemy się wolni.

Jakie są Twoje marzenia?

Marzy mi się, aby świat był otoczony naturą i dobrymi rzeczami. I żeby sztuczna inteligencja jednak nie przejęła świata. Żebyśmy my działali dalej, żeby były zwierzęta, rośliny i drzewa. Marzy mi się też, żeby ktoś w końcu powiedział, że nie wolno dręczyć zwierząt.

Chciałabym być dobrą osobą i Żydówką. Chciałabym mieć dzieci. Chociaż nie wiem, bo czasami, kiedy patrzę na moją mamę, widzę, że jesteśmy wykańczający. Mieszkam z czworgiem rodzeństwa i mam jeszcze brata w Łodzi.

Chcę mieć piękną Bat Micwę. Żeby to była wielka impreza. Będą śpiewać, będzie dużo gości, uhonorują moje dwunaste urodziny. To jest bardzo ważne, bo każde urodziny to nowe życie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Niebo to najfajniejsza miejscówka