Silne odczucie déjà vu wywołała u mnie lektura okładkowego tekstu Ignacego Dudkiewicza. Nic dziwnego, Radio Maryja i imperium medialno-edukacyjne o. Tadeusza Rydzyka były tematami jednych z pierwszych tekstów, które pisałem (wspólnie z Michałem Kuźmińskim) jako świeżo upieczony dziennikarz „Tygodnika”. Takie emocje się zapamiętuje.
Odkopałem te teksty („Ojciec zastępczy” i „Nabór do twierdzy”) w twardych tekturowych oprawach kryjących rocznik 2007. Tak, wiem, można do nich dotrzeć kilkoma kliknięciami w naszym archiwum cyfrowym, lubię jednak korzystać z przywileju fizycznej obecności w redakcji, by czasem zajrzeć do magazynu z archiwaliami i poczuć zapach tamtego papieru.
„Poczucie oblężenia zwiera szeregi obrońców, to prawidłowość dostrzegana w socjologii już w XIX w. A strategia wyszukiwania wrogów podsyca poczucie oblężenia” – tak stosowany przez Rydzyka sposób gromadzenia zwolenników tłumaczył nam wtedy socjolog prof. Piotr Sztompka. Mówił, że redemptoryście udało się znakomicie zagospodarować frustrację społeczną osób, które transformacja ustrojowa pozostawiła na lodzie. Medioznawczyni Katarzyna Pokorna-Ignatowicz zachęcała, by odwołując się do ulubionego zwrotu o. Rydzyka: „Po owocach ich poznacie”, zapytać o owoce działalności Radia: „Czy mamy znaczący wzrost religijności? Nie. Czy rozwiązano problemy, z którymi polski Kościół się zmaga, np. laicyzację? Nie. Czy czujemy się bardziej częścią Kościoła powszechnego? Nie. Co za to mamy? Etykietkę polskiego Kościoła”.
Minęło kilkanaście lat i nihil novi sub sole – pomyślałem, czytając materiał Dudkiewicza. Polskie państwo i polski Kościół mierzą się wciąż z tym samym człowiekiem i tym samym problemem. W sumie moglibyśmy przedrukować nasze stare teksty... Czy chcę przez to powiedzieć, że nasz autor nie ma niczego nowego do powiedzenia? Absolutnie nie! Jego tekst ze znawstwem dowodzącym głębokiego researchu opisuje linie frontu na odcinkach Rydzyk–rząd i Rydzyk–biskupi. Osiem lat rządów PiS-u pozwoliło zakonnikowi wzmocnić swoje imperium o kolejne filary. Pytanie o skutki bezkarności ojca dyrektora wybrzmiewa z jeszcze większą goryczą.
Ciekawe, jak jego krzywy uśmiech rozumieją polscy biskupi, w dużej mierze za to odpowiedzialni. Ja, patrząc na naszą okładkę, słyszę, jakby jej bohater mówił: „po mnie choćby potop”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















