Na Rydzyka wciąż nie ma mocnych

Rząd się zmienił, biskupi też się zmieniają, a w dodatku kraj się laicyzuje, ale ojciec dyrektor wciąż ma się świetnie. Świadczą o tym nawet fantazje o jego rzekomym męczeństwie.
Czyta się kilka minut
O. Tadeusz Rydzyk, Warszawa, kwiecień 2024 r. // Fot. Jacek Domiński / REPORTER
O. Tadeusz Rydzyk, Warszawa, kwiecień 2024 r. // Fot. Jacek Domiński / REPORTER

Gdy w lipcu 2024 r. o. Tadeusz Rydzyk przemawia podczas XXXIII pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, oklaski przerywają mu co kilka zdań. Gdy dziękuje biskupom i politykom, nie udaje, że traktuje ich poważnie. Hierarchów chwali niczym pojętne dzieci. O Sławomirze Oderze, biskupie gliwickim, mówi: „No pilny był, najpierw studiował gdzieś coś tam na świeckim uniwersytecie, nawet skończył. (…) Ile ten człowiek się nastudiował, dobrze, że jest zdrowy po tym wszystkim”. Wymieniony śmieje się nerwowo.

O. Tadeusz Rydzyk w katedrze wawelskiej podczas ingresu abp. Marka Jędraszewskiego, Kraków, styczeń 2017 r. // Fot. Beata Zawrzel / Reporter

W przypadku polityków Rydzyk sprawdza listę obecności: Piotr Ćwik, Mariusz Błaszczak, Przemysław Czarnek, Marek Gróbarczyk… „Jest pan europoseł. Zgadnijcie, który? Na imię ma jak? Daniel! Daniel Obajtek!” – oznajmia, po czym kontynuuje wyliczankę: Dariusz Matecki, Bartosz Kownacki… Wyczytani wstają, machają do tłumu. Jakiś redemptorysta podpowiada, że jest też Marcin Romanowski. Rydzyk pyta zgromadzonych: „A modlicie się za niego? To trzeba mocniej!”. Zaczyna mówić o odebranych immunitetach, ale nie pamięta, kogo to dotyczy. Wspomagający ojciec dyktuje kolejne nazwiska.

Czy Rydzyk wciąż jest tak silny, skoro może lekceważąco traktować biskupów i polityków? A może brakuje kogoś, kto powie: to już nie to, co kiedyś? Czy może hierarchowie i politycy prawicy nie mają wyjścia: muszą brnąć dalej w uliczkę bezkrytycznego wspierania redemptorysty, niezależnie od zmieniających się okoliczności? No i w końcu: co z inicjatywami Rydzyka oraz ich wieloletnim wsparciem z publicznych pieniędzy zrobi aktualny rząd?

Jak rząd wspierał ojca Rydzyka

Gdyby 15 października władzę utrzymała Zjednoczona Prawica, tematu by nie było. Na dowód wdzięczności i w poczuciu ideowej wspólnoty rząd wciąż wspierałby kolejne, także te nierentowne i przeskalowane inicjatywy redemptorysty.

Póki rządził PiS z koalicjantami, Rydzyk nie miał oporów, by w trakcie wizyt polityków w Radiu Maryja na żywo dyscyplinować ministrów, że oni sami lub ich koledzy zbyt opieszale wspierają jego kolejne pomysły – choćby otworzenie kierunku lekarskiego na prowadzonej przez Fundację Lux Veritatis Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Problemy rozwiązywano błyskawicznie.

Trudno się dziwić: w latach 2015-2023 Rydzyk dysponował krótką ścieżką załatwiania spraw z administracją państwową. Do ministerstw, spółek Skarbu Państwa i urzędów dzwonił osobiście on lub Lidia Kochanowicz-Mańk, dyrektorka finansowa Lux Veritatis oraz członkini władz kilku organizacji i spółek z nim związanych. Według doniesień Małgorzaty Święchowicz z „Newsweeka”, Kochanowicz-Mańk tylko do Orlenu jeździła paręnaście razy w roku.

Był to jednak okres dość szczególny. Wcześniej Rydzyk miewał wpływ na kształt list wyborczych PiS: ulubieńcom załatwiał wyższe miejsca, niektórym zaś – dzięki ekspozycji w toruńskich mediach – ułatwiał sukces. Im jednak inicjatywy redemptorysty stawały się bardziej zależne od decyzji rządu, tym mniej Zjednoczona Prawica musiała się na niego oglądać. O tworzeniu przezeń partii politycznej Ruch Prawdziwa Europa mało kto już pamięta. Rydzyk zyskał pieniądze, ale stracił część wpływów. Stał się klientem.

Według szacunków z samych ministerstw do różnych części konglomeratu medialno-biznesowego Rydzyka popłynęło w tym czasie ok. 400 mln zł. Ponadto firma Geotermia Toruń otrzymywała preferencyjne stawki sprzedaży ciepła, a wojewoda traktował Lux Veritatis wyjątkowo przy ustalaniu opłat za użytkowanie wieczyste ziemi.

Specyficzna sytuacja dotyczy Muzeum Pamięć i Tożsamość: instytucja państwowa, której organami prowadzącymi są Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Lux Veritatis. MKiDN wyłożył na ten projekt setki milionów, finansując budowę gmachu, projekt i urządzenie wystawy stałej, a także zakup eksponatów. Już po przegranych wyborach odchodzący minister Piotr Gliński podpisał aneks do umowy, w którym zapewnił muzeum kolejne 15 mln zł rocznie z budżetu resortu aż do 2028 r. Muzeum miało zostać otwarte trzy lata temu.

Kontrola u redemptorysty

Niektóre rzeczy faktycznie się zmieniły. Nowy wojewoda postanowił zweryfikować stawki za użytkowanie wieczyste gruntów przez Lux Veritatis. Ministerstwo wstrzymało realizację wystawy stałej muzeum i przekazywanie kolejnych środków. Inne kroki są ograniczone przez statut, który nie pozwala władzom resortu zmienić dyrektora muzeum ani składu jego rady bez zgody Fundacji. Jednak w rozmowie z „Newsweekiem” były minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz zdradził, że „chyba” nowa władza znalazła sposób, by Rydzyk „stracił to swoje małe imperium, które zbudował za państwowe pieniądze”.

Redemptorysta podczas pielgrzymki na Jasną Górę wspominał: „Mamy równocześnie trzy kontrole. Chcą znaleźć cokolwiek. Dwanaście osób nas kontroluje codziennie”. Nie doprecyzował, kto kontroluje i w jakiej sprawie, ale nie chodzi o zlecone przez marszałka Sejmu działania Najwyższej Izby Kontroli.

W marcu 2024 r. Szymon Hołownia poprosił o sprawdzenie przepływów finansowych między państwem i jego agendami a związkami wyznaniowymi, ze szczególnym uwzględnieniem Kościoła rzymskokatolickiego. Ogłaszając to na platformie X, wyłożył swoje intencje: „To jest taki trick, że do Rydzyka zapuka NIK”. Jak jednak ustaliłem, jak na razie odbyła się intensywna korespondencja między Hołownią a NIK, dotycząca zakresu kontroli, bo konieczność sprawdzenia całości przepływów na linii instytucje państwa-związki wyznaniowe sparaliżowałaby działalność Izby na kilkanaście miesięcy.

Inna sprawa, że NIK ma ograniczone możliwości kontrolowania spółek Skarbu Państwa i ich fundacji (a wiele środków Rydzyk otrzymał z tych źródeł). Ponadto część organizacji i spółek ojca dyrektora formalnie nie ma związków z Kościołem. Siłą rzeczy ograniczona kontrola zlecona przez marszałka ma ruszyć w czwartym kwartale, ale w jakim stopniu obejmie inicjatywy redemptorysty – nie wiadomo.

Przedsięwzięcia Tadeusza Rydzyka są jednak kontrolowane przez NIK w ramach innych spraw, dotyczących choćby Funduszu Sprawiedliwości. Niektórzy politycy związani z nowym rządem mówią, że liczą także na aktywność prokuratury.

Rola Radia Maryja

W obrębie koalicji KO-TD-Lewica nie ma jednak zgody co do skali działań, które powinny dosięgnąć Rydzyka. Jeden z moich informatorów mówi: – Nasi wyborcy, a przynajmniej twardy elektorat, oczekują rozliczeń rządów PiS. Niejasne pozostaje, w jakim stopniu oczekują rozliczenia Kościoła.

Nowa większość nie ma wątpliwości, że Kościół instytucjonalny przeciągnął strunę we wspieraniu rządu Zjednoczonej Prawicy i że w związku z tym – oraz postępującą sekularyzacją społeczeństwa – coś należy zrobić.

– Niektórzy jednak chcieliby się zatrzymać na symbolach, jak Fundusz Kościelny. Sprawa głośna, ale mało istotna w porównaniu z innymi przepływami finansowymi – wyjaśnia mój rozmówca. – Przekonują, że musimy się dogadać z Kościołem. Obawiają się lokalnych konsekwencji silniejszej konfrontacji. Ostatecznie także w tej sprawie chodzimy po linie, balansując między lewicą a PSL.

Sprawa o. Rydzyka teoretycznie mogłaby łączyć różne strony tej dyskusji, ale i tutaj słychać obawy: – Jego radio słuchalność ma średnią, ale nieważne, ile osób słucha, tylko jakie. Ta rozgłośnia wciąż ma istotne przełożenie na zwykłych księży w Polsce, którzy często powtarzają to, co usłyszą w Radiu Maryja i przeczytają w „Naszym Dzienniku” – komentuje ksiądz związany z mediami.

Rzeczywiście: słuchalność Radia Maryja to ok. 2 proc. udziału w rynku, Telewizja Trwam z roku na rok traci (obecnie ma poniżej 0,5 proc. udziału w rynku), spadają też przychody ze sprzedaży „Naszego Dziennika” (brakuje oficjalnych danych).

O. Tadeusz Rydzyk // Rys. Michał Dyakowski dla „TP"

Konglomerat ojca dyrektora

Media to oczywiście nie wszystko. Oprócz nich Rydzyk formalnie lub faktycznie rządzi Fundacją Lux Veritatis, Fundacją Nasza Przyszłość, wspomnianymi muzeum i akademią oraz spółkami geotermalnymi, nieruchomościowymi i kateringowymi. To przekłada się na finanse konglomeratu, siłę ojca dyrektora w zakonie i biznesie, a w jakimś stopniu także na oddziaływanie społeczne.

Topniejące grono odbiorców Rydzyka to bowiem ludzie silnie zaangażowani. Zwłaszcza Radio Maryja odegrało istotną rolę w czasach transformacji ustrojowej i późniejszych. Znaczącej grupie ludzi zapewniło poczucie wspólnoty, godności oraz uznania ich sytuacji i doświadczeń. Zapewniło również proste wyjaśnienia skomplikowanych procesów i zjawisk. Do dziś wiele tych osób jest gotowych żarliwie bronić ojca dyrektora.

Rozmawiam z pracownikiem instytucji powiązanej z redemptorystą. – Mam wrażenie, że ojciec dyrektor najbardziej by chciał, żeby go aresztowano. Wtedy czułby się jak ryba w wodzie: znów byłby w centrum, narzucał narrację, grzmiał o prześladowaniach, mobilizował słuchaczy i sympatyków oraz związał ręce biskupom, którzy w aktualnym układzie sił w polskim Kościele nie mieliby innego wyjścia, niż go bezwarunkowo wspierać – komentuje.

Rydzyk ma doświadczenie w takich sytuacjach. W 1996 r. długo nie stawiał się na przesłuchania w związku z wypowiedzią, że posłom opowiadającym się za liberalizacją prawa aborcyjnego należy „golić głowy” (prokuratorka prowadząca sprawę dostawała wówczas listy z pogróżkami od sympatyków RM). Innym razem podnosił larum, że wyrok skazujący go na grzywnę za prowadzenie nielegalnej zbiórki jest niezgodny z prawem naturalnym.

Tak poważna konfrontacja to scenariusz mało prawdopodobny. Ale przecież Rydzyk może eskalować swój przekaz także w przypadku mniejszych „szykan”.

Rydzyk na ratunek ojczyźnie

Tymczasem dyrektor Radia Maryja staje w obronie innych „prześladowanych”, a kontrole we własnych inicjatywach podpina narracyjnie pod postępowania karne toczące się przeciw urzędnikom, politykom czy ks. Michałowi Olszewskiemu – oskarżanym w związku z podejrzeniem nieprawidłowości związanych z dotacjami z Funduszu Sprawiedliwości.

Dla niego sprawa jest prosta. Podczas pielgrzymki na Jasną Górę o Wosiu, Błaszczaku i Romanowskim mówił: „To porządni ludzie. Nigdy mnie nie oszukali”. Uderzał także w Adama Bodnara: „Chcą ich zamknąć do więzienia. I to kto? Gdzie są prawa obywatelskie, pytam się, panie rzeczniku?”.

Wspierał również urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości i ks. Olszewskiego: „Módlmy się za tych, którzy są prześladowani. Za panią Urszulę w więzieniu, panią Karolinę w więzieniu, za księdza Michała w więzieniu”. A ks. Olszewski odwdzięczał się, pisząc: „Jeśli kiedykolwiek ktoś zapyta mnie, czy w życiu spotkałem Miłosiernego Samarytanina, Szymona z Cyreny czy św. Weronikę, to bez wahania odpowiem, że tak! W czasie mojego uwięzienia tymi cudownymi postaciami dla mnie i Profeto był o. Tadeusz Rydzyk i cała Rodzina Radia Maryja i TV Trwam!”.

O ile więc niektórzy biskupi próbują – co jest trudne, ale nie niemożliwe po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy – dogadywać się z nowym rządem w konkretnych kwestiach, o tyle Rydzyk nic nie zmienia. Głosi przy tym narrację w stu procentach zgodną z tą formułowaną przez Jarosława Kaczyńskiego, który w liście do pielgrzymów Rodziny Radia Maryja także pisał o „więzionym i torturowanym wybitnym kapłanie”.

Na Jasnej Górze Rydzyk grzmiał: „Ratujmy ojczyznę, bo to już nie jest pytanie, jaka będzie Polska, ale czy Polska w ogóle będzie istnieć”, a Kaczyński pisał o „nasilającej się fali ataków na wiarę i polskość”. Redemptorysta: „Była rewolucja francuska, październikowa, był nazizm, był komunizm. A teraz? Do czego zmierzamy?”. Prezes PiS: „gwałcenie Konstytucji” i „totalitarna pokusa”. Rydzyk: „Czy mamy być czyścibutami niemieckimi?”. Kaczyński: „rządy dbającej bardziej o obce niż o polskie interesy koalicji 13 grudnia”.

Momentami trudno rozróżnić.

„Co po ojcu dyrektorze?”

Jedność tych ocen teoretycznie powinna niepokoić biskupów. Już w 2008 r. ówczesny nuncjusz Józef Kowalczyk mówił: „Radio Maryja czy jakiekolwiek inne radio katolickie, nie może stać się radiem partyjnym, bo jak się stanie radiem jednej partii, to razem z tą partią umrze, a my życzymy Radiu Maryja, żeby miało dłuższe życie, niż jakaś doraźna koalicja”.

W praktyce jest to bardziej skomplikowane (tożsamościowe media swobodnie przechodzą wraz z partiami z opozycji do obozu władzy i z powrotem), ale wątpliwości wśród hierarchów rzeczywiście rosną. Niektórzy uśmiechają się i machają na pielgrzymce, inni zastanawiają się, co dalej. A przewodniczący episkopatu, abp Tadeusz Wojda, ma inne sprawy na głowie. Choć miał być na Jasnej Górze, nie dojechał. Według Rydzyka w wyniku „obiektywnych okoliczności”. Według informacji potwierdzonej w dwóch źródłach: ze względu na problemy, jakie ma w Watykanie w związku z zaniedbaniami dotyczącymi pedofilii w Kościele.

W zakulisowych rozmowach między biskupami coraz częściej pada jednak pytanie: „Co po ojcu dyrektorze?”. Przez lata podział był prosty: większość episkopatu Radio Maryja wspierała, jedni absolutnie bezkrytycznie, inni „mimo niedociągnięć”, a mniejszość oddawała pole, uznając, że i tak nie zdołają wpłynąć na kierunek, w którym podążają Rydzyk i jego inicjatywy. W wydanej w 2018 r. książce „Kościół katoludzki” prymas Wojciech Polak przyznawał, że „większość biskupów wychodzi z założenia, że skoro wybraliśmy specjalną radę odpowiedzialną za duszpasterską troskę nad toruńską rozgłośnią – niech ona zajmuje się gaszeniem pożarów”. Zaś bp Szymon Stułkowski mówił mi na potrzeby książki „Pastwisko”, że wśród hierarchów „widać, kto zawsze radykalnie bronił mediów Rydzyka: nawet jak ojciec dyrektor walnął coś głupiego, to było święte. A nie widać było takich, którzy mają do nich zdrowy dystans”.

Wśród tych pierwszych jest coraz więcej emerytów, ale lista nazwisk takich jak Jędraszewski, Głódź, Dzięga, Dydycz, Długosz, Mering, Depo i Dec wciąż zapewnia Rydzykowi silne wsparcie – nawet jeśli biskupów wobec niego zdystansowanych przybywa. A niezależnie od stosunku do ojca dyrektora i jego działań większość hierarchów od lat żałuje, że – jak to ujął w biografii arcybiskupa Michalika autorstwa Tomasza Krzyżaka nieżyjący już abp Henryk Hoser – „o. Rydzykowi udało się to, co nie udało się nigdy Episkopatowi. Ma dziennik ogólnopolski, radio i telewizję”.

O ile bowiem początkowo Rydzyk współdziałał z hierarchami, o tyle szybko „wymknął im się spod kontroli”. Gdy zaś zaczął tworzyć Rodziny Radia Maryja, w Kościele powstała niezależna od biskupów pozioma struktura zrzeszająca część wiernych i duchowieństwa. Nikt nie był w stanie zaingerować w kształt działań redemptorysty. Najmocniej sparzył się prymas Glemp, który próbował wpłynąć na polityczny charakter części programu nadawanego przez Radio Maryja, ale został zignorowany.

Scheda 

Za rządów PiS niektórym biskupom doskwierało, że dla władzy najważniejszym partnerem po stronie kościelnej był zakonnik, nad którym nie mieli kontroli, a nie jeden z nich – np. aspirujący do tej roli abp Jędraszewski. Wraz z powoli zmieniającą się świadomością biskupów na temat przestępstw seksualnych księży i ich rozliczania coraz większej grupie hierarchów przeszkadza także to, że media o. Rydzyka nic sobie nie robią ani z oficjalnej polityki Watykanu, ani z decyzji episkopatu. Kolejnych oskarżanych biskupów w Toruniu biorą w obronę jako „męczenników mediów”, a o rozstrzygnięciach Stolicy Apostolskiej najczęściej nie informują w ogóle.

Nieuchronność pytań o schedę łączy o. Rydzyka z Jarosławem Kaczyńskim. Redemptorysta jest 4 lata starszy od prezesa PiS, więc wątpliwość, jak długo będzie w stanie kierować swoim imperium, jest w pełni uzasadniona. Być może naturalnym kandydatem na jego następcę jest o. Jan Król, młodszy o 15 lat bliski współpracownik. Nie wiadomo jednak, czy będzie wystarczająco sprawny oraz co powiedzą na to władze zakonu.

Te ostatnie przez lata chroniły ojca dyrektora i jego inicjatywy. Czasem dlatego, że były zbyt słabe – niektórzy wysoko postawieni zakonnicy przegrywali starcie z Rydzykiem mimo odwoływania się do zakonnych zasad i prawa kanonicznego. Niekiedy, bo myślały tak, jak on. Niekiedy zaś, bo zbyt wyraziście przemawiały do nich wpływy do kasy zgromadzenia.

Rydzyk zabezpieczył się zresztą na wypadek silniejszych zakusów zakonu względem jego inicjatyw. Nad większością z nich redemptoryści nie mają kontroli. Wyjątkiem jest Radio Maryja, którego są właścicielem, ale przyszły los pozostałych instytucji – w tym Telewizji Trwam, muzeum, szkoły wyższej, geotermii etc. – pozostaje pod jeszcze większym znakiem zapytania.

Judaszowa troska

Gdy Hołownia podpisał zlecenie kontroli dla NIK-u, Rydzyk odpowiedział: „Pierwsze, co mi się nasunęło: troszczy się o pieniądze, jakbym słyszał Judasza. Judasz też to powiedział, zaczął mówić do Marii Magdaleny, po co ten olejek na stopy Jezusa”. Podkreślał także, że „nie dostał ani grosza od PiS-u” oraz że „nie boi się NIK-u”, bo „byli już kontrolowani”.

Z jednej strony więc ustawia siebie w roli obmywającego stopy Jezusa, a krytyków w miejscu Judasza. Z drugiej – posługuje się poważnymi niedopowiedzeniami (owszem: Rydzyk jako Rydzyk nie dostał pieniędzy „od PiS-u”, ale już jego inicjatywy otrzymały wiele środków z budżetu państwa, nie zawsze na transparentnych zasadach). To dobre podsumowanie strategii, jaką przyjął wobec nowego rządu.

Ojciec dyrektor współpracuje więc z opozycją, zakon i biskupi pozostają – jak zwykle w jego sprawie – bezczynni i wyczekujący, zaś nowe władze działają w sprawie rozliczeń środków dla inicjatyw redemptorysty raczej ostrożnie.

Na razie nie ma na niego mocnych.

Ignacy Dudkiewicz jest redaktorem naczelnym Magazynu „Kontakt” i autorem książki „Pastwisko. Jak przeszłość, strach i bezwład rządzą polskim Kościołem”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Nie ma mocnych na Rydzyka