Czytałem artykuł o młodym księdzu, który zastrzelił się na pierwszej parafii, a jego proboszcz ma zarzuty prokuratorskie w sprawie o znęcanie się – opowiada Bartek, wspominając tekst Piotra Żytnickiego z „Gazety Wyborczej”.
– Uderzyła mnie opowieść matki tego wikarego. Gdy syn powiedział, że chce zostać księdzem, prosiła, by dał sobie rok na zastanowienie. Pomodliłem się za niego, a chwilę później pojawiła się natrętna myśl: „Dobrze, że ja w końcu do seminarium nie poszedłem”.
Powołanie i co dalej? Trzy drogi do niepodjęcia decyzji
Z Bartkiem kontaktuje mnie Maciek, który napisał do mnie, by podzielić się refleksjami po lekturze „Pastwiska” [głośna książka Ignacego Dudkiewicza o Kościele – red.]. Ma 21 lat i księdzem chciał być od zawsze. – Te opowieści o znanych kapłanach, którzy już w dzieciństwie zakładali szalik i odprawiali „mszę” z użyciem wafelków, to sceny z mojego domu – mówi Maciek. Szedł standardową drogą: ministrant, lektor, ceremoniarz, oazy… Czuł, że Bóg go woła. Pojechał na rekolekcje powołaniowe organizowane przez diecezjalne seminarium.
– Tam poczułem, że ten sam Bóg mówi mi: poczekaj, jeszcze nie teraz. To było trzy lata temu, potem byłem na rekolekcjach w dwóch zakonach, czytałem o wielu innych, a dziś już nie jestem pewien, czy kiedyś przyjdzie „ten moment”.
Bartek, lat 23, przeszedł przez podobne etapy co Maciek, ale już zdecydował, że księdzem nie będzie, choć długo był przekonany, że nie ma dla niego innej drogi. Na pierwszych rekolekcjach powołaniowych był zniesmaczony.
– Ksiądz wkładał nam do głów, że zostaliśmy wybrani, ukochani w szczególny sposób, że to najlepsza, wyższa droga do Boga. A ja wyrosłem w duchu Domowego Kościoła, w którym małżeństwo nie jest ułomną wersją życia, podobnie zresztą jak bycie niekonsekrowanym singlem. Pomyślałem, że nie chcę iść do seminarium w mojej diecezji, skoro są tam tacy ojcowie duchowni, ale nie zamknąłem się na kapłaństwo. Szukałem dalej – opowiada.
Maćka spotkał w trakcie rekolekcji w jednym z zakonów. Z Tomkiem, który także zgodził się ze mną porozmawiać, nawiązali kontakt przez katolicką grupę w mediach społecznościowych, gdzie podzielił się swoją historią rozeznawania powołania.
– Odprawianie mszy w domu? Przebieranie się za księdza? Nic takiego – mówi Tomek. – Ja rzadko kiedy widziałem księdza w kościele.
Jego rodzice są niewierzący, został ochrzczony, jak sam opowiada, „z automatu”, do pierwszej komunii poszedł „z rozpędu”, ale już bierzmowania nie przyjął wtedy, kiedy część jego rówieśników, tylko kilka lat później. Do Kościoła zbliżył się na studiach, zaczął czytać, słuchać, uczęszczać na liturgię. Mówi, że gdy wyznał wiarę w Chrystusa, przepadł.
– Był w tym zapał neofity: wszystko wydawało mi się wspaniałe, chodziłem, na co się dało, co chwila dołączałem do nowych wspólnot, próbowałem ewangelizować rodziców. Ale myśl o kapłaństwie przyszła kilka lat później, gdy moja wiara stała się mniej żywiołowa, za to dojrzalsza – mówi.
Dziś ma 27 lat, skończone studia, pracę i plany na zostanie księdzem zostawione za sobą. Mimo że też jeździł na rekolekcje, rozmawiał, modlił się i szukał.
Los księdza to ruletka: wszystko zależy, na jakiego proboszcza trafisz
Dlaczego zrezygnowali z pójścia do seminarium? Ich historie, choć różne, mają punkty wspólne.
W „Pastwisku” ks. Grzegorz Strzelczyk wskazywał, że przepracowanie zmiany w podejściu do przemocy to jedno z wyzwań, przed którymi stoją duchowni starszych pokoleń, w tym biskupi: „Byli wychowywani w kulturze, w której przemoc była naturalnym narzędziem wychowawczym i mało kto traktował ją jako coś niewłaściwego (…). Dla kogoś, kto przeżył wojnę, dostanie linijką miało pomijalne znaczenie. Ktoś, kto obserwował strzelanie do ludzi (…) po ogłoszeniu stanu wojennego, mógł mieć większe problemy z przyjęciem, że upokarzanie współpracowników to też przemoc. To wszystko sprawia, że osoby starsze, a do takich należą hierarchowie w Kościele, mają strukturalną trudność w zrozumieniu, o czym mówimy, gdy twierdzimy, że relacje w Kościele bywają przemocowe”.
– Wiem, że nie wszędzie relacje wyglądają tak jak w parafii, w której zastrzelił się wikary. Ale wiem też, że samobójstw jest więcej i że skala przynajmniej nieodpowiedniego traktowania młodych księży jest znacząca – mówi Bartek.
– To się powoli zmienia, również dlatego, że nie ma chętnych do kapłaństwa, więc młodych trzeba szanować bardziej niż kiedyś – dodaje Maciek. – Ale wciąż to zbyt podobne do ruletki. Jak trafisz na wspierającego proboszcza, to urośniesz, ale jak na przemocowca, to przepadłeś, a nie masz na to żadnego wpływu.
Dosadniej mówi Tomek: – Mój ojciec jest lekarzem. Gdy trwał protest rezydentów, mówił, że „młodym się w dupach poprzewracało”, bo wszyscy przez to przechodzili: byli „jechani” przez przełożonych, pracowali ponad siły za grosze i dzięki temu są przetrenowani, ale w końcu zaczęli dobrze zarabiać. Trudno wyzwolić się z mechanizmu fali, jeśli się ją zracjonalizowało. A z rozmów z księżmi wnoszę, że takie mechanizmy zdarzają się także w Kościele. Nie w większości miejsc, ale zbyt często, bym był gotów zaryzykować.
Kandydaci do kapłaństwa w poszukiwaniu ewangelicznego sensu
– Jako ksiądz zaraz po święceniach na ogół nic nie możesz. Choćbyś miał świetne pomysły, zapał i energię, będziesz uwięziony w „tradycyjnym kapłaństwie”, a więc dziś głównie w pogrzebach – kontynuuje Tomek. Zrezygnował z seminarium także dlatego, że ma wątpliwości, czy wobec postępujących procesów społecznych oraz marazmu w obrębie instytucji kościelnych bycie księdzem ma jeszcze ewangelizacyjny sens. – Bóg chce, bym robił dla Niego coś innego. Więc szukam: czy to będzie nowa wspólnota, działanie dla wykluczonych, czy głoszenie w jakiś nowy, nieznany jeszcze mi sposób.
Maciek również pyta o sens: – Wiernych coraz mniej, księży coraz mniej. To mógłby być argument, że tym bardziej warto, bo ktoś musi sprawować sakramenty, ale czasem pytam siebie: dla kogo miałbym je sprawować za 30 lat? Czy nie będę bardziej zarządcą nieruchomości albo konserwatorem zabytków, zastanawiającym się, co zrobić z kilkoma kościołami po połączeniu parafii?
– Utrzymywanie obecnego stanu Kościoła, hamowanie reformy, brak rozliczeń nadużyć, niedopuszczanie świeckich do podejmowania decyzji, klerykalizm silniejszy niż w wielu innych miejscach świata. To wszystko sprawia, że chrześcijaństwo musi szukać nowych dróg, jeśli chce ocaleć w Europie, w tym w Polsce – ocenia Bartek. – Konserwowanie instytucji z jej hierarchiami, zależnościami i nieprzystawaniem do współczesności niczemu nie służy. A zwykły ksiądz nie ma żadnych narzędzi, by to zmieniać. Może więc lepiej poczekać, aż ziarno obumrze, może wtedy wyda nowy plon?
Wszyscy trzej zaprzeczają przy tym, gdy pytam, czy powodem rezygnacji z kapłaństwa są dla nich kwestie doktrynalne albo celibat. Maciek i Tomek mówią, że nauczanie Kościoła w większości spraw uważają za słuszne. W tych, w których mają wątpliwości, cierpliwie czekają na rozstrzygnięcia odpowiednich kościelnych instytucji. Mają też nadzieję na przynajmniej nowe praktyki duszpasterskie, bardziej otwarte na ludzi w różnych sytuacjach i dokonujących różnych wyborów.
Bartek przyznaje, że wątpliwości ma wiele, ale przekonuje też, że to, co go z nauczaniem Kościoła łączy, jest „niewyrażalnie większe” od tego, co go z nim dzieli. Dlatego nie miałby doktrynalnego problemu, by zostać księdzem i uczestniczyć w wewnątrzkościelnej debacie o poszczególnych elementach doktryny.
Jak zmienił się społeczny odbiór kapłaństwa
Jednocześnie moi rozmówcy przyznają, że nauczanie i wizerunek Kościoła bywają problemem dla ludzi z ich otoczenia. I to również zmniejsza ich chęć zostania księżmi.
– Rozmawiamy anonimowo, więc przyznam szczerze: argumentem przeciw pójściu do seminarium jest też wyobraźnia podsuwająca obrazy drwiących uśmieszków kolegów. To nie powinno być istotne, ale jest. Dlaczego miałbym udawać, że społeczny odbiór nie ma znaczenia, skoro zawsze miał? – tłumaczy się Maciek.
Tomek dodaje, że jego rodzice nie najlepiej przyjęli jego religijną przemianę, więc tym bardziej trudno byłoby im pogodzić się z tym, że zostałby księdzem. – Babcia byłaby dumna i to jest dobry symbol tego, o czym rozmawiamy. Bo już rodzice byliby rozczarowani, a koledzy spoza wspólnot katolickich zszokowani i rozbawieni. Księdzem?! Dziś?!
Gdy pytam o podobne obawy Bartka, przyznaje, że również je ma. – Nie były dla mnie decydujące, ale rzeczywiście: kiedyś argument „co ludzie powiedzą” działał przeciw odejściu z seminarium czy z kapłaństwa, a dziś to argument przeciw wstąpieniu do niego. Kiedyś to był awans społeczny, dziś coraz częściej to obciach.
Kto i dlaczego wstępuje dziś do seminarium
O powtarzające się elementy opowieści – strach przed strukturalną przemocą, wątpliwości co do sensu posługi kapłańskiej w zmieniającym się świecie i niezmieniającym się Kościele oraz zmianę społecznej pozycji księdza – pytam byłego członka władz jednego z seminariów, który ostatecznie poprosił o anonimowość. Przyznaje, że temat jest delikatny i nie jest pewien, czy jego słowa zostałyby odpowiednio odczytane.
– Kandydaci zawsze byli różni i zawsze mieli różne motywacje. Najważniejszą grupę, tak wierzę, zawsze stanowią ludzie idący do kapłaństwa z powołania, ale przez lata do seminariów pukali także koniunkturaliści, pragmatycy, ludzie poszukujący społecznego awansu czy radzący sobie w ten sposób z problemami, na przykład strachem przed relacjami intymnymi – opowiada duchowny. – Teraz częściej niż kiedyś trafiają się kandydaci, dla których kapłaństwo to swoisty przejaw kontrkultury, przynajmniej w wymiarze pokoleniowym. Nie idą do seminariów, by zyskać poklask, bo się go nie spodziewają. Mamy też więcej niż kiedyś kandydatów idących do seminarium kilka lub kilkanaście lat po maturze. Albo więc ich decyzja jest dojrzałym aktem wyboru tej drogi pomimo wielu argumentów przeciw, albo, niekiedy, wyrazem buntu, chęcią zademonstrowania swej odrębności i niezależności.
Duchowny dodaje, że czasem oznacza to radykalizm i hołdowanie skrajnościom w poglądach na tematy kościelne czy polityczne.
– Tym, czego najbardziej mi szkoda po lekturze opisanych historii, to fakt, że kandydaci umiarkowani, ale zaangażowani, refleksyjni i poszukujący, tak bardzo nam potrzebni w obecnych czasach, by towarzyszyć poszukującym i zagubionym wśród wierzących, nawet nie dają sobie szansy, by sprawdzić w seminarium, czy na pewno nie jest to droga dla nich. Choć powody ich decyzji rozumiem.
Co zniechęca dziś młodych mężczyzn przed wstąpieniem do seminarium
Rozmawiam także z dr Martą Kołodziejską, badaczką religii z Wydziału Socjologii UW.
– W opisanych historiach widać splot kilku procesów, które redefiniują religijność w Polsce. Pierwszym jest indywidualizacja wiary. Coraz więcej osób nie oczekuje już gotowych odpowiedzi i sztywnych struktur, lecz szuka własnej drogi duchowej. To sprawia, że instytucjonalny Kościół, z jego hierarchią i zasadami podporządkowania, dla wielu młodych staje się przestrzenią ograniczenia i potencjalnej przemocy, a nie wolności, zwłaszcza gdyby mieli wejść w jego struktury – komentuje.
Drugim zjawiskiem, na które wskazuje Kołodziejska, jest zmieniająca się pozycja autorytetu religijnego. – Dziś ksiądz jest bardziej kontrolowany przez wiernych, którzy oczekują, że będzie służyć wspólnocie, a nie nią rządzić. Ci, którzy mimo społecznych trendów zostają w Kościele, częściej robią to z przekonania i oczekują zmian, współodpowiedzialności, partnerskiej relacji z duchowieństwem. To rodzi nowe wyzwania dla księży wychowywanych w starym modelu.
– To, o czym mówią mężczyźni, którzy zrezygnowali z pójścia do seminarium, a więc obawa przed społeczną reakcją, jest pokłosiem tych zmian. Tym silniej odczuwanym, że laicyzacja najszybciej zachodzi w najmłodszych pokoleniach. W efekcie kapłaństwo może wiązać się nie z prestiżem, ale z ryzykiem społecznego wyobcowania, zwłaszcza wobec starzenia się wspólnot parafialnych – dodaje badaczka.
Rady dla tych, którzy myślą o kapłaństwie
Pytam moich rozmówców, co chcieliby powiedzieć mężczyznom rozważającym wstąpienie do seminarium.
– Dziś i tak każdy chłopak wiele razy się zastanowi, zanim zdecyduje się na seminarium. Czy chce ryzykować, że wpadnie w struktury przemocowe i hierarchiczne bez możliwości ruchu? Czy jest gotów na bardzo ciężką pracę, być może bez efektów, a na pewno ze słabnącym społecznym uznaniem? Czy jest gotów się zmierzyć z reakcjami otoczenia? – odpowiada Bartek. – Wierzę, że Bóg nie chce takiego kształtu kapłaństwa i Kościoła. A jeśli chce, to trudno: ja się w takim kapłaństwie nie mieszczę.
– To nie moja droga, ale nie twierdzę, że to nie jest droga dla nikogo. Polecam tylko długi namysł, świadomy wybór diecezji lub zgromadzenia, danie sobie czasu. Jeśli Bóg woła kogoś do kapłaństwa i ma na niego pomysł, nawet przy wszystkich trudnościach, o których mówimy, to nie przestanie go wołać tylko dlatego, że ktoś da sobie rok więcej na zastanowienie – mówi Tomek.
Maciek się uśmiecha. – Pytasz, co bym powiedział samemu sobie? Trzy lata szukam odpowiedzi, ale wciąż jej nie znalazłem. Może za rok napiszesz do mnie i okaże się, że wstąpiłem do seminarium. Powiedziałbym więc: Maćku, ufaj sobie i ufaj Bogu, niezależnie dokąd cię te głosy prowadzą. Mocno zapamiętałem zdanie, które kiedyś usłyszałem: „Seminarium jest po to, żeby z niego odchodzić”. Czasami jest po to, żeby do niego nie wstępować. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś zostanę księdzem, to tak ugruntowany, że żadne trudności mnie nie złamią.
Imiona bohaterów zostały zmienione.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z 
- Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
- Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
- 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
Najniższa cena przed promocją 29,90 zł




















