Gdyby papież zapytał o zdanie „Tygodnik”, na następcę abp. Marka Jędraszewskiego zaproponowalibyśmy biskupa Damiana Muskusa

„Nie ma komunikacji ani więzi bez słuchania. Wszystkim nam dobrze zrobi, jeśli zaczniemy uważniej słuchać: biskupi księży, księża świeckich, świeccy duchownych, przełożeni członków wspólnoty” – mówi obecny krakowski biskup pomocniczy.
Czyta się kilka minut
Bp Damian Muskus na obchodach jubileuszu 50-lecia kapłaństwa abp. Marka Jędraszewskiego. Kraków, maj 2023 r. // fot. Beata Zawrzel / REPORTER
Bp Damian Muskus na obchodach jubileuszu 50-lecia kapłaństwa abp. Marka Jędraszewskiego. Kraków, maj 2023 r. // fot. Beata Zawrzel / REPORTER

Nie lubi mówić, woli słuchać. Lubi ogród. Wchodzi na dach, łata dziury, wrzuca z tego relację do mediów społecznościowych. Wystawia siebie na licytację – tu posprząta, tam ugotuje, przytnie żywopłot albo sprzeda biskupi pierścień, żeby dorzucić się do zbiórki, bo dzieciak musi dostać najdroższy lek świata. Pomaga, bo wie, że dla systemu ta konkretna choroba jest za droga, w kolejce są przecież tysiące ludzi z tańszymi schorzeniami.

Nazywa się Damian Andrzej Muskus, jest biskupem pomocniczym w archidiecezji krakowskiej, franciszkaninem.

Mówią o nim „biskup 2.0”.

Z innej bajki

„Nie ma komunikacji ani więzi bez słuchania. Ono jest w pewnym sensie ważniejsze od mówienia. Proszę zauważyć, jak z każdej strony zalewają nas słowa. Ludzie za wszelką cenę chcą wyrazić, co czują, podzielić się swoimi opiniami na każdy możliwy temat, nawet nie wnikając specjalnie, czy to kogokolwiek interesuje. Otaczają nas monologi, gadające głowy przekrzykujące się, byle przepchnąć swoje zdanie, zagłuszyć innych. Można wręcz odnieść wrażenie, że jeśli nie mówisz, nie istniejesz” – tłumaczył Damian Muskus krakowskiej dziennikarce Magdalenie Dobrzyniak w ich wspólnej książce „Nie mój Kościół” (wydanej przez WAM w 2023 r.).

I dalej: „Tymczasem w Kościele wciąż za mało się słuchamy. Decyzje podejmowane autorytatywnie są na porządku dziennym, a ich kwestionowanie czy choćby prośba o doprecyzowanie zbyt często bywają traktowane jak zamach na autorytet. Wszystkim nam dobrze zrobi, jeśli zaczniemy uważniej słuchać: biskupi księży, księża świeckich, świeccy duchownych, przełożeni członków wspólnoty”.

Agnieszka Pająk (44 lata, krakowianka, przedsiębiorczyni): – Kilka lat temu umarła moja mama, żarliwa katoliczka. Jej wiara była silna, ale nie obezwładniająca, chodzi mi o to, że mama nigdy nie ciągnęła nas do Boga siłą; czekała, aż sami do niego przyjdziemy, a jak nie, to też świat się nie zawali. Bardzo chciała, żebym kiedyś poszła jeszcze do spowiedzi. Poszłam najpierw na mszę, odprawiał ją biskup Muskus. Poprosiłam go potem o chwilę rozmowy. On słuchał, ja mówiłam, mówiłam, mówiłam. Raz przerwał – zapytał, czy chcę wody. Przyszłam, żeby usłyszeć, że jestem komuś potrzebna, ciężko przeżyłam śmierć mamy. Nie powiedział nic w stylu, że „Bóg cię kocha”, „Módl się, a usłyszysz jego głos”. Wtedy zrozumiałam, że dla kogoś, kto tak słucha (i słyszy), muszę być ważna. Nie słucha się ludzi nieważnych.

Maria (68 lat, krakowianka, emerytka): – Bywaliśmy często w Radwanowicach, biskup Muskus też. On kochał to miejsce, ja pokochać musiałam – miałam syna, który był podopiecznym ośrodka. Pamiętam biskupa – przyjeżdżał jak do domu rodzinnego, jakby wracał z podróży, w której zaczyna się już tęsknić. Nigdy nie usłyszałam od niego, że Bóg dał nam ten krzyż i będzie nas na drodze krzyżowej wspierał. Jeżeli masz dziecko z głęboką niepełnosprawnością i oddajesz mu całe życie, wszystko podporządkowujesz chorobie, stajesz się pielęgniarką, psychologiem i rehabilitantem, a na dodatek wiesz, że tak już będzie zawsze, to słowa o tym, że Bóg dał ci krzyż, mogą ranić. Przecież my nie chcieliśmy tego krzyża. I to kiedyś powiedziałam biskupowi. Popatrzył na mnie, oczy mu zalśniły, powiedział wtedy: „To ludzie mogą zrobić wszystko, żeby ci pomóc, Bóg ich tylko posyła. Szukajmy tych ludzi. O, na przykład ja, ja tu jestem”.

Ośrodek w Radwanowicach założył ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (prowadzi go Fundacja im. św. Brata Alberta). Biskup Muskus dobrze znał Isakowicza-Zaleskiego.

„Biskup Muskus ma brata z niepełnosprawnością intelektualną, więc doskonale rozumie problemy takich osób i ich opiekunów, ma z nimi wspólny język. Na tle krakowskiego kleru jest jak ktoś z innej bajki” – mówił ksiądz Tadeusz dla „Polityki”.

Kiedy w styczniu tego roku Isakowicz-Zaleski umarł, na jego pogrzeb do Radwanowic przyjechały tłumy – rodziny podopiecznych, przyjaciele fundacji, darczyńcy, zabrakło tylko abp. Marka Jędraszewskiego, któremu z księdzem Tadeuszem zawsze było nie po drodze. Biskup Muskus był, wygłosił kazanie:

„Ks. Tadeusz wybrał trudną drogę życia. Była to droga dotykania ran. Może czasem robił to nieostrożnie i nie zawsze potrafił je uleczyć, ale pokazywał je światu, nie godząc się na prowizoryczne opatrunki (...) O ubóstwie, które daje szczęście, najwięcej opowiada dom ks. Tadeusza. »Nasz«, czyli jego i osób, które są w społeczeństwie najsłabsze, najbardziej bezbronne. Wybrał ich jako swoją rodzinę. Stał się dla nich jak ojciec. (…) Drogi księże Tadeuszu, nie martw się o Wasz dom. Ludzie, którym ufałeś, poprowadzą to dzieło”.

Biskup i ksiądz nie zawsze się zgadzali – Muskus mówił, że rozliczenie w Kościele jest potrzebne, Isakowicz-Zaleski był w tym temacie bardzo bezkompromisowy.

Wojciech Bonowicz (publicysta, poeta, felietonista „TP” ): – Najważniejsze jest to, że o najtrudniejszych sprawach biskup nie mówi językiem mętnym. Język hierarchów bywa niejednoznaczny i niewyrazisty. Ponadto ludzie mają już dość stylu „pańskiego” w Kościele. Potrzebują pasterzy, którzy będą mówić językiem zrozumiałym i których działanie będzie zgodne z tym, co głoszą. I biskup Muskus jest takim pasterzem. Mówi językiem czystym stylistycznie i moralnie. Widać, że dla niego w Kościele najważniejsi są najsłabsi, ci ewangeliczni „najmniejsi”.

Nie walczy z wiatrakami

Urodził się w 1967 r. w Nowej Sarzynie na Podkarpaciu. W Leżajsku chodził do liceum. Nigdy nie opowiadał publicznie o dzieciństwie, ale w rozmowie z Magdaleną Dobrzyniak wspominał mamę: „Jestem przekonany, że to, kim jestem dzisiaj, zawdzięczam miłości mojej mamy, jej modlitwom, jej prostej, ale głębokiej wierze. Patrzę na jej ufność w różnych, czasem bardzo trudnych okolicznościach życia, widzę jej pokorę i szczerą miłość do Boga i wszystko we mnie buntuje się na myśl o tym, że dla wielu tzw. reformatorów czy odnowicieli Kościoła w Polsce taka wiara jest symbolem jakiegoś zacofania czy zabobonnego traktowania religii. Nie chcę zabrzmieć patetycznie, ale mam w sobie silne przekonanie, że ufna, wierna i konsekwentna, niezależna od nastrojów czy zmęczenia modlitwa takich osób, jak moja mama, naprawdę ocala Kościół”.

Po maturze rozpoczął nowicjat w Zakonie Braci Mniejszych Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP. Pierwsze śluby zakonne złożył w leżajskiej bazylice Matki Bożej Pocieszenia, potem wyjechał do Krakowa na studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym bernardynów w Krakowie i w Kalwarii Zebrzydowskiej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 czerwca 1993 r.

Był katechetą w Kalwarii Zebrzydowskiej, opiekował się pielgrzymami i młodzieżą, na KUL-u ukończył studia z katechetyki. Otrzymał stopień doktora nauk teologicznych. Pracował w Asyżu, gdzie był gwardianem klasztoru św. Franciszka z Asyżu, wreszcie rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Kalwarii Zebrzydowskiej i kustoszem tamtejszego sanktuarium. To on zaprosił Benedykta XVI do Kalwarii.

Marek Sowa (poseł Platformy Obywatelskiej): – Poznałem Damiana Muskusa, kiedy byłem marszałkiem Małopolski, a on kustoszem kalwaryjskiego sanktuarium. Pomagałem mu pisać wnioski o dotację na remont Dróżek. Otwarty, łagodny, pogodny. On po prostu był bardzo niebiskupi.

W 2011 r. Muskus został mianowany biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej; jako zawołanie biskupie wybrał słowa Jezusa do św. Jana: „Oto Matka twoja”. Był koordynatorem generalnym Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r. – protestował przeciwko politycznemu wykorzystywaniu tej imprezy.

Biskup Damian Muskus podczas konferencji prasowej na temat przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Campus Misericordiae, Wieliczka-Brzegi k. Krakowa, kwiecień 2016 r. // Fot. Łukasz Krajewski / Agencja Wyborcza.pl

Ks. Kazimierz Sowa: – Na Światowe Dni Młodzieży miałem pewien pomysł organizacyjno-formalny. Poszedłem z tym do kardynała Dziwisza, a ten mi mówi: „Musi ksiądz to przedstawić i przegadać z biskupem Damianem, bo on odpowiada za Komitet”. Myślałem, że powie, iż to nie takie proste, że musi się na to zgodzić wielu ludzi, że mało czasu itd. Tymczasem przegadaliśmy ponad godzinę, wypytywał o szczegóły i szybko uznał, że to może się przydać. Zaufał. Mój pomysł wprawdzie storpedował ostatecznie w Komitecie ktoś inny, a było to już po wyborach w 2015 r., więc nawet się nie dziwiłem. Zawsze jawił się jako człowiek, który nie pozwala sobie wciskać kitu, ale też nie będzie walczył z wiatrakami tylko po to, żeby było więcej szumu. Tak było, kiedy władze rzuciły pomysł organizowania ŚDM na płycie lotniska w Balicach zamiast na Campusie w Wieliczce. Biskup Damian stanowczo, ale też z taktem wykazał od razu bezsens takiego rozwiązania.

Przesunąć się nieco przy stole

Marek Jędraszewski dobrze czuje się w świecie polityki, wciąga ją do Kościoła. Damian Muskus od tego świata trzyma się z daleka. Jeżeli komentuje, to jest w tym prostolinijny – mówi o migrantach, Janie Pawle II (zaraz po materiale „Franciszkańska 3”), ale też o samym Kościele, który grzeszy, ucieka od tego, co najważniejsze.

O migrantach (w książce „Nie mój Kościół”): „Jestem przekonany, że odpowiedź-klucz to spotkanie. Jeśli zobaczymy w tych ludziach nie jakieś abstrakcyjne grupy uchodźcze czy migranckie bojówki, ale pojedyncze osoby i ich często dramatyczne historie, łatwiej będzie przesunąć się nieco przy stole i zrobić trochę miejsca. Przybysze z innych krajów nie mogą czuć się zagrożeni, zamykani w gettach, pozbawieni praw, bo to pierwszy krok do radykalnych zachowań. Nie izolując ich, ale włączając w nasze życie społeczne, tworzymy im przestrzeń bezpieczeństwa, ale poszerzamy również własną. Okazuje się bowiem, że zwykle są to wspaniali pracownicy, serdeczni sąsiedzi, uzdolnieni uczniowie i świetni przyjaciele, ludzie zasługujący na relacje – jak każdy z nas”.

O Janie Pawle II (na Facebooku): „Słychać głosy wzywające do obalania pomników i emocjonalne apele o obronę szarganej świętości. Tym, dla których św. Jan Paweł II jest wciąż największym autorytetem i najwybitniejszym Polakiem, trudno pogodzić się z faktem, że ktoś ośmiela się mówić i pisać o nim inaczej. (…) Nikomu nie jest potrzebna dzisiaj nowa odsłona wojny polsko-polskiej, którą od lat fundują nam środowiska polityczne. (…) Sam papież, dodajmy, nie życzyłby sobie, by to on stał się osią, wokół której trwa regularna wojna jego rodaków. (…) Należałoby również zaniechać ocierających się o naiwność działań podejmowanych rzekomo w imię obrony świętości papieża. Ani trzymanie w dłoni obrazka z jego wizerunkiem, ani wieszanie go na ścianach instytucji publicznych nie odmieni oblicza tej ziemi”.

Czasami ktoś zarzuci mu, że w komentowaniu wychodzi przed szereg. On tłumaczy to tak: „Nie w każdej sprawie episkopat musi zabierać głos in gremio. Rozumiem jednak, że są takie sytuacje, kiedy ludzie oczekują ze strony biskupów wyrażenia stanowiska albo nawet stanowczej reakcji, gdy przekraczane są granice ludzkiej przyzwoitości” (w rozmowie z Dobrzyniak).

O Kościele: „Jeżeli mamy jako wspólnota uczniów Pana być Jego ikoną, wybór jest jeden – trzeba zostawić wszystko, co w tym przeszkadza, a więc doczesne znaczenie, przywiązanie do liczb i efektów, prestiż polityczny i społeczny, a także poczucie wyższości i przekonanie o elitarności, które każe ludzi osądzać, wykluczać i nieustannie pouczać. Ogołocenie powoduje, że koncentrujemy się na Dawcy, nie na darach, i oczyszcza ze spraw, które są drugorzędne. Zdarza nam się mylić porządki i temu, co mniej istotne, nadawać status priorytetu, zapominając o Najważniejszym – o Bogu, dla którego istniejemy jako wspólnota Kościoła” („Nie mój Kościół”).

„Ciasto, którego nie zjadłem”

Ewangelicznie „najmniejsi”, o których mówił Wojciech Bonowicz, to na przykład dzieci. Biskup Muskus zaskoczył użytkowników Facebooka, ogłaszając, że posprząta, ugotuje, przytnie żywopłot, i co tam jeszcze trzeba będzie zrobić, pod warunkiem, że wynajmujący go wpłaci na zbiórkę. Bo potrzebne są miliony, żeby uratować życie; albo tysiące, żeby ocalić oczy.

Ks. Kazimierz Sowa: – Kiedy do Krakowa przyszedł Marek Jędraszewski, rola biskupów pomocniczych zmalała. Biskup Damian robił swoje, łącząc sprawy duszpasterskie z odnalezieniem dla siebie takiego miejsca, gdzie realnie pomagał. Tym miejscem są akcje pomocowe, które animuje w internecie, zbierając środki dla dzieci dotkniętych rzadkimi chorobami, których leczenie kosztuje miliony. Na ogół udaje mu się te akcje nie tylko ogłosić, ale i doprowadzić do końca, bo stosuje metody nieoczywiste jak na biskupa: licytuje swoje pamiątki lub prezenty, najmuje się do pracy fizycznej „za odpowiednią stawkę”, myje naczynia na plebaniach, za co gospodarze „płacą”, ma do siebie dystans i nie zbiskupiał.

Muskus wszystko relacjonuje w mediach społecznościowych, prosi, przekonuje, puszcza oko, czaruje:

„Może ktoś podąża do galerii handlowej w celu zakupu porcelany? Nie musisz wychodzić z domu. Porcelana za kilka dni będzie u Ciebie. Wystarczy pomóc Marysi uratować oczka. Oferta ważna do 11 lipca do godziny 20.00”.

„Ciasto odjęte od ust. Na licytację wystawiam ciasto, które otrzymałem podczas odwiedzin u Marysi. Postanowiłem przekazać je na szybką licytację. Można je będzie odebrać jutro podczas kiermaszu ciast, który odbędzie się na Bachledówce. Na opakowaniu odręcznie zamieściłem napis: »Ciasto, którego nie zjadłem« i mój autograf” (ktoś zapłacił za ciasto 500 zł).

„Co tu dużo pisać. Wielkim problemem Piotrka są schody. Dzielnie walczy z dziecięcym porażeniem mózgowym i wieloma innymi chorobami, ale schody to dla niego Giewont. Już ponad 3 miesiące zbiera środki na pokonanie tej góry. Nie idzie to sprawnie”.

„Może zbierzemy siły i pomożemy Piotrkowi i jego rodzicom wyprostować te schody. Ponoć najlepszym rozwiązaniem w tym konkretnym przypadku jest schodołaz, dzięki któremu Piotrek będzie mógł sprawnie przemieszczać się na podwórko, a może nawet wpadać na kawkę do sąsiadów z wyższych pięter. Jego mama naprawdę nie ma siły go już dźwigać”.

„Może moi Znajomi chcieliby zrobić jakiś dobry uczynek dla tego chłopca? Dowolne środki można wpłacać do skarbonki (link w komentarzu). Jest też możliwość – w zamian za konkretną wpłatę – otrzymania filiżanki z herbem biskupim lub książki »Nie mój Kościół« z osobistą dedykacją. Ale to już nie są tanie rzeczy. Żeby otrzymać filiżaneczkę z autografem na spodku, należy wesprzeć Piotrka przynajmniej kwotą 1000 zł, zaś książkę można otrzymać po wpłaceniu przynajmniej 200 zł”.

Spotkanie z jeżem

Na Facebooku opowiada o pomidorach, o spotkaniu z jeżem. W Światowym Dniu Osób z Zespołem Downa zrobił sobie zdjęcie w dwóch różnych skarpetkach (skarpetki nie do pary to symbol tego święta) – jedną założył beżową, drugą w czerwono-czarne romby; widać też kawałek franciszkańskiego habitu.

Cieszą go zwierzaki, które spotyka, a w lesie cieszy go wiosna, która się spóźniała, ale w końcu jest; ma ubaw z jeżdżenia kosiarką, robienia memów, pozowania ze szczeniakiem.

O internecie mówił tak: „Zwłaszcza starsze pokolenie księży nie rozumie, że internet nie jest dziś jakimś dodatkiem do życia, ale naturalną przestrzenią młodych ludzi i właśnie m.in. tam należy ich szukać, tam trzeba z nimi być”.

Ks. Kazimierz Sowa: – O biskupie Damianie można powiedzieć wiele, ale nikt nie zna jego sympatii czy poglądów politycznych, nie wie, jaką ma wizję Polski i świata. Jest jednym z tych biskupów, o których z całą odpowiedzialnością i przekonaniem powiem, że to biskupi z ducha i nauczania Franciszka. Gdy go zapytałem kiedyś, czy chciałby być biskupem „na swoim”, żartował: „Gdybym o każdym mieście, gdzie miałem być biskupem diecezjalnym, pisał przewodnik, miałbym już sporą bibliotekę”.

Plastik, drodzy państwo, to zło

Mówią o nim „eko-biskup”. Na pytanie Magdaleny Dobrzyniak, czy przeżył ekologiczne nawrócenie, odpowiada: „Proszę sobie wyobrazić, że tak – i to pod wpływem własnego kazania. A tak naprawdę spowodowała je reakcja jednej z osób na słowa wypowiedziane przeze mnie podczas dożynek miejskich na krakowskich Błoniach w 2019 r. Uznała ona, że nie może przejść obojętnie obok kazania, w którym padło tak wiele słów wzywających do troski o świat stworzony. Postanowiła wprowadzić w życie ułożony przez siebie dekalog ekologiczny, w którym zawarła osobiste zobowiązanie do oszczędzania wody, segregowania odpadów, rezygnacji z foliowych opakowań, niekupowania napojów w plastikowych butelkach. Ta deklaracja zawstydziła z kolei mnie, mocnego w gębie, niekoniecznie w czynach. Dziś mija już czwarty rok, jak sieci handlowe notują spadki sprzedaży zgrzewek wody pitnej, którą wcześniej namiętnie nabywałem”.

Biskup rozstał się z plastikiem i kupił sześć szklanych karafek. Kiedy idzie w gości, mówi, że plastik, drodzy państwo, to zło.

Osamotnienie

Agnieszka: – Mówią też o Damianie Muskusie, że jest najbardziej osamotnionym biskupem w Kościele. Może i w Kościele tak, ale nie wśród ludzi. To chyba ważniejsze, prawda?

Maria: – Gdyby Jezus zszedł z góry i wpadł do Polski, zdziwiłby się, że księża mieszkają na wielkich plebaniach, a biskupi w pałacach. Nie tak chciał to urządzić. Ale gdyby zobaczył profil biskupa Damiana na Facebooku, pewnie by mu się spodobał. Mój wnuk, 17-latek, mówi, że biskup Muskus to taki „gostek od Jezusa”. I to jest dobre.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Biskup z innej bajki