Jak się modlić? Praktyczny przewodnik krok po kroku

Czy modlitwa może być głębokim doświadczeniem „zwykłego” wierzącego, czy też głębokie doświadczenia duchowe zdarzają się tylko nielicznym? I czym w ogóle jest modlitewne doświadczenie?
Czyta się kilka minut
Fot. Pascal Deloche / UIG / Forum
Fot. Pascal Deloche / UIG / Forum

Czy łatwo jest się modlić? Pewnie stosunkowo łatwo wołać „do Boga, gdy trwoga”, albo wzdychać do nieba, gdy z poplątanej sytuacji po ludzku nie widać wyjścia. Ale nawet wtedy niełatwo przeżyć modlitwę jako spotkanie, doświadczenie kontaktu. Tym bardziej pośród rutyny w miarę spokojnej codzienności modlitwa wydaje się wielu z nas czymś może potrzebnym, lecz niezbyt porywającym. Z kolei przejawy modlitewnej egzaltacji, widoczne np. w środowiskach charyzmatycznych, mogą rodzić albo wątpliwość, czy nie dochodzi do zbiorowej sugestii, albo kompleksy, że nie jestem osobą tak uduchowioną jak adepci tych doznań. Czy modlitwa może być głębokim doświadczeniem „zwykłego” wierzącego, czy też głębokie doświadczenia duchowe zdarzają się tylko nielicznym? I czym w ogóle jest modlitewne doświadczenie?

Dlaczego modlitwa wymaga wiary?

Skoro modlitwa wynika z wiary, to warto najpierw spytać o nią. Wiara rozumiana biblijnie oznacza przede wszystkim zaufanie Tajemnicy ukrytej wewnątrz naszych losów i subtelnie w nich przemawiającej – choć przychodzącej spoza ich horyzontu. Tajemnica przemawia głosem tęsknoty i nadziei, zapraszając do przekraczania tego, co zastane, by poszukiwać w życiu własnego miejsca oraz spełnienia. Jej zew obiecuje przy tym zarówno osobiste szczęście, jak i zdolność uszczęśliwiania innych: „Odejdź z twojego kraju i od twej rodziny, i od domu twego ojca, do ziemi, którą ci pokażę. A zrobię ciebie wielkim narodem i będę ci błogosławił, i zrobię wielkim twe imię: staniesz się błogosławieństwem” (por. Rdz 12, 1-2).

Ufając głosowi pragnienia, którym nas woła Tajemnica naszych źródeł (por. Ps 42, 2-3) – oraz wskazówkom, których echo rozbrzmiewa w sumieniu (por. Rz 2, 14-15) – wchodzimy na szlak wiary. Tajemnica zwana Bogiem uczy nas swoich ścieżek przez rzeczywistość (por. Ps 25, 4). W Piśmie czytamy, że Abraham „uwierzył Bogu” (por. Rz 4, 3) – zaufał, że życie poświęcone takim wędrówkom nie będzie bezpłodne. Dzięki tej wierze stał się „sprawiedliwy”, bo wybrał słusznie. Parafrazując znany tekst liturgiczny, można powiedzieć, że „godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne” polegać na Autorze naszej tęsknoty…

Modlitwa i relacja z Bogiem

W historii Abrahama wybrzmiewa głos fundamentalnego powołania człowieka: „Chadzaj przed Mym obliczem i bądź kompletny” (Hithallek lepanai wehje tamim, Rdz 17, 1). Tę usłyszaną przez patriarchę wierzących frazę da się rozumieć następująco: żyj świadomy obecności Boga i nie roztrwaniaj własnej jaźni, nie uszczuplaj siebie przez złe wybory. Dalszy ciąg duchowej instrukcji danej wspólnocie Pierwszego Wybrania niesie wskazówkę, by ufać Tajemnicy Boga mówiącego „Jestem” (por. Wj 3, 14) do ludzi uwikłanych w złe zależności, uwięzionych w destrukcyjnych schematach myślenia i działania… Czyli doświadczających w różny sposób czegoś na wzór pobytu w „ziemi egipskiej, domu niewolników” (por. Wj 20, 2). W takich sytuacjach (jak zawsze zresztą) Bóg jest dokładnie tam, gdzie dana osoba. Jest przy niej (przy mnie) i oferuje wyjście, choć droga tego wyjścia może być paradoksalna: „Poprzez morze Twa droga, / Twoja ścieżka przez wielkie wody, / a Twoje ślady nie do rozpoznania” (Ps 77, 20).

Doświadczenie wierzących Bogu żywemu (por. Ps 42, 3) uczy, że On naprawdę wybawia, choć mówiąc kolokwialnie, „niełatwo za Nim trafić”. Ratunek niekoniecznie oznacza uniknięcie złych rzeczy – można ocaleć jako „przechodzień doliny cieni” (por. Ps 23, 4), doświadczywszy piekła. Najmocniejszym objawieniem tego paradoksu jest przejście Jezusa przez mękę. W Nowym Testamencie czytamy zaskakujący komentarz do modlitwy w Getsemani: „modły i błagania do mogącego wybawić Go od śmierci zanosił z wielkim krzykiem i łzami – i został wysłuchany…” (Hbr 5, 7). Nie uniknął pogrążenia w ludzkim piekle, ale został ocalony wewnątrz niego. Głębiej niż otchłań śmierci była miłość Ojca – i to w niej zatonął. Dzięki pełnej respektu uległości (eulabeia) wobec prowadzącej Go ręki (por. Ps 139, 10) odnalazł ukryte w śmierci drzwi do zmartwychwstania.

Dlaczego modlitwa wymaga ufności?

Glebą dla modlitwy w duchu pobożności biblijnej jest wiara jako zaufanie Bogu „miłosiernemu i życzliwemu, nieprędkiemu do gniewu, bogatemu w łaskę i wierność” (Wj 34, 6). Może nam w niej przeszkadzać wdrukowane w świadomość przekłamanie tej nowiny, niestety wciąż mające swych wyznawców i apologetów. Dlatego warto wczytać się głębiej w Objawienie, dostrzec, jak natchnione intuicje przedzierają się stopniowo przez mentalność tych, którym je dano. Uchwycić ducha przesłania o „Bogu sprawiedliwym i wybawiającym” (Iz 45, 21), którego sprawiedliwość polega właśnie na wybawianiu. To jest istotna nowina wybrzmiewająca w biblijnym dyskursie, niezależnie od często przemocowego języka proroków.

Tak, Bóg wyraża pełen pasji sprzeciw wobec wyrządzanych Jego stworzeniom krzywd – i w tym sensie jest „sędzią sprawiedliwym, gniewnym co dnia” (Ps 7, 12). Lecz wizja Boskiej agresji wobec złoczyńców, szykowania na nich „miecza i strzał” (por. Ps 7, 12-13), jest jak nasze widzenie wędrówki słońca po niebie. Wiadomo, że w istocie to ziemia krąży wokół swej najbliższej gwiazdy. Również w przypadku tak zwanych Boskich kar mamy do czynienia z odwrotną dynamiką: złoczyńca „dół kopie i pogłębia, a sam wpadnie do wykopu, który zrobił; wróci krzywda z rąk jego na jego głowę, a własna przemoc spadnie mu na ciemię” (Ps 7, 16-17). Dopuszczanie się zła jest jak podrzucanie nad sobą kamienia, który spada bez niczyjej interwencji.

Natomiast sprawiedliwość Boga wyraża się w byciu rzecznikiem pokrzywdzonych, w obronie ich racji. Niesłusznie oskarżony modli się: „Osądź mnie, Panie, według mej słuszności i niewinności, jaką mam w sobie!” (Ps 7, 9).

W Nowym Testamencie czytamy: „wypłatą (opsōnia) grzechu jest śmierć, a darem (charisma) Boga – życie wieczne” (por. Rz 6, 23). Odwracając się od Źródła życia, automatycznie „inkasujemy” jego przeciwieństwo – natomiast Bóg ze swej strony nigdy nie traci życzliwości: „przemożna łaskawość Jego dla nas, a wierność Pana na wieki” (Ps 117, 2). Komuś takiemu nie trzeba składać przebłagalnych ofiar, ani płacić odszkodowań. Śmierć Jezusa „za nasze grzechy” oznacza tyle, że przysłany przez Ojca Mediator wziął na siebie impet ludzkiej wrogości bez odwzajemnienia jej. Dlatego moment ukrzyżowania stał się „uśmierceniem wrogości” (Ef 2, 16). Drogo kosztowaliśmy Boga, który zmienił zabójstwo Mediatora w przymierze krwi. Komuś takiemu możemy zaufać jak dzieci: „Czyż nie uspokoiłem i nie uciszyłem mej duszy, jak niemowlęcia nakarmionego przez matkę?” (Ps 131, 2).

Uważna modlitwa krok po kroku:

  1. Modląc się ćwicz oddech

Tak więc modlitwa wyrażająca zaufanie Bogu (życie w postawie tego zaufania jest w swym całokształcie modlitwą) polega na świadomym zwracaniu uwagi na Jego dyskretną, życzliwą wszechobecność. Potrzebujemy się na nią uwrażliwiać, „stawiać Pana przed swe oczy zawsze” (por. Ps 16, 8) – co jest możliwe dzięki starej praktyce „pobożnych westchnień”, czyli „modlitw strzelistych” (preces iaculatoriae). Tysiące razy w ciągu dnia można sobie po prostu przypomnieć, że On tu jest, i zaadresować do Niego króciutkie słowo… To może być jeden głębszy oddech, w trakcie którego powiem w myśli: „Abba, Ojcze!” lub Kyrie, eleison!

W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby życie jako takie – codzienna rutyna i momenty wyjątkowe, praca, odpoczynek, spotkania, chwile samotności – stawało się dialogiem z niosącą mnie Tajemnicą, zwaną Bogiem. Z naszym Ojcem o macierzyńskim sercu, przemawiającym do każdej z ludzkich istot doznaniami jej własnej witalności, rozbłyskami pozytywnych intuicji, nawiedzającymi umysł refleksjami.

Żeby ćwiczyć niewymuszoną uważność na obecność Dobrej Tajemnicy oraz dawane przez nią sygnały, potrzebujemy momentów odosobnienia, „wejścia do swego schowka” (por. Mt 6, 6). Sformułowanie „izdebka” z przekładu Biblii Tysiąclecia jest o tyle nieadekwatne, że Galilejczycy, do których mówił Jezus, nie mieli własnych pokoi w domach – sypiali we wspólnych izbach (por. Łk 11, 7). Obraz schronienia się w jakiejś spiżarce lub składziku oznacza potrzebę odsunięcia się na ubocze, żeby móc ćwiczyć uważność na „Ojca, będącego w ukryciu” (Mt 6, 6). Taka była też praktyka Jezusa, o którym czytamy, że chodził się modlić na miejsca odosobnione i długo tam przebywał (por. Mt 14, 23; Mk 1, 35; Łk 6, 12).

Podczas takich chwil na uboczu – rzadko można sobie pozwolić na parę godzin, ale dwadzieścia do trzydziestu minut warto znaleźć – nie chodzi w pierwszym rzędzie o mówienie do Boga, który już wszystko wie. „Modląc się, nie paplajcie jak poganie…” (Mt 6, 7). Jeśli mamy się uczyć dialogu z Ukrytym, wypadałoby pomilczeć, próbując słuchać. Ale nie starać się niczego „usłyszeć” na siłę. Uspokajać oddech, który może być swoistym „gestem” modlitwy, wyrażając przyjmowanie życia (wdech) i powierzanie go dłoniom Ojca (wydech). Nie walczyć z kołowrotkiem przelotnych myśli, lecz spokojnie wciąż wracać do pamięci, że Bóg tu JEST.

  1. Modląc się mów lub czytaj

Warto przeczytać kilka wersetów z Biblii (na początek dobre są Ewangelie i Psalmy), starając się wczuwać w to, co wyrażają. Smakować ich brzmienie i sens... Najpierwotniejszą formą medytacji, zarówno dla rabinów Izraela, jak i dla chrześcijańskich mnichów, było spokojne czytanie półgłosem, lub powtarzanie z pamięci, fragmentów Pisma. Potem dobrze jest posiedzieć w ciszy i bezruchu, jakbyśmy się opalali w niewyczuwalnych promieniach. Albo nasłuchiwali echa Słowa… A na koniec powiedzieć Ukrytemu kilka słów od serca. Choćby to miało być zwierzenie, że trudno mi się dziś modlić, że niewiele rozumiem i czuję.

Jak wiadomo, ewangeliści przekazali wskazówkę Jezusa, jak mówić podczas modlitwy. Niekoniecznie „co mówić” – choć spokojna recytacja Modlitwy Pańskiej dobrze służy odnajdywaniu się w obecności Ukrytego. Jest jak duchowe wtulenie się w Jego objęcia. Tych parę zdań można jednak traktować jako podpowiedź zasadniczej intencji dialogu z Abba, który wszystko wie i o wszystko się troszczy. Towarzyszy nawet spadającemu na ziemię wróblowi – grecki tekst Ewangelii nie mówi w tym kontekście o „woli Ojca”, lecz że wróbel nie spada „bez waszego Ojca” (aneu tou Patros hymōn, Mt 10, 29). Jeśli Bóg jest wobec nas maksymalnie empatyczny, to choć mamy prawo powierzać Mu nasze zmartwienia i prosić o pomoc, możemy nie koncentrować wokół tego całej modlitwy.

  1.  Módl się świadomie 

Sednem świadomego bycia wobec Tego, który JEST, okazuje się dostrajanie mojej najgłębszej tęsknoty do jej ukrytego sensu. Tym, czego najgłębiej pragniemy, nie jest „woda, po której znów się pragnie” – jak mówi Jezus w ewangelicznej rozmowie z Samarytanką – lecz woda, której łyk otwiera wnętrze jaźni na Źródło życia (por. J 4, 13-14). Chodzi o przyswajanie Ducha symbolizowanego przez „wodę żywą” (por. J 7, 37-39) i wciąż odświeżającego w nas dziecięce usposobienie wobec Abba (por. Ga 4, 6). Duch kierunkuje nasze pragnienia na „uświęcanie imienia” Ojca – uwielbianie Go całą egzystencją – oraz na Jego królowanie we wszystkim. Na królowanie Miłości (por. 1 J 4, 16).

„Nasz Ojcze na niebiosach, niech się uświęca Twe imię, niech przyjdzie Twe królowanie, niech się staje Twa wola, jak w niebie, tak na ziemi” (Mt 6, 9b-10).

Intronizujemy w swej świadomości Miłość, która nas stwarza i adoptuje. Akceptując jej rządy, zgadzamy się wejść do królestwa pojednania: prosząc o darowanie naszych win wobec Boga, deklarujemy darowanie win bliźnich wobec nas. To ważne, bo brak przebaczenia oznacza, że serce pozostało twarde i rozmija się z łaską, o którą prosi. Prosząc o przebaczenie, a samemu nie przebaczając (lub przynajmniej nie próbując tego zrobić), jesteśmy jak ktoś, kto chciałby pić zaciśniętymi ustami. To nie Bóg odmawia przebaczenia mściwym, to oni nie są zdolni je przyjąć.

  1. Modląc się afirmuj Boga

A otwierając się na Miłość, która ma dla nas wyłącznie życzliwość/łaskę, możemy jej z pełnym zaufaniem powierzyć własną słabość i kruchość. Dlatego prosimy: „nie każ nam przechodzić próby (peirasmos), ale wybaw nas od Złego” (Mt 6, 13). Możemy tę prośbę wypowiadać bez napięcia. Bóg i bez niej nie zamierza nas konfrontować z wyzwaniami ponad siły ani zostawiać na pastwę ciemnych mocy (por. 1 Kor 10, 13). Jednak nam samym potrzebne jest uczciwe przyznanie się do kruchości. Boża ręka wciąż nas podtrzymuje (por. Ps 139, 10), chodzi jednak o to, żebym świadomie się na niej wsparł.

Z drugiej strony powierzanie się Ojcu i afirmacja Jego królowania wcale nie muszą przyjść łatwo. Wiara, że Bóg nie prowadzi nas przez sytuacje przerastające siły – przez próby, którym nie da się sprostać – sama bywa wystawiona na próbę. Jak pamiętamy, ocalenie dane jest nieraz dopiero wewnątrz „doliny cieni” (Ps 23, 4), po wejściu w mrok. A skoro tak, to nie wytrwamy w zaufaniu bez „patrzenia na Jezusa, przodującego w naszej wierze i doskonalącego ją” (Hbr 12, 2a). Tak, Jezus jest nie tylko tym, w kogo wierzymy (na kim polegamy, na kogo stawiamy, szukając prowadzenia i wsparcia), lecz także wzorcowym wierzącym: „przez wzgląd na obiecaną Mu radość przetrwał krzyż” (Hbr 12, 2b).

Co daje uważna modlitwa?

Jezus zna doświadczenie opuszczenia przez Boga – i właśnie ten Syn Boży, krzyczący: „Czemuś Mnie opuścił?!” (Mk 15, 34), odsłania paradoks Boga obecnego we własnej nieobecności: „Gdy pościelę sobie w śmierci, tam Ty” (Ps 139, 8). Tej mądrości nie wolno jednak wygłaszać lekkim tonem, podobnie jak nowiny o zmartwychwstaniu. To są rzeczy, o których mówić mają prawo ci, którzy choć trochę ich doświadczyli. Którzy jak apostoł Paweł odkrywają, że bywają „powaleni, lecz nie zgubieni” (2 Kor 4, 9). Ewangeliczne objawienie zmartwychwstania przychodzi dyskretnie – jest dane na osobności garstce wybranych (por. Dz 10, 41), a Zmartwychwstały pokazuje przy tym odniesione wcześniej rany (por. J 20, 20). Głoszenie zmartwychwstania przez kogoś bez ran zakrawa na arogancję.

Natomiast żeby przetrwać wewnątrz naszych „dolin cieni”, potrzebujemy się karmić konkretem Jezusowej egzystencji – Jego ciałem i krwią (por. J 6, 53). Nie wydaje się mądre odnoszenie tych słów tylko do rytuału sakramentalnej komunii. Sakramentalny znak zawsze odsyła poza siebie. Syn Boży przyszedł jako istota z ciała i krwi, żebyśmy nasycali nasze człowieczeństwo treścią Jego człowieczeństwa. Właśnie na ludzką kondycję wskazuje hebraizm „ciało i krew” (por. Mt 16, 17) – a chociaż człowieczeństwo Jezusa (zwłaszcza zmartwychwstałego) jest przeniknięte duchem (por. J 6, 63; 1 Kor 15, 44), to chrześcijanom nie wolno uciekać w czyste uduchowienie. Duchowość bez uznania, że „Jezus Chrystus przyszedł w ciele” to inspiracja antychrysta (1 J 4, 2-3).

Według Ducha Chrystusa żyje ten, kto przeżywa wszystkie realia człowieczeństwa, swojego i bliźnich, kto nie próbuje ignorować ani powszedniego chleba trosk, ani wina świątecznej radości. Kto wie, że do nieba idzie się po ziemi, bo we wszystkim, co ludzkie, zamieszkał Chrystus.

O taką właśnie duchowość, bazującą na spokrewnieniu się z nami Syna Bożego – o przyjmowanie obecnej kruchości jako już zamieszkałej przez życie wieczne – prosimy w modlitwie: „Chleba naszego przyszłego (ton epiousion) daj nam dzisiaj” (Mt 6, 11). 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Przewodnik po modlitwie