Papież Franciszek nie żyje. Jak poinformował Watykan, odszedł rano w Poniedziałek Wielkanocny, 21 kwietnia 2025 roku. Po ponad dwumiesięcznym kryzysie, związanym z ostrym, obustronnym zapaleniem płuc, wydawało się, że papież wraca do zdrowia. Zrezygnował co prawda z uczestnictwa w wyczerpujących obrzędach Triduum Paschalnego i Wielkanocy, ale zaczął pojawiać się publicznie – odwiedził więzienie Regina Coeli w Wielki Czwartek, kilkakrotnie przyjechał na wózku do Bazyliki św. Piotra, gdzie pozdrawiał wiernych, w Wielką Niedzielę udzielił błogosławieństwa Urbi et Orbi. O okolicznościach jego śmierci dowiemy się – być może – w najbliższym czasie. Dziś możemy jedynie spróbować podsumować życie pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej i jego dwunastoletni pontyfikat.
Najlepszy dokument
Rozmowa trwała prawie dwie godziny. Film ze spotkania papieża z grupką młodych ludzi wyemitowała w kwietniu 2023 r. jedna z platform streamingowych. To jeden z najlepszych dokumentów o Franciszku i jego pontyfikacie. Ale informacji o nim próżno szukać na oficjalnych stronach czy w biuletynach prasowych Watykanu. Podobnie jak o samym spotkaniu, nieodnotowanym w oficjalnym kalendarzu papieża.
Scena pierwsza: spotkanie
Jest ich dziesięcioro, z różnych krajów. Ubrani, jak większość dwudziestolatków – w kolorowe t-shirty albo skąpe body, dziurawe dżinsy albo szorty. Brudne i odrapane ściany nieczynnej od lat fabryki przędzy na obrzeżach Rzymu dopełniają obrazu, jaki wyłania się z ich opowieści. Franciszek słucha w skupieniu. Tylko od czasu do czasu jego twarz tężeje i pojawia się na niej, na ułamek sekundy, ledwo widoczny grymas bólu.
Rozmówcy zostali celowo dobrani, by skonfrontować papieża z różnymi opiniami i dylematami etycznymi młodych ludzi. Są wśród nich imigranci, ofiary dyskryminacji rasowej i przemocy seksualnej w Kościele, jest osoba niebinarna, pracownica seksualna i aktywistka aborcyjna. Historia każdego z nich to opowieść o odrzuceniu, bólu, niezrozumieniu i krzywdzie.
Kard. Bergoglio zostaje następcą papieża Benedykta XVI
Rezygnację złożył na ręce papieża w grudniu 2011 r. Skończył 75 lat i mógł przejść na wyczekiwaną emeryturę. Chciał zamieszkać w domu seniora dla księży w rodzinnej dzielnicy Flores. Już nawet zarezerwował sobie pokój. W dni powszednie zamierzał spowiadać w pobliskim kościele San José, a w weekendy – w sanktuarium Matki Bożej z Lujan, oddalonym o 65 km od Buenos Aires. Benedykt XVI poprosił go jednak o pozostanie na stanowisku do czasu znalezienia następcy, a potem sam poszedł na emeryturę. Kard. Jorge Maria Bergoglio pojechał do Rzymu na konklawe.
Mało kto go tam znał. W Watykanie bywał rzadko, jedynie w sytuacjach bardzo pilnych. Kardynałowie spoza Ameryki Łacińskiej nic o nim nie wiedzieli. W czasie tzw. kongregacji generalnych – spotkań kardynałów przed konklawe, służących poznaniu się i dokonaniu pierwszych wyborczych przymiarek – każdy może przedstawić krótko swoją opinię o najważniejszych wyzwaniach, jakie stoją przed Kościołem i przyszłym papieżem. Bergoglio zaczął od znanego obrazu, na którym Jezus stoi u drzwi i kołacze. Nie po to, żeby wejść, ale by wyjść na zewnątrz. „Kościół musi otworzyć drzwi i przestać więzić Jezusa w swoim wnętrzu – mówił argentyński kardynał. – Musi wyjść z nim i pójść do tych, którzy są na peryferiach, nie tylko geograficznych, ale i egzystencjalnych”.
„Ma eminencja bardzo klarowne idee” – powiedział mu następnego dnia jeden z hierarchów europejskich. Od tej pory różni kardynałowie zaczęli go rozpytywać o różne rzeczy – stosunek do teologii wyzwolenia, problemy Kościoła w Ameryce Łacińskiej, czy to prawda, że nie ma jednego płuca. Po latach zapewniał, że nie domyślał się, o co im chodzi.
Papież Franciszek zmienia model papiestwa
Świat pokochał go od pierwszego „dobry wieczór”, którym pozdrowił wiernych z balkonu Bazyliki św. Piotra. A potem wiadomości o papieżu, który mówi zwykłym, prostym językiem i odrzuca watykański blichtr, goniły jedna za drugą: nie chciał założyć mucetu, czerwonych butów ani nawet białych spodni („nie jestem sprzedawcą lodów”), zrezygnował z apartamentów w Pałacu Apostolskim i zamieszkał w Domu św. Marty, służącym za hotel dla kardynałów spoza Rzymu, je posiłki we wspólnej jadalni, zamienił limuzynę na zwykły samochód osobowy.
Tłumaczono to jego skromnością i przyzwyczajeniem do prostego życia, które dotąd prowadził. Możliwe. Ale te pierwsze, wizerunkowe gesty były już początkiem świadomego i zaplanowanego procesu odchodzenia od tradycyjnego modelu papiestwa. Nie tylko przez bezpośredni sposób bycia i komunikowania, ale przede wszystkim przez nowe myślenie o jego miejscu i roli we współczesnym świecie. Czego symbolem była rezygnacja z tradycyjnych tytułów papieża („Wikariusz Jezusa Chrystusa”, „Następca Księcia Apostołów”, „Najwyższy Kapłan Kościoła Powszechnego”, „Suweren Państwa Miasta Watykańskiego” i „Sługa Sług Bożych”). Franciszek chciał być – po prostu – biskupem Rzymu.
Najbardziej jaskrawym przejawem desakralizacji papiestwa – aż do granic upadku jego autorytetu – było jednak uznanie przez Franciszka zasady, że papież ma prawo, jak każdy, do wyrażania swoich prywatnych opinii. Większość cytatów, z którymi opinia publiczna kojarzy Franciszka („Kimże ja jestem, żeby cię oceniać”, „Dobrzy katolicy nie muszą rozmnażać się jak króliki” czy „NATO szczekające pod drzwiami Rosji”) pochodzi z wywiadów, których chętnie udzielał, a nigdy nie autoryzował, albo z improwizowanych konferencji prasowych w samolocie. Bywało, że Watykan musiał prostować jego słowa lub tłumaczyć, że znaczyły coś zupełnie innego, by uciszyć wewnątrzkościelną burzę albo zapobiec dyplomatycznej katastrofie.
Najważniejszy cel pontyfikatu Franciszka: troska o wykluczonych
„Pamiętaj o ubogich” – powiedział mu siedzący obok na konklawe kard. Cláudio Hummes z São Paulo, franciszkanin. Wspominał po latach, że właśnie wtedy podjął całkowicie spontaniczną decyzję o wyborze papieskiego imienia.
Troska o najbiedniejszych stała się główną cechą Franciszkowego pontyfikatu. Jego poprzednicy też spotykali się z biednymi, chorymi i bezdomnymi, odwiedzali więzienia i obozy dla imigrantów. Ale on poświęcił temu całe swoje nauczanie i uwagę – trudno znaleźć przemówienie, w którym ubodzy i wykluczeni nie byliby wspomniani, albo podróż, w której nie miałby czasu na spotkanie z nimi.
Miał za sobą doświadczenie Kościoła południowoamerykańskiego, z jego „opcją preferencyjną na rzecz ubogich”, ale bez osobistej wrażliwości na los wykluczonych na nic by ono się zdało. Nocujących pod kolumnadą Berniniego kloszardów zapraszał do Domu św. Marty na kawę i cornetto, przywoził do Watykanu uchodźców z Lesbos, papieskiego jałmużnika, wcześniej zajmującego się podpisywaniem pergaminów z błogosławieństwami, zrobił swoją prawą ręką, hojnie rozdającą pieniądze potrzebującym, bez względu na ich religię, pochodzenie, orientację seksualną (wsparcie materialne transseksualnych prostytutek spod Rzymu było tego najbardziej głośnym przykładem), a jednocześnie instytucją koordynującą wielomilionową pomoc dla ofiar wojen i kataklizmów czy budującą i utrzymującą noclegownie i ambulatoria dla bezdomnych.
Pontyfikat Franciszka przypadł na czas największego kryzysu imigracyjnego po II wojnie światowej. Papież, jak mało który z przywódców politycznych i religijnych, już w 2013 r. zdał sobie sprawę, że będzie to jeden z najważniejszych czynników kształtujących sytuację ekonomiczną i polityczną świata w nadchodzących latach. Ale jego uporczywe apele o otwarcie granic, domów i serc na niewiele się zdały.
Scena druga: seksworkerka
Alejandra, 28-letnia Kolumbijka, żyje z pornograficznych streamingów na internetowej platformie. Mówi, że dzięki takiej pracy ma nie tylko pieniądze, ale też więcej czasu na zajmowanie się dzieckiem. Że odzyskała pewność siebie, ma poczucie bezpieczeństwa i sprawczości. Tłumaczy Franciszkowi, na czym polega jej praca, nie szczędząc szokujących szczegółów.
Papież słucha w milczeniu. Z podobną uwagą słucha opowieści Argentynki Meligros, która pomaga kobietom dokonującym aborcji. Żadnej ze swoich rozmówczyń nie ocenia, nie poucza, choć widać, że spotkanie z ich światem, którego nie zna i nie rozumie, to trudne doświadczenie. Taki jest koszt pójścia na peryferie.
Franciszkanin i jezuita: papież pełen sprzeczności
Dla Franciszka problemy moralne zawsze miały twarz konkretnych osób. W spotkaniu z nimi nigdy nie był moralizatorem, nie pouczał, co jest dobre, a co złe. Na pogmatwane ludzkie życie patrzył z perspektywy konfesjonału, gdzie ważne są intencje i okoliczności, by zrozumieć i przebaczyć. I nie jest to bagatelizowanie zła ani lekceważenie doktryny Kościoła.
Taka postawa nie przysparzała mu sympatii osób przekonanych, że w każdej sytuacji należy jasno mówić, co jest dobre, a co złe. Nie znajdowała zrozumienia wśród doktrynalnych rygorystów, którzy wytykali mu „jezuicką moralność”.
Ze względu na zakonną proweniencję przypisywano mu także wiele innych przywar, jak autorytaryzm, wojskowy dryl, przebiegłość, wyrachowanie.
Choć jako człowiek pełen sprzeczności potrafił połączyć, jak mało kto, duchowość jezuicką z franciszkańską, której ideały – prostota, ubóstwo i szacunek dla „Bożego dzieła stworzenia” – znalazły się u podstaw najważniejszych dokumentów jego pontyfikatu: encyklik społecznych „Laudato si” (2015) i „Fratelli tutti” (2020).
Podobnie jak w przypadku kwestii uchodźczej, papież trafnie zdiagnozował w nich problemy, które zdominują świat (i Kościół) w najbliższej przyszłości. Przestrzegał, że globalne ocieplenie, degradacja środowiska naturalnego, niepohamowana eksploatacja surowców, nierówności społeczne i gospodarcze, nasilanie się ideologii i populizmów, doprowadzą do kryzysów społecznych i wojen. I przedstawił dwa projekty – ekologii integralnej i ekonomii społecznej – których realizacja mogłaby pomóc zapobiec katastrofie, jaką ludzie sami sobie fundują.
Jak Franciszek walczył z korupcją w rzymskiej kurii
Jednym z głównych zadań, jakie kardynałowie zebrani przed konklawe postawili przed nowym papieżem, była reforma kurii. Katalog grzechów tej instytucji jest długi, jak jej historia: korupcja, nepotyzm, karierowiczostwo, obłuda, biurokracja... Przez kilka pierwszych lat pontyfikatu Franciszek przy każdej okazji wytykał je publicznie kurialnym kardynałom i biskupom, co jednak nie przynosiło żadnego efektu. Podobnie chybione były jego decyzje personalne czy tworzenie coraz to nowych organów kontroli, zwłaszcza ekonomicznej, sabotowanych przez kurialnych urzędników.
Do pomocy w reformie zdegenerowanego molocha papież powołał – już w drugim miesiącu swoich rządów – radę C8 (ośmiu kardynałów z różnych stron świata, w 2020 r. rozszerzoną do dziewięciu osób), ale jej rola sprowadzała się głównie do przygotowania nowej konstytucji, zmieniającej liczbę i nazwy kurialnych urzędów. Z patologią musiał poradzić sobie sam.
O sukcesie zadecydował strach. Gdy w październiku 2019 r. watykańska żandarmeria wkroczyła do biur Sekretariatu Stanu, rekwirując dokumenty i urządzenia elektroniczne, stało się jasne, że nikt nie może już czuć się bezpieczny. O czym świadczyły procesy wytoczone byłym prezesom Instytutu Dzieł Religijnych (pełniącego rolę banku watykańskiego), urzędnikom Sekretariatu Ekonomicznego, kierownictwu chóru Kaplicy Sykstyńskiej czy byłemu zastępcy (substytutowi) sekretarza stanu, kard. Angelowi Becciu i jego dziewięciu współpracownikom, oskarżonym o korupcję i nepotyzm.
Nie byłoby to możliwe bez determinacji papieża, który wydał zgodę na postawienie, po raz pierwszy w historii, kardynała przed sądem państwowym, złożonym ze świeckich sędziów. Pokazowy proces, relacjonowany przez media, zakończył się wyrokiem skazującym hierarchę (i jego wspólników) na więzienie. W jego trakcie okazało się też, że watykańskie służby zakładały podsłuchy na telefony urzędników kurii. Jak również, że papież omawiał z prezesem sądu szczegóły rozprawy i zgodnie z jego sugestiami zmieniał przepisy prawa, by umożliwić szybkie wydanie wyroków skazujących.
Scena trzecia: Opowieść Juana
Rozmowa młodych ludzi z papieżem staje się coraz bardziej emocjonalna. Juan, 25-letni Hiszpan, był jako dziecko wykorzystany seksualnie w katolickiej szkole przez nauczyciela, numerariusza Opus Dei. Opowiadając swoją historię, z trudem powstrzymuje łzy. Franciszek słucha w milczeniu, a potem mówi o determinacji Kościoła, by wyplenić tego typu przestępstwa, i obiecuje wsparcie w rozwiązaniu sprawy.
Juan mówi dalej. W 2014 r. jego ojciec napisał do Franciszka prośbę o pomoc. Otrzymał odpowiedź, że sprawę bada odpowiednia dykasteria. Wyciąga list i pokazuje papieżowi. Mówi, że rok później Kongregacja uwolniła nauczyciela od zarzutów i kazała przywrócić go do pracy, choć sąd państwowy uznał go za winnego. Uczy do dziś w tej samej szkole. Papież milczy.
Monarsze prerogatywy papieża: karać i ułaskawiać
Do walki z pedofilią duchownych Franciszek podszedł z podobną determinacją, jak do ścigania przestępczości zorganizowanej w kurii. Już w pierwszych miesiącach pontyfikatu kazał surowo egzekwować prawo ustanowione przez jego poprzedników. Pierwszym hierarchą skazanym za popełnione przestępstwa na wykluczenie ze stanu duchownego był abp Józef Wesołowski, nuncjusz papieski na Dominikanie (zmarł przed uprawomocnieniem się wyroku). Kilka lat później papież nakazał wszczęcie postępowania przeciwko kard. Theodorowi McCarrickowi (zakończone wydaleniem z kapłaństwa) oraz upublicznienie wszystkich dokumentów, pokazujących w jaki sposób, dzięki protekcji wielu osób, amerykański hierarcha piął się po szczeblach kościelnej kariery, mimo oskarżeń wysyłanych od lat do Watykanu.
Przepisy, jakie wprowadził papież Franciszek, pozwalały też stawiać przed sądem biskupów, którzy ukrywali przestępstwa swoich podwładnych. Ruszyła lawina procesów kanonicznych w wielu krajach (tylko w Polsce na ich podstawie sądzonych było 18 biskupów).
Walka z przestępczością – ekonomiczną czy seksualną – z pewnością nie byłaby tak skuteczna, gdyby nie prerogatywy monarsze papieża, który może samodzielnie i dowolnie zmieniać przepisy prawa, nakazywać wszczynanie procesów, a nawet wydawać wyroki. Może też ułaskawiać winnych.
Kilka takich spraw, gdy okazał się wyjątkowo wyrozumiały dla osób, które znał, cenił lub się z nimi przyjaźnił, kładzie się cieniem na Franciszkowym pontyfikacie. Szczególnie bulwersujący jest przypadek o. Marka Rupnika, jezuity, artysty, twórcy znanych na całym świecie mozaik, oskarżonego o seksualne wykorzystywanie podwładnych i wydalonego z zakonu. Z opublikowanych przy tej okazji dokumentów wynika, że były jezuita był także ekskomunikowany (za udzielenie rozgrzeszenia zakonnicy, z którą współżył), ale kara ta została w tajemniczych okolicznościach odwołana i mógł to zrobić jedynie papież.
Autorytarne rządy i antyfranciszkowa opozycja
Jak to możliwe, że papież, który przejdzie do historii jako gorący zwolennik synodalności, działał autorytarnie i metodą faktów dokonanych? Decyzji, które Franciszek podjął sam, bez konsultacji, albo wskutek podszeptu nieformalnych doradców, jakimi często stawały się osoby przypadkowe i nikomu nieznane, było wiele – w taki sposób rozprawił się z tradycjonalistami (powołując się na ankietę, przeprowadzoną wśród biskupów, której wyników nikt nie znał), zmienił władze i konstytucję Zakonu Maltańskiego, ingerował w prace episkopatu Włoch, wpływając na wybór jego władz, odwoływał z urzędu krytycznych wobec siebie kardynałów i biskupów. Jako władca absolutny miał do tego prawo. Ale sposób, w jaki tego dokonywał, przysparzał mu z roku na rok coraz to więcej wrogów.
Zwłaszcza że autorytarne metody, przydatne w walce z przestępcami, próbował zastosować także w sytuacjach, gdzie konsultacje i kompromis wydają się konieczne. Przykładem niech będą choćby kolejne synody biskupów. W posynodalnej adhortacji „Amoris laetita” ważną zmianę – możliwość udzielania komunii małżonkom niesakramentalnym – wprowadził niewielkim przypisem do tekstu głównego, choć miał świadomość, że pomysł ten wzbudził podczas obrad biskupów wiele kontrowersji. Stało się to powodem buntu przeciwko papieżowi konserwatywnej części duchowieństwa i wiernych, z pięcioma kardynałami na czele. I zarzewiem antyfranciszkowej opozycji, która od tamtego czasu konsekwentnie krytykowała decyzje papieża i podejrzliwie podchodziła do każdej jego nowej propozycji.
Po kolejnym synodzie, amazońskim, zignorował wolę biskupów, by na terenach, gdzie brakuje księży, wyświęcać na kapłanów także żonatych mężczyzn. A podczas ostatniego synodu o synodalności kazał zdjąć ze stołu obrad najbardziej kontrowersyjne tematy, przekazując je komisjom specjalistów i zostawiając sobie prawo do podjęcia decyzji w kluczowych sprawach.
Scena czwarta: brud i piękno
„Wiele się od was nauczyłem” – mówi Franciszek na pożegnanie swoim filmowym rozmówcom. Ta nauka sporo go kosztowała, co było widać w zbliżeniach jego twarzy. Na podobną konfrontację nie zdobył się dotąd żaden papież i pewnie nie odważyłby się na nią, przynajmniej w świetle kamer, żaden biskup. Kościół – mówi papież – nie może być zamkniętym klubem miłych, pobożnych ludzi.
Musi otworzyć drzwi dla tych, którzy stoją w progu, pełni wątpliwości, i wyjść do tych, którzy są na zewnątrz. Oraz uszanować tych, którzy do środka wchodzić nie zamierzają. Być gotowym poznać ich opinię i zrozumieć ich doświadczenie. Nauczyć się ich słuchać.
Ostatni projekt Franciszka: synodalność
Wizja Kościoła, który słucha, towarzyszyła mu od pierwszych dni pontyfikatu. W październiku 2015 r., świętując 50. rocznicę ustanowienia synodów biskupich przez Pawła VI, mówił o Kościele synodalnym, który jest „Kościołem słuchającym”. Oraz o idei synodalności, która z woli Boga „jest drogą dla Kościoła w trzecim tysiącleciu” – wspólną wędrówką wszystkich ochrzczonych.
Pomysł synodu, w którym udział wezmą świeccy, w tym także kobiety, jako pełnoprawni uczestnicy obrad i głosowań, dojrzewał kilka lat. Franciszek miał świadomość, że tylko w taki sposób może uruchomić procesy deklerykalizacji i transparentności, w których widział jedyne skuteczne lekarstwo na choroby, jakie trawią Kościół.
Często mówiło się o Franciszku, że jest człowiekiem, który zaczyna procesy, ale ich nie kończy. Jego zwolennicy dopowiadali, że w ten sposób pozwala, by toczyły się dalej same.
Swój największy projekt Franciszek zrealizował w ostatnim roku swojego pontyfikatu. Uruchamiając proces, którego – w co do końca wierzył – nie da się już zatrzymać.
Korzystałem ze źródeł:
Papa Francesco, Francesca Ambrogetti, Sergio Rubin, “Non sei solo”, 2023
„Papież Franciszek: pytania i odpowiedzi”, reż. Jordi Évole, Màrius Sánchez. Disney Plus, 2023.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















